Pierwsze powitanie w ogrodzie Tatton Park

Drodzy Czytelnicy.

Naszą wspólną wyprawę rozpoczniemy bardzo słonecznie…

Kiedy przekroczyłam wejście do The Gardens at Tatton Park, jednymi z pierwszych, które przyciągnęły mój wzrok, były właśnie one piękne — słoneczniki. 🌻

Piękne, dorodne i pełne życia. Jak widać, nie tylko ja postanowiłam zatrzymać się przy nich na dłużej… 🐝😁

Ogrody Tatton Park zajmują około 50 akrów, czyli ponad 20 hektarów, dlatego przed nami naprawdę długa wędrówka.

Nie będziemy jednak nigdzie pędzić.

W ten weekend rozpoczniemy ją właśnie wśród słoneczników. 🌻🌿

Niech ich wyjątkowy urok pozostanie z Wami na dłużej

A później ruszymy dalej…

Tatton Park dopiero zaczyna odkrywać przed nami swoje tajemnice. 🌿

Playa Flamingo nocą.

Drogi Czytelniku.

Dzisiaj chciałabym w tym krótkim materiale przedstawić kilka ciekawostek i historii Playa Flamingo, które zachwyca spokojną zatoką, jasnym piaskiem i turkusową wodą.

A wieczorem odsłania zupełnie inne oblicze.

Miasto, które nauczyło się żyć z wulkanem.

Gdy cichną rozmowy, a promenada powoli pustoszeje, pierwsze skrzypce zaczyna grać ocean. 

Fale uderzające o skaliste wybrzeże wyznaczają rytm nocy, a światło księżyca delikatnie odbija się od powierzchni wody.

Spacerując wieczorem trudno uwierzyć, że krajobraz tej wyspy został ukształtowany przez jeden z najpotężniejszych żywiołów natury.

Lanzarote przez wieki wielokrotnie doświadczało erupcji wulkanicznych.

Największe z nich rozpoczęły się w 1730 roku i trwały niemal sześć lat.

Ogromne połacie wyspy zostały pokryte lawą i popiołem. 

Zniknęły wsie, pola uprawne oraz drogi. 

Jednak z czasem nauczyli się wykorzystywać to, co pozostawił po sobie wulkan. 

Powstały nowe metody uprawy winorośli, budownictwo zaczęło dostosowywać się do surowego krajobrazu, a czarne skały stały się częścią architektury i codziennego życia mieszkańców.

To właśnie dzięki tej wytrwałości Lanzarote jest dziś miejscem wyjątkowym.

Nie ukrywa swojej historii.

Nie zasłania śladów po dawnych erupcjach.

Przeciwnie – pokazuje, że nawet po największych zniszczeniach można odbudować przestrzeń, która ponownie zachwyca swoim pięknem.

Wieczorem szczególnie mocno można to odczuć.

Rośliny, które za dnia przyciągają wzrok intensywnymi barwami, nocą stają się cichymi strażnikami tego miejsca.

Jedną z wielu roślin, która zwróciła moją uwagę, była ozdobna akalifa (Acalypha wilkesiana), Zachwycająca niezwykłą paletą barw swoich liści – od głębokiego brązu i purpury po odcienie czerwieni.

Występuje w wielu odmianach, dlatego kolor i wzór jej liści mogą się znacznie różnić – od zieleni, przez czerwień i purpurę, aż po głęboki brąz.

Kolejna piękność, która zwróciła moją uwagę to Kalanchoe thyrsiflora (rodzina gruboszowate – Crassulaceae).

To niezwykły sukulent, który potrafi magazynować wodę w swoich grubych, mięsistych liściach.

Dzięki temu doskonale radzi sobie w miejscach, gdzie deszcz pojawia się rzadko, a słońce nie szczędzi swoich promieni.

Jest symbolem wytrwałości, odporności i umiejętności przystosowania się do trudnych warunków.

Lanzarote kryje o wiele więcej niż nam się wydaje.

Dlatego bardzo dokładnie staram się dostrzegać każdy drobny szczegół.

Zwłaszcza , że ta piękna wyspa ma swoją bogatą historię.

Ocean nieustannie przypomina o potędze natury, a światło księżyca nadaje całemu krajobrazowi niezwykły spokój.

To właśnie wtedy łatwiej zatrzymać się na chwilę.

Posłuchać szumu fal.

Odetchnąć.

I pomyśleć o tym, jak niezwykłą siłę ma zarówno natura, jak i człowiek, który potrafi podnieść się po najtrudniejszych doświadczeniach.

Tam gdzie kiedyś panował ogień i zniszczenie, może narodzić się cisza, piękno i nowe życie.

Dzięki mieszkańcom oraz ich determinacji Lanzarote zostało odbudowane z popiołu.

