W Ogrodzie Róż

Serafina&Armand

🌹

Serafina nie przyszła do ogrodu róż, aby spacerować.

Przyszła, by pozwolić dłoniom mówić tam, gdzie słowa milkną.

Powietrze było jeszcze chłodne po poranku, a płatki róż niosły zapach, który nie domagał się uwagi — po prostu był.

Zofia ustawiła sztalugę w miejscu, gdzie światło łagodnie przecinało cień. Przygotowała farby, pędzle, czyste płótno.

Wiedziała, które kolory Serafina wybiera najczęściej, ale tym razem nie zapytała.

Czuła, że nie jest to dobry moment. Doskonale wyczuwała każde spojrzenie Serafiny.

Piękne dzieła potrzebują czasu – wyszeptała tylko w swoich myślach bez zbędnych słów.

Wycofała się cichutko – tak aby żadna myśl Serafiny nie została rozproszona.

Serafina stanęła przed płótnem i przez dłuższą chwilę nie sięgała po żaden z pędzli.

Patrzyła. Jakby obraz już istniał — nie na płótnie, lecz gdzieś głębiej.

W miejscu, gdzie cisza z Wierzb Ciszy jeszcze nie zdążyła wybrzmieć do końca.

Pierwsze pociągnięcie było delikatne.

Kolor jasny, niemal przeźroczysty jak światło, które zostaje pod powiekami po zamknięciu oczu.

Drugie było pewniejsze.

Trzecie — odważniejsze.

Pędzel poruszał się wolniej, niż zwykle, jakby każda linia musiała przejść przez serce, zanim dotknie płótna.

Pojawił się cień.

Nie mroczny — raczej głęboki.

Taki, który nie zasłania, lecz nadaje kształt. Serafina zawahała się na moment, a potem pozwoliła dłoni poprowadzić farbę dalej.

W tym geście było coś z pożegnania i coś z obietnicy, choć sama nie potrafiłaby tego nazwać.

Nie myślała o Armandzie wprost.

Myślała o ciszy, która nie boli.

O chwili, w której nic nie trzeba było tłumaczyć.

O obecności, która nie domaga się odpowiedzi.

Kolory zaczęły ze sobą rozmawiać.

Niektóre spotykały się łagodnie, inne zaś nachodziły na siebie z wyraźnym napięciem.

Serafina pozwalała im być. Nie poprawiała. Nie wygładzała.

Wiedziała, że to, co prawdziwe, nie zawsze jest równe.

Zofia obserwowała z oddali, wstrzymując oddech. Widziała już wiele obrazów Serafiny, ale ten rodził się inaczej. Ciszej.

Jakby każdy ruch pędzla był odpowiedzią na pytanie, którego nikt jeszcze nie zadał.

To co dziś powstaje? — zapytała w końcu cicho.

Serafina nie odwróciła się od płótna.

Przez chwilę milczała, a potem uśmiechnęła się lekko — nie do Zofii, lecz do obrazu.

Myślę, że poznasz — szepnęła.

Po pierwszych płatkach.

Odstawiła pędzel. Nie dlatego, że skończyła.

Dlatego, że obraz potrzebował teraz ciszy takiej samej, jak ona.

Sztaluga została w ogrodzie róż, a płótno trwało w pół drogi między tym, co już odsłonięte, a tym, co dopiero miało się wydarzyć.

Serafina odeszła powoli.

Wiedziała, że do niego wróci.

Ci którzy szemrali

Noc przyszła cicho.

Bez burzy. Bez znaków. Statek płynął równo, jakby sam wiedział, że nie czas na gwałtowne ruchy.

Załoga wykonywała swoje obowiązki, lecz cisza nie była jeszcze tą samą ciszą co wcześniej.

Była uważna. Niepewna.

Niektórzy mówili półgłosem inni zaś – wyrazem twarzy pokazywali swoje obawy i strach.

Statek opanował – duch niepewności i wycofania.

I nie był to bunt.

Bardziej zmęczenie, które udzielało się wszystkim.

Choć nikt nie był pewien co ujrzał to – strach i cień wątpliwości zdominował pokład.

Mgła nie miała litości .

Obejmowała bezlitośnie statek a, każdy zastanawiał się co dalej.

Szafira nie potrzebowała słów, by to wyczuć.

Wiedziała, że zwątpienie nie rodzi się z braku lojalności, lecz z braku zrozumienia.

A z tym nie walczy się rozkazem.

Zeszła do kajuty na rufie, gdzie czekał Obsydian.

Siedział w milczeniu, oparty o skrzynię z mapami.

Blady, zmęczony, ale obecny — jak zawsze wtedy, gdy decyzje ważyły najwięcej.

Cisza ich nie uspokoiła powiedziała spokojnie.

Cisza ich przestraszyła.

Obsydian skinął głową.

Nie zwątpili w Ciebie.

Zwątpili w to, czego nie widzą.

Szafira milczała przez chwilę.

Autorytet powiedziała w końcu nie polega na tym, że nikt nie pyta.

Polega na tym, że pytania nie rozrywają drogi na części.

Wiedziała już, co musi zrobić. Nie wezwała całej załogi. Nie stanęła na mostku.

Nie potrzebowała świadków. Poprosiła tylko tych, którzy szeptali najgłośniej.

Spotkali się przy linach, gdzie wiatr był łagodniejszy.

Bez mundurów. Bez dystansu.

