W stronę sztormu🌊

Na pokładzie panowała ciężka cisza.

Wszyscy patrzyli na Szafirę.

Krople nadal spadały.

Coraz szybciej.
Coraz ciężej.

Woda zbierała się pomiędzy deskami pokładu w nienaturalnym tempie, jakby statek sam zaczynał przyjmować ją do swojego wnętrza.

Szafira nie odwróciła wzroku od wzburzonego morza.

Wiatr uderzył ponownie.

Mocniej.

Żagle zatrzeszczały gwałtownie, a okręt lekko zakołysał się na falach.

Kapitan zrobiła krok do przodu.

Nie zatrzymywać kursu.
Wylewać wodę wszystkim, co macie pod ręką.
Natychmiast.

Głos Szafiry był spokojny ale stanowczy.

To wystarczyło.

Załoga ruszyła bez wahania.

Marynarze chwytali wiadra, skrzynie i wszystko, czym można było nabierać wodę z pokładu.

Jedni pracowali przy burtach.
Inni próbowali odpychać wodę pomiędzy deskami.

Obsydian stanął przy sterze.

Silny podmuch uderzył w żagle, ale jego dłonie nie drgnęły nawet na chwilę.

Utrzymać kierunek! — zawołał.
Nie pozwolić statkowi zejść z kursu!

Morze odpowiadało coraz gwałtowniej.

Fale rozbijały się o kadłub ciężkimi uderzeniami.

Krople nadal spadały.

Nie przypominały już deszczu.

Były zbyt ciężkie.
Zbyt zimne.

Jakby każda z nich niosła w sobie siłę większą niż zwykła woda.

Kapitanie! — krzyknął jeden z marynarzy.
Wiadra to za mało!

Woda sięgała im już do kostek.

Kilku członków załogi rzuciło się pod pokład.

Po chwili wrócili, wynosząc drewniane beczki i większe pojemniki.

Wylewali wodę niemal rozpaczliwie, próbując oczyścić pokład z ciężkich kropli, które nieustannie spadały z ciemnego nieba.

Wiatr narastał.

Nie był już zwykłym podmuchem.

Napierał na statek z jednej strony, jakby próbował zmusić go do zmiany kierunku.

Obsydian zmrużył oczy.

Coś było nie tak.

Wiatr nie zachowywał się naturalnie.

Nagle okręt przechylił się gwałtownie na bok.

Kilku marynarzy odruchowo chwyciło liny.

Woda przesunęła się przez pokład ciężką falą.

Żagle napięły się do granic wytrzymałości.

Obsydian zacisnął dłonie na sterze.

I wtedy zrozumiał, że wiatr nie próbował ich zatrzymać.

On prowadził ich w konkretnym kierunku.

Poranki z Kasią ☕

🌺

Czas płynie niezwykle szybko dlatego coraz bardziej uczę się doceniać małe chwile codzienności.

Poranny kubek kawy, spokojny ogród, światło słońca padające na kwiaty i ciszę, która pozwala choć na moment zatrzymać myśli 🌿

W ostatnich dniach przygotowałam dla Was kilka nowych zdjęć przy moich kwiatach.
Każde z nich powstało w naturalnym świetle i w spokojnej atmosferze ogrodu, który każdego dnia budzi się coraz piękniej do życia 🌿

Powoli rozkwita lawenda, hortensja przygotowuje się do otwarcia swoich kwiatów, a kolejne rośliny zaczynają tworzyć letni klimat, który z przyjemnością będę Wam pokazywać 🌸

Życzę Wam, aby ten nowy tydzień przyniósł:
☀️ spokój,
🌿 dobre myśli,
💚 jak najmniej stresu i jak najwięcej chwil tylko dla siebie.

Niech uśmiech jak najczęściej gości na Waszych twarzach ✨

Z sercem dla Was
♡ Katarzyna

Szczera miłość

Prawdziwa miłość

nie potrzebuje pośpiechu.

Jest spokojna i cicha.

Z szacunkiem

potrafi kochać naprawdę.

❤️

Złote Myśli

Spokój myśli

Niech dzisiejszy poranek

otuli Was spokojem,

światłem i dobrymi myślami

☕🌿

Życzę Wam tego z całego serca

🩵

Tomik Wierszy Kasi

Drodzy.

Powoli kończę pracę nad tomikiem poezji.

To była długa i bardzo osobista droga pełna refleksji, emocji oraz chwil, które na zawsze pozostaną częścią mojego życia.

Dziękuję wszystkim, którzy byli obok podczas tworzenia tej książki.

🌺

Wasza obecność i wsparcie znaczyły więcej, niż potrafię opisać.

Tymczasem pośród codzienności zaczęła powstawać kolejna opowieść.

Jestem już przy II Rozdziale

„Ballady o Ogrodzie Różanym”. 🥀

Historia Serafiny i Armanda.

Dworu i białego konia Aleksandra okazała się czymś znacznie większym, niż początkowo przypuszczałam.

To opowieść o ciszy, relacjach, pamięci i świecie,

w którym róże skrywają więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać.

Fragment książki:

„Niewielu wiedziało, dlaczego Aleksander pojawił się w życiu Serafiny.

