Noc i światło księżyca

Gdy księżyc podniósł się nad Szafirą & Obsydian⚓️

Noc i światło księżyca na długo zostanie w pamięci załogi

Morze wyciszało się powoli, ale fale nadal z impetem uderzały w pokład.

Obsydian stał przy relingu, pilnując, by każdy podmuch wiatru, każda zmiana fali była wychwycona, zanim dotknie rannego okrętu. Wszyscy byli zmęczeni i wyczerpani – zderzeniem z siłami natury której się nie spodziewali.

Szafira opatrzyła ranę – zmęczona popatrzyła przez chwilę na uspakajające się w oddali morze. Na ciemnym niebie dostrzegła księżyc, który oślepiał – blaskiem w sposób jaki dotychczas nie znała. Magiczny i wyjątkowy.

Znak ? A może nowy kierunek ? – pomyślała i zapadała w nostalgię.

W świetle księżyca próbowała znaleźć odpowiedz na pytania, które rodziły się w jej sercu.

Księżyc nie świecił dla Szafiry&Obsydian – bez powodu.

Rozświetlił swój blask w dniu kiedy statek zmagał się z bezlitosnym – sztormem.

W dniu gdzie myśleli, że zatoną, gdy fale niosły – rozszarpane części ich statku głęboko w morze.

Szafira sprawdziła – 4 Grudnia 2025r to dzień, który nie był przypadkowy. A zarazem sprowadził nadzieję.

Tej nocy – księżyc wszedł w nową fazę. W astronomii mówi się, że przejście księżyca między fazami zmienia sposób, w jaki pracują pływy i prądy morskie.

Gdy Księżyc rośnie – przybywa siły w wodzie.

Gdy maleje – morze cichnie, jakby oddychało wolniej.

Tej nocy księży przeszedł w fazę, która uspokaja morze.

Faza, w której światło jest łagodniejsze, a jego grawitacja nie ciągnie już tak mocno fal ku sobie.

Znak dla okrętu i – znak dla Szafira & Obsydian⚓️

Szafira ranna

Morska Wyprawa ⚓️

SZAFIRA RANNA – Obsydian rusza na ratunek !

Morze nie oszczędzało załogi- fale wlewały się na pokład z siłą i mocą której się nie spodziewali. Sytuacja robiła się bardzo niebezpieczna.

W jednej sekundzie – rozpędzona fala wdarła się na pokład. Szafira trzymała liny lecz bezlitosna fala – zmiotła ją w jednej sekundzie, cisnęła o reling, a potem rzuciła na pokład.

Głuche, twarde uderzenie rozeszło się echem po całym statku.


SZAFIRO! — krzyknął Obsydian, przerażony rzucając się w stronę kapitan, by jak najszybciej działać. Klękając na mokrych deskach wśród rozrzuconych po pokładzie beczek oraz resztek poszarpanych części…zawołał
Szafiro słyszysz mnie ?

Szafiro !

Przez chwile panowała drętwa cisza- jakby czas utknął w miejscu- Szafira nie odpowiadała

Ale nagle jej palce drgnęły. Otworzyła oczy, lecz w spojrzeniu wciąż tańczyła mgła oszołomienia.

Nagle – kolejna fala przetoczyła się przez pokład niczym wystrzelony pocisk !

Obsydian – działał szybko i bez większego zastanowienia zakrył swoim ramieniem bezwładne ciało Szafiry, by chronić przed uderzeniem – bezlitosnego i rozszalałego morza.

Zacisnął zęby z bezsilnej złości — na morze, na sztorm, na to, że nie zdołał ochronić w porę.

Marynarze walczyli – ogarniali pokład, morze nadal szalało. Obsydian krzyknął;

Pomocy na pokład! Kapitan ranna! — ryknął, przekrzykując huk żywiołu.

Dwóch marynarzy z trudem , ślizgając się po zalanych deskach przedostało się do Kapitan i Obsydiana.

— Schronić ją pod główny maszt! — rozkazał Obsydian. — I trzymać kurs, choćby fala miała nam połamać ręce!

Marynarze ostrożnie przenieśli kapitan w bezpieczne miejsce tam gdzie wiatr nie wieje z impetem, a woda nie szaleje jak huragan.

Szafira – zamroczona ciężko oddychała, nierówno, ale powoli odzyskiwała świadomość.

Próbowała unieść głowę. Jednak mimo zamroczenia krzyknęła ;

Załoga… -Trzymać…- Kurs!

Obsydian pochylił się bliżej, jego głos był poważny – drżał od emocji. Dostrzegał zranioną dłoń kapitan i choć ona nie chciała, by się o nią martwił powiedział spokojnie do Szafiry :

— Nie martw się o mnie. Najpierw Ciebie muszę postawić na nogi.

