Krótka chwila światła

Przez pewien moment chmury rozstąpiły się nad przesmykiem.

Między górami pojawił się pierwszy blask wschodzącego słońca.

Szafira i Obsydian obserwowali go w milczeniu.

Ale nie trwało to długo.

Zaledwie kilka chwil.

Wystarczyło jednak, aby przypomnieć załodze, że nawet po najciemniejszej nocy światło zawsze odnajduje drogę.

A potem chmury ponownie zamknęły przejście.

I wszystko wróciło do ciszy…

Królowa moich Róż

,,Odrodzona Róża „

🥀

Dzisiaj zachwyca swoim urokiem

piękna i tak delikatna,

w subtelnym kolorze.

Tańczy swobodnie.

A wiatr jej pąki czule kołysze.

I widzę jak każdego dnia wzrasta,

ponieważ rośnie w niej życie. 

Wcześniej nie była taka silna.

Zniszczona z resztkami tchnienia…

Samotna w cieniu żyła. 

I choć  była słaba, i wyniszczona.

Czekała cierpliwie na czułość,

na dobre słowa. 

Na odnowienie życia,

gdy ktoś się nad nią pochyli. 

Na swój moment,

aby móc zachwycić. 

Tak byłam przy niej,

w procesie odrodzenia. 

Widziałam jak wcześniej

~powoli umiera.

Przycięłam chore łodygi,

do serca słów kilka wyszeptałam.

Dasz radę bo jesteś silna,

ty to wiesz moja kochana. 

I tak przez cały rok,

będąc czułością otoczona. 

Przywitała wiosnę nowymi pędami,

liśćmi świeżymi i cudnymi pąkami. 

A w maju pierwszy swój kwiat,

przed światem pokazała. 

Przetrwała.

Odrodzona na nowo w subtelny róż.

Królowa Wyborna

Królowa moich róż.

Kwitnie w dwóch kolorach . Pierwszy moment, kiedy otwiera się na świat.

,, Królowa moich Róż”

Z serdecznymi pozdrowieniami dla Was

Katarzyna ❤️

Szept Życia

Każdy nowy dzień przynosi nam kolejną kartę do zapisania. 

Nie musi być idealny, aby był piękny. 

Czasami wystarczy chwila spokoju, błękit nieba i wdzięczność za to, co już mamy.

Życzę wszystkim miłej i spokojnej niedzieli

☕️🥀

Za tydzień zaproszę Was na recytację mojego nowego wiersza : „Szept życia”.📖🌿

Z sercem dla Was

💜

10 lat czekania

Czasami najpiękniejsze historie rodzą się tam,

gdzie nikt już nie spodziewa się szczęśliwego zakończenia.

Ten kaktus trafił do naszego domu wiele lat temu.

Był niewielki i został kupiony przez mojego syna. Jak to często bywa w życiu, jego historia nie była jednak idealna.

Przez lata zdarzały się różne sytuacje.

Kilka razy spadł z parapetu, został przypadkowo zahaczony, a jego kolce nieraz przypominały o swojej obecności😊

Z biegiem czasu było widać, że część rośliny została uszkodzona.

Nie wyglądał już tak okazale jak kiedyś.

Mój syn długo czekał na jego kwiaty, ale niestety nie doczekał się.

Kaktusy nie kwitną tak często.

A może kwitną ..? nie wiem….-🤔

W domu aktualnie mam tego odziedziczonego po synu.

W końcu syn powiedział do mnie:

– Mamo, zrób z nim, co zechcesz.

Przyznam, że sama nie wiedziałam wtedy, co z nim zrobić. Był poturbowany przez los..

Mogłam się go pozbyć.

Mogłam uznać, że już nic ciekawego z niego nie będzie.

Ale coś sprawiło, że został.

I tak trwał.

Niepozorny, trochę poturbowany przez życie, a jednak nadal żywy.

