W Objęciach – Mgły

Obsydian wpatrywał się w mapy, choć wiedział, że nie znajdzie tam odpowiedzi.

Linie nie zmieniały się.

Zmieniało się wszystko wokół nich.

Załoga na moment wpadła w popłoch i konsternację.

Wiatr przybrał na sile.

Mgła trzymała statek w swoich objęciach i nie miała litości.

Kadłub zaczął się kołysać.

Żagle napięły się do granic wytrzymałości.

A jednak — Szafira i Obsydian trwali.

Niezłomnie.

Razem opanowali wahania nastroju załogi, zanim strach zdążył przejąć ster.

Światło w mgle

Szafira & Obsydian

Przez długi moment nic się nie zmieniało.

Statek dryfował bezszelestnie na morzu jakby – wiatr sterował i decydował o kierunku.

Wszyscy ucichli w obawie przed nieznanym.

Mgła nie miała litości – gęsta i ciężka trzymała statek w objęciach.

Oddychała wraz z marynarzami w jednym rytmie – przenikając najskrytsze zakamarki.

Szafira poczuła – zimny powiew przenikliwego wiatru, a jej włosy otoczyła bezlitosna mgła.

Wiedziała, że to moment – decyzji.

I wtedy zobaczyła – światło we mgle.

Wskazówka? – pomyślała. Nie było wyraźne. Nie było pewne.

Jakby ktoś zapalił światło na krótką chwilę — wystarczająco długo, by je dostrzec, zbyt krótko, by zaufać.

Światło — powiedziała cicho.

Kilka głów uniosło się jednocześnie. Przez ułamek sekundy coś rozbłysło w mgle.

Ale światło tak szybko jak się pojawiło…- zniknęło.

Nie zostawiło śladu. Nie powtórzyło się. Jakby sprawdzało, czy zostanie zauważone.

Obsydian spróbował się podnieść.  Rana przypomniała o sobie, ale zignorował ból.

Rozłożył mapy na mokrym stole nawigacyjnym. 

Linie, znaki, dawne trasy — wszystko, co kiedyś dawało pewność.

Teraz nie dawało nic.

Jeśli to był znak powiedział po chwili —nie prowadził.

Albo nie chciał prowadzić — odpowiedziała Szafira.

W tej samej chwili coś się zmieniło.

Wiatr zerwał się nagle. Nie był gwałtowny, ale zdecydowany.

Jakby morze przypomniało sobie, że jeszcze nie skończyło mówić.


Żagle zadrżały. Lina jęknęła.

— Kapitanie! krzyk jednego z marynarzy przeciął ciszę. — Coś tam jest… w mgle!

Wszyscy spojrzeli w ten sam punkt. Ale mgła nie oddała tajemnicy.

Każdy widział coś innego.

Cień. Ruch. Złudzenie.

A może ostrzeżenie. Szafira nie podniosła głosu.

Nie wydała rozkazu. Jeszcze nie. Bo teraz wiedziała jedno:

Cisza się kończyła.

A próba dopiero się zaczynała.

Zagubieni w ciszy

Szafira & Obsydian

Silniki ucichły, jakby statek nagle stracił oddech. 

Nastała błoga cisza, a załoga wstrzymała oddech w nadziei na znak.

Cisza przyszła powoli, lecz gdy już zapadła, okazała się cięższa niż hałas.

Nie było szarpnięcia ani gwałtownego zatrzymania — tylko zanik drgań, który rozlał się po pokładzie tak iż wszyscy słyszeli bicie swojego serca.

Mgła zbliżyła się do statku i otoczyła go szczelnie.

Nie miała granic ani kształtu. 

Przysłaniała wszystko, co mogłoby dać pewność: wodę, niebo, kierunek. 

Horyzont zniknął, jakby nigdy nie istniał. Pozostała tylko bliskość własnych myśli. 

Cichy oddech i bicie serca. 

Załoga w zadumie spojrzała w stronę kapitana. 

Szafira stała nieruchomo. 

Wpatrywała się przed siebie.  Zastanawiała się. 

– mgła była jak prawdziwe wyzwanie…niczym;

– ciemność połączona z ciszą bez wyjścia i bez światła w dłoni, które mogłoby wskazać określony kierunek.

Niepewność – budziła w niej pytania. 

Ale nie bała się – decyzja już zapadła. 

Teraz trzeba było ponieść ciężar, który objął wszystkich. 

Los statku znalazł się w martwym punkcie.

