Mgła i cisza

Szafira & Obsydian

To była już tylko kwestia czasu, kiedy zdrajca zostanie ujawniony.

Szafira wiedziała to od chwili, gdy napięcie na pokładzie przestało być zwykłym niepokojem, a zaczęło przypominać rozczarowanie załogi, która w myślach i spojrzeniach zadawała pytania.

 – Dlaczego? 

Ich spojrzenia mówiły wiele. 

Były ciężkie i ponure, że pokład ogarnęła cisza, którą każdy rozumiał.

Mgła jedyna tarcza Szafiry — majaczyła na horyzoncie jak obietnica i zagrożenie jednocześnie.

— Obsydianie — powiedziała spokojnie, ale środku wszystko miała napięte jak lina w sztormie. — Prowadź statek w stronę mgły.

Nie było w tym rozkazie wahania.

Obsydian skinął głową i natychmiast pochylił się nad mapami. 

Rozłożył je na stole nawigacyjnym, przesuwając palcem po liniach, które wyznaczały nie tylko kurs, ale i granicę między ocaleniem a zgubą. 

Sprawdził kierunek wiatru, położenie obcych okrętów, margines błędu.

— Kurs południowo-zachodni — rzucił do załogi. — Utrzymać prędkość.

Przygotować się na wejście w mgłę.

Rozkaz przyjęty! — odpowiedział pokład niemal jednym głosem.

Statek zmienił kurs. 

Deski zaskrzypiały pod nagłym napięciem kadłuba, fale uderzyły mocniej, jakby próbowały zatrzymać ich przed tym, co nieznane.

Zdrajca też miał plan – ucieczkę. 

Moment, gdzie wszyscy byli zajęci – mgłą która miała ocalić okręt.

Jeden z marynarzy, do tej pory niewyróżniający się niczym szczególnym, oderwał się od swoich obowiązków. 

Ukryty w cieniu, spuścił szalupę, licząc na to, że chaos manewru i zbliżająca się mgła zasłonią jego zamiar. 

Chciał zniknąć, zanim ktokolwiek zdoła zadać pytania.

— Tam! — krzyk Obsydiana, który przeciął powietrze.

Dostrzegł go w ostatniej chwili.

— Pojmać go! Natychmiast!

Marynarze ruszyli, ale zdrajca nie zamierzał poddać się bez walki. 

Na pokładzie wybuchł chaos.

Ktoś się potknął, ktoś krzyknął. Zdrajca wyciągnął broń.

Padł strzał. Potem kolejny!

Dwie osoby osunęły się na deski, ranne, ale żywe. Statek w tym samym czasie mknął ku mgle, rozbujany przez coraz wyższe fale.

Kurs był utrzymany, lecz każdy ruch stawał się walką o równowagę.

Obsydian, próbując ogarnąć sytuację, uniósł wzrok — i wtedy zobaczył coś, co zmroziło mu krew w żyłach.

Zdrajca, odparty na moment, odwrócił się gwałtownie i uniósł broń w stronę Kapitana.

Szafira tego nie widziała. Stała przy relingu, skupiona na obcych okrętach, próbując ocenić, jak blisko się znajdują i ile czasu im jeszcze zostało.

Nie było chwili na rozkaz.

Obsydian ruszył!

Zasłonił ją własnym ciałem w tej samej sekundzie, w której padł strzał. Uderzenie było potężne i bolesne.

Został zraniony w lewe ramię, a siła impetu niemal rzuciła nim o pokład. Upadł, ale żył – nie tracąc przytomności.

Krzyki załogi zmieszały się z hukiem fal. Zdrajca został wreszcie obezwładniony, przygnieciony do desek przez kilku marynarzy w chwili, gdy statek wpłynął w gęstą mgłę.

Nie była to zwykła zasłona. Mgła była ciężka, skłębiona, jak żywa istota. Otuliła statek całkowicie, odcinając go od świata.

Widoczność spadła niemal do zera.

Zatrzymać silnik — rozkazała Szafira cicho, ale stanowczo.

