Szafira & Obsydian

Przez długi moment nic się nie zmieniało.
Statek dryfował bezszelestnie na morzu jakby – wiatr sterował i decydował o kierunku.
Wszyscy ucichli w obawie przed nieznanym.
Mgła nie miała litości – gęsta i ciężka trzymała statek w objęciach.
Oddychała wraz z marynarzami w jednym rytmie – przenikając najskrytsze zakamarki.
Szafira poczuła – zimny powiew przenikliwego wiatru, a jej włosy otoczyła bezlitosna mgła.

Wiedziała, że to moment – decyzji.
I wtedy zobaczyła – światło we mgle.
Wskazówka? – pomyślała. Nie było wyraźne. Nie było pewne.
Jakby ktoś zapalił światło na krótką chwilę — wystarczająco długo, by je dostrzec, zbyt krótko, by zaufać.
— Światło — powiedziała cicho.
Kilka głów uniosło się jednocześnie. Przez ułamek sekundy coś rozbłysło w mgle.
Ale światło tak szybko jak się pojawiło…- zniknęło.
Nie zostawiło śladu. Nie powtórzyło się. Jakby sprawdzało, czy zostanie zauważone.
Obsydian spróbował się podnieść. Rana przypomniała o sobie, ale zignorował ból.
Rozłożył mapy na mokrym stole nawigacyjnym.
Linie, znaki, dawne trasy — wszystko, co kiedyś dawało pewność.
Teraz nie dawało nic.
—Jeśli to był znak — powiedział po chwili —nie prowadził.
— Albo nie chciał prowadzić — odpowiedziała Szafira.
W tej samej chwili coś się zmieniło.
Wiatr zerwał się nagle. Nie był gwałtowny, ale zdecydowany.
Jakby morze przypomniało sobie, że jeszcze nie skończyło mówić.

Żagle zadrżały. Lina jęknęła.
— Kapitanie! — krzyk jednego z marynarzy przeciął ciszę. — Coś tam jest… w mgle!
Wszyscy spojrzeli w ten sam punkt. Ale mgła nie oddała tajemnicy.
Każdy widział coś innego.
Cień. Ruch. Złudzenie.
A może ostrzeżenie. Szafira nie podniosła głosu.
Nie wydała rozkazu. Jeszcze nie. Bo teraz wiedziała jedno:
Cisza się kończyła.
A próba dopiero się zaczynała.



Facebook Comments