Szafira wiedziała, że bycie Kapitanem w ciszy było trudniejsze niż dowodzenie w sztormie gdzie jest 

 — ruch i hałas pozwalający ukryć niepokój.

Odpowiedzialność nie krzyczała. Ona osiadała cicho, jak mgła.

Wiedziała, że wybrała jedyną możliwą drogę. A jednak brak horyzontu sprawiał, że nawet słuszne decyzje traciły wyraźne kontury. 

Mgła chroniła statek ale jednocześnie odbierała orientację. 

Nie dawała odpowiedzi — tylko czas.

Obsydian leżał kilka kroków dalej, lekko ranny spoglądał w dal. Żył.  Widział zmartwienie – Szafiry.  Wiedział, że ona nie ugnie się nawet w obliczu mgły. Znał swojego kapitana, a ona nigdy się nie bała – serce wskazywało kurs. 

Obsydian postanowił być – stać u boku. 

A jego obecność była wyczuwalna, choć milcząca — jak punkt, wokół którego wszystko jeszcze się trzymało. Rana w ramieniu unieruchomiła go, ale nie odebrała mu przytomności. 

Wszyscy zdali sobie sprawę jeszcze bardziej jak bardzo potrzebują – jedności i braterstwa. 

Załoga poruszała się powoli, niemal bezszelestnie. 

Każdy gest był ostrożny, jakby głośniejszy ruch mógł przywołać to, przed czym uciekli. 

Nikt nie zadawał pytań. 

Nikt nie mówił o przyszłości. 

Wszyscy tkwili w zawieszeniu, niepewni, czy cisza oznacza ocalenie, czy jedynie krótką przerwę przed kolejnym uderzeniem.

Statek dryfował w mgle, pozbawiony punktów odniesienia.

Załoga trwała razem – zjednoczona, lecz każdy był sam ze swoimi myślami.

Szafira spojrzała przed siebie, w pustkę, gdzie powinien być horyzont. Ale nie widziała – nic. 

Mgła jak podmuch ciemnych – rozproszonych chmur tuż nad taflą morza zasłaniała wszystko.

Brak widoku nie przerażał jej tak bardzo jak świadomość, że nawet cisza może być próbą.

A jednak trwała.

Bo czasem jedynym możliwym ruchem jest pozostać.

Cisza w Mgle

Szafira & Obsydian

Morze ucichło, a szum fal ustał, by ukoić statek spokojem serca.

Mgła czuwała — choć gęsta, była wsparciem.

Załoga spojrzała w niebo, aby obrać kurs… choć jeszcze niewidoczny.

W wkrótce cześć IV- ,, Zagubieni w ciszy”

Mgła i cisza

Szafira & Obsydian

To była już tylko kwestia czasu, kiedy zdrajca zostanie ujawniony.

Szafira wiedziała to od chwili, gdy napięcie na pokładzie przestało być zwykłym niepokojem, a zaczęło przypominać rozczarowanie załogi, która w myślach i spojrzeniach zadawała pytania.

 – Dlaczego? 

Ich spojrzenia mówiły wiele. 

Były ciężkie i ponure, że pokład ogarnęła cisza, którą każdy rozumiał.

Mgła jedyna tarcza Szafiry — majaczyła na horyzoncie jak obietnica i zagrożenie jednocześnie.

— Obsydianie — powiedziała spokojnie, ale środku wszystko miała napięte jak lina w sztormie. — Prowadź statek w stronę mgły.

Nie było w tym rozkazie wahania.

Obsydian skinął głową i natychmiast pochylił się nad mapami. 

Rozłożył je na stole nawigacyjnym, przesuwając palcem po liniach, które wyznaczały nie tylko kurs, ale i granicę między ocaleniem a zgubą. 

Sprawdził kierunek wiatru, położenie obcych okrętów, margines błędu.

— Kurs południowo-zachodni — rzucił do załogi. — Utrzymać prędkość.

Przygotować się na wejście w mgłę.

Rozkaz przyjęty! — odpowiedział pokład niemal jednym głosem.

Statek zmienił kurs. 

Deski zaskrzypiały pod nagłym napięciem kadłuba, fale uderzyły mocniej, jakby próbowały zatrzymać ich przed tym, co nieznane.

Zdrajca też miał plan – ucieczkę. 

Moment, gdzie wszyscy byli zajęci – mgłą która miała ocalić okręt.

Jeden z marynarzy, do tej pory niewyróżniający się niczym szczególnym, oderwał się od swoich obowiązków. 