Załoga choć nie pokazywała – obaw o kapitan to w głębi serc martwili się. W końcu to ich – kapitan, a bez kapitana – rejs nie byłby już taki sam.

Sztorm wciąż grzmiał nad statkiem – Szafiry jak wściekła bestia, która nie zamierzała odpuścić — nie teraz, nie jeszcze.

Ale wszyscy zwarci i gotowi w równym szeregu jak – jeden mąż.

Walczyli idąc ząb w ząb z falą – dzielnie przyjmując jej cios za ciosem i twardą ręką trzymając – kurs !

Wkrótce kolejna część – ,, Wsparcie księżyca „🌙

.

Jesienny czas

Drodzy jesień to piękna pora roku.

Mimo chłodu i deszczu urokliwa – zwłaszcza kiedy możemy zachwycać się jej majestatem.

Złote kolory liści urzekają to -nieubłagany przemijający czas, który mknie jak oszalały…, by przywołać do serca kolejną porę roku -Zimę🍁

Wczorajszy spacer w deszczu przypomniał mi, że piękno potrafi czekać.

W kroplach deszczu zebrałam kilka liści , aby zrobić z nich piękny ususzony bukiecik.

Każdy z liści – inny, jak chwile, które tak szybko upływają. Jedne są gładkie i złote, inne potargane przez wiatr, zmoczone deszczem, poszarzałe od chłodu.

Każdy z nich niesie na sobie historię przejścia. To właśnie dlatego jesienne liście mają w sobie tak niezwykły urok.

Piękno nie zawsze jest idealne, a czas nie odbiera wartości — przeciwnie, potrafi ją pogłębiać.

Przemijanie liści przypomina nam o naszym własnym czasie.

Przypomina, że życie też nas czasem targa, przemoczy, zabrudzi codziennością.

A jednak — człowiek, podobnie jak te liście — pozostaje piękny, bo niesie ze sobą doświadczenie, drogę, siłę i historię, której nie ma nikt inny.

Jesień uczy nas cichej akceptacji.

Uczy, że to, co nieidealne, może okazać się najbardziej wzruszające.

Uczy również, że warto zatrzymać się nad jednym liściem, spojrzeć na niego jak na mały rozdział opowieści, którą pisze natura- historię przemijania i kolejnego roku- który przechodzi do historii czasu bycia tym wyjątkowym momentem.

Każde przemijanie niesie w sobie łagodną obietnicę — że po nim przyjdzie coś nowego, spokojnego, jaśniejszego.

Kochani – kiedy wykonam bukiecik z pewnością Wam pokarzę.

Z sercem dla Was – Katarzyna

Poszarpane przez wiatr

Jesienne liście nie są brzydkie.

Poszarpane przez wiatr, przemoknięte przez deszcz — tak jak człowiek przez życie.

Ich piękno tkwi właśnie w tym, co przeszły.

Bo to doświadczenie nadaje barwę, a nie idealność.

🍁

Uderzenie – fali⚓️

Morze nie czekało. Gdy tylko żagle uniosły się na pełną wysokość, nadeszła fala, której nie zobaczyłby nikt bez doświadczenia — wysoka, ciężka, niemal ciemna jak noc, którą miała przynieść.

Obsydian krzyknął: Jak zawsze w pełnej gotowości.

Trzymać się !

Ale było już za późno. Statek został podniesiony jak zabawka, a zaraz potem rzucony w dół. Pokład zadrżał, liny jęknęły, a powietrze rozdarł huk rozcinanej wody.

Druga fala przyszła szybciej niż ktokolwiek przypuszczał. Tym razem nie uderzyła w burtę — wpadła prosto na pokład, zalewając wszystko.

Marynarze chwytali, co się dało. Beczki turlały się jak porwane wiatrem liście, a drewniane skrzynie z zapasami zsuwały się niżej.

Obsydian próbował utrzymać równowagę, jedną ręką przytrzymując linę, drugą odpychając od siebie spadający maszt pomocniczy.

Krzyknął coś, ale nikt go nie usłyszał — wiatr zagłuszył każde słowo.

Na pokładzie słychać było – krzyki marynarzy. Wszyscy starali się ratować to co było w zasięgu ręki, a beczki turlały się jak piłki po boisku. Okręt trzymał kurs – pochylony w samym środku burzy w której się znaleźliśmy.

Trzecia fala – najgwałtowniejsza – uderzyła z taką furią, że aż powietrze zadrżało.

Statek przechylił się nagle, niebezpiecznie. Szafira przesunęła się po mokrym pokładzie, próbując złapać cokolwiek, co utrzymałoby ją w miejscu, lecz deski pod stopami były jak lód.

Obsydian odwrócił się i zobaczył, jak sylwetka Szafiry traci równowagę, a potem falę, która uderza w nią z siłą, jakby sama burza wyciągnęła po nią rękę.

