W kroplach deszczu

Deszcz spadł cicho

jakby nie chciał nikogo zbudzić,

tylko delikatnie dotknąć ziemi

i zostać na chwilę.

Krople osiadają na liściach

jak myśli, które w końcu znajdują miejsce.

Nie pytają o pozwolenie…

po prostu są.

Ścieżka mokra od wspomnień

prowadzi dalej z ufnością.

I choć nie widać jeszcze końca,

to czuje się kierunek.

A w ciszy

coś się uspokaja…

coś, co długo nie mogło odnaleźć oddechu.

Bo deszcz nie zawsze jest smutkiem.

Czasem jest tym,

co pozwala zacząć od nowa,

bez słów,

bez pośpiechu,

po swojemu.

🌿

Zawsze lojalne

Konik Morski

🌅

W ciszy rodzą się odpowiedzi

A czasem przeczucia.

Jednak to co najpiękniejsze

w tych małych istotach.

To ich wiara,

– miłość i odwaga.

Zawsze trwają,

do końca z nadzieją.

Wierne wartościom.

Pąki śliwki w ciszy poranka

Dzisiaj o poranku dnia

w moim ogrodzie tak wiele się działo.

Słońce oświetliło choinki,

nadało im złoty blask zieleni.

Ptaki w jednym zwartym szeregu,

jak zawsze przywitały dzień swoim śpiewem.

Śliwka z dnia na dzień nabiera

uroczego koloru,

a jej pąki rozwijają się subtelnie.

I wiesz, że nadeszła kolejna pora roku —

kolorowa, cudowna i piękna.

Wyborna jak kwiaty hortensji.

Wiosna… najdroższa.

🌱

Wrzosy cudownie się rumienią,

motyle swym wdziękiem rozpościerają barwne skrzydełka…

I nie potrzeba wielkich rzeczy,

aby w sercu zaznawać szczęścia.

Nawet wtedy, gdy wiesz,

jak bardzo jesteś wystawiony na próbę.

Wracasz do swojego świata,

który był, jest i będzie.

Pomyślałam…

– najpiękniejsza jest przyroda.

To ona przekazuje piękno, spokój i miłość.

Ptaszki, które nucą dla każdego mieszkańca,

baśniowe pieśni —

prawdziwe, wesołe i szczęśliwe.

Ta chwila trwa i jest w moim sercu.

Głęboko.

Prawdziwie.

Bo to, co najbardziej liczy się w życiu,

to wewnętrzny spokój.

🌿

Refleksja : ,, Pąki śliwki w ciszy poranka ” jest- inspiracją mojej pięknej śliwki, która dojrzewała powoli i spokojnie w ciszy i w towarzystwie ptaszków.

,,Jakby wiedziała, że czas jej nie zatrzyma”

W leśnej ciszy

Przyjęcie rozpoczęło się dokładnie tak, jak zaplanowano.

Światło świec miękko rozlewało się po sali, muzyka niosła się spokojnie, a rozmowy gości tworzyły delikatny, elegancki szum.

Wszystko było na swoim miejscu.

A jednak… nie wszystko było takie samo.

Serafina stała pośród ludzi, uśmiechała się, rozmawiała.

W pewnym momencie goście w sali usłyszeli rozbrzmiewający dźwięk pianina

Serafina grała.

Z powagą i pełnym skupieniem

Nuty rozbrzmiewały spokojny ton, który subtelnie nadawała im głębię…

Ale w sercu czuła coś, czego nie potrafiła nazwać.. 

Jakby powietrze było odrobinę cięższe.

Jej obrazy przyciągały uwagę.

Zatrzymywali się przy nich goście, szeptali między sobą, wracali spojrzeniem.

Wśród nich był on.

Gość zaproszony przez jej ojca.

Nie spieszył się.

Nie zadawał wielu pytań.

Stał.

Patrzył.

Dłużej niż inni.

To nie są zwykłe obrazy… 

— wyszeptał cicho…

Był zachwycony obrazami, ale nie tylko.

Było w tym coś więcej…

Coś czego sam do końca w pełni nie rozumiał

Wodził myślami…, pomiędzy salą gdzie grała na pianinie Serafina, a obrazami.

Ojciec Serafiny obserwował ze spokojem wszystko

z dystansu.

W pewnym momencie podszedł bliżej.

Zadowolenie malowało się na jego twarzy —

ale nie było to tylko zadowolenie z uznania.

Było spokojne.

Pewne.

Jakby ten moment… nie był przypadkiem.

Serafina odwróciła wzrok.

Dostrzegła, że zaproszony gość przygląda się uważnie jej obrazom.

