Nadchodzi – sztorm

Szafira & Obsydian⚓️

                                          Dwa światła, które prowadzą ten rejs

Pokład powoli ucichł po pierwszym zamieszaniu. Marynarze wrócili do swoich zadań, ale w powietrzu wisiało napięcie. Wiedzieli, że to dopiero początek, ale starali się zachować spokój jak na marynarzy przystało.

Wezwałam Obsydiana na podest przy sterze.

Przyszedł szybko, jak zawsze wtedy, gdy morze przestawało być przewidywalne.

Obsydian:

— Szafiro… wiatr od północnego wschodu rośnie z minuty na minutę.

Jeśli tak dalej pójdzie, za godzinę utrzymanie kursu będzie bardzo trudne. Morze dziś nie będzie łaskawe.

Szafira:

— Dostrzegasz coś jeszcze?

W jego spojrzeniu pojawiła się ta charakterystyczna ostrość. Wiedziałam, że jest doświadczony i że nie zawiedzie mojego zaufania. Już wiele razy widziałam popłoch wśród tych którzy zarzekali się stać – wiernie gdy zbliża się nawałnica , ale nie – Obsydian. I właśnie dlatego jest przy moim boku- bez lęku, bez opieszałości zawsze pomocny jak na prawdziwego oficera przystało.

Obsydian zawołał donośnym tonem :

Kapitanie , chmury schodzą nisko , wiatr szaleje. Mamy mało czasu – zbliża się sztorm!

Liczy się każda minuta – zbiorę załogę i wydam dyspozycje. Skinęłam głową. Czułam to samo w kościach — morze przyspieszało swój rytm. Obsydian dobrze zadziałał tak jak na oficera przystało. Szafira – w takim razie wydaj rozkaz.

Niech przejrzą liny, naprężą szoty, zabezpieczą burty. Żagle mają być gotowe w okamgnieniu, a zapasy przeniesione niżej — wszystko, co może polecieć przy pierwszym uderzeniu fali. Obsydian obrócił się w stronę pokładu, ale na moment jeszcze zatrzymał się przy mnie.

Obsydian:

— Szafiro. Załoga ruszy od razu. Ale jedno musisz wiedzieć… – to morze dziś nie mówi szeptem, nie będzie łatwo, mam nadzieję że marynarze nie stchórzą. Oby – nie Obsydianie odpowiedziała zakłopotanym głosem -Szafira, ale musimy być przygotowani na najgorsze.

Zacisnęła dłonie na drewnianej poręczy — chłodnej, wilgotnej, jakby sama była częścią sztormu, który nadchodził. Lecz nie martwiła się o siebie – załoga była ważniejsza mimo iż w sercu czuła lekki niepokój.

Prawdziwy kapitan nie pokarze załodze – lęku. Szafira utrzymała pion – poprawiła marynarkę i rzekła – marynarze zwarci i gotowi ? rozległ się jednomyślny okrzyk ; – Tak jest kapitanie.

Szafira- pewnym głosem wydała rozkaz. Nie możemy czekać. Wyruszamy, zanim burza uderzy w pełni. Nie ma czasu na obijanie się. Każda minuta zwłoki będzie przeciwko nam.

Obsydian uderzył pięścią w pierś na znak gotowości.

Obsydian:

— Zrozumiano!

Załoga do roboty!

Na pokładzie rozległy się okrzyki marynarzy.

Liny zaczęły śpiewać w dłoniach, beczki przesuwano niżej, a żagle trzepotały jak skrzydła wielkiego ptaka szykującego się do lotu.

Morze ryczało już z daleka, jakby chciało sprawdzić, czy Szafira i jej załoga są gotowi stawić mu czoła!

Wkrótce kolejna część ; uderzenie fali ⚓️Zapraszam



❤️ Wesprzyj Kasię

Donate with PayPal

Facebook Comments

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

📘 Kup książkę