Szafiro – wrzasnął , rzucając się w jej stronę.

Kolejna część….- wkrótce : ,, Szafira ranna Obsydian rusza na ratunek”⚓️


Dostrzegać – Dary Ziemi

Drodzy. W ten piękny, choć chłodny dzień przesyłam Wam serdeczne pozdrowienia i filiżankę kawy z sercem wraz z piękną i subtelną różą.

Niech każdy moment będzie dla Was – wyjątkowy.

Dary – Ziemi to przywilej jaki otrzymujemy każdego dnia, a jednocześnie cudowny prezent o który należy dbać. To nie tylko subtelność oraz piękno istnienia, ale prawdziwy majestat ukazany w porach roku, które niczego od nas nie potrzebują jak tylko – wdzięczności i szacunku.

Dni nabierają barw, gdy zauważamy dar każdej chwili.

Lato zachwyca, jesień otula złotem, zima uczy ciszy i szacunku.

Bez piękna – nawet drobnego – codzienność byłaby jedynie cieniem tego, czym może być.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę pięknego dnia – Katarzyna

Nadchodzi – sztorm

Szafira & Obsydian⚓️

                                          Dwa światła, które prowadzą ten rejs

Pokład powoli ucichł po pierwszym zamieszaniu. Marynarze wrócili do swoich zadań, ale w powietrzu wisiało napięcie. Wiedzieli, że to dopiero początek, ale starali się zachować spokój jak na marynarzy przystało.

Wezwałam Obsydiana na podest przy sterze.

Przyszedł szybko, jak zawsze wtedy, gdy morze przestawało być przewidywalne.

Obsydian:

— Szafiro… wiatr od północnego wschodu rośnie z minuty na minutę.

Jeśli tak dalej pójdzie, za godzinę utrzymanie kursu będzie bardzo trudne. Morze dziś nie będzie łaskawe.

Szafira:

— Dostrzegasz coś jeszcze?

W jego spojrzeniu pojawiła się ta charakterystyczna ostrość. Wiedziałam, że jest doświadczony i że nie zawiedzie mojego zaufania. Już wiele razy widziałam popłoch wśród tych którzy zarzekali się stać – wiernie gdy zbliża się nawałnica , ale nie – Obsydian. I właśnie dlatego jest przy moim boku- bez lęku, bez opieszałości zawsze pomocny jak na prawdziwego oficera przystało.

Obsydian zawołał donośnym tonem :

Kapitanie , chmury schodzą nisko , wiatr szaleje. Mamy mało czasu – zbliża się sztorm!

Liczy się każda minuta – zbiorę załogę i wydam dyspozycje. Skinęłam głową. Czułam to samo w kościach — morze przyspieszało swój rytm. Obsydian dobrze zadziałał tak jak na oficera przystało. Szafira – w takim razie wydaj rozkaz.

Niech przejrzą liny, naprężą szoty, zabezpieczą burty. Żagle mają być gotowe w okamgnieniu, a zapasy przeniesione niżej — wszystko, co może polecieć przy pierwszym uderzeniu fali. Obsydian obrócił się w stronę pokładu, ale na moment jeszcze zatrzymał się przy mnie.

Obsydian:

— Szafiro. Załoga ruszy od razu. Ale jedno musisz wiedzieć… – to morze dziś nie mówi szeptem, nie będzie łatwo, mam nadzieję że marynarze nie stchórzą. Oby – nie Obsydianie odpowiedziała zakłopotanym głosem -Szafira, ale musimy być przygotowani na najgorsze.

Zacisnęła dłonie na drewnianej poręczy — chłodnej, wilgotnej, jakby sama była częścią sztormu, który nadchodził. Lecz nie martwiła się o siebie – załoga była ważniejsza mimo iż w sercu czuła lekki niepokój.

Prawdziwy kapitan nie pokarze załodze – lęku. Szafira utrzymała pion – poprawiła marynarkę i rzekła – marynarze zwarci i gotowi ? rozległ się jednomyślny okrzyk ; – Tak jest kapitanie.

Szafira- pewnym głosem wydała rozkaz. Nie możemy czekać. Wyruszamy, zanim burza uderzy w pełni. Nie ma czasu na obijanie się. Każda minuta zwłoki będzie przeciwko nam.

Obsydian uderzył pięścią w pierś na znak gotowości.

Obsydian:

— Zrozumiano!

Załoga do roboty!

Na pokładzie rozległy się okrzyki marynarzy.

Liny zaczęły śpiewać w dłoniach, beczki przesuwano niżej, a żagle trzepotały jak skrzydła wielkiego ptaka szykującego się do lotu.

Morze ryczało już z daleka, jakby chciało sprawdzić, czy Szafira i jej załoga są gotowi stawić mu czoła!

Wkrótce kolejna część ; uderzenie fali ⚓️Zapraszam



📘 Kup książkę