Ptasim śpiewem o poranku.

Drodzy.

Z początkiem tygodnia chciałabym Wam życzyć jak najpiękniejszych momentów.

Niech tydzień przynosi Wam obfitość i radość.

Niech chłodne zimowe wieczory rozgrzewają – Wasze serca.

Ciepła herbatka o poranku dnia.

Refleksja i wdzięczność za każdy dobry – dar jaki otrzymujemy od Boga.

Niech miłość przoduje w każdym aspekcie Waszego życia.

Niech to wszystko co piękne i wyjątkowe będzie Waszym udziałem

– ciepłem w dłoniach.

Świtem w sercu i ptasim śpiewem,

– który przypomina, że dzień zaczyna się łagodnie.

A wiele zależy od nas samych

– naszego nastawienia oraz wiary.

🐦

Gdy Świat się Budzi

Gdy świat się budzi, w umysłach ludzkich rodzi się refleksja.

Jak nasze życie — w podróży po tej ziemi, nieznane.

Tak kruche i delikatne,

niepewne jutra.

Czasem piękne i bezpieczne.

Czasem utkane z kolców róż.

A w każdym nowym poranku.

Tak wiele można ujrzeć:

  • -blask promieni słońca,

drobne cuda ukryte w przyrodzie.

I nie wystarczy tylko wyszeptać w stronę słońca:

Dzień dobry,

-ani spojrzeć w niebo bez chwili zadumy.

Wszystkie dary tej ziemi —

oddech, tchnienie, sens życia.

Wiatr tańczący z liśćmi.

Deszcz zraszający pola.

Kwiaty przyodziane w barwy zachwytu.

Magia czasu.

Cud natury.

Świat fascynujący, utkany mocą samego Stwórcy.

Patrz więc w stronę słońca

i przywitaj je uśmiechem.

Zatrzymaj te myśli na chwilę —

bo ono świeci właśnie dla Ciebie.

Zachowaj w sercu pamięć poranka, tego, co ujrzałeś.

Nie wiesz, jak będzie jutro,

czy promień słońca znów zobaczysz.

Refleksją z drobnych chwil poczuj sercem życie.

Podziękuj za krople deszczu — niosą moc, siłę i życiodajną energię.

Za wiatr, choć bywa chłodny i surowy, a jednak tak potrzebny.

To ciche szepty natury:

Szum fal,

gdy morze podziwiamy.

Wszystko, czego pragniemy —

bo Bóg już o to zadbał.

Dla Was drodzy na miły dzień o poranku dnia zrodziła się refleksja….

Mam nadzieję, że dzisiejszy poranek przywitał Was spokojnie i z refleksją w sercu…

☘️

Zimową porą w lesie.

Zimową porą w lesie- ptaszek usiadł na gałązce.

Ze spokojem spojrzał na piękną Zimę,

choć srogą to cichą i tak spokojną.

W biały płaszcz ubraną

Ptaszek otulony ciszą lasu

– zaśpiewał kołysząc się na gałęzi przyodzianej w biały puch.

Wiedział , że piękna Zima to stan przejściowy,

gdzie czar snu i ciszy otula drzewa – rodzi nowy spokój.

Wiedział, że czekać trzeba dzielnie aż do pięknej – wiosny.

Tak, aby życie odrodziło się – ponownie.

Czyste , ubarwione kolorami tak bardzo spokojne.

Zimową porą – spokój serca

W tej ciszy, wśród śniegu, nawet najprostsze rzeczy nabierają znaczenia.

Filiżanka ciepłej kawy trzymana w dłoniach, para unosząca się nad brzegiem, drobne ślady życia pod śniegiem — wszystko staje się bardziej wyraźne.

Jakby zima zdejmowała zbędny hałas.

Zima uczy zatrzymania

Zimą uczymy się cierpliwości.

Zima przyszła cicho, bez zapowiedzi.

Zatrzymałam się na chwilkę z kubkiem gorącej kawy, aby podziękować za biały -puch śniegu.

Biały puch otulił ogród czystą bielą – tak miękką, jakby chciał powiedzieć: zwolnij.

Szeptał do mnie – cichutko przekazując nadzieję, wiarę i piękno.

Piękna pora roku w której odnajdujemy spokój i refleksję.

To zmiana dzięki której można nauczyć się – cierpliwości.

Czasem ta pora jest nadzieją na przetrwanie, na regenerację, na spokojne bycie tu i teraz.

Tak jak ogród, który na chwilę zasypia, by wrócić silniejszy.

Ten „biały, puchowy dzień” nie domaga się planów ani odpowiedzi.

On tylko jest.

I przypomina, że odpoczynek nie jest słabością, lecz mądrością.

Że cisza potrafi leczyć myśli.