Odzyskiwał siły powoli i ze spokojem, a z każdym kolejnym rokiem piękniał.

Szybki wzrost zachwycał, jakby chciał wyszeptać :

,, to jeszcze nie mój koniec ”🌵

Jego postawa przypominała mi dzielnego rycerza, który zachwyca odwagą i siłą.

A potem wydarzyło się coś niezwykłego.

Po blisko dziesięciu latach kaktus zakwitł po raz pierwszy.

Niby zwykły kaktus, a jednak wcale nie taki zwykły.

Jego kwiaty mnie zachwyciły.

Pomyślałam. ,, No…proszę teraz to się popisałeś!”

Oczywiście obyło się bez przytulania 😊

Warto było czekać 10~ lat.

Patrząc na niego, pomyślałam, że bardzo przypomina ludzi.

Nie zawsze wszystko układa się od razu.

Czasem upadamy.

Czasem zostajemy zranieni.

Czasem ktoś przestaje wierzyć, że jeszcze potrafimy rozkwitnąć.

A jednak życie nieraz pokazuje, że najpiękniejsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy cierpliwie trwamy.

Dlatego ten kaktus nie jest dla mnie zwykłą rośliną.

Jest przypomnieniem,

że wytrwałość ma sens.

Że warto troszczyć się o to, co ważne.

I że czasami po wielu latach czekania

życie potrafi nas,

jeszcze bardzo mile zaskoczyć.

❤️

Z sercem dla Was

Katarzyna

Ufaj z nadzieją w sercu

,,ZAUFAJ ”

🕊️

Niektóre chwile pozostają z nami na długo.

Czasami jednak życie nie daje gotowych odpowiedzi.

Nie pokazuje całej drogi ani wszystkich rozwiązań.

Pokazuje jedynie kolejny krok.

I właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy zaufania.

Zaufania, że nie każdy moment naszego życia musi być zrozumiały od razu.

Czasami wystarczy iść dalej z nadzieją w sercu.

Złote Myśli ✨

Dotyk o poranku ~ Róża

Wiersz „Dotyk o poranku”

Wiersz powstał z miłości do róż i kwiatów, które swoją subtelnością, siłą i niezwykłym urokiem od lat inspirują mnie do refleksji i poezji.

To właśnie dla mojej ,, Królowej Róż ” zatrzymałam na chwilkę wspomnienia i myśli.

Długo odzyskiwała siły i piękno, aby ponownie zakwitnąć i zachwycić.

A dziś mogę tylko wyszeptać…

~ ,,Dziękuję, że jesteś.”

❤️

Chciałabym również podziękować za wszystkie piękne słowa, miłe komentarze i życzliwość, które pozostawiliście pod nagraniem podczas recytacji mojego wiersza na Facebooku.

A już za tydzień, drodzy kolejna niespodzianka dla Was.

Mam nadzieję, że spodoba się Wam równie dobrze jak wiersz : ,, Dotyk o poranku „

Zapraszam do lektury.

,,Dotyk o poranku ”

🌹

Róże…

Nie wiem, jak opisać je prostymi słowami.
Królowa piękna i cudowna.

Urocza i kolorowa.

Każdego dnia zachwycam się ich pięknem.
Subtelnie i czule,
zawsze do nich szepczę.

Dzisiaj ponownie je przywitałam.

Każdego dnia o poranku na nie spoglądam,
bo wiem, że w nich cała chwała.

Dotykam czule, z pełnym respektem.

I nie ma w tym nic dziwnego,
że do nich delikatnie szepczę.

To połączenie różanego dotyku,

silne i mocne, spójne rytmem

~ bijącego impulsu.

Tam serce odzyskuje wiarę i siłę,
a w różach odnajduje moc,

i piękno zachwytu.

🌹

Gdzie las skrywa tajemnice

Wieczorne powietrze było chłodne, a wiatr poruszał gałęziami w sposób, który budził niepokój.