Mieszkańcy wykorzystując kamień wulkaniczny wznosili nowe mury, tarasy i ogrodzenia.

Z czasem odkryli również, że popiół wulkaniczny pomaga zatrzymywać wilgoć w glebie, dzięki czemu nawet w surowym klimacie mogły rozwijać się uprawy. 

To, co początkowo wydawało się przekleństwem, stało się częścią nowego początku.

Historia tej wyspy nie opowiada jedynie o wulkanach.

Opowiada przede wszystkim o ludziach, którzy nie przestali wierzyć, że warto odbudować swój świat.

Tak naprawdę historia Lanzarote pokazuje, że siła człowieka nie polega na unikaniu trudności.

Polega na tym, że potrafi odnaleźć nadzieję tam, gdzie wcześniej widział jedynie zniszczenie. 

Natura i człowiek napisali tutaj wspólną historię – historię odbudowy, cierpliwości i szacunku wobec miejsca, które stało się ich domem.

Bugenwilla i jej tajemnica.

Złote Myśli ✨

Kilka myśli i refleksji na temat bugenwilli.

🌺

Patrząc na bugenwillę, zachwycamy się jej intensywnymi kolorami.

Jest piękna.

Intensywny kolor przyciąga spojrzenia i można ją spotkać praktycznie wszędzie na wyspie.

Niewielu jednak wie, że jej prawdziwe kwiaty są drobne , delikatne i mają biało-kremowy kolor.

To właśnie one skrywają się pośród barwnych liści, które nadają roślinie jej niezwykły wygląd.

To przypomina mi, że podobnie jest z człowiekiem.

To, co najcenniejsze, bardzo często nie znajduje się na zewnątrz.

Ale ukryte piękno mieszka w sercu.

W dobrym słowie.

W życzliwości.

W umiejętności dostrzegania drugiego człowieka wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuje.

Dlatego nie oceniajmy zbyt szybko.

Czasami wystarczy zatrzymać się na chwilę i spojrzeć głębiej.

Bo właśnie tam odnajdujemy to, czego nie widać na pierwszy rzut oka.

,,Najpiękniejsze wartości czasami pozostają ukryte ,

lecz serce wrażliwie potrafi dostrzegać głębię.”

❤️

Cisza, zapach i drobne piękno

Drodzy.

Jak w każdy poniedziałek, wybrałam się z Milo na nasz wspólny trening.

To plan, którego staram się pilnować, choć nie zawsze jest łatwo.

Czasami brakuje chęci, a czasami pogoda postanawia pokrzyżować plany.

Jednak nawet deszcz nie jest nam straszny.

Cieszę się również, że niektórzy z Was towarzyszą nam podczas tych spacerów.

Na bieżąco staram się pokazywać krótkie filmiki z naszych wypraw na Facebooku , a dziś chciałabym zostawić tutaj kilka spokojnych kadrów.

Ten poniedziałek był inny.

Niby taki sam jak wiele wcześniejszych, a jednak wyjątkowy. Chyba dlatego, że tak naprawdę każdy dzień niesie ze sobą coś nowego.

Podczas zwykłego treningu znów zatrzymałam się, aby spojrzeć na przyrodę.

Za każdym razem jestem pod wrażeniem tego, jak szybko wszystko się zmienia.

Jeszcze niedawno w miejscu, na które spoglądam co tydzień, nie było kwiatów.

Dziś rozkwitają tam róże, a pomiędzy nimi pracowicie uwijają się bąki i pszczoły.

Zatrzymałam się również wśród wysokich traw.

Urosły tak pięknie, że trudno było przejść obok nich obojętnie.

Z oddali ich kolor przypominał delikatny wrzosowy dywan.

Z bliska wyglądały niczym miękki puch, subtelnie oprószony fioletowym brokatem.

Na chwilę zatrzymałam ten obraz.

Dla siebie i dla Was.

Bo czasem to właśnie cisza, zapach i drobne piękno niosą najwięcej spokoju.

Z sercem dla Was.

Katarzyna.

10 lat czekania

Czasami najpiękniejsze historie rodzą się tam,

gdzie nikt już nie spodziewa się szczęśliwego zakończenia.

Ten kaktus trafił do naszego domu wiele lat temu.

Był niewielki i został kupiony przez mojego syna. Jak to często bywa w życiu, jego historia nie była jednak idealna.

Przez lata zdarzały się różne sytuacje.

Kilka razy spadł z parapetu, został przypadkowo zahaczony, a jego kolce nieraz przypominały o swojej obecności😊

Z biegiem czasu było widać, że część rośliny została uszkodzona.

Nie wyglądał już tak okazale jak kiedyś.

Mój syn długo czekał na jego kwiaty, ale niestety nie doczekał się.