I wtedy to poczuła wyraźniej…

Jakby lekki niepokój.

Krótki, niemal niedostrzegalny.

Ale prawdziwy.

Tymczasem, daleko od sali pełnej światła posłaniec wracał szybciej, niż powinien.

Jego kroki były niespokojne.

Oddech nierówny..

Nie miał dobrych wieści.

Gdy stanął przed Armandem, przez chwilę nie potrafił nic powiedzieć.

List… Panie— zaczął.

List nie dotarł.

Zapadła cisza.

Jak to możliwe?

 Zapytał Armand zaniepokojony.

Posłaniec zawahał się.

Ktoś mnie zatrzymał…

— nie wiem…Panie kto to był. Panowała ciemność w lesie nie wiele było widać.

Posłaniec zmarszczył brwi, jakby próbował sobie coś przypomnieć.

Armand spojrzał na niego uważnie.

Nie było śladów walki.

Nie było błędu w drodze.

Nie było żadnego logicznego wyjaśnienia.

A jednak… list zniknął.

Został sam ze swoimi myślami.

Próbował ułożyć fakty.

Odrzucał kolejne możliwości.

Każda prowadziła donikąd.

I wtedy po raz pierwszy pojawiło się coś, czego nie potrafił nazwać.

Nie strach tylko poczucie, że coś zaczęło dziać się poza jego kontrolą

A w sali pełnej światła rozmowy trwały dalej.

Muzyka nie ucichła.

I nikt jeszcze nie wiedział…, że coś właśnie zostało uruchomione.

Świadoma krzywda

Kiedy krzywda staje się wyborem

‚,O granicach, które są przekraczane świadomie i o tym, dlaczego nie wszystko da się usprawiedliwić

Są rzeczy, o których nie mówi się łatwo i nie dzieją się przypadkiem.

Nie dlatego, że brakuje słów ale dlatego, że ich ciężar trudno unieść spokojnie.

To świadome działanie na szkodę drugiego człowieka.

Krzywda jest jedną z nich.

Nie ta przypadkowa, wynikająca z błędu czy nieporozumienia.

Lecz ta, która powstaje świadomie.

Są sytuacje, w których człowiek wie, co robi.

Wie, że przekracza granice.

A mimo wszystko idzie dalej nie zatrzymując się, gdy jeszcze można.

Wie, że narusza czyjeś zaufanie, czyjąś przestrzeń, czyjeś poczucie bezpieczeństwa.

I mimo tej świadomości… wybiera działanie.

To nie jest pomyłka.

To jest decyzja.

Krzywda często rodzi się tam, gdzie słabość drugiego człowieka staje się dla kogoś okazją.

Gdzie dobroć traktowana jest jak naiwność.

Gdzie zaufanie staje się narzędziem.

Gdzie relacja przestaje być spotkaniem, a zaczyna być wykorzystaniem.

To moment, w którym coś bardzo istotnego pęka nie tylko w relacji, ale i w człowieku.

Nie wszystko da się zrozumieć.

Nie wszystko da się przyjąć z pokorą.

Są postawy, wobec których trudno o zgodę, ponieważ uderzają w to, co najbardziej podstawowe.

W godność, w granice i w poczucie bycia bezpiecznym.

I być może właśnie dlatego tak ważne jest, aby nazywać rzeczy po imieniu.

Nie po to istniejemy na tym świecie, aby człowiek wykorzystywał drugiego.

Nie po to, aby manipulować, osaczać, przekraczać.

Istniejemy po to, aby widzieć drugiego człowieka jako człowieka nie jako środek do celu.

Jak na to patrzeć?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Każdy niesie swoją historię, swoje doświadczenie, swoje granice.

Ale każdy ma w sobie coś, co potrafi odróżnić to:

co jest w porządku…, a co nigdy nie powinno mieć miejsca.

Każdy człowiek ma sumienie.

To właśnie sumienie podpowiada co jest słuszne.

Zawsze jest czas, aby wycofać się lub zatrzymać zanim inne serce zostanie skrzywdzone.

Bo krzywda nie powstaje tak po prostu.

Ona na początku tli się..powoli jak świeżo zapalona – świeca, która z czasem, gdy nie jest ugaszona w odpowiednim momencie stopi się aż do samego końca nie zostawiając po sobie nic, jak tylko pustkę.

Ale jak wykazać, że wymierzony cios nie tylko boli ale sprawia ranę, która już nigdy się nie zagoi ?

Nie odpowiem Wam bezpośrednio, ponieważ każdy człowiek kieruje się własnymi motywami, które nie zawsze potrafimy zrozumieć.