Wróg nie może wiedzieć, gdzie jesteśmy.

Statek zamarł w jednej chwili w bez ruchu.

Wszyscy wiedzieli, że od tego zależy ich przetrwanie.

Cisza rozlała się po pokładzie jak coś nienaturalnego, niemal świętego. 

Tylko oddechy załogi i cichy jęk rannych przypominały, że czas wciąż płynie.

Zmęczeni ucieczką, walką i bólem, wszyscy skierowali wzrok ku horyzontowi, którego nie było widać.

Mgła pochłonęła wszystko.

Pozostała tylko cisza. 

Cisza, która gasiła nawet oddech załogi.



 
 

Zbliżają się Święta

Kochani

Zbliżają się Święta🌲

Wyjątkowy moment w którym będziemy mogli spędzić z naszymi bliskimi — wspólny czas którego tak często brakuje w codziennym biegu.

Dlatego warto zwolnić, bo nie wszystko trzeba zdobywać w pośpiechu.

Jednak w tym szczególnym czasie, drodzy warto pamiętać, że największym darem jest miłość – Boża, którą otrzymujemy każdego dnia…

Dar mocy energii – Bożej, która jest wszechobecna 🫶

,, Niech każdy dzień będzie dla Was  – wyjątkowy. 

A wdzięczność za dar życia – prezent jaki otrzymaliśmy od Boga,

będzie wyrazem naszego oddania wobec niego i wrażliwości serca,

które nie przestaje kochać”

Tego Wam wszystkim serdecznie życzę.

Katarzyna Fabczak 

Z pozdrowieniami dla wszystkich

☘️

Szept róż o poranku

W Ogrodzie Różanym

Ballada

Następnego dnia słońce rozlało się po ogrodzie Serafiny.

Spojrzała przez okno. Cicho i z czułością.

W jej oczach pojawiły się łzy —nie z bólu, nie z żalu, lecz z błogiego szczęścia, które wypełniało serce aż po brzegi.

Zapach róż unosił się w powietrzu jak wonny olejek, jak obietnica poranka.

W dworku panowała cisza. Wyborna, spokojna ale pełna hojności wobec gości.

Wieści jednak nie znają ciszy. Dotarły i do Panny Serafiny.

Pokojówka przyszła jak co dzień — o świcie, by rozczesać jej długie, gęste włosy.

I zapytała mimochodem:

— Panienka dziś nie zeszła na śniadanie…

A szlachcic pytał o Panią… Zawahała się.

Serafina uprzedziła szept:

— Jaki…?

— Wyjątkowy. I bardzo kulturalny — odpowiedziała Zofia.

Szlachcic spodziewał się spotkania przy stole.

Los jednak miał inne plany. Po śniadaniu wyruszył konno po powietrze, po przestrzeń, po myśli. Serafina wzruszyła ramionami.

— To dobrze — rzekła spokojnie.

— O poranku ptaki nucą baśnie, polana mieni się światłem… warto nacieszyć wzrok i uraczyć duszę.

Panienka jak zawsze rozmarzona — uśmiechnęła się Zofia.

— A śniadanie stygnie.

Po posiłku – Serafina zeszła do ogrodu.

Tam znalazła ciszę i nostalgię. I swoje ukochane róże. Twarz jej promieniała.

Zachwyt nie znał granic.

Wtem — szept za plecami:

— A Panna z różami tańczy o świcie…?

Odwróciła się spokojnie.

— Tak, mości dobrodzieju. Tańczę jak ich lekkość, lecz ostrożnie jak ich odwaga.

Róże szepczą: uważaj — kolce potrafią ranić.

Zapadła cisza. Armand spojrzał na róże. Potem na nią.

W takim razie proszę — rzekł, podając kwiat.

— Róża dla damy, która sercem barwi ich płatki. Nie zwlekał.

Bez pruderii. Z prostotą gestu.

— Pozwoli Panienka, że zapytam?

— Proszę.

— Znam już swoje imię w Pani myślach… czy zostanę zaszczycony poznać Panny ?

