Wśród Wierzb

BALLADA

Serafina & Armand

,,Spotkanie w ciszy

Spacer w ogrodzie róż na długo pozostał w pamięci Serafiny i Armanda.

Był jak czułe westchnienie — jak kropla rosy, która osiada na liściu i zostawia po sobie ślad,

choć sama znika. Nie trwał długo, a jednak wystarczająco, by nasycić się obecnością drugiego człowieka i ciszą, którą potrafili dzielić bez słów.

Serafina kochała róże — znała każdą z nich, jakby były częścią jej własnej historii.

Armand zatrzymał się nagle i skłonił z lekką powagą.

— Panienka wybaczy — rzekł cicho — i pozwoli, że oddalę się na chwilę.

— A cóż to, mości dobrodzieju odparła łagodnie gdy pilne sprawy wzywają?

— Tak, Panienko… wzywają.

Odchylił prawą dłoń do tyłu na znak pożegnania i z szacunkiem ucałował dłoń Serafiny.

Potem odszedł — bez pośpiechu, bez oglądania się za siebie.

Dzień był piękny.

Serafina postanowiła pozostać jeszcze w ogrodzie.

Zofia, wierna służąca, przygotowała herbatę, aby Panienka mogła odpocząć wśród ukochanych róż i promieni słońca.

— Szlachcic w pośpiechu opuścił dwór — szepnęła ostrożnie.

Serafina jedynie delikatnie wzdrygnęła ramionami, jakby nie życzyła sobie dalszej rozmowy.

— Panienka nie jest ciekawa…?

— Zofio — odrzekła spokojnie — zapewne miał ku temu ważny powód.

— Tak, Panienko… miał. W dworze szepczą, że pilnie wyruszył do brata.

Serafina nie odpowiedziała.

Zofia zamilkła na moment, po czym dodała półgłosem:

— W Panienki ogrodzie… nawet róże zamilkły na chwilę.

— Chcesz mi jeszcze coś powiedzieć droga Zofio? zapytała Serafina z błogim spokojem.

— Bo Panienka i Pan Armand… wyglądają tak… — urwała zdanie, nie kończąc myśli.

Dostrzegła, że twarz Serafiny przybrała wyraz – zadumy, a może nawet cichego smutku.

Onieśmielona, z lekkim drżeniem w głosie, rzekła tylko:

— Przepraszam Panienkę.

Zofia cofnęła się pół kroku, uchylając przestrzeń. Nie zadała więcej pytań.

Serafina oddaliła się od stolika z herbatą i zniknęła wśród róż, pozostając sama ze swoimi myślami.

Dzień zakończył się błogą ciszą, która nie domagała się odpowiedzi.

Następnego dnia o świcie Serafina wyruszyła na przejażdżkę konną.

Uwielbiała swojego białego jak śnieg rumaka — Aleksandra.

Szeptała do niego cicho, jak do istoty, która rozumie więcej, niż wypowiada się słowami.

Gdy słońce powoli otulało las złocistymi promieniami, galopowała odważnie, nie bacząc na przeszkody, jakby szukała w ruchu ukojenia.

Aleksander mknął przez leśne dukty jak rozpędzony wicher — dumny, lekki, o majestacie szlacheckiego konia, który zna swoją drogę.

Miał poprowadzić Serafinę do miejsca, które dobrze znali oboje.

Do wierzb – ciszy.

Armand powrócił do dworu późną nocą.

Przy porannym śniadaniu nie dostrzegł Serafiny.

Wkrótce dowiedział się, że wybrała się na przejażdżkę konną. Nie zapytał o nic więcej.

Bez słowa oddalił się od stołu i osiodłał swojego konia.

Las był jeszcze wilgotny od porannej mgły, a ścieżka prowadziła dokładnie tam, gdzie myśl biegła szybciej niż kroki.

Armand dostrzegł z oddali sylwetkę Serafiny.

Zatrzymał konia i w zwolnionym rytmie ruszył powoli w stronę wierzb.

Wśród wierzb panowała błoga cisza.

Armand ponownie zatrzymał konia i skinął głową w stronę Serafiny.

