Konik morski w księżycową noc

W noc, gdy księżyc świecił jak srebrny rogal,

chmury ustępowały mu miejsca,

jakby znały drogę, którą nie wolno zasłaniać.

Jedna z nich — delikatna, smukła —

przybrała kształt konika morskiego,

niosąc w swoim cichym grzbiecie

opowieść, którą szeptał wiatr.

A ja – stałam tam jak świadek czegoś ulotnego,

co pojawia się tylko raz i znika, jeśli serce nie zatrzyma myśli.

Tak właśnie rodzi się poezja — z jednej chwili,

z jednego spojrzenia, z jednego oddechu nocy.

Gdzie z prostych chmur  – możesz ujrzeć świat innym spojrzeniem.

Wierzby Ciszy

Wierzby rosły nisko nad wodą, jakby same chciały dotknąć jej tafli.

Ich długie gałęzie poruszały się leniwie, muskane porannym powietrzem, a cisza, która tam panowała, nie była pustką — była miejscem, w którym wszystko mogło się wydarzyć albo nie wydarzyć wcale.

Serafina stała nieruchomo, pozwalając, by świat wokół niej mówił własnym językiem.

Jezioro odbijało długą trawę w miękkim, rozedrganym obrazie, jak nuta przeciągnięta zbyt długo, lecz wciąż czysta.

Akacje błyszczały w promieniach słońca, a światło układało się na liściach tak, jakby znało ich imiona.

Nie było potrzeby się spieszyć.

Czas w tym miejscu nie domagał się decyzji ani odpowiedzi.

Pozwalał trwać — bez lęku, bez oczekiwań, bez konieczności nazywania czegokolwiek.

Serafina czuła spokój, który nie wymagał samotności, lecz jej nie naruszał.

Była częścią krajobrazu, jakby wtopiła się w zieleń i światło, jakby wierzby przyjęły ją pod swoje ciche ramiona.

Powietrze drżało lekko, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi i wody.

Każdy oddech był wolniejszy od poprzedniego, a myśl — swobodna, nieskrępowana, błądząca bez potrzeby powrotu.

To było miejsce, w którym serce mogło odpocząć, zanim odważy się poczuć więcej.

Dopiero wtedy, z oddali, pojawiła się obecność, która nie burzyła ciszy.

Nowy Rok – 2026r

Stary Rok nie jest pożegnaniem życia ani nadziei.

Jest przejściem — wejściem w nowe wyzwania,

z refleksją, nadzieją i wiarą, która pozwala dalej trwać.

Nowy Rok to kontynuacja, ale i nowa perspektywa:

by działać lepiej, kochać uważniej, pomagać mądrzej

i uczyć się cierpliwości wobec życia.

Nowy Rok 2026r, kochani, to także marzenia,

które warto spełniać poprzez świadome, aktywne działanie.

A jednak najważniejsze pozostaje niezmienne:

miłość, zdrowie, pokój i wiara —

one są dalszą częścią naszej wspólnej podróży.

Niech będą wzmocnione, silne i trwałe.

Tego Wam — i sobie — życzę z całego serca.

Cis – lekcja wytrwałości

Cis nie jest zwykłym krzewem.

Choć na pierwszy rzut oka może wyglądać niepozornie, kryje w sobie coś, co od wieków budzi respekt — długowieczność, cierpliwość i niezwykłą odporność.

To jedna z najstarszych roślin Europy.

Cisy potrafią żyć setki, a nawet tysiące lat. Rosną wolno, bardzo wolno. Nie ścigają się z czasem. Ich siła nie polega na szybkim wzroście, lecz na konsekwentnym trwaniu. Każdy centymetr jest wynikiem lat, nie sezonu.

Patrząc na mojego cisa, często myślę o tym, jak bardzo różni się od świata, który nas dziś otacza.

Świata pośpiechu, natychmiastowych efektów i presji, aby „już teraz” być silnym, skutecznym, widocznym. A cis niczego nie udowadnia. On po prostu jest.

Dlatego w moim przekonaniu jest taki piękny.