Serafina spuściła wzrok. Serce przyspieszyło. Milczała chwilę. Potem spojrzała w jego oczy.

— Serafina, mości dobrodzieju.

Armand skłonił głowę. Dłoń przyłożył do piersi.

— Jestem dumny, że poznałem imię Panienki.

— Dla mnie również to prawdziwa przyjemność poznać mości dobrodzieja.

Uśmiechnęła się lekko.

— Dziękuję za różę. Jest piękna.

Ogród trwał w ciszy. Róże słuchały.

A Armand zaproponował spacer.

Zdrada Pod Pokładem

Szafira & Obsydian

Część II – Zdrada pod pokładem

Kapitan Szafira zwołała krótką radę w kajucie. Obsydian położył na stole przeciętą linę.

Tu nie ma przypadku — powiedział. — To ktoś z pokładu. Ktoś, kto chciał, byśmy podczas sztormu stracili żagiel… albo coś więcej.

Szafira spojrzała na bosmana, nawigatora i sternika.

Nikt nie potrafił podnieść wzroku.

Wszyscy milczeli jak cisza uspokojonego morza po burzy.

— Jeśli ktoś działa przeciwko nam… to znaczy, że nie jest z nami— powiedziała cicho, ale z mocą ostrza, które przecina stal.

Obsydian dodał:

Kapitanie, przesłuchamy wachtę, ale po cichu.

Jeśli sabotażysta daje sygnały obcym okrętom… musimy działać szybciej niż oni zdążą podejść.

Nagle z góry dobiegł krzyk:

DRUGI OKRĘT ZMIENIA KURS! ZBLIŻAJĄ SIĘ!

Szafira i Obsydian wybiegli na pokład.

Ciemne sylwetki zbliżały się po linii fal, ich maszty pozbawione były flagi — znak wrogości.

Obsydian pochylił się do Kapitan

Jeśli chcemy wytrwać, potrzebujemy zasłony.

Od północy – Kapitanie nadciąga mgła to dobry moment, aby się schować. Wtedy ukryjemy nasz kurs oraz unikniemy ataku.

Szafira spojrzała na załogę. Strach mieszał się z determinacją, ale każdy czekał tylko na jej słowo. Obsydian stanął obok Szafiry, aby potwierdzić obrany kurs.

— Kapitanie… jesteśmy gotowi.

Załoga do broni! Przygotować kurs w stronę mgły!

— rozkazała.

Pokład ponownie zatrząsnął się od pośpiechu. Marynarze z rozmachem i determinacją gotowi na każdy nieoczekiwany zwrot sytuacji.

Obsydian uniósł wzrok ku niebu. Ciśnienie spadło. Powietrze gęstniało.

– To nasza chwila- powiedział cicho.

Szafira uniosła wzrok na niebo, potem spojrzała na wrogie okręty sunące po linii horyzontu.

Znajdziemy zdrajcę – powiedziała spokojnie, a teraz kurs w stronę mgły

– rozkazała.

Obsydianie – rzekła spokojnym tonie.

– Miej oko na załogę – wkrótce znajdziemy – zdrajcę!

Jeśli morze ma nas pochłonąć — to dopiero po tym, kiedy mgła spowiłaby walczących.

Bitwa miała dopiero nadejść.

A zdrada była na pokładzie.

To była tylko kwestia czasu, kiedy zdrajca zostanie ujawniony.

Mgła — jedyna tarcza Szafiry— miała ochronić statek przed zderzeniem z tym co nieuchronnie nadchodziło.

Część III – ,,Mgła i cisza


 


 

Oddech w ciszy

Czasami jesteśmy zmęczeni życiem.

Nie głośno, nie dramatycznie tak po prostu zwyczajnie – zmęczeni.

Nieustane myśli, które wracają – wypełniając nasz obraz w umyśle wspomnieniami.

Dniami, które wymagają więcej, niż mamy siły dać.

Nikt nie mówił, że ta droga będzie łatwa,

że zawsze będzie usłana – płatkami róż.

Są momenty nostalgii, które potrafią zatrzymać serce

-oraz myśli, które ciągną w dół.

