Wierzby rosły nisko nad wodą, jakby same chciały dotknąć jej tafli.
Ich długie gałęzie poruszały się leniwie, muskane porannym powietrzem, a cisza, która tam panowała, nie była pustką — była miejscem, w którym wszystko mogło się wydarzyć albo nie wydarzyć wcale.
Serafina stała nieruchomo, pozwalając, by świat wokół niej mówił własnym językiem.
Jezioro odbijało długą trawę w miękkim, rozedrganym obrazie, jak nuta przeciągnięta zbyt długo, lecz wciąż czysta.
Akacje błyszczały w promieniach słońca, a światło układało się na liściach tak, jakby znało ich imiona.
Nie było potrzeby się spieszyć.
Czas w tym miejscu nie domagał się decyzji ani odpowiedzi.
Pozwalał trwać — bez lęku, bez oczekiwań, bez konieczności nazywania czegokolwiek.
Serafina czuła spokój, który nie wymagał samotności, lecz jej nie naruszał.
Była częścią krajobrazu, jakby wtopiła się w zieleń i światło,jakby wierzby przyjęły ją pod swoje ciche ramiona.
Powietrze drżało lekko, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi i wody.
Każdy oddech był wolniejszy od poprzedniego, a myśl — swobodna, nieskrępowana,błądząca bez potrzeby powrotu.
To było miejsce, w którym serce mogło odpocząć, zanim odważy się poczuć więcej.
Dopiero wtedy, z oddali, pojawiła się obecność, która nie burzyła ciszy.
Choć na pierwszy rzut oka może wyglądać niepozornie, kryje w sobie coś, co od wieków budzi respekt — długowieczność, cierpliwość i niezwykłą odporność.
To jedna z najstarszych roślin Europy.
Cisy potrafią żyć setki, a nawet tysiące lat. Rosną wolno, bardzo wolno. Nie ścigają się z czasem. Ich siła nie polega na szybkim wzroście, lecz na konsekwentnym trwaniu. Każdy centymetr jest wynikiem lat, nie sezonu.
Patrząc na mojego cisa, często myślę o tym, jak bardzo różni się od świata, który nas dziś otacza.
Świata pośpiechu, natychmiastowych efektów i presji, aby „już teraz” być silnym, skutecznym, widocznym. A cis niczego nie udowadnia. On po prostu jest.
Dlatego w moim przekonaniu jest taki piękny.
Z biologicznego punktu widzenia to roślina niezwykła także dlatego, że potrafi się regenerować. Bywają momenty, gdy brązowieje, gdy wygląda na osłabioną, jakby traciła formę. A jednak — jeśli warunki pozwolą — odradza się. Wypuszcza nowe przyrosty. Wraca do swojej zieleni. Nie dlatego, że było łatwo, ale dlatego, że nie przestała trwać.
I właśnie to jest dla mnie najważniejsza lekcja.
W życiu też bywają chwile, gdy słabniemy. Gdy coś w nas „brązowieje”.
Gdy zniechęcenie, zmęczenie albo trudności sprawiają, że tracimy wiarę w sens dalszej drogi.
Cis jest jak- drogowskaz, że chwilowa słabość nie jest porażką. Jest etapem. Stanem przejściowym. Częścią procesu.
Wytrwałość nie polega na tym, że nigdy nie upadamy.
Polega na tym, że — jak cis — nie rezygnujemy z korzeni.
Z wartości, które są dla nas ważne. Z celów, które sami sobie wytyczyliśmy i które chcemy realizować, nawet jeśli droga do nich jest długa i nierówna.
Ten krzew uczy – cierpliwości wobec siebie. Nie wszystko musi wydarzyć się od razu. Nie wszystko musi być idealne.
Czasem wystarczy trwać, dbać o swoje miejsce, swoje tempo, swoje granice.
Każda roślina wnosi coś do naszego życia, jeśli tylko się przy niej zatrzymamy.
A cis… cis uczy, że siła może być cicha, a wytrwałość — skromna i niewidoczna, ale głęboko zakorzeniona.
Motto ;
Nigdy nie wycofuj się z osiągnięcia – celu.