Kaktusy nie kwitną tak często.

A może kwitną ..? nie wiem….-🤔

W domu aktualnie mam tego odziedziczonego po synu.

W końcu syn powiedział do mnie:

– Mamo, zrób z nim, co zechcesz.

Przyznam, że sama nie wiedziałam wtedy, co z nim zrobić. Był poturbowany przez los..

Mogłam się go pozbyć.

Mogłam uznać, że już nic ciekawego z niego nie będzie.

Ale coś sprawiło, że został.

I tak trwał.

Niepozorny, trochę poturbowany przez życie, a jednak nadal żywy.

Odzyskiwał siły powoli i ze spokojem, a z każdym kolejnym rokiem piękniał.

Szybki wzrost zachwycał, jakby chciał wyszeptać :

,, to jeszcze nie mój koniec ”🌵

Jego postawa przypominała mi dzielnego rycerza, który zachwyca odwagą i siłą.

A potem wydarzyło się coś niezwykłego.

Po blisko dziesięciu latach kaktus zakwitł po raz pierwszy.

Niby zwykły kaktus, a jednak wcale nie taki zwykły.

Jego kwiaty mnie zachwyciły.

Pomyślałam. ,, No…proszę teraz to się popisałeś!”

Oczywiście obyło się bez przytulania 😊

Warto było czekać 10~ lat.

Patrząc na niego, pomyślałam, że bardzo przypomina ludzi.

Nie zawsze wszystko układa się od razu.

Czasem upadamy.

Czasem zostajemy zranieni.

Czasem ktoś przestaje wierzyć, że jeszcze potrafimy rozkwitnąć.

A jednak życie nieraz pokazuje, że najpiękniejsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy cierpliwie trwamy.

Dlatego ten kaktus nie jest dla mnie zwykłą rośliną.

Jest przypomnieniem,

że wytrwałość ma sens.

Że warto troszczyć się o to, co ważne.

I że czasami po wielu latach czekania

życie potrafi nas,

jeszcze bardzo mile zaskoczyć.

❤️

Z sercem dla Was

Katarzyna

Le Baron i budowa ogrodowej fortecy

Drodzy.

Jak wiecie w moim ogrodzie ostatnio sporo się dzieje.

Niektórzy z Was na bieżąco obserwują bieżące wydarzenia bezpośrednio z mojego ogrodu.

A ja cieszę się, że mogę Wam pokazać każdy ciekawy moment nowego życia.

W nowym tygodniu pokazałam Wam moją kolejną kompozycje z lawendy i rozmarynu.

Więcej na ten temat można przeczytać w kategorii: Ogrodowych Kompozycji Kasi 🌿

A niedawno do mojej ogrodowej zielonej rodzinki dołączyły również nowe jeszcze nierozwinięte bulwy.

Widzieliście je na filmiku, który opublikowałam dla Was jakiś czas temu.

A skoro moja ogrodowa rodzinka się powiększyła, poczyniłam już odpowiednie przygotowania w tym zakresie.

Jak wygląda aktualnie sytuacja drodzy ?

Baron pierwszy postanowił pokazać swoją siłę i energię, a z każdym dniem staje się coraz większy.

Muszę przyznać, że rośnie w imponującym tempie i coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w tej części ogrodu.

Dalhia Le Baron

Po jego lewej stronie swoje miejsce zajmuje Lady Howard, która również pięknie się rozwija i nie zamierza pozostawać w tyle.

Howard

Z kolei Lady Otto, choć początkowo była nieco bardziej nieśmiała, coraz śmielej nadrabia dystans i każdego dnia pokazuje, że także ma ambicje.

I również pragnie zachwycać swoim pięknem.

Otto

W ostatnich dniach rozpoczęłam również budowę kamiennej fortecy dla całej trójki.

Pierwszy raz układam takie kamienie w swoim ogrodzie.

Metodą prób i błędów, obserwuję, przestawiam, poprawiam i szukam najlepszego rozwiązania.

I właśnie to lubię najbardziej.

Ogród nie musi być idealny od pierwszego dnia. Może rozwijać się razem z nami.

Jestem bardzo ciekawa, jak ten zakątek będzie wyglądał za kilka tygodni, gdy Baron, Lady Howard i Lady Otto pokażą swoje kwiaty w pełnej okazałości.

A wtedy z przyjemnością pokażę Wam efekty naszej wspólnej ogrodowej przygody.

Dziękuję wszystkim tym wspaniałym osobom, które są ze mną w tej ogrodowej podróży.

A szczególnie dziękuję za piękne zdjęcia i wszelkie pomysły oraz wskazówki., które przesyłacie.

Z sercem dla Was 🍀

Katarzyna

📘 Kup książkę 💙 Wesprzyj blog