Szlakiem do hrabiego

Kinnoull Hill – śladami hrabiego ponad rzeką Tay

Czerwony szlak prowadził nas powoli w górę.

Las był wilgotny, ziemia miękka po deszczu, a powietrze gęste od ciszy.

I nagle otworzył się widok.

Rzeka Tay płynęła szeroko, jakby niosła w sobie historię całego regionu.

Z tej wysokości świat wygląda inaczej.

Mniejszy i spokojniejszy.

Na szczycie czekały kamienne mury – surowe, porośnięte mchem.

To Kinnoull Tower, romantyczna wieża widokowa z XVIII wieku.

W kolejnym wpisie poprowadzę Was prosto do wieży.

A teraz zostawiam Was w towarzystwie rzeki Tay.

Rzeka Tay

Serafina i jej świat

W tym czasie, kiedy Armand zastanawiał się nad listem…Serafina była w swiom swiecie.

Uniosła pędzel.

Nie po to, aby dokończyć.

Lecz by sprawdzić, czy serce wciąż prowadzi rękę….

Spojrzała spokojnie na swóǰ ogród, aby myśl ułożyla się lekko jak jej róże tworzące paletę subtelnych barw..

🥀

Róża zielona i dumna

Róża budzi się

Jeszcze nie kwitnie,a już zachwyca.

Co roku wraca — zielona i dumna.

Silniejsza, pewniejsza

szepcze poważnie:

Spójrz na mnie.

Przetrwałam. Zakwiatłam.

Nowe pąki wydałam.

W młodych liściach jest obietnica,

a w kolcach ciche przypomnienie,

nie rośnie bez siły.

Życie w niej wzrasta obficie,

aby znów zachwycić.

Kolejną wiosnę

ozdobić kolorem.

Cisza dworu

Armand towarzyszył chorej kuzynce przez kolejne dni.

Cisza dworu była cięższa niż rozmowy z lekarzem o stanie zdrowia jego kuzynki.

Stał przy oknie i patrzył w ogród.

Ale myślami był gdzie indziej.

Zastanawiał się, czy Serafina wróciła do obrazu.

Czy jej dłonie znów prowadzą pędzel z tą samą pewnością.

Rozmyślał długo.

A potem usiadł przy biurku.

Kartka była czysta.

Świeca paliła się spokojnie.

Usiadł.

Zanurzył pióro w atramencie.

I zaczął pisać list

Zacznij ten tydzień spokojnie

Nowy tydzień to nie wyścig.

To kolejna szansa, aby iść własnym tempem.

Nie wszystko musi wydarzyć się dziś.

Wystarczy jeden dobry krok.

Życzę Wam spokojnego

początku i spokoju serca,

który zostanie z Wami na dłużej.

Z sercem dla Was

❤️

Manewr pod wiatr

Morze wciąż drżało.

To, co wyłoniło się z głębin, unosiło się pomiędzy dwoma okrętami jak żywa granica.

Nie atakowało. Nie znikało.

Po prostu było.

Obcy okręt stał naprzeciw.

Nieruchomy. Gotowy.

Szafira nie cofnęła się ani o krok.

— Nie uciekamy — powiedziała spokojnie.

Jej głos nie był głośny.

Ale na tyle intensywny, że czuć było powagę sytuacji.

Załoga wymieniła spojrzenia.

Nie wszyscy byli pewni manewru, który miał nadejść.

Wiedzieli, że ustawienie statku bokiem w takim momencie to ryzyko.

Odsłonięcie.

Wystawienie się na cios.

Obsydian nie zawahał się ani chwili.

Manewr boczny. Pełna gotowość — powtórzył twardo.

Ich spojrzenia spotkały się tylko na moment.

Nie potrzebowali więcej.

Wiatr zerwał się nagle, jakby czekał na tę decyzję.

Żagle napięły się do granic.

Kadłub jęknął.

Liny zatrzeszczały.

Statek przechylił się gwałtownie.

Pokład pod stopami uciekł w bok.

Sól wdarła się w oczy.

Przez ułamek sekundy każdy poczuł ciężar tej decyzji.

Strach nie krzyczał — ścisnął gardło cicho.

I wtedy wydarzyło się coś ważniejszego niż sam przechył.

