Miedzy ciszą a decyzją

Po rozmowie z Julianem

Serafina odnalazła w sobie coś, czego od dawna jej brakowało chwil dla siebie.

Spokój i ciszę.

To był jej świat piękny i spokojny.

Łagodził nastróǰ jak malowanie obrazu, który o nic nie pytał.

Tylko czekał spokojnie aż jej dłoń trzymająca pędzel poprowadzi subtelnie kolejne barwy nadając mu styl i przesłanie, które nosiła w sercu.

Spacerując wśród róż pozwoliła myślom płynąć własnym rytmem.

Bez pośpiechu. Bez odpowiedzi.

Wiedziała, że są chwile, których nie należy przyspieszać.

Bo właśnie w ciszy rodzi się to, co najprawdziwsze.

Nie wiedziała, że gdzieś poza murami dworu ktoś również nie potrafił już dłużej pozostać w bezruchu.

Armand stał w oknie, a czasami spacerował po ogrodzie.

Podobnie jak Serafina.

Choć inaczej. 

Tak jakby czegoś brakowało…

Jakby coś nie zostało wyjaśnione.

Wiedział o tym.

Spoglądał na księżyc. 

Noc dawała mu ciszę ale podpowiada również dalsze działania.

Szukał odpowiedzi, których nie było.

A myśli zaczęły układać się w decyzję.

Decyzję, ktoŕą już podjął.

Kazał osiodłać konia.

Miał zamiar wyruszyć do dworu.

Do Serafiny.

,,Tam gdzie jeszcze wiele rzeczy nie zostało dopowiedziane…czeka coś nowego o wiele piękniejszego”

W towarzystwie Juliana

Serafina spędziła miły dzień w towarzystwie Juliana.

Nie sądziła, że rozmowa z Julianem przyniesie jej wewnętrzne ukojenie, którego tak bardzo potrzebowała.

Nie dokończyła jeszcze obrazu.

Nie dlatego, że nie mogła.

Ale dlatego, że tak dużo się działo.

Przyjęcie i niespodziewany gość w dworze nadało określony rytm.

Ale ona nie śpieszyła się.

Pozwoliła, aby myśli błądziły.

Trochę w ciszy.

Trochę w ogrodzie.

Wśród róż, które są dla niej wszystkim.

A wkrótce pojawiają się nowe.

Wyjątkowe i specjalne.

To dla nich w myślach szuka odpowiedniego miejsca w ogrodzie.

Wraca myślami również do obrazu.

Wie, że na wszystko jest odpowiedni czas.

Wkrótce jej obraz nabierze kolorowych i pięknych barw.

I wypełni się spokojem serca.

Bo czasami są momenty w życiu, które nie wymagają zbyt wielu obietnic.

Spotkanie z Julianem było dla niej ukojeniem i ciszą, której tak bardzo potrzebowała.

Bo czasami wystarczy zwykłe spojrzenie i prawdziwa szczera rozmowa.

Moment w którym można odetchnąć.

A zachód słońca staje się dopełnieniem.

Miłość to nie tylko słowa

Drodzy, dzisiaj kilka słów prosto z serca.

Są takie momenty, kiedy zatrzymujemy się na chwilę…

i zaczynamy patrzeć głębiej nie tylko na innych, ale też na siebie.

Mój tomik wciąż jest w drodze.

Już bliżej choć nie zawsze tak prostej, jak mogłoby się wydawać.

Bo to, co najważniejsze, dojrzewa w ciszy w doświadczeniach i w refleksji.

Miłość.

Często mówimy, że miłość to piękny dar,

ale tak rzadko zatrzymujemy się,

aby zrozumieć jej prawdziwą głębię.

Bo miłość to nie tylko słowa.

To obecność i cierpliwość.

Czułe słowa i tkliwy dotyk.

Ciche trwanie obok wtedy,

gdy nie wszystko jest łatwe.

Miłość to prawdziwa szczerość,

która nie szuka własnych korzyści.

tylko kocha zawsze i wszędzie.

A przede wszystkim prawdziwie.

Natomiast przyjaźń,

to coś więcej niż rozmowy i wspólne chwile.