Ukryty w cieniu, spuścił szalupę, licząc na to, że chaos manewru i zbliżająca się mgła zasłonią jego zamiar. 

Chciał zniknąć, zanim ktokolwiek zdoła zadać pytania.

— Tam! — krzyk Obsydiana, który przeciął powietrze.

Dostrzegł go w ostatniej chwili.

— Pojmać go! Natychmiast!

Marynarze ruszyli, ale zdrajca nie zamierzał poddać się bez walki. 

Na pokładzie wybuchł chaos.

Ktoś się potknął, ktoś krzyknął. Zdrajca wyciągnął broń.

Padł strzał. Potem kolejny!

Dwie osoby osunęły się na deski, ranne, ale żywe. Statek w tym samym czasie mknął ku mgle, rozbujany przez coraz wyższe fale.

Kurs był utrzymany, lecz każdy ruch stawał się walką o równowagę.

Obsydian, próbując ogarnąć sytuację, uniósł wzrok — i wtedy zobaczył coś, co zmroziło mu krew w żyłach.

Zdrajca, odparty na moment, odwrócił się gwałtownie i uniósł broń w stronę Kapitana.

Szafira tego nie widziała. Stała przy relingu, skupiona na obcych okrętach, próbując ocenić, jak blisko się znajdują i ile czasu im jeszcze zostało.

Nie było chwili na rozkaz.

Obsydian ruszył!

Zasłonił ją własnym ciałem w tej samej sekundzie, w której padł strzał. Uderzenie było potężne i bolesne.

Został zraniony w lewe ramię, a siła impetu niemal rzuciła nim o pokład. Upadł, ale żył – nie tracąc przytomności.

Krzyki załogi zmieszały się z hukiem fal. Zdrajca został wreszcie obezwładniony, przygnieciony do desek przez kilku marynarzy w chwili, gdy statek wpłynął w gęstą mgłę.

Nie była to zwykła zasłona. Mgła była ciężka, skłębiona, jak żywa istota. Otuliła statek całkowicie, odcinając go od świata.

Widoczność spadła niemal do zera.

Zatrzymać silnik — rozkazała Szafira cicho, ale stanowczo.

Wróg nie może wiedzieć, gdzie jesteśmy.

Statek zamarł w jednej chwili w bez ruchu.

Wszyscy wiedzieli, że od tego zależy ich przetrwanie.

Cisza rozlała się po pokładzie jak coś nienaturalnego, niemal świętego. 

Tylko oddechy załogi i cichy jęk rannych przypominały, że czas wciąż płynie.

Zmęczeni ucieczką, walką i bólem, wszyscy skierowali wzrok ku horyzontowi, którego nie było widać.

Mgła pochłonęła wszystko.

Pozostała tylko cisza. 

Cisza, która gasiła nawet oddech załogi.



 
 

Zdrada Pod Pokładem

Szafira & Obsydian

Część II – Zdrada pod pokładem

Kapitan Szafira zwołała krótką radę w kajucie. Obsydian położył na stole przeciętą linę.

Tu nie ma przypadku — powiedział. — To ktoś z pokładu. Ktoś, kto chciał, byśmy podczas sztormu stracili żagiel… albo coś więcej.

Szafira spojrzała na bosmana, nawigatora i sternika.

Nikt nie potrafił podnieść wzroku.

Wszyscy milczeli jak cisza uspokojonego morza po burzy.

— Jeśli ktoś działa przeciwko nam… to znaczy, że nie jest z nami— powiedziała cicho, ale z mocą ostrza, które przecina stal.

Obsydian dodał:

Kapitanie, przesłuchamy wachtę, ale po cichu.

Jeśli sabotażysta daje sygnały obcym okrętom… musimy działać szybciej niż oni zdążą podejść.

Nagle z góry dobiegł krzyk:

DRUGI OKRĘT ZMIENIA KURS! ZBLIŻAJĄ SIĘ!

Szafira i Obsydian wybiegli na pokład.

Ciemne sylwetki zbliżały się po linii fal, ich maszty pozbawione były flagi — znak wrogości.

Obsydian pochylił się do Kapitan

Jeśli chcemy wytrwać, potrzebujemy zasłony.

Od północy – Kapitanie nadciąga mgła to dobry moment, aby się schować. Wtedy ukryjemy nasz kurs oraz unikniemy ataku.

