Po sztormie, gdy morze jeszcze drżało, a pokład nosił ślady walki z żywiołem, noc przyniosła coś niespodziewanego — łagodne światło Księżyca.
Jego blask oświetlał zmęczone żagle, mokre liny i deski pokładu, na których wciąż czuło się pamięć niedawnej burzy. Załoga była wyczerpana, ale tej nocy światło Księżyca miało ich otulić i pozwolić choć na chwilę zapomnieć.
Morze wyciszało się stopniowo, choć fale wciąż uderzały o burty z ciężarem, który przypominał o tym, co przeszli.
Księżyc świecił w nowej fazie, łagodząc wody i prowadząc prądy tak, jakby i on chciał pomóc okrętowi odzyskać siły.
Szafira uznała to za dobry znak — nadzieję, że morze będzie sprzyjać wyprawie.
Zapisała datę w swoim dzienniku kapitańskim; sztorm pozostawił kilka uszkodzeń, które trzeba było jak najszybciej naprawić.
Trzeba też było wyznaczyć nowy kurs.Obsydian dostrzegł, że osłabiona Szafira próbuje nadać rytm załodze, która zastanawiała się, od czego zacząć odbudowę.
Szafira ucichła na moment. W tej ciszy Obsydian podszedł do niej i zauważył, że kapitan próbuje ukryć zranioną dłoń, którą sama starała się opatrzyć.
— Kapitan… pozwól — powiedział cicho.
Zbliżył się i delikatnie ujął jej dłoń. Oczyścił ranę, opatrywał ostrożnie, jakby dotykał czegoś cennego. Przez ułamek sekundy zbliżył się bardziej, niż powinien.
Światło Księżyca zawisło nad nimi jak milczący świadek.
Szafira westchnęła lekko, patrząc na niego spokojnie, choć jej serce na moment zatrzymało rytm. Obsydian drgnął, cofnął się o pół kroku i przeprosił. Szafira poczuła, że na chwilę odpłynął myślami.
Obsydianie… morze dziś woła delikatnie, a Księżyc pozwala marzyć — wyszeptała.
Oboje wiedzieli, że marzenia marzeniami — ale regulamin i obowiązki zawsze stoją na pierwszym miejscu.
Stanęli obok siebie przy relingu, patrząc na uspokajające się morze.
— Co dalej, Kapitanie? — zapytał cicho Obsydian.
— Popłyniemy tam, gdzie Księżyc przyniesie nadzieję — odpowiedziała Szafira.
Tej nocy morze milczało.
Księżyc szeptał swoje ciche „Odpocznij. Jutro znów popłyniesz” — odbijał się w wodzie jak w lustrze, a fale oddychały wolniej.
Statek Szafiry, choć poraniony, dryfował łagodnie w kojącym rytmie —
jakby sam ocean chciał utulić Kapitan i jej załogę.⚓️
Wyjątkowa epoka – gra spojrzeń, pozorów i ukrytych sekretów.
Drodzy z przyjemnością pragnę zapowiedzieć nową opowieść :
– balladę w : ,,Ogrodzie Różanym”, która będzie się pojawiać w każdą środę.
Będzie to opowieść w stylu dawnych czasów:pełna subtelności, manier, elegancji i emocji niewypowiedzianych głośno.
Historia kobiety, która wśród róż szuka ciszy i natchnienia…
Niespodziewanie pojawia się przybysz z Dworu, który niesie ze sobą tajemnicę, szarmanckość i niepokojące ciepło spojrzenia. Wyjątkowy i niepowtarzalny.
Flirt wyjątkowej epoki, niedopowiedzenia, gra spojrzeń, pozorów i ukrytych sekretów.
To opowieść o decyzjach serca — takich, które potrafią zaskoczyć.
Już niebawem część – I na blogu.
Zapraszam w świat delikatności, piękna i dawnych manier.
Noc i światło księżyca na długo zostanie w pamięci załogi
Morze wyciszało się powoli, ale fale nadal z impetem uderzały w pokład.
Obsydian stał przy relingu, pilnując, by każdy podmuch wiatru, każda zmiana fali była wychwycona, zanim dotknie rannego okrętu. Wszyscy byli zmęczeni i wyczerpani – zderzeniem z siłami natury której się nie spodziewali.
Szafira opatrzyła ranę – zmęczona popatrzyła przez chwilę na uspakajające się w oddali morze. Na ciemnym niebie dostrzegła księżyc, który oślepiał – blaskiem w sposób jaki dotychczas nie znała. Magiczny i wyjątkowy.
Znak ? A może nowy kierunek ? – pomyślała i zapadała w nostalgię.
W świetle księżyca próbowała znaleźć odpowiedz na pytania, które rodziły się w jej sercu.
Księżyc nie świecił dla Szafiry&Obsydian – bez powodu.
Rozświetlił swój blask w dniu kiedy statek zmagał się z bezlitosnym – sztormem.
W dniu gdzie myśleli, że zatoną, gdy fale niosły – rozszarpane części ich statku głęboko w morze.
Szafira sprawdziła – 4 Grudnia 2025r to dzień, który nie był przypadkowy. A zarazem sprowadził nadzieję.
Tej nocy – księżyc wszedł w nową fazę. W astronomii mówi się, że przejście księżyca między fazami zmienia sposób, w jaki pracują pływy i prądy morskie.