To dłoń, która pojawia się wtedy,

gdy najbardziej jej potrzebujemy.

To wsparcie bez pytania.

To dobro, które nie oczekuje nic w zamian.

I może właśnie dlatego tak łatwo zapominamy,

jak wiele zawdzięczamy innym ludziom…

A przecież wdzięczność

nie potrzebuje wielkich słów.

Czasem wystarczy jedno

dziękuję.

❤️

Bliskość, która zostaje

Bliskość nie zawsze oznacza obecność.

Czasem ktoś jest obok, a jednak daleko.

A czasem wystarczy jedno spojrzenie, jedno słowo,

aby poczuć, że ktoś naprawdę jest.

Są takie więzi, które trwają mimo odległości.

Nie potrzebują codziennych rozmów,

a jednak pozostają żywe,

w myślach, w pamięci,

w cichym poczuciu obecności.

To bliskość, której nie widać,

ale którą się czuje.

A jest też ta druga…

Ta najbliższa.

Obecna tu i teraz.

W dotyku dłoni.

W objęciach.

W codziennym byciu razem.

To właśnie ona sprawia,

że zwykłe chwile stają się ważne.

Bliskość nie jest oczywista.

Nie przychodzi sama.

To przestrzeń, w której można być sobą

bez napięcia, bez udawania.

I może właśnie dlatego…

jest tak cenna.

Drodzy, to tylko fragment refleksji…

więcej o bliskości już wkrótce w moim tomiku.

Z sercem dla Was

Katarzyna

Szacunek z czułością serca

Miłość pogłębia bliskość ,

ponieważ jest cudownym

przejawem uczuć,

których tak bardzo potrzebujemy.

Ale to szacunek sprawia,

że chcemy być jeszcze bliżej tych

na których tak bardzo nam zależy.

I jeszcze bardziej

z pełną czułością serca

– szczerze kochać.

🩵

Dbajmy o jedno i drugie,

bo tylko razem tworzą coś prawdziwego.

Złote Myśli 🕊️

Kochać szczerze

Miłość nie zawsze potrzebuje słów.

Nie musi być widoczna dla wszystkich.

Czasami jest cicha i spokojna.

Ukryta w drobnych gestach, w obecności, w pamięci o drugim człowieku.

W świecie, w którym tak wiele mówi się o miłości,

łatwo zapomnieć, że jej prawdziwe znaczenie

nie kryje się w deklaracjach,

lecz w codziennym życiu.

W drobnych gestach każdego dnia,

w każdym miłym i czułym słowie.

Bo serce nie potrzebuje okazji, aby być dobre.

Nie potrzebuje świąt, aby kochać.

Miłość, która jest prawdziwa

po prostu trwa.

W Ogrodzie Róż

Poranek był łagodny.

Światło osiadało na płatkach róż, zatrzymując się na nich na chwilę, jakby nie chciało ich opuszczać zbyt szybko.

Serafina stała przy ścieżce.

Patrzyła na ogród…na ukochane róże.

Na ptaki, które przelatywały nisko, niemal bezgłośnie. Była sama. A przynajmniej tak jej się wydawało.

W pewnym momencie usłyszała za sobą spokojny głos:

— Dzień dobry, Pani.

Stał kilka kroków za nią.

Nie narzucał się.

Serafina odwróciła się z delikatnym, spokojnym uśmiechem.

Tego dnia była w wyjątkowo dobrym nastroju.

Poranek ukoił jej myśli i obudził w niej na nowo potrzebę dokończenia obrazu, który od kilku dni pozostawał niedomknięty.

— Wybacz, jeśli zakłócam poranek — skłonił lekko głowę.

Julian.

Serafina skinęła delikatnie.

Następnie odpowiedziała delikatnym głosem.

Serafina.

Nastąpiła cisza.

Nie niezręczna ale naturalna.

Ten ogród… — zaczął spokojnie — ma w sobie coś, czego trudno szukać gdzie indziej.

Spokój? — zapytała cicho.

— Nie tylko.

Jakby pamiętał więcej, niż powinien.

Spojrzała na niego uważniej.

Wczoraj miałem okazję zobaczyć Pani obrazy.

Nie odpowiedziała od razu.