Z biologicznego punktu widzenia to roślina niezwykła także dlatego, że potrafi się regenerować. Bywają momenty, gdy brązowieje, gdy wygląda na osłabioną, jakby traciła formę. A jednak — jeśli warunki pozwolą — odradza się. Wypuszcza nowe przyrosty. Wraca do swojej zieleni. Nie dlatego, że było łatwo, ale dlatego, że nie przestała trwać.

I właśnie to jest dla mnie najważniejsza lekcja.

W życiu też bywają chwile, gdy słabniemy. Gdy coś w nas „brązowieje”.

Gdy zniechęcenie, zmęczenie albo trudności sprawiają, że tracimy wiarę w sens dalszej drogi.

Cis jest jak- drogowskaz, że chwilowa słabość nie jest porażką. Jest etapem. Stanem przejściowym. Częścią procesu.

Wytrwałość nie polega na tym, że nigdy nie upadamy.

Polega na tym, że — jak cis — nie rezygnujemy z korzeni.

Z wartości, które są dla nas ważne. Z celów, które sami sobie wytyczyliśmy i które chcemy realizować, nawet jeśli droga do nich jest długa i nierówna.

Ten krzew uczy – cierpliwości wobec siebie. Nie wszystko musi wydarzyć się od razu. Nie wszystko musi być idealne.

Czasem wystarczy trwać, dbać o swoje miejsce, swoje tempo, swoje granice.

Każda roślina wnosi coś do naszego życia, jeśli tylko się przy niej zatrzymamy.

A cis… cis uczy, że siła może być cicha, a wytrwałość — skromna i niewidoczna, ale głęboko zakorzeniona.

Motto ;

Nigdy nie wycofuj się z osiągnięcia – celu.

Wytrwałość jest – kluczem, którym otwieramy drzwi do marzeń.

W poszukiwaniach szczęścia – nie zapomnij,

że są wartości których nie należy poświęcać.

Jak cis nie rezygnujemy nigdy z własnych korzeni.

Serdecznie Wam tego życzę- wytrwałości

Rozmaryn zimową porą

Rozmaryn — zimą

uraczył swoim widokiem.

Fioletem delikatnym —

barwą i zapachem.

Przy nim serce na chwilę stanęło,

myśl ucichła, nadszedł spokój.

Przy nim poczułam w kwiatach

magię cichego uroku.

Rozmaryn w grudniu —

jak dar życia.

Jestem zaszczycona

jego pięknem, wdziękiem i trwaniem.

W podzięce —

uśmiech złożony sercem.

Zagubieni w ciszy

Szafira & Obsydian

Silniki ucichły, jakby statek nagle stracił oddech. 

Nastała błoga cisza, a załoga wstrzymała oddech w nadziei na znak.

Cisza przyszła powoli, lecz gdy już zapadła, okazała się cięższa niż hałas.

Nie było szarpnięcia ani gwałtownego zatrzymania — tylko zanik drgań, który rozlał się po pokładzie tak iż wszyscy słyszeli bicie swojego serca.

Mgła zbliżyła się do statku i otoczyła go szczelnie.

Nie miała granic ani kształtu. 

Przysłaniała wszystko, co mogłoby dać pewność: wodę, niebo, kierunek. 

Horyzont zniknął, jakby nigdy nie istniał. Pozostała tylko bliskość własnych myśli. 

Cichy oddech i bicie serca. 

Załoga w zadumie spojrzała w stronę kapitana. 

Szafira stała nieruchomo. 

Wpatrywała się przed siebie.  Zastanawiała się. 

– mgła była jak prawdziwe wyzwanie…niczym;

– ciemność połączona z ciszą bez wyjścia i bez światła w dłoni, które mogłoby wskazać określony kierunek.

Niepewność – budziła w niej pytania. 

Ale nie bała się – decyzja już zapadła. 

Teraz trzeba było ponieść ciężar, który objął wszystkich. 

Los statku znalazł się w martwym punkcie.

