Wśród Wierzb

Serafina&Armand

Armand nie odjechał od razu.

Przez chwilę jeszcze stał, jakby sprawdzając, czy cisza naprawdę wróciła na swoje miejsce.

Nie chciał jej zabierać — ani gestem, ani słowem.

Zrozumiał, że Serafina potrzebuje zostać.

Nie z nim.

Z tym, co właśnie w niej wybrzmiało.

Skinął lekko głową — bardziej do siebie niż do niej — i powoli ruszył konno w stronę dworu.

Las przyjął go bezszelestnie, ale myśli nie dały się uciszyć.

Wracały do niej.

Serafina została sama, wśród Wierzb Ciszy.

Armand przez całą drogę nie mógł uspokoić – myśli.

Galopując przez las wracał obraz jak – wschód słońca o poranku dnia.

A w myślach Serafina stojąca nad brzegiem jeziora.

Wiedział, że cisza, która kocha ona – coś znaczy.

Zastanawiał się, co kryje się za tą spokojną zadumą.

Za milczeniem, które nie było pustką, lecz pełnią.

Nie szukał odpowiedzi.

Rozumiał ten stan bez zbędnych słów.

Słońce, przefiltrowane przez liście, osiadało na trawie miękko, bez pośpiechu.

Akacje poruszały się łagodnie, jakby nadal niosły echo wcześniejszej obecności.

Serafina czuła wdzięczność.

Nie za jeden moment, nie za jedną osobę — lecz za wszystko, co było dane bez prośby.

Za ziemię pod stopami.

Za ciszę, która nie domaga się wyjaśnień.

Za to, że nic nie trzeba było udowadniać.

W jej sercu rodziły się słowa.

Nie jako myśl, którą trzeba zapisać, lecz jako obecność — jak modlitwa bez formy.

Poezja nie szukała kształtu.

Była.

Serafina zamknęła na chwilę oczy i pozwoliła, by ten stan ją niósł.

Nie wiedziała jeszcze, dokąd ją zaprowadzi.

Ale wiedziała jedno — to, co przyszło w ciszy, było prawdziwe.

A gdzieś, pomiędzy drzewami, echo kopyt Armanda zniknęło.

Nie jak odejście.

Jak obietnica, że nic nie zostało przerwane — tylko odłożone we właściwym czasie.


 

Drobne cuda świata

Popołudnie przyniosło ciszę.

Taką, która nie domaga się uwagi, lecz pozwala się zatrzymać.

Od rana towarzyszyły nam mgła i deszcz

Świat zwolnił, jakby sam zapraszał do uważniejszego spojrzenia.

Z Waszych wiadomości wiem, że w wielu miejscach jest bardzo mroźno.

Dlatego niech ten dzień i każdy kolejny będzie pretekstem do prostych gestów:

ciepłej herbaty z cytryną , koca i chwili dla siebie.

Każdy poranek jest darem — nawet wtedy, gdy zaczyna się niepewnie.

Możliwość obudzenia się kolejnego dnia i przywitania go z nadzieją

to coś, co łatwo przeoczyć w codziennym pośpiechu.

Dziś, jak każdego ranka, przywitałam moją ptasią brygadę

Ich śpiew przypomina, że życie toczy się dalej

cicho, konsekwentnie, bez narzekania.

Drodzy – tutaj dzielę się kilkoma refleksjami, które przyszły same, bez planu.

Każdy dzień jest – wyjątkowy.

Rozpoczynajmy każdy dzień z pełną wdzięcznością.

Nawet jeśli jest trudniej — idźmy naprzód.

Żyjmy uważnie.

Życie to przecież piękny Dar

Pozdrawiam serdecznie z moim małym – Milo.

Wierzby Ciszy

W niektórych miejscach, gdy wszystko zwalnia, pojawia się cichy szept.

Nie woła. Nie nalega.

Po prostu jest.

Serafina zamknęła oczy na chwilę i pozwoliła,

– aby myśli ucichły, a serce odnalazło własny rytm.

Wśród opadających gałęzi wierzb, nad spokojnym lustrem jeziora,

serce znalazło przestrzeń na oddech.

Czas zwolnił.

A cisza- jak wierny towarzysz – przyjęła wszystko, co niewypowiedziane.

Serce wskaże Ci drogę.

Jest wiele różnych dróg na rozdrożach.

I nie wszystkie wskażą drogę do szczęścia.

A jednak ta prawdziwa – czeka na Ciebie.

Nie znika tylko trwa jak – cicha przystań.

Zapytasz – jak znaleźć tę prawdziwą ?

Odpowiem.

Idź tam, gdzie prowadzi Cię Twoje serce.

Próba jedności

Gdy fałszywa droga zniknęła, mgła znów stała się jednolita.

Nie było już obietnic ani skrótów.

Została tylko cisza — ta, która nie uspokaja, lecz wystawia na próbę.

Statek płynął dalej.

Wolno i uparcie. Bez znaku. Bez potwierdzenia, że decyzja była słuszna.