Wytrwałość jest – kluczem, którym otwieramy drzwi do marzeń.
Silniki ucichły, jakby statek nagle stracił oddech.
Nastała błoga cisza, a załoga wstrzymała oddech w nadziei na znak.
Cisza przyszła powoli, lecz gdy już zapadła, okazała się cięższa niż hałas.
Nie było szarpnięcia ani gwałtownego zatrzymania — tylko zanik drgań, który rozlał się po pokładzie tak iż wszyscy słyszeli bicie swojego serca.
Mgła zbliżyła się do statku i otoczyła go szczelnie.
Nie miała granic ani kształtu.
Przysłaniała wszystko, co mogłoby dać pewność: wodę, niebo, kierunek.
Horyzont zniknął, jakby nigdy nie istniał. Pozostała tylko bliskość własnych myśli.
Cichy oddech i bicie serca.
Załoga w zadumie spojrzała w stronę kapitana.
Szafira stała nieruchomo.
Wpatrywała się przed siebie. Zastanawiała się.
– mgła była jak prawdziwe wyzwanie…niczym;
– ciemność połączona z ciszą bez wyjścia i bez światła w dłoni, które mogłoby wskazać określony kierunek.
Niepewność – budziła w niej pytania.
Ale nie bała się – decyzja już zapadła.
Teraz trzeba było ponieść ciężar, który objął wszystkich.
Los statku znalazł się w martwym punkcie.
Szafira wiedziała, że bycie Kapitanem w ciszy było trudniejsze niż dowodzenie w sztormie gdzie jest
— ruch i hałas pozwalający ukryć niepokój.
Odpowiedzialność nie krzyczała.Ona osiadała cicho, jak mgła.
Wiedziała, że wybrała jedyną możliwą drogę. A jednak brak horyzontu sprawiał, że nawet słuszne decyzje traciły wyraźne kontury.
Mgła chroniła statek ale jednocześnie odbierała orientację.
Nie dawała odpowiedzi — tylko czas.
Obsydian leżał kilka kroków dalej, lekko ranny spoglądał w dal. Żył. Widział zmartwienie – Szafiry. Wiedział, że ona nie ugnie się nawet w obliczu mgły. Znał swojego kapitana, a ona nigdy się nie bała – serce wskazywało kurs.
Obsydian postanowił być – stać u boku.
A jego obecność była wyczuwalna, choć milcząca — jak punkt, wokół którego wszystko jeszcze się trzymało. Rana w ramieniu unieruchomiła go, ale nie odebrała mu przytomności.
Wszyscy zdali sobie sprawę jeszcze bardziej jak bardzo potrzebują – jedności i braterstwa.
Załoga poruszała się powoli, niemal bezszelestnie.
Każdy gest był ostrożny, jakby głośniejszy ruch mógł przywołać to, przed czym uciekli.
Nikt nie zadawał pytań.
Nikt nie mówił o przyszłości.
Wszyscy tkwili w zawieszeniu, niepewni, czy cisza oznacza ocalenie, czy jedynie krótką przerwę przed kolejnym uderzeniem.
Statek dryfował w mgle, pozbawiony punktów odniesienia.
Załoga trwała razem – zjednoczona, lecz każdy był sam ze swoimi myślami.
Szafira spojrzała przed siebie, w pustkę, gdzie powinien być horyzont. Ale nie widziała – nic.
Mgła jak podmuch ciemnych – rozproszonych chmur tuż nad taflą morza zasłaniała wszystko.
Brak widoku nie przerażał jej tak bardzo jak świadomość, że nawet cisza może być próbą.
Mam nadzieję, że Święta upływają Wam w duchu miłości, spokoju i szczęściu.
Chciałabym życzyć Wam – miłego i spokojnego dnia oraz cudownego popołudnia.
I choć czas świąteczny dobiega już- końca, to na zawsze pozostaną z nami wszystkie piękne momenty, które były naszym udziałem – historią życia, która będzie trwać w pamięci i sercu po czas niezmierzony.
Niech pokój Boży – otula Wasze serca, a miłość Boża zawsze Wam towarzyszy.