Szept róż o poranku

W Ogrodzie Różanym

Ballada

Następnego dnia słońce rozlało się po ogrodzie Serafiny.

Spojrzała przez okno. Cicho i z czułością.

W jej oczach pojawiły się łzy —nie z bólu, nie z żalu, lecz z błogiego szczęścia, które wypełniało serce aż po brzegi.

Zapach róż unosił się w powietrzu jak wonny olejek, jak obietnica poranka.

W dworku panowała cisza. Wyborna, spokojna ale pełna hojności wobec gości.

Wieści jednak nie znają ciszy. Dotarły i do Panny Serafiny.

Pokojówka przyszła jak co dzień — o świcie, by rozczesać jej długie, gęste włosy.

I zapytała mimochodem:

— Panienka dziś nie zeszła na śniadanie…

A szlachcic pytał o Panią… Zawahała się.

Serafina uprzedziła szept:

— Jaki…?

— Wyjątkowy. I bardzo kulturalny — odpowiedziała Zofia.

Szlachcic spodziewał się spotkania przy stole.

Los jednak miał inne plany. Po śniadaniu wyruszył konno po powietrze, po przestrzeń, po myśli. Serafina wzruszyła ramionami.

— To dobrze — rzekła spokojnie.

— O poranku ptaki nucą baśnie, polana mieni się światłem… warto nacieszyć wzrok i uraczyć duszę.

Panienka jak zawsze rozmarzona — uśmiechnęła się Zofia.

— A śniadanie stygnie.

Po posiłku – Serafina zeszła do ogrodu.

Tam znalazła ciszę i nostalgię. I swoje ukochane róże. Twarz jej promieniała.

Zachwyt nie znał granic.

Wtem — szept za plecami:

— A Panna z różami tańczy o świcie…?

Odwróciła się spokojnie.

— Tak, mości dobrodzieju. Tańczę jak ich lekkość, lecz ostrożnie jak ich odwaga.

Róże szepczą: uważaj — kolce potrafią ranić.

Zapadła cisza. Armand spojrzał na róże. Potem na nią.

W takim razie proszę — rzekł, podając kwiat.

— Róża dla damy, która sercem barwi ich płatki. Nie zwlekał.

Bez pruderii. Z prostotą gestu.

— Pozwoli Panienka, że zapytam?

— Proszę.

— Znam już swoje imię w Pani myślach… czy zostanę zaszczycony poznać Panny ?

Serafina spuściła wzrok. Serce przyspieszyło. Milczała chwilę. Potem spojrzała w jego oczy.

— Serafina, mości dobrodzieju.

Armand skłonił głowę. Dłoń przyłożył do piersi.

— Jestem dumny, że poznałem imię Panienki.

— Dla mnie również to prawdziwa przyjemność poznać mości dobrodzieja.

Uśmiechnęła się lekko.

— Dziękuję za różę. Jest piękna.

Ogród trwał w ciszy. Róże słuchały.

A Armand zaproponował spacer.

Gdy imię zostało – wypowiedziane

W Ogrodzie Różanym

Następnego dnia dwór rozbrzmiewał cichym, szlachetnym poruszeniem.

Wiadomość, iż przybył gość o wyjątkowej renomie i nienagannych manierach, rozeszła się szybciej niż zapach porannej herbaty unoszący się w ogrodzie.

Serafina, jak co rano, weszła pomiędzy róże, a jej zachwyt nad ich magią w blasku pięknego słońca nie miał końca.

Spojrzała w błękit nieba, na drzewa tańczące z wiatrem, aż uśmiech prawdziwego szczęścia rozświetlił jej twarz.

Była szczęśliwa, jakby świat zatrzymał się na moment.

Delikatne płatki, wilgotne od nocy, muskały jej dłonie niczym szept wiatru.

W ogrodzie odnajdywała wyciszenie — bo właśnie tam mogła być sobą.

Nagle Serafina zaskoczyła się niebywale, dostrzegłszy postać stojącą kilka kroków dalej. Dopiero gdy lekki szmer żwiru zdradził czyjąś obecność, uniosła głowę.

W oddali zobaczyła mężczyznę, który wpatrywał się w nią uważnie. Był elegancki, dostojnie ubrany, jak na szlachcica przystało. Jego postawa zdradzała pewność siebie, lecz łagodził ją szczery, subtelny uśmiech skierowany w stronę Serafiny.

