Niebo nie ma granic.
Twoje serce też nie musi.
♥️
Niebo nie ma granic.
Twoje serce też nie musi.
♥️
Nie wszystko budzi się od razu w pełnym rozkwicie.
Czasem najpierw pojawia się mały pąk.
Zamknięty. Cichy.
I taki delikatny, jak płatki – ròź.
Niewidoczny z daleka.
A jednak to w nim zaczyna się życie.
Tak samo w nas –
zanim nadejdzie rozkwit,
musi pojawić się odwaga, aby się otworzyć.
Wiosna zawsze zaczyna się od małego znaku.
🌿
Złote Myśli 🕊️✨
Mgła nie cofnęła się całkowicie.
Morze wciąż było niespokojne, jakby pamiętało to, co wydarzyło się między falami.
Szafira stała przy burcie, dłonią opartą o chłodne drewno kadłuba.

Nie patrzyła w stronę obcego okrętu.
Patrzyła w linię, gdzie woda spotykała niebo tam, gdzie zawsze rodzi się decyzja.
Nie bała się.
Bała się jedynie pośpiechu.
Myślała o załodze.
O ich spojrzeniach, krótkich gestach, milczeniu, które nie było lękiem, lecz skupieniem.
Każdy z nich znał swoje miejsce.
Każdy wiedział, że nadchodząca chwila będzie wymagała nie siły, lecz opanowania.
Obsydian trwał przy mapach, choć kompas nie wskazywał określonego kierunku.
Marynarze mówili mniej niż zwykle.
Nie dlatego, że nie mieli pytań.
Dlatego, że ufali.
Szafira wiedziała, że prawdziwe przywództwo nie polega na tym, by zawsze znać odpowiedź.
Polega na tym, by w chwili niepewności zachować spokój, który inni mogą przejąć.
Morze wciąż falowało.
Statek trwał.
Załoga oddychała jednym rytmem.
Czasem największa próba nie zaczyna się od wzburzonych fal, lecz od ciszy, w której trzeba wytrwać i podjąć decyzję.
Ciąg dalszy wkrótce.
Podczas naszej podróży do Kinnoull Hill zatrzymaliśmy się na chwilkę, aby wsłuchać się w rytm górskiego strumienia.
Przepiękny widok, a do tego cichy szum strumyka, który koi serce.
Pozostawiam Wam tę magiczną chwilę.
Niech zostanie na długo w Waszych sercach.
Wkrótce kolejne zdjęcia i filmy z pięknego miejsca w Kinnoull Hill.
Bądźcie z nami.
Leśni – przyjaciele czekają
🌲
Niebo nie cofa światła
Niebo nie pamięta wczoraj.
Nie liczy chmur.
Nie rozlicza burz.
Otwiera się o świcie,
jak ktoś, kto nie boi się
– zaczynać od nowa.
Ptaki unoszą się wysoko,
bo wiedzą jedno —
nie trzeba pytać o zgodę na lot.
Słońce przebija się przez drzewa,
bez tłumaczeń i bez wahania.
Pragnę być- silna.
Nawet, gdy ukryte siły nie mają
-litości.
Nawet, gdy nikt nie pytał się o zdanie.
Nie chcę stracić horyzontu
To mój – mały świat gdzie,
ja jestem jego częścią
Nie mam zamiaru
– oddawać mojej przestrzeni,
milknąć przez czyjś cień.
Nie poddam się bo jestem pełna
-wiary i nadziei
Bo niebo każdego dnia
pokazuje,
że można świecić mimo wszystko.
Drodzy.
Wkrótce kolejny etap. Tomik wierszy.
Po wydaniu książki wiele osób pytało mnie:
„Co dalej?”.
Odpowiedź dojrzewała spokojnie.
Nie w pośpiechu.
Nie z obowiązku.
Z potrzeby serca.
Rozpoczynam pracę nad autorskim tomikiem wierszy.
