Zanim pojawiły się mury zamku, zanim architektura zaczęła mówić własnym językiem władzy i historii, były drzewa.
Stały tu wcześniej. I trwają do dziś.
Zafascynowały mnie masywne konary, strzelista wysokość prowadząca wzrok ku niebu oraz gęste, soczyście zielone igliwie, które okrywalo choinki jak naturalna szata poruszająca się lekko przy każdym podmuchu wiatru.
Wysokie i potężne wzdłuż drogi nie są jedynie tłem krajobrazu.

Tworzą naturalny korytarz ciszy, jakby świadomie prowadziły wędrowca dalej, krok po kroku, ku miejscu o szczególnym znaczeniu.
Ich obecność porządkuje przestrzeń i myśli.
Nie narzucają się. Czuwają.
Te drzewa widziały więcej, niż można zapisać w kronikach.
Przemarsze ludzi, zmiany epok, ciszę poranków i ciężar zim.
Były niemymi świadkami życia codziennego i wydarzeń wielkich, radości i strat, chwil zwyczajnych i tych, które zapadają w pamięć na pokolenia.
W kulturze północnej Europy drzewa zwłaszcza iglaste od zawsze symbolizowały trwałość, ochronę i ciągłość życia.
Droga, która prowadzi do zamku, wydaje się szczególna, a ich rola wyjątkowa.

Jak strażnicy nie tylko chronią przestrzeń, ale także oddzielają to, co zewnętrzne, od tego, co wewnętrzne.
Przechodząc obok nich, trudno nie odnieść wrażenia, że znały historię tego miejsca, zanim została opowiedziana słowami.
A dziś pozwalają ją poczuć , lepiej zrozumieć i pamiętać, ze wszystko w przyrodzie ma swój rytm.
Bez pośpiechu z szacunkiem i w ciszy.