Jeden z nich szczególnie przykuł moją uwagę…

„Ptaki we mgle”. Zatrzymał się na chwilę.

— Jest w nim lekkość…i coś, co pozwala przenieść się myślami w zupełnie inne miejsce.

Serafina uniosła lekko wzrok.

Wzruszenie pojawiło się cicho — niemal niezauważalnie.

— Każdy obraz niesie w sobie przesłanie — odpowiedziała spokojnie.

Czasem ukryte w tym, co niewidoczne na pierwszy rzut oka.

A i tak tylko malarz rozumie jego prawdziwą głębię.

Nie wszyscy to dostrzegają — dodała po chwili.

Może dlatego, że nie każdy potrafi patrzeć…

bez potrzeby zrozumienia wszystkiego — odpowiedział cicho i spokojnie.

Cisza wróciła między nimi.

Jeden z wielu interesujących Pani obrazów przy których człowiek przestaje się spieszyć.

W pewnym momencie spojrzał w stronę domu.

Jakby przypomniał sobie coś nagle.

Pani ojciec wspomniał…

— zawahał się na moment.

Pracuje Pani nad obrazem, który nie został jeszcze ukończony, czyż nie tak ?

Serafina nie odpowiedziała od razu.

Jej spojrzenie pozostało spokojne.

Ale zamknięte.

Minęła chwila.

Dłuższa niż poprzednie.

Julian skinął lekko głową.

Jakby zrozumiał więcej, niż zostało powiedziane.

Wybacz, jeśli zapytałem zbyt śmiało.

Nie, proszę Pana… — odpowiedziała cicho.

— On jeszcze nie jest gotowy.

Czasami trzeba się zatrzymać, aby dzieło mogło dojrzeć.

Nagle ptaki poderwały się z gałęzi i na moment wszystko się poruszyło.

A potem znów ucichło.

I tylko ogród zatrzymał ten moment pomiędzy nimi.

Tymczasem, w dworze kuzynki Armanda…on nie potrafił pogodzić się z tym, co pozostało niewyjaśnione.

Wieczór zapadał powoli.

Światło dnia gasło w oknach, pozostawiając po sobie jedynie cichy półmrok w którym myśli stawały się wyraźniejsze niż zwykle.

Armand stał przy oknie.

Patrzył gdzieś dalej…, jakby próbował dostrzec coś, czego nie było widać.

List nie dotarł.

Ta myśl wracała do niego uparcie.

Zbyt uparcie.

Nie było w tym przypadku bo znał drogę.

Znał ludzi i ich sposób działania.

I właśnie dlatego to nie miało prawa się wydarzyć.

Odwrócił się powoli.

Na stole leżały notatki. Rozpisane możliwości.

Każda prowadziła donikąd.

Wciąż o tym myślisz ?

Głos kuzynki był spokojny.

Stała przy wejściu.

Obserwowała go uważnie.

Przez chwilę milczała, jakby ważyła słowa.

W jej spojrzeniu pojawił się cień troski —cichy, nienarzucający się, ale obecny.

Nie wszystko musisz rozwiązać tej nocy…kuzynie.

— powiedziała łagodnie.

Czasem odpowiedzi przychodzą później.

A czasem… ktoś może pomóc, nawet jeśli nie zna wszystkich szczegółów.

Zatrzymała się na moment.

Jeśli tylko pozwolisz.

Ta noc była spokojna.

Zbyt spokojna, jak na to, co działo się w jego myślach. Ale on nie odpowiedział.

Zamyślił się…, a jego spojrzenie powędrowało ku rozświetlonemu niebu, gdzie gwiazdy milczały tak samo, jak on.

Zaginiony list

Podczas gdy Serafina rozmyśla nad niedokończonym obrazem.

Armand stał przy oknie, pogrążony w zadumie.

List do Serafiny został wysłany, a jednak do niej nie dotarł

W dworze kuzynki panowała cisza.

Noc była spokojna… zbyt spokojna.

Armand wracał myślami do każdej chwili.

Do każdego słowa, które mogło zmienić wszystko.

Analizował.

Odrzucał kolejne możliwości.

Nie było błędu.

Nie było przypadku.