Wiele z tych tekstów już znacie.
Czytaliście je w moich porannych
„Złotych Myślach”
W refleksjach publikowanych na blogu, w krótkich formach, które pojawiały się między codziennością a ciszą wieczoru.
Niektóre z nich odnajdą się w tomiku w nowym układzie, w większej całości, z odpowiednim rytmem i oddechem.
Inne pozostaną wyłącznie tutaj, na blogu bo to właśnie tu rodzą się pierwsze słowa.
Dla nowych czytelników kilka słów o mnie.
Piszę o życiu o naturze i o wewnętrznej sile, które każdego dnia buduję sukcesywnie.
Tworzę książki, poezję i refleksje, które mają być zatrzymaniem i refleksją w świecie, który zbyt szybko podąża.
Chcę, aby słowo było przestrzenią, nie tylko treścią.
Ten blog to nie tylko miejsce publikacji.
To archiwum myśli.
To droga, którą idę razem z Wami.
Jeżeli byliście przy mojej książce dziękuję.
❤️
Jeżeli trafiliście tu po raz pierwszy zapraszam, zostańcie.
Tomik powstaje.
A ja z radością zapraszam Was, byście towarzyszyli mi w tej poetyckiej podróży od pierwszego wersetu do ostatniej kropki.
Z sercem dla Was Katarzyna
Armand nie spodziewał się bukietu.
Nie w tej chwili.
Nie w dniu, w którym myśli były cięższe niż siodło, a droga przed nim zdawała się dłuższa niż zwykle.
Gdy Zofia podała mu kosz z różami, przez moment nie potrafił się odezwać.

Zamyślił się, spoglądając przed siebie.
Nie dlatego, że zabrakło mu słów, lecz dlatego, że coś w nim drgnęło a serce zadrżało, jakby chciało wyszeptać: „wdzięczność za ten szczodry dar”.
Róże były świeże.
Ułożone z troską.
Nie po to, by zachwycić, lecz by ponieść czyjąś obecność tam, gdzie jej zabraknie.
Zrozumiał od razu.
To był gest pełen szczerości wobec jego kuzynki.
Wiedział, jak bardzo Serafina kocha róże.
Każdą z osobna obdarzała czułością.
Każda była dla niej cenna i wyjątkowa.
Ta myśl zrodziła w nim coś więcej.
Myśli nie chciały odejść — dryfowały w jego głowie i poruszyły go najmocniej.
Rozdwoiły się jak dwie drogi prowadzące w różne strony.
Jedna część jego myśli podążała ku chorobie kuzynki, ku niepewności, ku temu, co mogło się wydarzyć a czego nie dało się zatrzymać.
Druga została tam, gdzie Serafina stała jeszcze przed chwilą.
Nie widział jej teraz.
A jednak czuł ją wyraźniej niż kiedykolwiek.
Nie myślał o obrazie.
Nie o tym, że może nie ujrzeć jego końca.
Myślał o tym, że Serafina potrafiła zatrzymać własne tworzenie, by pomyśleć o czyimś bólu.
O tym, że zebrała ukochane róże, choć nie musiała.
To poruszyło go głębiej niż jakiekolwiek słowa.
Chciał jej podziękować.
Ruszył krok, lecz cofnął się — zawahał.
Chciał powiedzieć, że ten bukiet znaczy więcej, niż ona może przypuszczać.
Jednak wiedział, że nie wszystko powinno być wypowiedziane natychmiast.
Czasem wdzięczność musi dojrzeć w ciszy.
Gdy koń ruszył, Armand odwrócił się jeszcze raz — nie ku dworowi, lecz ku ogrodowi.

Jego twarz przybrała wyraz zadumy.
Wiedział, że Serafina nie wróciła do obrazu.
Nie dlatego, że zabrakło jej natchnienia,
lecz dlatego, że serce, raz poruszone, potrzebuje czasu, by znów odnaleźć rytm dłoni.