Armand czuł, że ta droga prowadzi do czegoś znacznie większego niż zaginięcie listu.

A odpowiedzi, których szukał, mogły zmienić więcej, niż przypuszczał.

Las z każdą chwilą stawał się coraz bardziej cichy.

Droga, którą podążali, nie przypominała już ścieżek znanych mieszkańcom okolicy.

Powietrze zrobiło się chłodniejsze.

Nie był to jednak zwykły chłód wieczoru.

Pomiędzy drzewami unosiło się coś trudnego do opisania.

Jakby samo miejsce skrywało własny oddech.

Armand od pierwszej chwili miał wrażenie, że ten fragment lasu różni się od wszystkich pozostałych.

Drzewa rosły bliżej siebie.

Ich pnie były znacznie grubsze, a korony tak rozłożyste, że niemal całkowicie przesłaniały niebo.

Niektóre wyglądały tak, jakby pamiętały czasy, o których nie zachowała się już żadna opowieść.

Przyjaciel zauważył jego spojrzenie.

Mój dziadek mawiał, że ten fragment lasu ma własną historię — powiedział cicho.

Armand spojrzał na niego z zaciekawieniem.

Własną historię?

Tak.

Przez pokolenia opowiadano, że niektóre z tych drzew są starsze niż najdawniejsze kroniki.

Starsze niż pamięć ludzi.

Mówiono również, że las nigdy nie zdradza swoich tajemnic tym, którzy przychodzą tu jedynie z ciekawości.

Armand słuchał uważnie.

Przyjaciel przez chwilę milczał.

Posłuchaj.

Las wydawał się nieruchomy.

Początkowo Armand nie słyszał nic.

Potem jednak dotarł do niego bardzo delikatny dźwięk.

Tak subtelny, że trudno było stwierdzić, czy naprawdę istnieje.

Nie przypominał śpiewu ptaków.

Ani szumu liści.

Brzmiał raczej jak cichy szept unoszący się gdzieś pomiędzy korzeniami i wędrujący ku najwyższym konarom.

Jakby całe to miejsce mówiło własnym językiem.

Nagle pomiędzy drzewami przemknął zimny podmuch.

Tak gwałtowny, że poruszył gałęzie nad ich głowami.

A chwilę później wszystko ucichło.

Zupełnie.

Las zamarł.

Jakby nasłuchiwał każdego kroku przybysza.

Przyjaciel ruszył powoli przed siebie.

Zmierzał w stronę jednego z drzew.

Było potężniejsze od pozostałych.

Stare.

Milczące.

Jakby od wieków strzegło czegoś, czego nie wolno było naruszyć.

Chodź — powiedział spokojnie.

Armand podszedł bliżej.

Wtedy jego wzrok zatrzymał się na czymś znajdującym się na korze.

Przez chwilę nie potrafił oderwać od tego spojrzenia.

Coś tam było.

Coś nietypowego.

Coś, czego nie spodziewał się zobaczyć.

A jednak właśnie to przykuło jego uwagę bardziej niż wszystko, co zobaczył tego dnia.

I wtedy zrozumiał, że przyjaciel nie przyprowadził go tutaj bez powodu.

Lawenda i rozmaryn- duet pełen harmonii 🌿💜

Drodzy,

Mam przyjemność przedstawić Wam moją kolejną kompozycję z kolekcji :

„Ogrodowe Kompozycje Kasi”.

Niektóre powstają z planu. Inne rodzą się z chwili, inspiracji i zwykłej radości tworzenia.

Tak właśnie było z tą donicą.

Połączyłam lawendę, którą uwielbiam za jej zapach, delikatność i niezwykły kolor, z rozmarynem – rośliną o wyjątkowym charakterze, pięknej zieleni i wielu praktycznych zastosowaniach.

Rozmaryn od lat rośnie również w moim ogrodzie. Jest bardzo wytrzymały, szczególnie w angielskim klimacie.