Nikt nie puścił lin.

Nikt nie cofnął się o krok.

Zaufanie okazało się silniejsze niż lęk.

Marynarze rzucili się do stanowisk.

To coś pomiędzy nimi uniosło się wyżej.

Woda wokół zaczęła wirować.

Obcy okręt nadal stał prosto.

Jakby czekał.

Podmuch wiatru uderzył w oba statki z siłą, która łamie drewno.

Jedno z żagli pękło z głuchym trzaskiem.

Ale Szafira się nie poruszyła.

Nie bała się.

Bała się tylko jednego by ktokolwiek na jej pokładzie zwątpił.

Trzymać kurs — powiedziała.

A statek posłuchał.

Bo wiedział, kto nim dowodzi.

Leśne cuda

Kamienie w lesie, pokryte mchem, wyglądają jak leśne korale.

Nie są już tylko twardą skałą, ponieważ czas je otulił.

Postanowiłam przytulić część tego co się narodziło w lesie.

Nawet na kamieniu wyrasta zielona historia lasu

Zapach wilgotnej ziemi, szum drzew, miękkość mchu pod dłonią, to wszystko przypomina, że życie nieustannie się odnawia.

Ziemia regeneruje się bez pośpiechu.

Jestem tym procesem zauroczona.

Podziwiam całym moim sercem, ponieważ nie walczy i nie udowadnia.

Po prostu trwa i odbudowuje to, co zostało naruszone.

A my?

Jesteśmy częścią tego samego rytmu.

Oddychamy tym samym powietrzem.

Nosimy w sobie tę samą zdolność do odradzania się.

Czasem wystarczy zatrzymać się przy kamieniu w lesie, aby usłyszeć cichy szept własnej duszy. 

A czasem drodzy wystarczy przytulić szyszkę, aby usłyszeć jak las szepta w tle: ,, Kocham Cię “

Ja to usłyszałam – głęboko w sobie…

❤️

Dywan z mchu przyodziany w korale z szyszek

Dbaj o swoje granice czasu.

,,Czas nie zna granic”

Kiedy dzień wydaje się przemijać zbyt szybko, łatwo uwierzyć, że to czas nas pogania.

Ale czas nie zna granic.
Nie przyspiesza i nie zwalnia.
On trwa.
To my nadajemy mu określony rytm.
To my wypełniamy go biegiem, presją, obowiązkami i cudzymi oczekiwaniami.
Wszechświat nie mierzy godzin.

Nie zna kalendarza.
Nie odlicza minut.
Energia istnienia płynie bez końca.

Wskazówki zegara to – odliczanie czasu, który tylko pozwala spojrzeć z innej perspektywy.

Ale też zrozumieć, jak szybko upływa.

Jednak nie jest ostatecznym wyznacznikiem, że należy ściśle podążać jego rytmem.

To tak jak w życiu czasami trzeba – płynąć pod prąd.

W zgodzie z samym sobą. W zgodzie z własnym sumieniem.

Pośpiech potrafi zgubić to, co najważniejsze.

Potrafi odebrać radość. A przecież w życiu nie chodzi o to abyśmy w tym biegu zatracili siebie.

Raczej chodzi o to abyśmy potrafili odnaleźć źródło

– prawdziwej radości i prawdziwego szczęścia.

Dlatego zwolnienie nie jest buntem wobec czasu.

Jest powrotem do siebie.
Czasem trzeba zatrzymać się świadomie.
Skupić na własnych wartościach.
Na swoich celach.
Na tym, co naprawdę ma znaczenie.

Nie wszystko, co nas obliguje, musi nami rządzić.
Nie wszystko, co narzuca tempo, powinno wyznaczać kierunek.

Można żyć inaczej.
Można układać własny rytm.
Można budować przestrzeń, w której spokój jest decyzją, a nie luksusem.
Bo czas nie ma końca.

Ale nasze życie ma swój wymiar tu i teraz.
Dlatego warto przeżyć je w zgodzie ze sobą.
Bez niepotrzebnego pośpiechu.
Z uważnością i z siłą.

Bo największą wolnością jest umiejętność nadania sensu własnym chwilom.

