Łabędzim szlakiem

Jezioro lód pokrył delikatnie

— jak rosa, która źdźbła trawy otula.

Świat nagle się zatrzymał,

w prostocie i ciszy istniał.

Łabędzie w zimowy dzień

na tafli jeziora zatańczyły.

Piękne, majestatyczne,

magią skrzydeł zachwyciły.

Patrzyłam z dumą

i pełnym zachwytem,

jak życie tętni

i jak spokojnie oddycha.

Wiatr przygrywał — delikatny,

choć chłodny.

Łabędzim szlakiem podążył.

W zimowy czas przyniósł zdarzenie:

spokojne, z chłodem,

niosące ukojenie.

Zimową porą – spokój serca

W tej ciszy, wśród śniegu, nawet najprostsze rzeczy nabierają znaczenia.

Filiżanka ciepłej kawy trzymana w dłoniach, para unosząca się nad brzegiem, drobne ślady życia pod śniegiem — wszystko staje się bardziej wyraźne.

Jakby zima zdejmowała zbędny hałas.

Zima uczy zatrzymania

Zimą uczymy się cierpliwości.

Zima przyszła cicho, bez zapowiedzi.

Zatrzymałam się na chwilkę z kubkiem gorącej kawy, aby podziękować za biały -puch śniegu.

Biały puch otulił ogród czystą bielą – tak miękką, jakby chciał powiedzieć: zwolnij.

Szeptał do mnie – cichutko przekazując nadzieję, wiarę i piękno.

Piękna pora roku w której odnajdujemy spokój i refleksję.

To zmiana dzięki której można nauczyć się – cierpliwości.

Czasem ta pora jest nadzieją na przetrwanie, na regenerację, na spokojne bycie tu i teraz.

Tak jak ogród, który na chwilę zasypia, by wrócić silniejszy.

Ten „biały, puchowy dzień” nie domaga się planów ani odpowiedzi.

On tylko jest.

I przypomina, że odpoczynek nie jest słabością, lecz mądrością.

Że cisza potrafi leczyć myśli.

A spokój — poukładać serce.

Zima nie zabiera życia.

Ona je chroni.

Życzę Wam kochani, aby zimowy czas otulał Wasze serce spokojem i wdzięcznością.

Spokój serca

Życzę Wam, drodzy spokoju w sercu i jak najpiękniejszych dni.

Niech każda chwila życia – będzie dla Was wyjątkowa i przyjemna , a uśmiech i zdrowie towarzyszy przez cały czas….

Życzę Wam, aby zło i krzywda nigdy nie dotykały Waszego serca, ponieważ nie ma nic gorszego niż cierpienie, którego nikt nie zrozumie.

❤️

,,Prawdziwi towarzysze działają ze zrozumieniem i sercem

lecz ignoranci idą dalej i dalej…

niszcząc po drodze to czego dotknie ich ręka.

Niech Bóg im wybaczy ! Amen „

Z pozdrowieniami dla Was- Katarzyna

Światło w mgle

Szafira & Obsydian

Przez długi moment nic się nie zmieniało.

Statek dryfował bezszelestnie na morzu jakby – wiatr sterował i decydował o kierunku.

Wszyscy ucichli w obawie przed nieznanym.

Mgła nie miała litości – gęsta i ciężka trzymała statek w objęciach.

Oddychała wraz z marynarzami w jednym rytmie – przenikając najskrytsze zakamarki.

Szafira poczuła – zimny powiew przenikliwego wiatru, a jej włosy otoczyła bezlitosna mgła.

Wiedziała, że to moment – decyzji.

I wtedy zobaczyła – światło we mgle.

Wskazówka? – pomyślała. Nie było wyraźne. Nie było pewne.

Jakby ktoś zapalił światło na krótką chwilę — wystarczająco długo, by je dostrzec, zbyt krótko, by zaufać.

Światło — powiedziała cicho.

Kilka głów uniosło się jednocześnie. Przez ułamek sekundy coś rozbłysło w mgle.