Gdy Księżyc rośnie – przybywa siły w wodzie.
Gdy maleje – morze cichnie, jakby oddychało wolniej.
Tej nocy księży przeszedł w fazę, która uspokaja morze.
Faza, w której światło jest łagodniejsze, a jego grawitacja nie ciągnie już tak mocno fal ku sobie.
Morze nie oszczędzało załogi- fale wlewały się na pokład z siłą i mocą której się nie spodziewali. Sytuacja robiła się bardzo niebezpieczna.
W jednej sekundzie – rozpędzona fala wdarła się na pokład.Szafira trzymała linylecz bezlitosna fala – zmiotła ją w jednej sekundzie, cisnęła o reling, a potem rzuciła na pokład.
Głuche, twarde uderzenie rozeszło się echem po całym statku.
SZAFIRO! — krzyknął Obsydian, przerażony rzucając się w stronę kapitan, by jak najszybciej działać. Klękając na mokrych deskach wśród rozrzuconych po pokładzie beczek oraz resztek poszarpanych części…zawołał – Szafiro słyszysz mnie ?
Szafiro !
Przez chwile panowała drętwa cisza- jakby czas utknął w miejscu- Szafira nie odpowiadała
Ale nagle jej palce drgnęły. Otworzyła oczy, lecz w spojrzeniu wciąż tańczyła mgła oszołomienia.
Nagle – kolejna fala przetoczyła się przez pokład niczym wystrzelony pocisk !
Obsydian – działał szybko i bez większego zastanowienia zakrył swoim ramieniem bezwładne ciało Szafiry, by chronić przed uderzeniem – bezlitosnego i rozszalałego morza.
Zacisnął zęby z bezsilnej złości — na morze, na sztorm, na to, że nie zdołał ochronić w porę.
Marynarze walczyli – ogarniali pokład, morze nadal szalało. Obsydian krzyknął;
Pomocy na pokład! Kapitan ranna! — ryknął, przekrzykując huk żywiołu.
Dwóch marynarzy z trudem , ślizgając się po zalanych deskach przedostało się do Kapitan i Obsydiana.
— Schronić ją pod główny maszt! — rozkazał Obsydian. — I trzymać kurs, choćby fala miała nam połamać ręce!
Marynarze ostrożnie przenieśli kapitan w bezpieczne miejsce tam gdzie wiatr nie wieje z impetem, a woda nie szaleje jak huragan.
Szafira – zamroczona ciężko oddychała, nierówno, ale powoli odzyskiwała świadomość.
Próbowała unieść głowę. Jednak mimo zamroczenia krzyknęła ;
Załoga… -Trzymać…- Kurs!
Obsydian pochylił się bliżej, jego głos był poważny – drżał od emocji.Dostrzegał zranioną dłoń kapitani choć ona nie chciała, by się o nią martwił powiedziałspokojniedo Szafiry :
— Nie martw się o mnie. Najpierw Ciebie muszę postawić na nogi.
Załoga choć nie pokazywała – obaw o kapitan to w głębi serc –martwili się. W końcu to ich – kapitan, a bez kapitana – rejs nie byłby już taki sam.
Sztorm wciąż grzmiał nad statkiem – Szafiry jak wściekła bestia, która nie zamierzała odpuścić — nie teraz, nie jeszcze.
Ale wszyscy zwarci i gotowi w równym szeregu jak – jeden mąż.
Walczyli idąc ząb w ząb z falą – dzielnie przyjmując jej cios za ciosem i twardą ręką trzymając – kurs !
Mimo chłodu i deszczu urokliwa – zwłaszcza kiedy możemy zachwycać się jej majestatem.
Złote kolory liści urzekają to -nieubłagany przemijający czas, który mknie jak oszalały…, by przywołać do serca kolejną porę roku -Zimę
Wczorajszy spacer w deszczu przypomniał mi, że piękno potrafi czekać.
W kroplach deszczu zebrałam kilka liści , aby zrobić z nich piękny ususzony bukiecik.
Każdy z liści – inny, jak chwile, które tak szybko upływają. Jedne są gładkie i złote, inne potargane przez wiatr, zmoczone deszczem, poszarzałe od chłodu.
Każdy z nich niesie na sobie historię przejścia. To właśnie dlatego jesienne liście mają w sobie tak niezwykły urok.
Piękno nie zawsze jest idealne, a czas nie odbiera wartości — przeciwnie, potrafi ją pogłębiać.
Przemijanie liści przypomina nam o naszym własnym czasie.
Przypomina, że życie też nas czasem targa, przemoczy, zabrudzi codziennością.
A jednak — człowiek, podobnie jak te liście — pozostaje piękny, bo niesie ze sobą doświadczenie, drogę, siłę i historię, której nie ma nikt inny.
Jesień uczy nas cichej akceptacji.
Uczy, że to, co nieidealne, może okazać się najbardziej wzruszające.
Uczy również, że warto zatrzymać się nad jednym liściem, spojrzeć na niego jak na mały rozdział opowieści, którą pisze natura- historię przemijania i kolejnego roku- który przechodzi do historii czasubycia tym wyjątkowym momentem.
Każde przemijanie niesie w sobie łagodną obietnicę —że po nim przyjdzie coś nowego, spokojnego, jaśniejszego.
Kochani – kiedy wykonam bukiecik z pewnością Wam pokarzę.