A jednak coś się wydarzyło.

Ta noc nie przyniosła odpowiedzi.

Tylko pogłębiła myśli, które nie dawały spokoju.

I po raz pierwszy od dawna pojawiło się w nim przeczucie, że to się wydarzyło…nie było zwykłym zbiegiem okoliczności

Niedokończony obraz

Serafina rozmyślała nad niedokończonym jeszcze obrazem.

Poprzedniego dnia w dworze dużo się działo.

Ale ona nie chciała się spieszyć, ponieważ

nie każdy obraz powstaje od razu.

Niektóre dojrzewają w ciszy i spokoju.

A tylko serce wie, kiedy nadejdzie właściwy moment.

❤️

A niektóre historie.. dopiero zaczynają się układać.

W leśnej ciszy

Przyjęcie rozpoczęło się dokładnie tak, jak zaplanowano.

Światło świec miękko rozlewało się po sali, muzyka niosła się spokojnie, a rozmowy gości tworzyły delikatny, elegancki szum.

Wszystko było na swoim miejscu.

A jednak… nie wszystko było takie samo.

Serafina stała pośród ludzi, uśmiechała się, rozmawiała.

W pewnym momencie goście w sali usłyszeli rozbrzmiewający dźwięk pianina

Serafina grała.

Z powagą i pełnym skupieniem

Nuty rozbrzmiewały spokojny ton, który subtelnie nadawała im głębię…

Ale w sercu czuła coś, czego nie potrafiła nazwać.. 

Jakby powietrze było odrobinę cięższe.

Jej obrazy przyciągały uwagę.

Zatrzymywali się przy nich goście, szeptali między sobą, wracali spojrzeniem.

Wśród nich był on.

Gość zaproszony przez jej ojca.

Nie spieszył się.

Nie zadawał wielu pytań.

Stał.

Patrzył.

Dłużej niż inni.

To nie są zwykłe obrazy… 

— wyszeptał cicho…

Był zachwycony obrazami, ale nie tylko.

Było w tym coś więcej…

Coś czego sam do końca w pełni nie rozumiał

Wodził myślami…, pomiędzy salą gdzie grała na pianinie Serafina, a obrazami.

Ojciec Serafiny obserwował ze spokojem wszystko

z dystansu.

W pewnym momencie podszedł bliżej.

Zadowolenie malowało się na jego twarzy —

ale nie było to tylko zadowolenie z uznania.

Było spokojne.

Pewne.

Jakby ten moment… nie był przypadkiem.

Serafina odwróciła wzrok.

Dostrzegła, że zaproszony gość przygląda się uważnie jej obrazom.

I wtedy to poczuła wyraźniej…

Jakby lekki niepokój.

Krótki, niemal niedostrzegalny.

Ale prawdziwy.

Tymczasem, daleko od sali pełnej światła posłaniec wracał szybciej, niż powinien.

Jego kroki były niespokojne.

Oddech nierówny..

Nie miał dobrych wieści.

Gdy stanął przed Armandem, przez chwilę nie potrafił nic powiedzieć.

List… Panie— zaczął.

List nie dotarł.

Zapadła cisza.

Jak to możliwe?

 Zapytał Armand zaniepokojony.

Posłaniec zawahał się.

Ktoś mnie zatrzymał…

— nie wiem…Panie kto to był. Panowała ciemność w lesie nie wiele było widać.

Posłaniec zmarszczył brwi, jakby próbował sobie coś przypomnieć.

Armand spojrzał na niego uważnie.

Nie było śladów walki.

Nie było błędu w drodze.

Nie było żadnego logicznego wyjaśnienia.

A jednak… list zniknął.

Został sam ze swoimi myślami.

Próbował ułożyć fakty.

Odrzucał kolejne możliwości.

Każda prowadziła donikąd.

I wtedy po raz pierwszy pojawiło się coś, czego nie potrafił nazwać.

Nie strach tylko poczucie, że coś zaczęło dziać się poza jego kontrolą

A w sali pełnej światła rozmowy trwały dalej.

Muzyka nie ucichła.

I nikt jeszcze nie wiedział…, że coś właśnie zostało uruchomione.

📘 Kup książkę