A obraz…
Obraz poczeka.
Tak jak ona.
Droga przed nim była długa.
Ale bukiet róż — piękny i lekki.
I to wystarczyło, by wiedział, że nie jedzie sam.
Drodzy.
Podążając dalej leśną wędrówką…
🌲
Pojawiło się coś, co wielu z Was mogło uznać za zwykły „nalot” na drzewach.
A jednak to nie był mech.
To były porosty.
Delikatne, szare, zielonkawe formy, które oplatają gałęzie i pnie, jakby ktoś zawiesił na nich leśną koronkę.

Rosną powoli. Bardzo powoli.
Czasem kilka milimetrów w ciągu roku.
Porost nie jest jedną rośliną.
To niezwykłe połączenie dwóch organizmów:
grzyba i glonu (lub sinicy), które żyją razem w ścisłej współpracy.
Jedno daje ochronę i strukturę, drugie — zdolność do fotosyntezy.
To przykład symbiozy.
Współistnienia.
Porosty nie potrzebują gleby.
Czerpią wodę i składniki z powietrza.
Dlatego są tak wrażliwe na zanieczyszczenia tam, gdzie powietrze jest czyste, rosną obficie.
Ich obecność jest więc cichym znakiem:
tu oddycha się dobrze.
Patrząc na nie, pomyślałam, że w lesie nic nie rośnie przypadkiem.
To, co wydaje się niepozorne, bywa wskaźnikiem jakości świata, którego nie widzimy na pierwszy rzut oka.
Porosty uczą cierpliwości.
Współpracy.
I tego, że nawet najdelikatniejsza forma może przetrwać lata, jeśli warunki są sprzyjające.
Podążamy dalej🌲
Z sercem dla Was – Katarzyna
Drodzy.
Obiecałam napisać kilka słów na temat spotkanego
– leśnego przyjaciela.
Zagadka, którą wspólnie próbowaliśmy rozwiązać na Facebooku.
Jesteście wspaniali.
♥️
Tajemnicze drzewko to – Jałowiec.
Cichy strażnik lasu🌲
Niepozorny. Kolczasty i oczywiście wytrwały.
Jałowiec nie potrzebuje uwagi, aby istnieć. Wystarczy mu przestrzeń, światło i odrobina surowej ziemi.
Ma igły, lecz nie jest cisem.
Potrafi ukłuć, jeśli podejdziemy zbyt blisko — jakby przypominał, że nawet to, co spokojne, ma swoje granice.
Od wieków rósł na skrajach lasów, wydmach i wrzosowiskach.
W dawnych tradycjach wierzono, że chroni domy i ludzi , a jego gałązki wieszano nad drzwiami. Dymem z jałowca okadzano pomieszczenia.
Symbol oczyszczenia i ochrony.
Ma też swoje praktyczne oblicze.
Jagody (często nazywane owocami) wykorzystywano w ziołolecznictwie oraz jako aromatyczny dodatek w kuchni.
Cichy strażnik natury.
Może nie jest efektowny jak róża, ale ma urok i klasę.
Nie potężny jak dąb, ale silny i wytrwały.
Może właśnie dlatego warto czasem zatrzymać się przy czymś, co nie krzyczy kolorem ani formą, a jednak niesie w sobie siłę.
Z sercem dla Was Katarzyna
Spokojny w głębi morza
Nie walczy z prądem.
Nie pędzi.
Cisza otula go – spokojem
Zna głębię,
która nie domaga się hałasu.
Wśród światła łamanego wodą
unosi się jak myśl,
która nie musi być wypowiedziana.
Morze nie pyta go o cel.
Nie żąda dowodu siły.
Pozwala być.
W tej ciszy
– czas nie jest miarą.
Jest tylko rytm.
Prawdziwy i cichy.
A rytm w zupełności
wystarcza, bo
spokój nie jest słabością
— jest zaufaniem.