A jednak można je przezwyciężyć.

Nie walką, lecz uważnością.

Małymi krokami. Zatrzymaniem się.

Zgodą na niedoskonałość.

Codzienność nie musi być idealna, by była prawdziwa.

Wystarczy, że jesteśmy w niej obecni — nawet zmęczeni.

Z sercem dla Was – Katarzyna

Wieczór ciszy i refleksji

Kiedy dzień zamyka bieg historii – nowy otwiera księgę możliwości.

To jak nowa karta, która rysuje wyjątkowe momenty i zdarzenia.

Warto przywitać go nie tylko z radością ale z wdzięcznością, że jest

– darem dla Ciebie.

Gdy imię zostało – wypowiedziane

W Ogrodzie Różanym

Następnego dnia dwór rozbrzmiewał cichym, szlachetnym poruszeniem.

Wiadomość, iż przybył gość o wyjątkowej renomie i nienagannych manierach, rozeszła się szybciej niż zapach porannej herbaty unoszący się w ogrodzie.

Serafina, jak co rano, weszła pomiędzy róże, a jej zachwyt nad ich magią w blasku pięknego słońca nie miał końca.

Spojrzała w błękit nieba, na drzewa tańczące z wiatrem, aż uśmiech prawdziwego szczęścia rozświetlił jej twarz.

Była szczęśliwa, jakby świat zatrzymał się na moment.

Delikatne płatki, wilgotne od nocy, muskały jej dłonie niczym szept wiatru.

W ogrodzie odnajdywała wyciszenie — bo właśnie tam mogła być sobą.

Nagle Serafina zaskoczyła się niebywale, dostrzegłszy postać stojącą kilka kroków dalej. Dopiero gdy lekki szmer żwiru zdradził czyjąś obecność, uniosła głowę.

W oddali zobaczyła mężczyznę, który wpatrywał się w nią uważnie. Był elegancki, dostojnie ubrany, jak na szlachcica przystało. Jego postawa zdradzała pewność siebie, lecz łagodził ją szczery, subtelny uśmiech skierowany w stronę Serafiny.

Mężczyzna skłonił się z elegancją dawnych czasów, po czym rzekł:

— Przepraszam, czy nie naruszyłem spokoju Panny?

— Jestem gościem w tym domu… i pozwolono mi obejrzeć ogród.

Serafina skinęła głową, jakby chciała wyszeptać witaj, mości nieznajomy, lecz uczyniła to jedynie w myślach — zabrakło jej odwagi. Jego aksamitny, a zarazem męski i dostojny głos wprawił ją w lekkie zakłopotanie.

Po chwili ciszy odpowiedziała:

— To miejsce jest moją ukochaną częścią dworu.

Spędzam tu czas, bo błoga cisza i cudowny zapach kwiatów koją moje myśli… i uspokajają serce.

Mości dobrodzieju — róże wiele mówią tym, którzy potrafią ich słuchać.

Uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie, jakby nie śmiał uczynić tego śmielej.

W takim razie mam wielkie szczęście — rzekł spokojnie — skoro przewodniczką jest Panna.

Pozwoli Panna, że się przedstawię… Armand.

Imię zabrzmiało w powietrzu jak coś więcej niż zwykłe przedstawienie.

Jak obietnica historii, która dopiero zaczynała tkać swoje wątki.

Serafina odpowiedziała eterycznym ukłonem — drobnym i skromnym, jak nakazywała epoka.

A róże, poruszone wiatrem, zdawały się szeptać coś więcej, niż ktokolwiek odważyłby się wypowiedzieć na głos.


 


 
 


 

Obce Okręty

Rozdział I

Szafira & Obsydian

Poranek po księżycowej nocy był chłodny, a niebo przecięte smugami ciężkich chmur, które nie zwiastowały, że załoga – Szafiry po raz kolejny zostanie wystawiona na próbę.

Załoga zabrała się do pracy z nową energią, lecz dało się wyczuć, że coś w powietrzu było inne.