Szafira wiedziała, że bycie Kapitanem w ciszy było trudniejsze niż dowodzenie w sztormie gdzie jest 

 — ruch i hałas pozwalający ukryć niepokój.

Odpowiedzialność nie krzyczała. Ona osiadała cicho, jak mgła.

Wiedziała, że wybrała jedyną możliwą drogę. A jednak brak horyzontu sprawiał, że nawet słuszne decyzje traciły wyraźne kontury. 

Mgła chroniła statek ale jednocześnie odbierała orientację. 

Nie dawała odpowiedzi — tylko czas.

Obsydian leżał kilka kroków dalej, lekko ranny spoglądał w dal. Żył.  Widział zmartwienie – Szafiry.  Wiedział, że ona nie ugnie się nawet w obliczu mgły. Znał swojego kapitana, a ona nigdy się nie bała – serce wskazywało kurs. 

Obsydian postanowił być – stać u boku. 

A jego obecność była wyczuwalna, choć milcząca — jak punkt, wokół którego wszystko jeszcze się trzymało. Rana w ramieniu unieruchomiła go, ale nie odebrała mu przytomności. 

Wszyscy zdali sobie sprawę jeszcze bardziej jak bardzo potrzebują – jedności i braterstwa. 

Załoga poruszała się powoli, niemal bezszelestnie. 

Każdy gest był ostrożny, jakby głośniejszy ruch mógł przywołać to, przed czym uciekli. 

Nikt nie zadawał pytań. 

Nikt nie mówił o przyszłości. 

Wszyscy tkwili w zawieszeniu, niepewni, czy cisza oznacza ocalenie, czy jedynie krótką przerwę przed kolejnym uderzeniem.

Statek dryfował w mgle, pozbawiony punktów odniesienia.

Załoga trwała razem – zjednoczona, lecz każdy był sam ze swoimi myślami.

Szafira spojrzała przed siebie, w pustkę, gdzie powinien być horyzont. Ale nie widziała – nic. 

Mgła jak podmuch ciemnych – rozproszonych chmur tuż nad taflą morza zasłaniała wszystko.

Brak widoku nie przerażał jej tak bardzo jak świadomość, że nawet cisza może być próbą.

A jednak trwała.

Bo czasem jedynym możliwym ruchem jest pozostać.

Pozdrowienia

Kochani.

Mam nadzieję, że Święta upływają Wam w duchu miłości, spokoju i szczęściu.

Chciałabym życzyć Wam – miłego i spokojnego dnia oraz cudownego popołudnia.

I choć czas świąteczny dobiega już- końca, to na zawsze pozostaną z nami wszystkie piękne momenty, które były naszym udziałem – historią życia, która będzie trwać w pamięci i sercu po czas niezmierzony.

Niech pokój Boży – otula Wasze serca, a miłość Boża zawsze Wam towarzyszy.

Tego Wam serdecznie życzę – Katarzyna

Cisza w Mgle

Szafira & Obsydian

Morze ucichło, a szum fal ustał, by ukoić statek spokojem serca.

Mgła czuwała — choć gęsta, była wsparciem.

Załoga spojrzała w niebo, aby obrać kurs… choć jeszcze niewidoczny.

W wkrótce cześć IV- ,, Zagubieni w ciszy”

Wśród Wierzb

BALLADA

Serafina & Armand

,,Spotkanie w ciszy

Spacer w ogrodzie róż na długo pozostał w pamięci Serafiny i Armanda.

Był jak czułe westchnienie — jak kropla rosy, która osiada na liściu i zostawia po sobie ślad,

choć sama znika. Nie trwał długo, a jednak wystarczająco, by nasycić się obecnością drugiego człowieka i ciszą, którą potrafili dzielić bez słów.

Serafina kochała róże — znała każdą z nich, jakby były częścią jej własnej historii.

Armand zatrzymał się nagle i skłonił z lekką powagą.

— Panienka wybaczy — rzekł cicho — i pozwoli, że oddalę się na chwilę.

— A cóż to, mości dobrodzieju odparła łagodnie gdy pilne sprawy wzywają?

