W Ogrodzie Różanym
Ballada

Następnego dnia słońce rozlało się po ogrodzie Serafiny.
Spojrzała przez okno. Cicho i z czułością.
W jej oczach pojawiły się łzy —nie z bólu, nie z żalu, lecz z błogiego szczęścia, które wypełniało serce aż po brzegi.
Zapach róż unosił się w powietrzu jak wonny olejek, jak obietnica poranka.
W dworku panowała cisza. Wyborna, spokojna ale pełna hojności wobec gości.
Wieści jednak nie znają ciszy. Dotarły i do Panny Serafiny.
Pokojówka przyszła jak co dzień — o świcie, by rozczesać jej długie, gęste włosy.
I zapytała mimochodem:
— Panienka dziś nie zeszła na śniadanie…
A szlachcic pytał o Panią… Zawahała się.
Serafina uprzedziła szept:
— Jaki…?
— Wyjątkowy. I bardzo kulturalny — odpowiedziała Zofia.
Szlachcic spodziewał się spotkania przy stole.
Los jednak miał inne plany. Po śniadaniu wyruszył konno — po powietrze, po przestrzeń, po myśli. Serafina wzruszyła ramionami.
— To dobrze — rzekła spokojnie.
— O poranku ptaki nucą baśnie, polana mieni się światłem… warto nacieszyć wzrok i uraczyć duszę.
— Panienka jak zawsze rozmarzona — uśmiechnęła się Zofia.
— A śniadanie stygnie.
Po posiłku – Serafina zeszła do ogrodu.
Tam znalazła ciszę i nostalgię. I swoje ukochane róże. Twarz jej promieniała.
Zachwyt nie znał granic.

Wtem — szept za plecami:
— A Panna z różami tańczy o świcie…?
Odwróciła się spokojnie.
— Tak, mości dobrodzieju. Tańczę jak ich lekkość, lecz ostrożnie jak ich odwaga.
Róże szepczą: uważaj — kolce potrafią ranić.
Zapadła cisza. Armand spojrzał na róże. Potem na nią.
W takim razie proszę — rzekł, podając kwiat.
— Róża dla damy, która sercem barwi ich płatki. Nie zwlekał.
Bez pruderii. Z prostotą gestu.
— Pozwoli Panienka, że zapytam?
— Proszę.
— Znam już swoje imię w Pani myślach… czy zostanę zaszczycony poznać Panny ?
Serafina spuściła wzrok. Serce przyspieszyło. Milczała chwilę. Potem spojrzała w jego oczy.
— Serafina, mości dobrodzieju.
Armand skłonił głowę. Dłoń przyłożył do piersi.
— Jestem dumny, że poznałem imię Panienki.
— Dla mnie również to prawdziwa przyjemność poznać mości dobrodzieja.
Uśmiechnęła się lekko.
— Dziękuję za różę. Jest piękna.
Ogród trwał w ciszy. Róże słuchały.
A Armand zaproponował spacer.