Obsydian długo patrzył na horyzont, zanim ruszył między marynarzy, sprawdzając liny, maszt i pokład.

Kapitan stała przy sterze, opierając ranną dłoń o barierkę, obserwując każdy ruch załogi. Załoga w jednym wspólnym rytmie wykonywała ostatnie prace na wyznaczony kurs.

Nagle Obsydian zatrzymał się. Tuż przy jednej z głównych lin — tej, która podczas sztormu utrzymała żagiel przed rozerwaniem — dostrzegł coś, czego wcześniej nikt nie zauważył.

Cięcie!

Obsydian wiedział, że nie jest to zwykle naderwanie tylko świadome działanie. Dokładnie sprawdził jeszcze raz linę, aby się upewnić – cięcie było równe i ostre jak po nożu.

Obsydian przyklęknął, przesunął palcem po włóknach, które rozsypywały się jak poszarpane włosy.

To… niemożliwe — wyszeptał. Uniósł głowę i wtedy zobaczył coś jeszcze. Obsydian zerwał się na nogi, a krzyk, który z siebie wydał, niósł w sobie ostrze alarmu:

KAPITANIE! OKRĘTY NA HORYZONCIE!

Na horyzoncie, tuż ponad linią fal, wynurzył się kształt.

Potem drugi. A po chwili trzeci. Szczupłe, ciemne obiekty, które z łatwością mogły skryć się w mroku sztormu – podążały za okrętem – Szafiry jak – cień.

Szafira spojrzała najpierw na przeciętą linę, potem na niebo — ciężkie i złowrogie — i wreszcie na morze.

Oficerze – trzy okręty dwa na północ i jeden słabo widoczny w tele z nimi.

Czy widzisz ich więcej – oficerze ?

– Trzy… a mogą być kolejne. Ukrywały się za sztormem. Czekały, aż osłabniemy.

Cień przeszedł po twarzach marynarzy.

Strach?

Tak.

Ale pod nim — niezachwiane zaufanie do Kapitana.

— Alarm bojowy! — rozkazała Szafira.

Pokład ożył.

Ktoś zamknął barykady, inni pobiegli do dział, kolejni chwytali liny.

Statek w kilka sekund zmienił się w maszynę gotową na bitwę!

Obsydian dopadł do Kapitan.

— To nie wszystko — powiedział cicho. — Lina była przecięta. Ktoś to zrobił przed sztormem.

W jednej sekundzie między nimi padła szybka – decyzja.

Sabotaż.

Wróg zewnętrzny.

Wróg wewnętrzny.

A czas… ucieka.

— Kapitanie — szepnął Obsydian szybciej. — Jeżeli będą chcieli podejść bliżej, musimy mieć plan. Mgła może nas ukryć, ale trzeba działać natychmiast.

Szafira skinęła głową.

– Przygotuj załogę. Każda sekunda jest na wagę życia.

załoga — bez pytań, bez zwłoki — ruszyła wykonywać rozkazy.

Tak zaczynała się bitwa.

Ale to był dopiero początek.

Już wkrótce część II ZDRADA POD POKŁADEM


W ogrodzie różanym

BALLADA O OGRODZIE RÓŻANYM

Część I

W ogrodzie, gdzie poranek pachniał świeżą rosą, a wiatr igrał z płatkami róż niczym z nutami starej melodii, siedziała dama — delikatna, skromna, o spojrzeniu, które potrafiło zatrzymać czas.

Patrzyła na świat z lekką, nieopisaną zadumą.

Uwielbiała ciche chwile, w których mogła delektować się ciszą swojego ogrodu — magią róż i śpiewem ptaków.

Ta cisza sprawiała, że Dwór cieszył się pochlebną opinią oraz wyjątkową elegancją, jaką dawniej pielęgnowały najlepsze rody.

Otulona zachwytem nad pięknem swoich ogrodowych róż, dotykała ich subtelnie, z czułością — jakby chciała wyszeptać im słowa: „Kocham was”.

Wiedziała, że są kruche jak szkło, ale również wiedziała, że są warte ochrony.