Nie przyszłam was osądzaćzaczęła. Przyszłam was wysłuchać.

Padły słowa o strachu. O zmęczeniu. O obawie, że mgła nie kryje drogi, lecz pustkę.

Szafira słuchała. Nie przerywała.

A potem powiedziała tylko tyle:

Decyzje Kapitana nie zawsze są jasne w chwili, gdy zapadają.

Ale muszą być podjęte bo na tym polega rola- kapitana.

To poważna odpowiedzialnośćktórą przyjmuję z pełnym szacunkiem jak i również z poczuciem odpowiedzialności za Was.

Statek płynie, a to oznacza, że wszechświat nam sprzyja.

Spojrzała po nich spokojnie.

Na tym statku nie rządzi strach.

Rządzi droga, wiara i jedność.

Pełna gotowość – marynarze !

To nie czas na lęk – nie teraz.

Nasza droga wymaga dyscypliny — nie gróźb ale wzajemnej współpracy.

Zapadła cisza.

Nie ta ciężka.

Ta, która porządkuje.

Obsydian odezwał się tylko raz:

— Kapitan nie wybrała ciszy dla siebie.

— Wybrała ją dla nas. To wystarczyło. Nie było kar. Nie było upokorzeń.

Był powrót do pracy.

Szemranie nie zniknęło dlatego, że zostało stłumione.

Zniknęło, bo zostało nazwane.

Gdy Szafira wróciła na mostek, wiedziała jedno:

statek znów oddychał jednym rytmem.

A to, w świecie mgły i niepewności, było najpewniejszym znakiem, jaki mogli otrzymać.

Obsydian w zadumie

Obsydian wpatrywał się w mapy, choć wiedział, że nie znajdzie tam odpowiedzi.

Linie nie zmieniały się.

Zmieniło się wszystko wokół nich.

Załoga na moment wpadła w popłoch i konsternację.

Wiatr przybrał na sile.

Mgła trzymała statek w swoich objęciach.

Kadłub zaczął się kołysać.

Żagle napięły się do granic wytrzymałości.

A jednak – Szafira i Obsydian trwali.

Niezłomnie.

Razem opanowali wahania załogi, zanim strach zdążył przejąć ster.

Mimo, że statek….

Już jutro – kolejna część : ” Ci którzy szemrali „

Zapraszam serdecznie.

Zimowy – klimat

Drodzy,

Zima to piękny moment w którym przyroda ukazuje nam swoje piękno.

Uwielbiam górskie wyprawy – zwłaszcza zimową porą.

Na pewno niektórzy z Was zgodzą się z moją opinią, że zimą czas upływa inaczej – wolniej i spokojniej. Czasami mamy ochotę, aby wiosna szybciej zawitała, ponieważ wszystko cudownie budzi się do życia.

Wiem jak kochacie – kwiaty i wszelkie rośliny oraz swój ogród, który z taką czułością pielęgnujecie – wiosną i latem.

Dlatego jesteśmy w tej podróży – razem.

Tak długo jak prowadzę moją stronę ; Zdrowo i kolorowo szczęśliwie tj. od Października 2021r. – tak Wy jesteście ze mną dokładając swoją cenną cegiełkę poprzez miłe komentarze, zdjęcia i pozdrowienia.

Serdecznie dziękuje za każde dobre słowa i za to że :

– ,, Jesteście ”

Wiem jak bardzo kochacie kwiaty, wszelkie rośliny i przyrodę która tworzy to – źródło piękna.

Zdjęcia jakie od Was otrzymuję praktycznie każdego dnia są wyraźnym dowodem jak sporo nas łączy. To cudowna i wyjątkowa – pasja do ogrodu.

Wracając jednak do Zimy.

Ona też jest – wyjątkowa.

Choć czasami trochę zimna to jednak prawdziwa, cicha i piękna.

Zatem nie narzekajmy.

Na wszystko przychodzi odpowiedni czas.

Lato, wiosna i zima każda pora roku ma swój etap.

Zamiast – narzekać lepiej się zachwycać zimą, wtedy świat wokół nas będzie piękniejszy.

Nawet, jeśli czasami jest zbyt chłodno , czy zimno. Gdyby zimy nie było nasze ulubione piękne – kwiaty nie mogłyby się zregenerować i przygotować do kolejnej wiosny.

Dlatego już wkrótce wybieram się w góry, aby delektować się urokiem pięknej – Zimy.

Jakiś czas temu pisałam Wam o tym gdzie zamierzam spędzać czas.

Aktualnie nastąpiła zmiana planów i zamiast gór w Alpach będzie to wyjątkowa – Szkocja.

Tak długo mieszkam w Anglii, a dopiero będę w Szkocji – drugi raz.

Pisałam o Szkocji i naszej pierwszej wyprawie na mojej stronie Zdrowo i kolorowo szczęśliwie ( starszej wersji ).

Publikowałam również filmy na bieżąco z naszej wyprawy na Facebooku, który mieliście możliwość obserwować.

Już wkrótce – drodzy kolejna seria pięknych zdjęć z wycieczki.

Miejsce, które chciałabym odwiedzić to ; Ballater

I chodziarz nie będziecie mogli być ze mną bezpośrednio to – wirtualnie zawsze.

Dla mnie to prawdziwa przyjemność – publikować dla Was.

Z sercem dla Was – Katarzyna

📘 Kup książkę