Wieczór powoli otulał wnętrze gabinetu ciepłym światłem lampy, lecz Julian wciąż pozostawał zamyślony.
Na biurku leżały szkice, listy i niedokończone notatki, którym od dłuższego czasu nie potrafił poświęcić pełnej uwagi.

Myśli nieustannie wracały do Dworu Serafiny.
To miejsce przyciągało go w sposób, którego nie umiał wyjaśnić.
Nie chodziło jedynie o sztukę i obrazy zdobiące stare salony.
Było tam coś więcej.
Spokój, którego ostatnio coraz bardziej mu brakowało.
Ojciec Serafiny darzył Juliana szacunkiem.
Cenił jego wiedzę, kulturę i opanowanie, które wyróżniały go pośród innych mężczyzn.
Julian nigdy nie należał do ludzi pochopnych.
Potrafił słuchać uważnie, mówił niewiele, lecz z wyraźnym spokojem człowieka, który zna własną wartość.
A jednak ostatnimi czasy nawet sztuka nie przynosiła mu ukojenia.
Coś nie pozwalało mu zaznać pełnego spokoju.
Jakby przeczuwał, że odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie potrafił nazwać… czekają właśnie tam.
Tymczasem Armand spędzał wieczór w towarzystwie przyjaciela.

Spacerowali w blasku księżyca.
Przyjaciel bardzo dobrze rozumiał niepokój Armanda.
W pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie odgłosem drewna trzaskającego w kominku.
Przyjaciel obserwował go uważnie, jak ktoś, kto wie więcej, niż chce powiedzieć.
Dopiero po chwili Armand odwrócił się w jego stronę.
— List zaginął — powiedział spokojnie.
— A ja nie wierzę w przypadki.
Cisza przeciągnęła się zbyt długo.
Przyjaciel spuścił wzrok, jakby ważył każde słowo.
— Nie wiem… — odpowiedział w końcu ostrożnie.
Zbyt ostrożnie.
Armand zrobił krok bliżej.
— To coś więcej niż zagubiony list.
W jego głosie nie było gniewu.
Jedynie stanowczość człowieka, który nie zamierza pozostawić tej sprawy bez odpowiedzi.
Przyjaciel milczał jeszcze przez chwilę, po czym spojrzał w stronę okna.
— Chodź ze mną — powiedział cicho.
— Jest coś, co powinieneś zobaczyć.
Niedługo później obaj przemierzali konno leśną drogę ukrytą wśród wysokich drzew.

Wieczorne powietrze było chłodne, a wiatr poruszał gałęziami w sposób, który budził niepokój.
Armand czuł, że ta droga prowadzi do czegoś znacznie większego niż zaginięcie listu.
A odpowiedzi, których szukał…mogły zmienić więcej, niż przypuszczał.