Mężczyzna skłonił się z elegancją dawnych czasów, po czym rzekł:

— Przepraszam, czy nie naruszyłem spokoju Panny?

— Jestem gościem w tym domu… i pozwolono mi obejrzeć ogród.

Serafina skinęła głową, jakby chciała wyszeptać witaj, mości nieznajomy, lecz uczyniła to jedynie w myślach — zabrakło jej odwagi. Jego aksamitny, a zarazem męski i dostojny głos wprawił ją w lekkie zakłopotanie.

Po chwili ciszy odpowiedziała:

— To miejsce jest moją ukochaną częścią dworu.

Spędzam tu czas, bo błoga cisza i cudowny zapach kwiatów koją moje myśli… i uspokajają serce.

Mości dobrodzieju — róże wiele mówią tym, którzy potrafią ich słuchać.

Uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie, jakby nie śmiał uczynić tego śmielej.

W takim razie mam wielkie szczęście — rzekł spokojnie — skoro przewodniczką jest Panna.

Pozwoli Panna, że się przedstawię… Armand.

Imię zabrzmiało w powietrzu jak coś więcej niż zwykłe przedstawienie.

Jak obietnica historii, która dopiero zaczynała tkać swoje wątki.

Serafina odpowiedziała eterycznym ukłonem — drobnym i skromnym, jak nakazywała epoka.

A róże, poruszone wiatrem, zdawały się szeptać coś więcej, niż ktokolwiek odważyłby się wypowiedzieć na głos.


 


 
 


 

W ogrodzie różanym

BALLADA O OGRODZIE RÓŻANYM

Część I

W ogrodzie, gdzie poranek pachniał świeżą rosą, a wiatr igrał z płatkami róż niczym z nutami starej melodii, siedziała dama — delikatna, skromna, o spojrzeniu, które potrafiło zatrzymać czas.

Patrzyła na świat z lekką, nieopisaną zadumą.

Uwielbiała ciche chwile, w których mogła delektować się ciszą swojego ogrodu — magią róż i śpiewem ptaków.

Ta cisza sprawiała, że Dwór cieszył się pochlebną opinią oraz wyjątkową elegancją, jaką dawniej pielęgnowały najlepsze rody.

Otulona zachwytem nad pięknem swoich ogrodowych róż, dotykała ich subtelnie, z czułością — jakby chciała wyszeptać im słowa: „Kocham was”.

Wiedziała, że są kruche jak szkło, ale również wiedziała, że są warte ochrony.

W ogrodzie odnajdywała wytchnienie — chwile tylko dla siebie, pełne zapachu rozkwitu, gdzie nawet światło zdawało się kłaniać jej z szacunkiem.

Tymczasem wokół Dworu rozchodziły się szepty. Niektóre przyspieszone, inne pełne podekscytowania.

Służba dyskretnie prostowała obrusy, gospodyni poprawiała porcelanę, a lokaje wymieniali spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa.

Przybywa gość… — szep­tano po salonach.

— Podobno niezwykle szarmancki…i mówi tak, że damy zapominają oddychać– szeptano z zachwytem nad owym gościem.

Wieści jak zawsze rozchodziły się szybko po okolicy, niczym wiatr rozpędzający liście w różne strony świata.

Ale dama ogrodu była inna.

Trwała w swoim spokoju – zamyślona delektowała się filiżanką herbaty w sowim pięknym różanym ogrodzie.

Nie oczekiwała niczego i z należytym dystansem przyjmowała zachwyt, jakim obdarzano szlachcica.

Dzień chylił się ku końcowi, lecz o poranku wiatr niósł już coś więcej niż zapach róż.

Choć jego imię unoszono na falach szeptów, ona — z lekkim uśmiechem pozostawała wierna własnemu rytmowi serca.

Niósł obietnicę — nową, spokojną i delikatną.

Niewyczuwalną, jak pierwsze drżenie struny przed muzyką.

Drodzy, druga część ballady – już w weekend. Historia ogrodu dopiero zaczyna odkrywać swoje tajemnice.

