Po rozmowie z Julianem
Serafina odnalazła w sobie coś, czego od dawna jej brakowało chwil dla siebie.
Spokój i ciszę.
To był jej świat piękny i spokojny.
Łagodził nastróǰ jak malowanie obrazu, który o nic nie pytał.
Tylko czekał spokojnie aż jej dłoń trzymająca pędzel poprowadzi subtelnie kolejne barwy nadając mu styl i przesłanie, które nosiła w sercu.
Spacerując wśród róż pozwoliła myślom płynąć własnym rytmem.

Bez pośpiechu. Bez odpowiedzi.
Wiedziała, że są chwile, których nie należy przyspieszać.
Bo właśnie w ciszy rodzi się to, co najprawdziwsze.
Nie wiedziała, że gdzieś poza murami dworu ktoś również nie potrafił już dłużej pozostać w bezruchu.
Armand stał w oknie, a czasami spacerował po ogrodzie.
Podobnie jak Serafina.
Choć inaczej.
Tak jakby czegoś brakowało…
Jakby coś nie zostało wyjaśnione.
Wiedział o tym.
Spoglądał na księżyc.
Noc dawała mu ciszę ale podpowiada również dalsze działania.
Szukał odpowiedzi, których nie było.
A myśli zaczęły układać się w decyzję.
Decyzję, ktoŕą już podjął.
Kazał osiodłać konia.

Miał zamiar wyruszyć do dworu.
Do Serafiny.
,,Tam gdzie jeszcze wiele rzeczy nie zostało dopowiedziane…czeka coś nowego o wiele piękniejszego”