Załoga pracowała w milczeniu, ale było to inne milczenie niż wcześniej.

Cięższe. Bardziej osobiste.

Każdy z nich widział w mgle coś innego: cień, ruch, przestrzeń… albo nic — a to było najtrudniejsze.

Nie padły pytania.

Nie padły oskarżenia.

Ale myśli krążyły.

Czy Kapitan na pewno miała rację?

Czy nie odrzucili jedynej szansy?

Wśród załogi pojawiło się zwątpienie.

Czy ufają decyzji…?

A może tylko autorytetowi, który dotąd ich mobilizował?

Szafira czuła to napięcie.

Wiedziała, że jej decyzja niesie konsekwencje dla wszystkich.

Nie odbierała go jak buntu — raczej jak fale rozchodzące się pod powierzchnią.

Zachowała spokój.

— Wszechświat jest z nami powiedziała pewnym głosem.

Nie wygłosiła długiej przemowy.

Postanowiła wzmocnić załogę.

Zeszła między nich.

Stanęła przy relingach, przy linach, przy zmęczonych dłoniach.

Nie jako Kapitan. Ale jako towarzysz wspólnej podróży.

Jako ktoś, komu zależało, by wszyscy sobie ufali.

— Nie wiem, co jest przed nami powiedziała spokojnie.

— Ale wiem, kim jesteśmy tutaj.

Kilka spojrzeń uniosło się ku niej.

Jeśli ktoś z was uważa, że powinniśmy byli wybrać inaczej…

zawiesiła głos.

…niech zachowa tę myśl. Na później. Na bezpieczny czas.

Spojrzała przed siebie.

Morze wezbrało, wiatr przybrał na sile. W jej słowach nie było groźby.

Dla niej wszyscy na pokładzie stanowili jedność. Tyle przeszli razem. Zawsze gotowi. Zawsze oddani.

Była z nich dumna.

— Teraz mamy jedno zadanie — dodała.

— W tej próbie musimy trzymać się razem, nawet jeśli każdy z nas widzi coś innego.

Obsydian w zadumie spoglądał przed siebie.

Blady. Zmęczony. Ale obecny.

Nie odezwał się ani słowem.

Jego milczenie ważyło więcej niż argumenty. Było znakiem.

Obsydianie? zapytała Szafira.

Płyniemy?

Mgła gęstniała. Przesmyk zniknął całkowicie.

— Tak, płyniemy, Kapitanie.

Załoga pełna gotowość!

Jeśli ktoś wątpi… to moment, by odpłynąć szalupą.

Teraz. Albo nigdy.

Ktoś skinął głową. Potem kolejny. Nie dlatego, że byli pewni.

Dlatego, że nie chcieli odchodzić osobno.

Wiatr poruszył żaglami — sprawdzał ich gotowość.

Statek odpowiedział spokojnie.

Jedność nie wróciła z rozmachem. Nie była głośna.

Osiadła powoli, jak kurz po burzy.

Niedoskonała.

Krucha.

Ale prawdziwa.

Szafira wróciła na mostek.

Teraz wiedziała jedno: cokolwiek wyłoni się z mgły, nie zastanie ich rozproszonych.

A to… zmieniało wszystko.

Niedziela z jeżówką

Drodzy.

Jeszcze kilka dni temu pisałam na temat ptasiego śpiewu o poranku dnia.

Dzisiaj przesyłam Wam zdjęcie pięknej – jeżówki z ubiegłego roku, którą zachowałam w moim albumie.

Tak, kochani – kocham kwiaty !

Myślę, że wielu z Was czuje podobnie – jak ja.

To jak niesamowita – pasja, jak – czytanie książek lub jak kto to woli – spacer po lesie i zapach mchu, który potrafi przenikać głęboko prosto do naszego wnętrza i pozostawać na długo w sercu.

Wasza miłość do – świata przyrody jest widoczna na każdym kroku .

Każdego dnia, kiedy otrzymuję od Was wspaniałe pozdrowienia oraz piękne zdjęcia.

Jesteście – wspaniali.

Dziękuję !

Kochani. Początek tygodnia to dla wielu ludzi nowe – wyzwania.

Praca, obowiązki , sytuacje z którymi należy się mierzyć. Często nieprzewidziane okoliczności.

Bardzo dobrze to rozumiem, ponieważ każdego dnia – sama dokładam usilnych starań , aby myśleć – pozytywnie i wdrażać założenia, które wymagają wewnętrznej mobilizacji.

Często wytyczamy sobie cel – naszej podróży ale nie zawsze idzie on w parze z naszymi założeniami.

Takie życie – drodzy.

Zawsze będę powtarzać, że prawdziwym kluczem do sukcesu i wewnętrznej satysfakcji jest nieustanna praca i sposób postrzegania tego co życie nam oferuje.

Nasz wysiłek i wiara w swoje możliwości oraz – wytrwałość.

Dlatego – nigdy się nie poddawaj !

Pamiętaj, że miłość Boża zawsze będzie z Tobą.

📘 Kup książkę