Ale światło tak szybko jak się pojawiło…- zniknęło.

Nie zostawiło śladu. Nie powtórzyło się. Jakby sprawdzało, czy zostanie zauważone.

Obsydian spróbował się podnieść.  Rana przypomniała o sobie, ale zignorował ból.

Rozłożył mapy na mokrym stole nawigacyjnym. 

Linie, znaki, dawne trasy — wszystko, co kiedyś dawało pewność.

Teraz nie dawało nic.

Jeśli to był znak powiedział po chwili —nie prowadził.

Albo nie chciał prowadzić — odpowiedziała Szafira.

W tej samej chwili coś się zmieniło.

Wiatr zerwał się nagle. Nie był gwałtowny, ale zdecydowany.

Jakby morze przypomniało sobie, że jeszcze nie skończyło mówić.


Żagle zadrżały. Lina jęknęła.

— Kapitanie! krzyk jednego z marynarzy przeciął ciszę. — Coś tam jest… w mgle!

Wszyscy spojrzeli w ten sam punkt. Ale mgła nie oddała tajemnicy.

Każdy widział coś innego.

Cień. Ruch. Złudzenie.

A może ostrzeżenie. Szafira nie podniosła głosu.

Nie wydała rozkazu. Jeszcze nie. Bo teraz wiedziała jedno:

Cisza się kończyła.

A próba dopiero się zaczynała.

Konik morski w księżycową noc

W noc, gdy księżyc świecił jak srebrny rogal,

chmury ustępowały mu miejsca,

jakby znały drogę, którą nie wolno zasłaniać.

Jedna z nich — delikatna, smukła —

przybrała kształt konika morskiego,

niosąc w swoim cichym grzbiecie

opowieść, którą szeptał wiatr.

A ja – stałam tam jak świadek czegoś ulotnego,

co pojawia się tylko raz i znika, jeśli serce nie zatrzyma myśli.

Tak właśnie rodzi się poezja — z jednej chwili,

z jednego spojrzenia, z jednego oddechu nocy.

Gdzie z prostych chmur  – możesz ujrzeć świat innym spojrzeniem.

Wierzby Ciszy

Wierzby rosły nisko nad wodą, jakby same chciały dotknąć jej tafli.

Ich długie gałęzie poruszały się leniwie, muskane porannym powietrzem, a cisza, która tam panowała, nie była pustką — była miejscem, w którym wszystko mogło się wydarzyć albo nie wydarzyć wcale.

Serafina stała nieruchomo, pozwalając, by świat wokół niej mówił własnym językiem.

Jezioro odbijało długą trawę w miękkim, rozedrganym obrazie, jak nuta przeciągnięta zbyt długo, lecz wciąż czysta.

Akacje błyszczały w promieniach słońca, a światło układało się na liściach tak, jakby znało ich imiona.

Nie było potrzeby się spieszyć.

Czas w tym miejscu nie domagał się decyzji ani odpowiedzi.

Pozwalał trwać — bez lęku, bez oczekiwań, bez konieczności nazywania czegokolwiek.

Serafina czuła spokój, który nie wymagał samotności, lecz jej nie naruszał.

Była częścią krajobrazu, jakby wtopiła się w zieleń i światło, jakby wierzby przyjęły ją pod swoje ciche ramiona.

Powietrze drżało lekko, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi i wody.

Każdy oddech był wolniejszy od poprzedniego, a myśl — swobodna, nieskrępowana, błądząca bez potrzeby powrotu.

To było miejsce, w którym serce mogło odpocząć, zanim odważy się poczuć więcej.

Dopiero wtedy, z oddali, pojawiła się obecność, która nie burzyła ciszy.

Nowy Rok – 2026r

Stary Rok nie jest pożegnaniem życia ani nadziei.

Jest przejściem — wejściem w nowe wyzwania,

z refleksją, nadzieją i wiarą, która pozwala dalej trwać.

Nowy Rok to kontynuacja, ale i nowa perspektywa:

by działać lepiej, kochać uważniej, pomagać mądrzej

i uczyć się cierpliwości wobec życia.