A spokój — poukładać serce.

Zima nie zabiera życia.

Ona je chroni.

Życzę Wam kochani, aby zimowy czas otulał Wasze serce spokojem i wdzięcznością.

Spokój serca

Życzę Wam, drodzy spokoju w sercu i jak najpiękniejszych dni.

Niech każda chwila życia – będzie dla Was wyjątkowa i przyjemna , a uśmiech i zdrowie towarzyszy przez cały czas….

Życzę Wam, aby zło i krzywda nigdy nie dotykały Waszego serca, ponieważ nie ma nic gorszego niż cierpienie, którego nikt nie zrozumie.

❤️

,,Prawdziwi towarzysze działają ze zrozumieniem i sercem

lecz ignoranci idą dalej i dalej…

niszcząc po drodze to czego dotknie ich ręka.

Niech Bóg im wybaczy ! Amen „

Z pozdrowieniami dla Was- Katarzyna

Światło w mgle

Szafira & Obsydian

Przez długi moment nic się nie zmieniało.

Statek dryfował bezszelestnie na morzu jakby – wiatr sterował i decydował o kierunku.

Wszyscy ucichli w obawie przed nieznanym.

Mgła nie miała litości – gęsta i ciężka trzymała statek w objęciach.

Oddychała wraz z marynarzami w jednym rytmie – przenikając najskrytsze zakamarki.

Szafira poczuła – zimny powiew przenikliwego wiatru, a jej włosy otoczyła bezlitosna mgła.

Wiedziała, że to moment – decyzji.

I wtedy zobaczyła – światło we mgle.

Wskazówka? – pomyślała. Nie było wyraźne. Nie było pewne.

Jakby ktoś zapalił światło na krótką chwilę — wystarczająco długo, by je dostrzec, zbyt krótko, by zaufać.

Światło — powiedziała cicho.

Kilka głów uniosło się jednocześnie. Przez ułamek sekundy coś rozbłysło w mgle.

Ale światło tak szybko jak się pojawiło…- zniknęło.

Nie zostawiło śladu. Nie powtórzyło się. Jakby sprawdzało, czy zostanie zauważone.

Obsydian spróbował się podnieść.  Rana przypomniała o sobie, ale zignorował ból.

Rozłożył mapy na mokrym stole nawigacyjnym. 

Linie, znaki, dawne trasy — wszystko, co kiedyś dawało pewność.

Teraz nie dawało nic.

Jeśli to był znak powiedział po chwili —nie prowadził.

Albo nie chciał prowadzić — odpowiedziała Szafira.

W tej samej chwili coś się zmieniło.

Wiatr zerwał się nagle. Nie był gwałtowny, ale zdecydowany.

Jakby morze przypomniało sobie, że jeszcze nie skończyło mówić.


Żagle zadrżały. Lina jęknęła.

— Kapitanie! krzyk jednego z marynarzy przeciął ciszę. — Coś tam jest… w mgle!

Wszyscy spojrzeli w ten sam punkt. Ale mgła nie oddała tajemnicy.

Każdy widział coś innego.

Cień. Ruch. Złudzenie.

A może ostrzeżenie. Szafira nie podniosła głosu.

Nie wydała rozkazu. Jeszcze nie. Bo teraz wiedziała jedno:

Cisza się kończyła.

A próba dopiero się zaczynała.

Wierzby Ciszy

Wierzby rosły nisko nad wodą, jakby same chciały dotknąć jej tafli.

Ich długie gałęzie poruszały się leniwie, muskane porannym powietrzem, a cisza, która tam panowała, nie była pustką — była miejscem, w którym wszystko mogło się wydarzyć albo nie wydarzyć wcale.

Serafina stała nieruchomo, pozwalając, by świat wokół niej mówił własnym językiem.

Jezioro odbijało długą trawę w miękkim, rozedrganym obrazie, jak nuta przeciągnięta zbyt długo, lecz wciąż czysta.

Akacje błyszczały w promieniach słońca, a światło układało się na liściach tak, jakby znało ich imiona.

Nie było potrzeby się spieszyć.

Czas w tym miejscu nie domagał się decyzji ani odpowiedzi.

Pozwalał trwać — bez lęku, bez oczekiwań, bez konieczności nazywania czegokolwiek.

Serafina czuła spokój, który nie wymagał samotności, lecz jej nie naruszał.

Była częścią krajobrazu, jakby wtopiła się w zieleń i światło, jakby wierzby przyjęły ją pod swoje ciche ramiona.

Powietrze drżało lekko, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi i wody.

Każdy oddech był wolniejszy od poprzedniego, a myśl — swobodna, nieskrępowana, błądząca bez potrzeby powrotu.

