W tym miejscu Serafina czuła błogą ciszę i spokój.
Tutaj nad brzegiem jeziora pozostawała z własnymi -myślami,
do których nikt nie miał dostępu.
Piękny i bajkowy świat, który dawał nadzieję na lepsze- jutro.

W tym miejscu Serafina czuła błogą ciszę i spokój.
Tutaj nad brzegiem jeziora pozostawała z własnymi -myślami,
do których nikt nie miał dostępu.
Piękny i bajkowy świat, który dawał nadzieję na lepsze- jutro.

Niech pokój myśli.
Dobroć i życzliwość
– zawsze gości w Twoim sercu.
Drodzy.
Z początkiem tygodnia chciałabym Wam życzyć jak najpiękniejszych momentów.
Niech tydzień przynosi Wam obfitość i radość.
Niech chłodne zimowe wieczory rozgrzewają – Wasze serca.
Ciepła herbatka o poranku dnia.
Refleksja i wdzięczność za każdy dobry – dar jaki otrzymujemy od Boga.
Niech miłość przoduje w każdym aspekcie Waszego życia.
Niech to wszystko co piękne i wyjątkowe będzie Waszym udziałem
– ciepłem w dłoniach.
Świtem w sercu i ptasim śpiewem,
– który przypomina, że dzień zaczyna się łagodnie.
A wiele zależy od nas samych
– naszego nastawienia oraz wiary.

Wszechświat.
Tam nic nie dzieje się bez przyczyny.
Gwiazdy.
Księżyc.
Moc energii.
Wszechświat – potęga.
Zrodzona od zawsze.
Przeogromna siła życia.
Pole – drgań.
Unoszące sìę w bezkres.
Nieskończonego Wszechświata.
Jak to ując ?
W prostych słowach.
Poczuć sercem.
Podziękować.
W nocy chylę ukłon – gwiazdom.
Do ksìężyca szepczę czule.
To jak wieczna – miłość.
Niezmienna i stała.
– wdzięczność
Mgła zaczęła się zmieniać. Nie ustępowała, lecz traciła swoją jednolitość.
Miejscami rozrzedzała się, jakby ktoś na chwilę rozsunął jej zasłonę, tworząc wąski przesmyk.
Pojawiła się przestrzeń — jaśniejsza, spokojniejsza, niemal zachęcająca.

Statek wpłynął w obszar, w którym cisza przestała ciążyć.
Morze było tu gładsze.
Wiatr ucichł. Nawet dźwięki pokładu zdawały się łagodniejsze.
— To wygląda… bezpiecznie — odezwał się ktoś z załogi.
Kilka głów skinęło w milczeniu.
Przejście było wyraźne.
Jakby mgła sama wskazywała drogę.
Szafira patrzyła uważnie. Zbyt uważnie, aby dać się zwieść pierwszemu wrażeniu.
Fałszywa droga nie krzyczała.
Nie straszyła. Ona obiecywała.
Obsydian nachylił się nad mapami.

Znaki, które wcześniej milczały, teraz układały się zbyt gładko.
Linie, które nigdy się nie spotykały, nagle zdawały się prowadzić w jednym kierunku.
— To się nie zgadza — powiedział w końcu.
— Nie dlatego, że jest źle… Zawahał się.
— Tylko dlatego, że jest zbyt dobrze.
Szafira nie odpowiedziała od razu.
Patrzyła na przesmyk w mgle, na spokojną wodę, na obietnicę szybkiego wyjścia z zawieszenia.

Wiedziała, że załoga czeka.
Nie na rozkaz. Na decyzję.
— Nie pójdziemy tamtędy — powiedziała wreszcie cicho.
Cisza wróciła na pokład. Inna niż wcześniej.
Nie było sprzeciwu. Było zdziwienie.
— Kapitanie… — odezwał się ktoś ostrożnie. — To może być jedyna droga.
Szafira odwróciła się w stronę załogi.
— Jedyna droga, która nie wymaga czujności — dodała spokojnie.
— A to czyni ją niebezpieczną.
Nie podniosła głosu. Nie tłumaczyła się długo.
— Drogi, które wyglądają na gotowe, rzadko prowadzą tam, gdzie trzeba.
Obsydian skinął głową.
Mapy pozostały rozłożone, lecz straciły znaczenie.
Teraz ważniejsze było coś innego — zaufanie do tego, co niewidoczne, lecz wyczuwalne.
Statek nie zmienił kursu. Przesmyk w mgle trwał jeszcze chwilę.
Potem zaczął się zamykać, jakby nigdy nie istniał.
Załoga patrzyła, jak „bezpieczna droga” znika, rozpuszcza się w szarości.
Nikt już się nie odezwał. Szafira wróciła na swoje miejsce przy sterze.
Nie czuła triumfu.
Czuła ciężar.
Bo wiedziała, że odmowa skrótu oznacza jedno:
– to, co prawdziwe, wciąż czeka przed nimi.
A morze… – morze nie dawało już złudzeń.