Szafira spojrzała na załogę. Strach mieszał się z determinacją, ale każdy czekał tylko na jej słowo. Obsydian stanął obok Szafiry, aby potwierdzić obrany kurs.

— Kapitanie… jesteśmy gotowi.

Załoga do broni! Przygotować kurs w stronę mgły!

— rozkazała.

Pokład ponownie zatrząsnął się od pośpiechu. Marynarze z rozmachem i determinacją gotowi na każdy nieoczekiwany zwrot sytuacji.

Obsydian uniósł wzrok ku niebu. Ciśnienie spadło. Powietrze gęstniało.

– To nasza chwila- powiedział cicho.

Szafira uniosła wzrok na niebo, potem spojrzała na wrogie okręty sunące po linii horyzontu.

Znajdziemy zdrajcę – powiedziała spokojnie, a teraz kurs w stronę mgły

– rozkazała.

Obsydianie – rzekła spokojnym tonie.

– Miej oko na załogę – wkrótce znajdziemy – zdrajcę!

Jeśli morze ma nas pochłonąć — to dopiero po tym, kiedy mgła spowiłaby walczących.

Bitwa miała dopiero nadejść.

A zdrada była na pokładzie.

To była tylko kwestia czasu, kiedy zdrajca zostanie ujawniony.

Mgła — jedyna tarcza Szafiry— miała ochronić statek przed zderzeniem z tym co nieuchronnie nadchodziło.

Część III – ,,Mgła i cisza


 


 

Obce Okręty

Rozdział I

Szafira & Obsydian

Poranek po księżycowej nocy był chłodny, a niebo przecięte smugami ciężkich chmur, które nie zwiastowały, że załoga – Szafiry po raz kolejny zostanie wystawiona na próbę.

Załoga zabrała się do pracy z nową energią, lecz dało się wyczuć, że coś w powietrzu było inne.

Obsydian długo patrzył na horyzont, zanim ruszył między marynarzy, sprawdzając liny, maszt i pokład.

Kapitan stała przy sterze, opierając ranną dłoń o barierkę, obserwując każdy ruch załogi. Załoga w jednym wspólnym rytmie wykonywała ostatnie prace na wyznaczony kurs.

Nagle Obsydian zatrzymał się. Tuż przy jednej z głównych lin — tej, która podczas sztormu utrzymała żagiel przed rozerwaniem — dostrzegł coś, czego wcześniej nikt nie zauważył.

Cięcie!

Obsydian wiedział, że nie jest to zwykle naderwanie tylko świadome działanie. Dokładnie sprawdził jeszcze raz linę, aby się upewnić – cięcie było równe i ostre jak po nożu.

Obsydian przyklęknął, przesunął palcem po włóknach, które rozsypywały się jak poszarpane włosy.

To… niemożliwe — wyszeptał. Uniósł głowę i wtedy zobaczył coś jeszcze. Obsydian zerwał się na nogi, a krzyk, który z siebie wydał, niósł w sobie ostrze alarmu:

KAPITANIE! OKRĘTY NA HORYZONCIE!

Na horyzoncie, tuż ponad linią fal, wynurzył się kształt.

Potem drugi. A po chwili trzeci. Szczupłe, ciemne obiekty, które z łatwością mogły skryć się w mroku sztormu – podążały za okrętem – Szafiry jak – cień.

Szafira spojrzała najpierw na przeciętą linę, potem na niebo — ciężkie i złowrogie — i wreszcie na morze.

Oficerze – trzy okręty dwa na północ i jeden słabo widoczny w tele z nimi.

Czy widzisz ich więcej – oficerze ?

– Trzy… a mogą być kolejne. Ukrywały się za sztormem. Czekały, aż osłabniemy.

Cień przeszedł po twarzach marynarzy.

Strach?

Tak.

Ale pod nim — niezachwiane zaufanie do Kapitana.

— Alarm bojowy! — rozkazała Szafira.

Pokład ożył.

Ktoś zamknął barykady, inni pobiegli do dział, kolejni chwytali liny.

Statek w kilka sekund zmienił się w maszynę gotową na bitwę!

Obsydian dopadł do Kapitan.

— To nie wszystko — powiedział cicho. — Lina była przecięta. Ktoś to zrobił przed sztormem.

W jednej sekundzie między nimi padła szybka – decyzja.

Sabotaż.

Wróg zewnętrzny.

Wróg wewnętrzny.

A czas… ucieka.

— Kapitanie — szepnął Obsydian szybciej. — Jeżeli będą chcieli podejść bliżej, musimy mieć plan. Mgła może nas ukryć, ale trzeba działać natychmiast.