Zapraszam serdecznie- Katarzyna


 


 


 

Ballada – Ogród różany

Ballada o Ogrodzie Różanym

🌹

Cześć- I już wkrótce

Wyjątkowa epoka – gra spojrzeń, pozorów i ukrytych sekretów.

Drodzy z przyjemnością pragnę zapowiedzieć nową opowieść :

– balladę w : ,,Ogrodzie Różanym”, która będzie się pojawiać w każdą środę.

Będzie to opowieść w stylu dawnych czasów: pełna subtelności, manier, elegancji i emocji niewypowiedzianych głośno.

Historia kobiety, która wśród róż szuka ciszy i natchnienia…

🌹

Niespodziewanie pojawia się przybysz z Dworu, który niesie ze sobą tajemnicę, szarmanckość i niepokojące ciepło spojrzenia. Wyjątkowy i niepowtarzalny.

Flirt wyjątkowej epoki, niedopowiedzenia, gra spojrzeń, pozorów i ukrytych sekretów.

To opowieść o decyzjach serca — takich, które potrafią zaskoczyć.

Już niebawem część – I na blogu.

Zapraszam w świat delikatności, piękna i dawnych manier.

Z serdecznymi pozdrowieniami dla Was

– Katarzyna

Kompromis dla dobra relacji

Bo prawdziwa bliskość jest tam, gdzie kończy się upór, a zaczyna troska.

💛

Wzajemne ustępstwa to podwaliny udanej relacji. Miłość to bez wątpienia wspólny- kompromis i ustępstwa.

Nie ma dwóch takich samych osób, które w ten sam sposób będą postępować, czy podejmować decyzje, dlatego tak ważne jest – porozumienie i kompromis.

Porozumienie – wzajemne ustępstwa gdzie każda ze stron rezygnuje z części swoich pierwotnych żądań lub celów.

W relacjach nie wygrywa ten, kto postawi na swoim, ale ten, kto naprawdę potrafi usłyszeć — drugiego człowieka.

Kompromis nie jest oznaką słabości. To piękny element dojrzałości, szacunku i chęci budowania wspólnej przestrzeni, w której dwoje ludzi może pozostać sobą, a jednocześnie iść razem w jednym kierunku.

Miłość rośnie nie tam, gdzie zawsze jest racja, ale tam, gdzie jest miejsce na serce, dialog i zrozumienie.

Z sercem dla Was – Katarzyna

Uniesienie w czułości

Świat piękny i dostojny.

W czułości opleciony .

Sercem gotowym na miłość.

Prawdą wypowiadaną z czułością.

Uczucia tak mocne jak;

-błękit bezkresnego morza….

Gdy słońce zachwyca barwami

-magi wyrażanej w promieniach.

Gdy krople deszczu otulają

-czule splecione ciała.

A szum wierzb słychać w duszy.

Jak muzyka, która szepcze;

-delikatnie – ,,kocham”

A gdy spojrzenia spotykają się

— jak dwie gwiazdy w tej samej chwili

rodzi się światło,

które już nigdy nie gaśnie.

W dotyku dłoni

kryje się pewność,

że miłość nie potrzebuje pośpiechu,

lecz obecności.

W ciszy między słowami

pulsuje serce,

które wie,

że zostało odnalezione.

Bo tam, gdzie czułość splata dusze,

tam rodzi się więź,

która trwa nawet wtedy,

gdy milknie wiatr.

I wtedy miłość mówi nie słowami,

lecz oddechem,

obecnością,

i tym jednym szeptem,

który potrafi zmienić cały świat:

„Jestem.”

Serce gotowe kochać

Świat piękny i dostojny. W czułości opleciony.

Sercem gotowym na miłość i prawdą wypowiadaną z czułością.

Nie spiesz się, choć na chwilkę zatrzymaj czas w objęciach czułości z ukochaną osobą. Najpiękniejsze momenty to właśnie te drobne – wspólne chwile w którym świat zmienia rytm na – wspólny i w pełni zsynchronizowany w miłości, oddaniu z tymi których naprawdę kochamy całym serem.

Pozdrawiam Was serdecznie drodzy – Katarzyna

📘 Kup książkę