Głębia oceanu

Drodzy, 🥰
Jak wiecie powstaje nowy ; tomik wierszy📖
Każdy z rozdziałów, tworzę z serca i należytą uwagą.
Nie spieszę się, ponieważ poezja nie potrzebuje pośpiechu. 
Poezja to spokóǰ myśli, rytm serca i refleksja, która unosi myśli w dal :
– jak delikatnie rozbujana fala pozostawiająca na brzegu muszelki.

Pierwszy rozdział już ukończyłam.
Kolejny jest o głębi oceanu.
Głębi w której życie trwa. 
Bo ocean nie prosi o nic wiecej jak tylko o spokóǰ i ciszę.

Dzisiaj pragnę podzielić się z Wami  fragmentem mojego wiersza.
Niech pozostanie z Wami  na długo w Waszych sercach

🩵 

Reszta, kochani dojrzewa w ciszy.
Dziękuję, że jesteście ze mną w tej podróży.

,, Pod powierzchnią”

Pod powierzchnią oceanu.
Nie ma pośpiechu.
Ocean kołysze delikatnie 
– jak kołysanka do snu,
która ucisza myśli i uspokaja serce.

Fale zostają na górze, a w dole 
wszystko oddycha ciszej i spokojniej.

Światło opada powoli,
bez pośpiechu ale z pełną pokorą.

Przesłanie, które uczy.
Moment, który trwa —
jak fala dryfująca bez końca.

Słoneczna energia rozprasza się
w turkusie wody, czyniąc ją 
– szlachetną głębią 

Na powierzchni jest niczym szafir.
W otchłani zaś — granat ciemny.

Kamienie nie walczą z prądem.
Leżą, rozrzucone przez ocean
— jak korale zdobiące dno.

Rośliny delikatnie pulsują w rytmie,
kołysane bez sprzeciwu.

Głębia nie jest pustką.
Jest przestrzenią w której serce 
przestaje krzyczeć i zaczyna słuchać.

Każdy moment to historia.
Życie, które w ciszy istnieje.

Nie mówi głośno.
Uczy prawdy i szacunku.

Ocean nie oczekuje niczego więcej
niż spokoju i ciszy. 

🌊

Z sercem dla Was ❤️

Kinnoull Hill – wybór trasy

Kiedy dotarłam na miejsce i spojrzałam na mapę szlaków w Kinnoull Hill Woodland Park, zrozumiałam jedno to nie jest jeden spacer.

To kilka różnych możliwości.

Trasy prowadzące do wieży widokowej, gdzie można stanąć wysoko nad doliną rzeki Tay i zobaczyć przestrzeń z zupełnie innej perspektywy.

Ścieżki wspinające się wyżej, bardziej wymagające, z podejściami, które już trzeba poczuć w nogach. Niektóre prowadzą przez dawny kamieniołom, inne przez gęstsze, spokojniejsze partie lasu, gdzie robi się ciszej i bardziej dziko.

Każda z nich ma swój charakter. Jedna jest krótsza i bardziej spacerowa. Inna dłuższa, z większą ilością wzniesień. Są pętle dla tych, którzy chcą zrobić pełne okrążenie wzgórza, i ścieżki dla tych, którzy wolą dojść do konkretnego punktu widokowego.

Wybrałam trasę najłagodniejszą.

Dlaczego?

Po pierwsze byłam tu pierwszy raz. Chciałam poczuć miejsce, a nie od razu je zdobywać.

Po drugie im dłuższa trasa, tym więcej czasu potrzeba, a stopień trudności też ma znaczenie.

Nie znałam jeszcze terenu, nie wiedziałam, jak bardzo będzie ślisko, jak strome będą podejścia.

Wybrałam więc drogę spokojną. W stronę Hrabiego.

Bez presji. Bez pośpiechu.

Z przestrzenią na zatrzymanie się przy mchu, przy korzeniach, przy strumieniu.

Reszta szlaków nie ucieknie.

One tam będą.

Kiedy przyjadę do Szkocji ponownie spróbuję kolejny przejść z uwagą, ponieważ świat jest pełen cudów natury tylko czas niestety upływa zbyt szybko.

Przesyłam Wam kilka pięknych zdjęć- lasu.

🌲

Niech pozostaną w Waszych sercach, tak jak w moim na zawsze.

📘 Kup książkę