W ogrodzie odnajdywała wytchnienie — chwile tylko dla siebie, pełne zapachu rozkwitu, gdzie nawet światło zdawało się kłaniać jej z szacunkiem.

Tymczasem wokół Dworu rozchodziły się szepty. Niektóre przyspieszone, inne pełne podekscytowania.

Służba dyskretnie prostowała obrusy, gospodyni poprawiała porcelanę, a lokaje wymieniali spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa.

Przybywa gość… — szep­tano po salonach.

— Podobno niezwykle szarmancki…i mówi tak, że damy zapominają oddychać– szeptano z zachwytem nad owym gościem.

Wieści jak zawsze rozchodziły się szybko po okolicy, niczym wiatr rozpędzający liście w różne strony świata.

Ale dama ogrodu była inna.

Trwała w swoim spokoju – zamyślona delektowała się filiżanką herbaty w sowim pięknym różanym ogrodzie.

Nie oczekiwała niczego i z należytym dystansem przyjmowała zachwyt, jakim obdarzano szlachcica.

Dzień chylił się ku końcowi, lecz o poranku wiatr niósł już coś więcej niż zapach róż.

Choć jego imię unoszono na falach szeptów, ona — z lekkim uśmiechem pozostawała wierna własnemu rytmowi serca.

Niósł obietnicę — nową, spokojną i delikatną.

Niewyczuwalną, jak pierwsze drżenie struny przed muzyką.

Drodzy, druga część ballady – już w weekend. Historia ogrodu dopiero zaczyna odkrywać swoje tajemnice.

Zapraszam serdecznie- Katarzyna


 


 


 

Górskie klimaty

Drodzy – dzisiaj kilka myśli prosto z serca z myślą o Was.

Bardzo chciałabym zobaczyć góry i wykonać dla Was – piękne zdjęcia oraz krótkie filmy – tak jak mam to w zwyczaju.

Miasto, które pragnę odwiedzić w najbliższym czasie, a konkretnie w Styczniu 2026r- Meribel Francja położone w dolinie Teretainse w Sabaudii w krainie Trzech Dolin.

Meribel to doskonała baza wypadowa dla wszystkich którzy uwielbiają klimat górski i pragną zwiedzić – Trzy Doliny, które szczególnie zachwycają swym urokiem.

Miejscowość zachowała klimat tradycyjnej, alpejskiej wioski z charakterystyczną architekturą drewniano- kamienną.  Obejmuje aż 422 hektary z 150 kilometrami tras narciarskich. Trasy narciarskie są przeznaczone dla osób o różnym stopniu awansowania i bardzo dobrze, ponieważ dzięki temu każdy może się sprawdzić w zależności od umiejętności.

W miejscowości jest również sporo atrakcji, które z pewnością uprzyjemnią pobyt.

Już wkrótce szykuję się na wyjazd, drodzy – więcej o tym cudownym miejscu napiszę w najbliższym czasie, kiedy już tam będziemy i będę mogła wysyłać Wam zdjęcia oraz film.

Góry to mój klimat – zwłaszcza, kiedy mogę robić zdjęcia w plenerze. Górskie klimaty, cudowna biel – biały puch na choinkach to prawdziwa magia, która zawsze mnie urzeka.

Pamiętacie– Milo w swojej słodkiej czapce. On również jest w pełni gotowy na zimowy wyjazd.

Miał swoją śliczną czapeczkę w Karpaczu, kiedy wjeżdżaliśmy na szczyt kolejką linową.

Na górze bardzo wiało – Milo w plecaku zapakowany jak paczka landrynek.

Miał czapeczkę również w Szkocji, a wszystkie zdjęcia i filmy mogliście zobaczyć na Facebooku i na mojej starszej stronie Zdrowo i Kolorowo – Szczęśliwie.

Mam nadzieję, że wkrótce pokarzę Wam to piękne i magiczne miejsce, a Wy jak zawsze będziecie ze mną w tej podróży.

Z serdecznymi pozdrowieniami dla Was.

Katarzyna

📘 Kup książkę