To było miejsce, w którym serce mogło odpocząć, zanim odważy się poczuć więcej.

Dopiero wtedy, z oddali, pojawiła się obecność, która nie burzyła ciszy.

Nowy Rok – 2026r

Stary Rok nie jest pożegnaniem życia ani nadziei.

Jest przejściem — wejściem w nowe wyzwania,

z refleksją, nadzieją i wiarą, która pozwala dalej trwać.

Nowy Rok to kontynuacja, ale i nowa perspektywa:

by działać lepiej, kochać uważniej, pomagać mądrzej

i uczyć się cierpliwości wobec życia.

Nowy Rok 2026r, kochani, to także marzenia,

które warto spełniać poprzez świadome, aktywne działanie.

A jednak najważniejsze pozostaje niezmienne:

miłość, zdrowie, pokój i wiara —

one są dalszą częścią naszej wspólnej podróży.

Niech będą wzmocnione, silne i trwałe.

Tego Wam — i sobie — życzę z całego serca.

Zagubieni w ciszy

Szafira & Obsydian

Silniki ucichły, jakby statek nagle stracił oddech. 

Nastała błoga cisza, a załoga wstrzymała oddech w nadziei na znak.

Cisza przyszła powoli, lecz gdy już zapadła, okazała się cięższa niż hałas.

Nie było szarpnięcia ani gwałtownego zatrzymania — tylko zanik drgań, który rozlał się po pokładzie tak iż wszyscy słyszeli bicie swojego serca.

Mgła zbliżyła się do statku i otoczyła go szczelnie.

Nie miała granic ani kształtu. 

Przysłaniała wszystko, co mogłoby dać pewność: wodę, niebo, kierunek. 

Horyzont zniknął, jakby nigdy nie istniał. Pozostała tylko bliskość własnych myśli. 

Cichy oddech i bicie serca. 

Załoga w zadumie spojrzała w stronę kapitana. 

Szafira stała nieruchomo. 

Wpatrywała się przed siebie.  Zastanawiała się. 

– mgła była jak prawdziwe wyzwanie…niczym;

– ciemność połączona z ciszą bez wyjścia i bez światła w dłoni, które mogłoby wskazać określony kierunek.

Niepewność – budziła w niej pytania. 

Ale nie bała się – decyzja już zapadła. 

Teraz trzeba było ponieść ciężar, który objął wszystkich. 

Los statku znalazł się w martwym punkcie.

Szafira wiedziała, że bycie Kapitanem w ciszy było trudniejsze niż dowodzenie w sztormie gdzie jest 

 — ruch i hałas pozwalający ukryć niepokój.

Odpowiedzialność nie krzyczała. Ona osiadała cicho, jak mgła.

Wiedziała, że wybrała jedyną możliwą drogę. A jednak brak horyzontu sprawiał, że nawet słuszne decyzje traciły wyraźne kontury. 

Mgła chroniła statek ale jednocześnie odbierała orientację. 

Nie dawała odpowiedzi — tylko czas.

Obsydian leżał kilka kroków dalej, lekko ranny spoglądał w dal. Żył.  Widział zmartwienie – Szafiry.  Wiedział, że ona nie ugnie się nawet w obliczu mgły. Znał swojego kapitana, a ona nigdy się nie bała – serce wskazywało kurs. 

Obsydian postanowił być – stać u boku. 

A jego obecność była wyczuwalna, choć milcząca — jak punkt, wokół którego wszystko jeszcze się trzymało. Rana w ramieniu unieruchomiła go, ale nie odebrała mu przytomności. 

Wszyscy zdali sobie sprawę jeszcze bardziej jak bardzo potrzebują – jedności i braterstwa. 

Załoga poruszała się powoli, niemal bezszelestnie. 

Każdy gest był ostrożny, jakby głośniejszy ruch mógł przywołać to, przed czym uciekli. 

Nikt nie zadawał pytań. 

Nikt nie mówił o przyszłości. 

Wszyscy tkwili w zawieszeniu, niepewni, czy cisza oznacza ocalenie, czy jedynie krótką przerwę przed kolejnym uderzeniem.

Statek dryfował w mgle, pozbawiony punktów odniesienia.

Załoga trwała razem – zjednoczona, lecz każdy był sam ze swoimi myślami.

Szafira spojrzała przed siebie, w pustkę, gdzie powinien być horyzont. Ale nie widziała – nic. 

Mgła jak podmuch ciemnych – rozproszonych chmur tuż nad taflą morza zasłaniała wszystko.

Brak widoku nie przerażał jej tak bardzo jak świadomość, że nawet cisza może być próbą.

A jednak trwała.

Bo czasem jedynym możliwym ruchem jest pozostać.

📘 Kup książkę