Niektórzy z Was mogli zauważyć na moich wcześniejszych filmach, że już zimą pojawiały się na nim pierwsze kwiaty.

W tym roku kwitł od stycznia aż do maja, zachwycając swoją odpornością i urodą.

Uwielbiają go również motyle.

To jeden z tych widoków, które sprawiają, że człowiek zatrzymuje się na chwilę i po prostu podziwia naturę.

Czasem mam wrażenie, że motyl tańczy z rozmarynem w rytmie własnej melodii.

Gdy jego kwitnienie dobiega końca, swoją porę rozpoczyna lawenda.

To piękny proces harmonii, w którym rośliny wzajemnie się uzupełniają, sprawiając, że ogród przez wiele miesięcy pozostaje pełen życia, koloru i zapachu.

Rozmaryn cenię nie tylko za jego wygląd i odporność.

Od lat znajduje również zastosowanie w mojej kuchni, podobnie jak lawenda, która coraz częściej pojawia się nie tylko w ogrodach, ale również w kulinarnych inspiracjach.

Obie rośliny pięknie sprawdzają się także po wysuszeniu.

Ich naturalny aromat potrafi na długo zatrzymać w domu zapach lata i ogrodu.

Jak możecie zauważyć, całość zamieszkała w kremowej donicy o wyjątkowej, kamiennej fakturze.

Nie bez powodu wybrałam właśnie ten model.

To ona nadaje kompozycji spokojny i naturalny charakter.

Jej jasny, kremowy kolor pięknie podkreśla fiolet lawendy oraz głęboką zieleń rozmarynu.

Zależało mi również na trwałości.

Przez lata przekonałam się, że wiele lekkich donic plastikowych z czasem traci swój pierwotny wygląd.

Potrafią się rysować, odbarwiać pod wpływem słońca, a niekiedy również pękać lub ulegać uszkodzeniom.

Dlatego coraz częściej wybieram donice o solidniejszej konstrukcji i wyrazistej fakturze, które nie tylko pięknie prezentują się w ogrodzie, ale również zachowują swój urok przez długie lata.

Poniżej możecie zobaczyć początki tej kompozycji oraz to, jak wygląda dzisiaj.

Uwielbiam obserwować takie przemiany.

To właśnie one przypominają mi, że najpiękniejsze rzeczy potrzebują czasu, aby w pełni rozkwitnąć.

Jeśli podobają się Państwu moje kompozycje i chcieliby Państwo dowiedzieć się więcej o możliwości ich zamówienia, zapraszam do kontaktu mailowego.

Wkrótce pokażę Wam kolejne nowe inspiracje ogrodowe.

Bądźcie ze mną na bieżąco, ponieważ ogród nieustannie się zmienia, a każda pora roku przynosi nowe pomysły, kolory i inspiracje.

📧 Kontakt:

słowazogrodu.kf@gmail.com

Katarzyna Fabczak

Le Baron i budowa ogrodowej fortecy

Drodzy.

Jak wiecie w moim ogrodzie ostatnio sporo się dzieje.

Niektórzy z Was na bieżąco obserwują bieżące wydarzenia bezpośrednio z mojego ogrodu.

A ja cieszę się, że mogę Wam pokazać każdy ciekawy moment nowego życia.

W nowym tygodniu pokazałam Wam moją kolejną kompozycje z lawendy i rozmarynu.

Więcej na ten temat można przeczytać w kategorii: Ogrodowych Kompozycji Kasi 🌿

A niedawno do mojej ogrodowej zielonej rodzinki dołączyły również nowe jeszcze nierozwinięte bulwy.

Widzieliście je na filmiku, który opublikowałam dla Was jakiś czas temu.

A skoro moja ogrodowa rodzinka się powiększyła, poczyniłam już odpowiednie przygotowania w tym zakresie.

Jak wygląda aktualnie sytuacja drodzy ?