Nowy Rok 2026r, kochani, to także marzenia,

które warto spełniać poprzez świadome, aktywne działanie.

A jednak najważniejsze pozostaje niezmienne:

miłość, zdrowie, pokój i wiara —

one są dalszą częścią naszej wspólnej podróży.

Niech będą wzmocnione, silne i trwałe.

Tego Wam — i sobie — życzę z całego serca.

Cis – lekcja wytrwałości

Cis nie jest zwykłym krzewem.

Choć na pierwszy rzut oka może wyglądać niepozornie, kryje w sobie coś, co od wieków budzi respekt — długowieczność, cierpliwość i niezwykłą odporność.

To jedna z najstarszych roślin Europy.

Cisy potrafią żyć setki, a nawet tysiące lat. Rosną wolno, bardzo wolno. Nie ścigają się z czasem. Ich siła nie polega na szybkim wzroście, lecz na konsekwentnym trwaniu. Każdy centymetr jest wynikiem lat, nie sezonu.

Patrząc na mojego cisa, często myślę o tym, jak bardzo różni się od świata, który nas dziś otacza.

Świata pośpiechu, natychmiastowych efektów i presji, aby „już teraz” być silnym, skutecznym, widocznym. A cis niczego nie udowadnia. On po prostu jest.

Dlatego w moim przekonaniu jest taki piękny.

Z biologicznego punktu widzenia to roślina niezwykła także dlatego, że potrafi się regenerować. Bywają momenty, gdy brązowieje, gdy wygląda na osłabioną, jakby traciła formę. A jednak — jeśli warunki pozwolą — odradza się. Wypuszcza nowe przyrosty. Wraca do swojej zieleni. Nie dlatego, że było łatwo, ale dlatego, że nie przestała trwać.

I właśnie to jest dla mnie najważniejsza lekcja.

W życiu też bywają chwile, gdy słabniemy. Gdy coś w nas „brązowieje”.

Gdy zniechęcenie, zmęczenie albo trudności sprawiają, że tracimy wiarę w sens dalszej drogi.

Cis jest jak- drogowskaz, że chwilowa słabość nie jest porażką. Jest etapem. Stanem przejściowym. Częścią procesu.

Wytrwałość nie polega na tym, że nigdy nie upadamy.

Polega na tym, że — jak cis — nie rezygnujemy z korzeni.

Z wartości, które są dla nas ważne. Z celów, które sami sobie wytyczyliśmy i które chcemy realizować, nawet jeśli droga do nich jest długa i nierówna.

Ten krzew uczy – cierpliwości wobec siebie. Nie wszystko musi wydarzyć się od razu. Nie wszystko musi być idealne.

Czasem wystarczy trwać, dbać o swoje miejsce, swoje tempo, swoje granice.

Każda roślina wnosi coś do naszego życia, jeśli tylko się przy niej zatrzymamy.

A cis… cis uczy, że siła może być cicha, a wytrwałość — skromna i niewidoczna, ale głęboko zakorzeniona.

Motto ;

Nigdy nie wycofuj się z osiągnięcia – celu.

Wytrwałość jest – kluczem, którym otwieramy drzwi do marzeń.

W poszukiwaniach szczęścia – nie zapomnij,

że są wartości których nie należy poświęcać.

Jak cis nie rezygnujemy nigdy z własnych korzeni.

Serdecznie Wam tego życzę- wytrwałości

Rozmaryn zimową porą

Rozmaryn — zimą

uraczył swoim widokiem.

Fioletem delikatnym —

barwą i zapachem.

Przy nim serce na chwilę stanęło,

myśl ucichła, nadszedł spokój.

Przy nim poczułam w kwiatach

magię cichego uroku.

Rozmaryn w grudniu —

jak dar życia.

Jestem zaszczycona

jego pięknem, wdziękiem i trwaniem.

W podzięce —

uśmiech złożony sercem.

📘 Kup książkę