Szafira skinęła głową.

– Przygotuj załogę. Każda sekunda jest na wagę życia.

załoga — bez pytań, bez zwłoki — ruszyła wykonywać rozkazy.

Tak zaczynała się bitwa.

Ale to był dopiero początek.

Już wkrótce część II ZDRADA POD POKŁADEM


Wsparcie Księżyca — Noc Marzeń

Szafira & Obsydian⚓️

  Dwa światła, które prowadzą ten rejs

Po sztormie, gdy morze jeszcze drżało, a pokład nosił ślady walki z żywiołem, noc przyniosła coś niespodziewanego — łagodne światło Księżyca.

🌙

Jego blask oświetlał zmęczone żagle, mokre liny i deski pokładu, na których wciąż czuło się pamięć niedawnej burzy. Załoga była wyczerpana, ale tej nocy światło Księżyca miało ich otulić i pozwolić choć na chwilę zapomnieć.

Morze wyciszało się stopniowo, choć fale wciąż uderzały o burty z ciężarem, który przypominał o tym, co przeszli.

Księżyc świecił w nowej fazie, łagodząc wody i prowadząc prądy tak, jakby i on chciał pomóc okrętowi odzyskać siły.

Szafira uznała to za dobry znak — nadzieję, że morze będzie sprzyjać wyprawie.

Zapisała datę w swoim dzienniku kapitańskim; sztorm pozostawił kilka uszkodzeń, które trzeba było jak najszybciej naprawić.

Trzeba też było wyznaczyć nowy kurs. Obsydian dostrzegł, że osłabiona Szafira próbuje nadać rytm załodze, która zastanawiała się, od czego zacząć odbudowę.

Szafira ucichła na moment. W tej ciszy Obsydian podszedł do niej i zauważył, że kapitan próbuje ukryć zranioną dłoń, którą sama starała się opatrzyć.

— Kapitan… pozwól — powiedział cicho.

Zbliżył się i delikatnie ujął jej dłoń. Oczyścił ranę, opatrywał ostrożnie, jakby dotykał czegoś cennego. Przez ułamek sekundy zbliżył się bardziej, niż powinien.

Światło Księżyca zawisło nad nimi jak milczący świadek.

Szafira westchnęła lekko, patrząc na niego spokojnie, choć jej serce na moment zatrzymało rytm. Obsydian drgnął, cofnął się o pół kroku i przeprosił. Szafira poczuła, że na chwilę odpłynął myślami.

Obsydianie… morze dziś woła delikatnie, a Księżyc pozwala marzyć — wyszeptała.

Oboje wiedzieli, że marzenia marzeniami — ale regulamin i obowiązki zawsze stoją na pierwszym miejscu.

Stanęli obok siebie przy relingu, patrząc na uspokajające się morze.

— Co dalej, Kapitanie? — zapytał cicho Obsydian.

— Popłyniemy tam, gdzie Księżyc przyniesie nadzieję — odpowiedziała Szafira.

Tej nocy morze milczało.

Księżyc szeptał swoje ciche „Odpocznij. Jutro znów popłyniesz” — odbijał się w wodzie jak w lustrze, a fale oddychały wolniej.

Statek Szafiry, choć poraniony, dryfował łagodnie w kojącym rytmie —

jakby sam ocean chciał utulić Kapitan i jej załogę.⚓️

Wkrótce kolejna część : ,,Obce Okręty – Zdrada „

Noc i światło księżyca

Gdy księżyc podniósł się nad Szafirą & Obsydian⚓️

Noc i światło księżyca na długo zostanie w pamięci załogi

Morze wyciszało się powoli, ale fale nadal z impetem uderzały w pokład.

Obsydian stał przy relingu, pilnując, by każdy podmuch wiatru, każda zmiana fali była wychwycona, zanim dotknie rannego okrętu. Wszyscy byli zmęczeni i wyczerpani – zderzeniem z siłami natury której się nie spodziewali.

Szafira opatrzyła ranę – zmęczona popatrzyła przez chwilę na uspakajające się w oddali morze. Na ciemnym niebie dostrzegła księżyc, który oślepiał – blaskiem w sposób jaki dotychczas nie znała. Magiczny i wyjątkowy.

Znak ? A może nowy kierunek ? – pomyślała i zapadała w nostalgię.

W świetle księżyca próbowała znaleźć odpowiedz na pytania, które rodziły się w jej sercu.