— Tak, Panienko… wzywają.

Odchylił prawą dłoń do tyłu na znak pożegnania i z szacunkiem ucałował dłoń Serafiny.

Potem odszedł — bez pośpiechu, bez oglądania się za siebie.

Dzień był piękny.

Serafina postanowiła pozostać jeszcze w ogrodzie.

Zofia, wierna służąca, przygotowała herbatę, aby Panienka mogła odpocząć wśród ukochanych róż i promieni słońca.

— Szlachcic w pośpiechu opuścił dwór — szepnęła ostrożnie.

Serafina jedynie delikatnie wzdrygnęła ramionami, jakby nie życzyła sobie dalszej rozmowy.

— Panienka nie jest ciekawa…?

— Zofio — odrzekła spokojnie — zapewne miał ku temu ważny powód.

— Tak, Panienko… miał. W dworze szepczą, że pilnie wyruszył do brata.

Serafina nie odpowiedziała.

Zofia zamilkła na moment, po czym dodała półgłosem:

— W Panienki ogrodzie… nawet róże zamilkły na chwilę.

— Chcesz mi jeszcze coś powiedzieć droga Zofio? zapytała Serafina z błogim spokojem.

— Bo Panienka i Pan Armand… wyglądają tak… — urwała zdanie, nie kończąc myśli.

Dostrzegła, że twarz Serafiny przybrała wyraz – zadumy, a może nawet cichego smutku.

Onieśmielona, z lekkim drżeniem w głosie, rzekła tylko:

— Przepraszam Panienkę.

Zofia cofnęła się pół kroku, uchylając przestrzeń. Nie zadała więcej pytań.

Serafina oddaliła się od stolika z herbatą i zniknęła wśród róż, pozostając sama ze swoimi myślami.

Dzień zakończył się błogą ciszą, która nie domagała się odpowiedzi.

Następnego dnia o świcie Serafina wyruszyła na przejażdżkę konną.

Uwielbiała swojego białego jak śnieg rumaka — Aleksandra.

Szeptała do niego cicho, jak do istoty, która rozumie więcej, niż wypowiada się słowami.

Gdy słońce powoli otulało las złocistymi promieniami, galopowała odważnie, nie bacząc na przeszkody, jakby szukała w ruchu ukojenia.

Aleksander mknął przez leśne dukty jak rozpędzony wicher — dumny, lekki, o majestacie szlacheckiego konia, który zna swoją drogę.

Miał poprowadzić Serafinę do miejsca, które dobrze znali oboje.

Do wierzb – ciszy.

Armand powrócił do dworu późną nocą.

Przy porannym śniadaniu nie dostrzegł Serafiny.

Wkrótce dowiedział się, że wybrała się na przejażdżkę konną. Nie zapytał o nic więcej.

Bez słowa oddalił się od stołu i osiodłał swojego konia.

Las był jeszcze wilgotny od porannej mgły, a ścieżka prowadziła dokładnie tam, gdzie myśl biegła szybciej niż kroki.

Armand dostrzegł z oddali sylwetkę Serafiny.

Zatrzymał konia i w zwolnionym rytmie ruszył powoli w stronę wierzb.

Wśród wierzb panowała błoga cisza.

Armand ponownie zatrzymał konia i skinął głową w stronę Serafiny.

Anioł nadziei

Kochani

Życzę Wam Zdrowych i Spokojnych Świąt.

Spełnienia marzeń i zdrowia.

Wiary w sercu – bez której ciężko podążać krętą drogą.

Niech – Anioł Stróż otacza Was zawsze i wszędzie.

Niech serce przepełnia dobroć i wrażliwość.

Miłość wobec bliźnich trwa i wypełnia serce.

Gotowa, by w każdym momencie nieść pomoc.

Niech Święta będą chwilą do refleksji, miłości i życzliwość,

Niech ten rodzinny wspólny czas będzie wyjątkowym momentem

– wypełniony Bożą miłością , spokojem i błogosławieństwem.

Z serdecznymi życzeniami dla Was- Katarzyna

📘 Kup książkę