Gdy świat się budzi, w umysłach ludzkich rodzi się refleksja.
Jak nasze życie — w podróży po tej ziemi, nieznane.
Tak kruche i delikatne,
niepewne jutra.
Czasem piękne i bezpieczne.
Czasem utkane z kolców róż.
A w każdym nowym poranku.
Tak wiele można ujrzeć:
- -blask promieni słońca,
drobne cuda ukryte w przyrodzie.
I nie wystarczy tylko wyszeptać w stronę słońca:
Dzień dobry,
-ani spojrzeć w niebo bez chwili zadumy.
Wszystkie dary tej ziemi —
oddech, tchnienie, sens życia.
Wiatr tańczący z liśćmi.
Deszcz zraszający pola.
Kwiaty przyodziane w barwy zachwytu.
Magia czasu.
Cud natury.
Świat fascynujący, utkany mocą samego Stwórcy.
Patrz więc w stronę słońca
i przywitaj je uśmiechem.
Zatrzymaj te myśli na chwilę —
bo ono świeci właśnie dla Ciebie.
Zachowaj w sercu pamięć poranka, tego, co ujrzałeś.
Nie wiesz, jak będzie jutro,
czy promień słońca znów zobaczysz.
Refleksją z drobnych chwil poczuj sercem życie.
Podziękuj za krople deszczu — niosą moc, siłę i życiodajną energię.
Za wiatr, choć bywa chłodny i surowy, a jednak tak potrzebny.
To ciche szepty natury:
Szum fal,
gdy morze podziwiamy.
Wszystko, czego pragniemy —
bo Bóg już o to zadbał.
Dla Was drodzy na miły dzień o poranku dnia zrodziła się refleksja….
Mam nadzieję, że dzisiejszy poranek przywitał Was spokojnie i z refleksją w sercu…
Obsydian wpatrywał się w mapy, choć wiedział, że nie znajdzie tam odpowiedzi.
Linie nie zmieniały się.
Zmieniało się wszystko wokół nich.
Załoga na moment wpadła w popłoch i konsternację.
Wiatr przybrał na sile.
Mgła trzymała statek w swoich objęciach i nie miała litości.
Kadłub zaczął się kołysać.
Żagle napięły się do granic wytrzymałości.
A jednak — Szafira i Obsydian trwali.
Niezłomnie.
Razem opanowali wahania nastroju załogi, zanim strach zdążył przejąć ster.
BALLADA

Serafina & Armand
,,Akacje kołysane wiatrem”
Serafina stała nieruchomo nad jeziorem, wpatrując się w akacje kołysane wiatrem, jakby każda z nich znała jej imię.
Była w swoim świecie z własnymi marzeniami i myślami do których nikt nie miał dostępu.

Tańczące liście – wierzby szeptały delikatnie w rytm wiatru, rozwiewając długie włosy Serafiny.
Poruszały się cicho, a światło słońca osiadało na ich krawędziach z uważnością, która nie domagała się spojrzenia.

Szeptała do nich słowa, których nie trzeba było wypowiadać — bo przyroda rozumiała je bez dźwięku.
Serafina pozwoliła, aby serce odnalazło rytm wiatru, ciepło promieni, zapach drzew i wilgotnej ziemi, a jej wewnętrzny świat był cichy i łagodny.
Gdzieś za plecami Serafiny koń westchnął cicho, a dźwięk ten wtopił się w przestrzeń pod wierzbami, nie naruszając ciszy.

Armand zsiadł z siodła powoli, niemal niezauważalnie, i pozostał w oddali, pozwalając, aby jezioro przyjęło także jego spojrzenie.
Stał nieruchomo, jakby wiedział, że ten moment nie należy do niego.
Serafina wciąż trwała w swoich myślach, aż w końcu — ledwie dostrzegalnym ruchem — odwróciła głowę.
Nie spojrzała wprost.
To było raczej ciche przyzwolenie niż gest.
Jakby szeptem, który nie potrzebował słów, mówiła: jestem tu spokojna.
Zimową porą w lesie- ptaszek usiadł na gałązce.
Ze spokojem spojrzał na piękną Zimę,
choć srogą to cichą i tak spokojną.
W biały płaszcz ubraną
Ptaszek otulony ciszą lasu
– zaśpiewał kołysząc się na gałęzi przyodzianej w biały puch.
Wiedział , że piękna Zima to stan przejściowy,
gdzie czar snu i ciszy otula drzewa – rodzi nowy spokój.
Wiedział, że czekać trzeba dzielnie aż do pięknej – wiosny.
Tak, aby życie odrodziło się – ponownie.
Czyste , ubarwione kolorami tak bardzo spokojne.