Baron pierwszy postanowił pokazać swoją siłę i energię, a z każdym dniem staje się coraz większy.

Muszę przyznać, że rośnie w imponującym tempie i coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w tej części ogrodu.

Dalhia Le Baron

Po jego lewej stronie swoje miejsce zajmuje Lady Howard, która również pięknie się rozwija i nie zamierza pozostawać w tyle.

Howard

Z kolei Lady Otto, choć początkowo była nieco bardziej nieśmiała, coraz śmielej nadrabia dystans i każdego dnia pokazuje, że także ma ambicje.

I również pragnie zachwycać swoim pięknem.

Otto

W ostatnich dniach rozpoczęłam również budowę kamiennej fortecy dla całej trójki.

Pierwszy raz układam takie kamienie w swoim ogrodzie.

Metodą prób i błędów, obserwuję, przestawiam, poprawiam i szukam najlepszego rozwiązania.

I właśnie to lubię najbardziej.

Ogród nie musi być idealny od pierwszego dnia. Może rozwijać się razem z nami.

Jestem bardzo ciekawa, jak ten zakątek będzie wyglądał za kilka tygodni, gdy Baron, Lady Howard i Lady Otto pokażą swoje kwiaty w pełnej okazałości.

A wtedy z przyjemnością pokażę Wam efekty naszej wspólnej ogrodowej przygody.

Dziękuję wszystkim tym wspaniałym osobom, które są ze mną w tej ogrodowej podróży.

A szczególnie dziękuję za piękne zdjęcia i wszelkie pomysły oraz wskazówki., które przesyłacie.

Z sercem dla Was 🍀

Katarzyna

Konik morski i zagubiona gwiazda

Noc była spokojna.

Ocean kołysał się delikatnie, a srebrny księżyc odbijał się w wodzie niczym świetlista ścieżka prowadząca ku horyzontowi.

🌛

Mały konik morski płynął powoli pomiędzy morskimi trawami.

Lubił takie noce.

Wtedy ocean wydawał się szeptać swoje najpiękniejsze tajemnice.

Nagle zauważył coś niezwykłego.

Pośród ciemnoniebieskiej wody migotało maleńkie światełko.

Raz pojawiało się, a raz znikało.

Konik podpłynął bliżej.

Okazało się, że była to mała morska gwiazda.

Nie rozgwiazda.

Prawdziwa gwiazda.

Maleńka iskierka światła, która zabłąkała się pomiędzy falami.

Dlaczego jesteś taka smutna? — zapytał konik morski.

Bo zgubiłam swoje miejsce na niebie — odpowiedziała cicho gwiazda.

Konik spojrzał w górę.

Nad oceanem migotały tysiące innych gwiazd.

Może już nigdy tam nie wrócę — westchnęła.

Przez chwilę oboje milczeli.

Potem konik morski uśmiechnął się łagodnie.

Wiesz… kiedy patrzę na ciebie, nadal świecisz.

Ale nie jestem tam, gdzie powinnam być.

Być może — odpowiedział. — Ale dziś rozświetlasz ocean.

Gwiazda zamyśliła się.

Nigdy wcześniej nie spojrzała na to w ten sposób.

Przez chwilę wydawało jej się, że wszystko straciła.

A tymczasem jej światło nadal było potrzebne.

Może tylko w innym miejscu niż wcześniej.

Powoli zaczęła świecić jaśniej.

A ocean wokół rozbłysnął tysiącem srebrnych refleksów.

Konik morski spojrzał na nią z uśmiechem.

Bo wiedział już coś, czego gwiazda dopiero się uczyła.

Czasem życie zmienia nasz kurs.

Nie zawsze trafiamy tam, gdzie planowaliśmy.

Ale dopóki niesiemy w sobie światło,
nadal możemy rozjaśniać drogę innym.

🩵

📘 Kup książkę 💙 Wesprzyj blog