Księżyc nie świecił dla Szafiry&Obsydian – bez powodu.

Rozświetlił swój blask w dniu kiedy statek zmagał się z bezlitosnym – sztormem.

W dniu gdzie myśleli, że zatoną, gdy fale niosły – rozszarpane części ich statku głęboko w morze.

Szafira sprawdziła – 4 Grudnia 2025r to dzień, który nie był przypadkowy. A zarazem sprowadził nadzieję.

Tej nocy – księżyc wszedł w nową fazę. W astronomii mówi się, że przejście księżyca między fazami zmienia sposób, w jaki pracują pływy i prądy morskie.

Gdy Księżyc rośnie – przybywa siły w wodzie.

Gdy maleje – morze cichnie, jakby oddychało wolniej.

Tej nocy księży przeszedł w fazę, która uspokaja morze.

Faza, w której światło jest łagodniejsze, a jego grawitacja nie ciągnie już tak mocno fal ku sobie.

Znak dla okrętu i – znak dla Szafira & Obsydian⚓️

Szafira ranna

Morska Wyprawa ⚓️

SZAFIRA RANNA – Obsydian rusza na ratunek !

Morze nie oszczędzało załogi- fale wlewały się na pokład z siłą i mocą której się nie spodziewali. Sytuacja robiła się bardzo niebezpieczna.

W jednej sekundzie – rozpędzona fala wdarła się na pokład. Szafira trzymała liny lecz bezlitosna fala – zmiotła ją w jednej sekundzie, cisnęła o reling, a potem rzuciła na pokład.

Głuche, twarde uderzenie rozeszło się echem po całym statku.


SZAFIRO! — krzyknął Obsydian, przerażony rzucając się w stronę kapitan, by jak najszybciej działać. Klękając na mokrych deskach wśród rozrzuconych po pokładzie beczek oraz resztek poszarpanych części…zawołał
Szafiro słyszysz mnie ?

Szafiro !

Przez chwile panowała drętwa cisza- jakby czas utknął w miejscu- Szafira nie odpowiadała

Ale nagle jej palce drgnęły. Otworzyła oczy, lecz w spojrzeniu wciąż tańczyła mgła oszołomienia.

Nagle – kolejna fala przetoczyła się przez pokład niczym wystrzelony pocisk !

Obsydian – działał szybko i bez większego zastanowienia zakrył swoim ramieniem bezwładne ciało Szafiry, by chronić przed uderzeniem – bezlitosnego i rozszalałego morza.

Zacisnął zęby z bezsilnej złości — na morze, na sztorm, na to, że nie zdołał ochronić w porę.

Marynarze walczyli – ogarniali pokład, morze nadal szalało. Obsydian krzyknął;

Pomocy na pokład! Kapitan ranna! — ryknął, przekrzykując huk żywiołu.

Dwóch marynarzy z trudem , ślizgając się po zalanych deskach przedostało się do Kapitan i Obsydiana.

— Schronić ją pod główny maszt! — rozkazał Obsydian. — I trzymać kurs, choćby fala miała nam połamać ręce!

Marynarze ostrożnie przenieśli kapitan w bezpieczne miejsce tam gdzie wiatr nie wieje z impetem, a woda nie szaleje jak huragan.

Szafira – zamroczona ciężko oddychała, nierówno, ale powoli odzyskiwała świadomość.

Próbowała unieść głowę. Jednak mimo zamroczenia krzyknęła ;

Załoga… -Trzymać…- Kurs!

Obsydian pochylił się bliżej, jego głos był poważny – drżał od emocji. Dostrzegał zranioną dłoń kapitan i choć ona nie chciała, by się o nią martwił powiedział spokojnie do Szafiry :

— Nie martw się o mnie. Najpierw Ciebie muszę postawić na nogi.

Załoga choć nie pokazywała – obaw o kapitan to w głębi serc martwili się. W końcu to ich – kapitan, a bez kapitana – rejs nie byłby już taki sam.

Sztorm wciąż grzmiał nad statkiem – Szafiry jak wściekła bestia, która nie zamierzała odpuścić — nie teraz, nie jeszcze.

Ale wszyscy zwarci i gotowi w równym szeregu jak – jeden mąż.

Walczyli idąc ząb w ząb z falą – dzielnie przyjmując jej cios za ciosem i twardą ręką trzymając – kurs !

Wkrótce kolejna część – ,, Wsparcie księżyca „🌙

.

📘 Kup książkę