Poranek przyszedł inaczej niż zwykle.
Światło dnia pojawiło się nad horyzontem, ale nie rozproszyło w pełni nocy.
Jakby coś wciąż trzymało ją na granicy.
Morze było spokojne.
Zbyt spokojne.
Nie było w nim ruchu, który znała załoga.
Nie było rytmu fal.
Była cisza, która nie była już odpoczynkiem.
Była… uważna.
Taka, która… słucha.
Załoga wychodziła na pokład powoli.
Rozmawiali półgłosem, jakby instynktownie nie chcieli zakłócić tej przestrzeni.
Szafira stała przy sterze.
Nie patrzyła na ludzi.
Nie patrzyła nawet na morze.
Patrzyła… przed siebie.
Jakby coś było tam, gdzie jeszcze nic nie było widać.
Obsydian podszedł.
Zatrzymał się krok za nią.
— Kapitanie.
Nie odpowiedziała od razu.
— Kompas nie poprowadzi nas dalej — powiedział spokojnie.
Obsydian spojrzał na nią.
— Sprawdzałaś?
— Nie.
Odwróciła lekko głowę.
— Ale czuję.
Wiatr nie poruszał żagli.
A jednak przez pokład przeszedł delikatny chłód.
Jakby coś niewidzialnego przesunęło się między nimi.
Załoga zamilkła.
Nie dlatego, że ktoś wydał rozkaz.
Dlatego, że wszyscy to poczuli.
W tej samej chwili jeden z marynarzy uklęknął przy deskach pokładu.
— Kapitanie…
Jego głos był cichy.
Inny niż zwykle.
— Na pokładzie… coś się pojawiło.
Szafira ruszyła za nim.
Obsydian poszedł tuż obok.
Na deskach, między łączeniami drewna, widniały drobne krople wody.

Drżały lekko… jakby reagowały na coś niewidzialnego.
Obsydian spojrzał uważnie.
Dotknął jednej z nich.
— To nie jest woda z morza.
Szafira nie odpowiedziała.
Wyciągnęła dłoń…i zatrzymała ją tuż nad powierzchnią.
Nie dotknęła.
Jakby wiedziała, że nie powinna.
W tej samej chwili przez pokład przeszedł powiew.
Nie z jednej strony.
Nie z morza.
Przesunął się przez statek od dziobu po rufę… jednym, równym ruchem.
Jakby coś niewidzialnego przeszło przez okręt.
Załoga zamilkła.
— Czuliście to? — szepnął ktoś.
Nikt nie odpowiedział.
Szafira podniosła wzrok.
Patrzyła przed siebie.
Dalej niż horyzont.
— Nie jesteśmy tu sami — powiedziała spokojnie.
Obsydian nie zaprzeczył.
Nie zapytał.
Tym razem… wiedział.
Morze pozostało nieruchome.

Ale coś w nim… było świadome.



Facebook Comments