Ale Ty możesz mieć własną godność.

Własny honor.

Sumienie, które będzie Twoim drogowskazem.

Prawdziwie czyste serce, które nie dopuści, aby ktoś inny przez Ciebie cierpiał w ciszy.

Miłość, która zamiast bólu przynosi

pokój i wiarę w drugiego człowieka.

Tego Wam serdecznie życzę :

,,Pokoju w sercu i życzliwych ludzi dla których prawdziwe wartości są jak najdroższe skarby znalezione na dnie morza”

🕊️

♡Katarzyna

Wiosna kolorowa

Drodzy

Wiosna przyszła do nas z każdej strony.

Piękna i kolorowa jak barwny motyl.

To wyjątkowy moment.

Urocza pora roku, którą prawie każdy z nas uwielbia.

Białe kwiaty, świeża zieleń i cisza, która wypełnia serce spokojem i refleksją.

Śpiew ptaszków,

zachwycający i subtelny

Po drodze spotkałam bazie…te same, o których wspominałam w niedzielnym wierszu na Facebook.

Dziś są już trochę inne, ponieważ otwierają się na świat.

Delikatnie, jakby budziły się do nowego życia.

Uchwyciłam ten wyjątkowy proces wzrostu.

Z każdym kolejnym rokiem,

wiosna jest inna.

Niby podobna do tych, które przeminęły.

A jednak subtelnie zmieniona.

Świeża, piękna i pachnąca kwiatami.

Przygotowana do zachodzących zmian.

Odrodzona z pełną klasą.

Z sercem dla Was

Katarzyna

Decyzja bez kierunku

Poranek przyszedł inaczej niż zwykle.

Światło dnia pojawiło się nad horyzontem, ale nie rozproszyło w pełni nocy.

Jakby coś wciąż trzymało ją na granicy.

Morze było spokojne.

Zbyt spokojne.

Nie było w nim ruchu, który znała załoga.

Nie było rytmu fal.

Była cisza, która nie była już odpoczynkiem.

Była… uważna.

Taka, która… słucha.

Załoga wychodziła na pokład powoli.

Rozmawiali półgłosem, jakby instynktownie nie chcieli zakłócić tej przestrzeni.

Szafira stała przy sterze.

Nie patrzyła na ludzi.

Nie patrzyła nawet na morze.

Patrzyła… przed siebie.

Jakby coś było tam, gdzie jeszcze nic nie było widać.

Obsydian podszedł.

Zatrzymał się krok za nią.

— Kapitanie.

Nie odpowiedziała od razu.

— Kompas nie poprowadzi nas dalej — powiedział spokojnie.

Wiem — odpowiedziała cicho.
Obsydian spojrzał na nią.

Sprawdzałaś?

Nie.

Odwróciła lekko głowę.

Ale czuję.

Wiatr nie poruszał żagli.

A jednak przez pokład przeszedł delikatny chłód.

Jakby coś niewidzialnego przesunęło się między nimi.

Załoga zamilkła.

Nie dlatego, że ktoś wydał rozkaz.

Dlatego, że wszyscy to poczuli.

W tej samej chwili jeden z marynarzy uklęknął przy deskach pokładu.

Kapitanie…

Jego głos był cichy.

Inny niż zwykle.

Na pokładzie… coś się pojawiło.

Szafira ruszyła za nim.

Obsydian poszedł tuż obok.

Na deskach, między łączeniami drewna, widniały drobne krople wody.

Nie spływały. Nie wysychały.
Drżały lekko… jakby reagowały na coś niewidzialnego.

Obsydian spojrzał uważnie.

Dotknął jednej z nich.

To nie jest woda z morza.

Szafira nie odpowiedziała.

Wyciągnęła dłoń…i zatrzymała ją tuż nad powierzchnią.

Nie dotknęła.

Jakby wiedziała, że nie powinna.

W tej samej chwili przez pokład przeszedł powiew.

Nie z jednej strony.

Nie z morza.

Przesunął się przez statek od dziobu po rufę… jednym, równym ruchem.

Jakby coś niewidzialnego przeszło przez okręt.

Załoga zamilkła.

Czuliście to? — szepnął ktoś.

Nikt nie odpowiedział.

Szafira podniosła wzrok.

Patrzyła przed siebie.

Dalej niż horyzont.

Nie jesteśmy tu sami — powiedziała spokojnie.

Obsydian nie zaprzeczył.

Nie zapytał.

Tym razem… wiedział.

Morze pozostało nieruchome.

Ale coś w nim… było świadome.

📘 Kup książkę