Dla innych był po prostu pięknym białym koniem.

Lecz jej ojciec pamiętał tamten dzień bardzo dobrze.

Dzień, po którym uśmiech Serafiny zgasł na długie tygodnie…”

,,Ballada o Ogrodzie Różanym”

🌹

Podsumowanie tygodnia

Drodzy.

Miniony tydzień upłynął nam w atmosferze refleksji, natury i spokojnych chwil, które choć często ciche pozostają z nami na dłużej.

Były nasze „Złote Myśli”, wspólne chwile z Milo, opowieści z „Morskiej Wyprawy” oraz kolejne fragmenty „Ogrodu Różanego.”

Ale szczególnie chciałabym zatrzymać się dziś przy poezji… 🌿

W ostatnich dniach podzieliłam się z Wami moim wierszem
,,Szlachetność dobroci”

To kilka prostych słów płynących prosto z serca o delikatności, prawdzie i sile dobra, które wciąż potrafi rozświetlać codzienność.

Tym razem postanowiłam również przeczytać ten wiersz dla Was osobiście.

Czasami słowo wypowiedziane spokojnym głosem niesie jeszcze więcej emocji niż sam tekst zapisany na kartce.

Bardzo się cieszę, że mogła to dla Was zrobić.

Jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze okazji odsłuchać recytacji, serdecznie zapraszam na moją stronę na Facebooku.

Od czasu do czasu pojawiają się tam moje autorskie wiersze czytane przeze mnie osobiście w spokojnej, refleksyjnej atmosferze.

Dziękuję Wam za obecność, każde dobre słowo i wszystkie chwile, które możemy tutaj wspólnie tworzyć.

🩵

Z sercem dla Was

Pokój zaczyna się w sercu

Pokój zaczyna się tam, gdzie serce nadal potrafi być delikatne

💙

Niech dobro wraca do serc tak cicho i delikatnie
jak gołąb niosący gałązkę pokoju.

🕊️


Złote Myśli

Światło ukryte w ciszy

Podwodny Świat

🪼

Rankiem ocean był cichy.

Tak cichy, jakby po nocnym niepokoju sam potrzebował odpoczynku.

Mały konik morski płynął powoli między koralowcami.

Woda była chłodna, a promienie słońca docierały głęboko, delikatnie muskając piasek.

Nagle zauważył małą muszlę.

Leżała samotnie na dnie, częściowo przysypana piaskiem.

Inne stworzenia mijały ją obojętnie.

Dla jednych była zwykłym kamykiem.

Dla innych czymś niepotrzebnym.

Konik morski zatrzymał się.

Podpłynął bliżej i zauważył, że z wnętrza muszli wydobywa się bardzo słabe światło.

Prawie niewidoczne.

Tak delikatne, że łatwo było je przeoczyć.

Przez chwilę pomyślał, że może to nic ważnego.

Że może powinien płynąć dalej.

Ale coś w jego sercu podpowiedziało mu, aby został.

Ostrożnie odgarnął piasek.

Powoli.

Bez pośpiechu.

Jakby bał się zgasić to kruche światełko.

I wtedy muszla rozchyliła się lekko.

W jej wnętrzu ukryta była mała perła.

Nie była idealna.

Miała drobne rysy.

Nie błyszczała najmocniej w całym oceanie.

Ale miała w sobie coś pięknego.

Ciche światło, które przetrwało mimo ciemności, ciężaru piasku i samotności.

Konik morski zrozumiał wtedy, że nie wszystko, co cenne, od razu lśni na powierzchni.

Czasem najpiękniejsze światło ukrywa się tam, gdzie ktoś długo milczał.

Gdzie coś zostało przysypane przez czas,

smutek albo zmęczenie.

🩵

Bo każde serce nosi w sobie perłę.

Czasem wystarczy odrobina czułości, aby pomóc jej znów zabłysnąć.

Kolejna opowieść już w przyszłym tygodniu.

Z sercem dla Was

Katarzyna

Tam gdzie milczą drzewa

Wieczór powoli otulał wnętrze gabinetu ciepłym światłem lampy, lecz Julian wciąż pozostawał zamyślony.

Na biurku leżały szkice, listy i niedokończone notatki, którym od dłuższego czasu nie potrafił poświęcić pełnej uwagi.

Myśli nieustannie wracały do Dworu Serafiny.

To miejsce przyciągało go w sposób, którego nie umiał wyjaśnić.

Nie chodziło jedynie o sztukę i obrazy zdobiące stare salony.
Było tam coś więcej.
Spokój, którego ostatnio coraz bardziej mu brakowało.

Ojciec Serafiny darzył Juliana szacunkiem.
Cenił jego wiedzę, kulturę i opanowanie, które wyróżniały go pośród innych mężczyzn.

Julian nigdy nie należał do ludzi pochopnych.
Potrafił słuchać uważnie, mówił niewiele, lecz z wyraźnym spokojem człowieka, który zna własną wartość.

A jednak ostatnimi czasy nawet sztuka nie przynosiła mu ukojenia.
Coś nie pozwalało mu zaznać pełnego spokoju.

Jakby przeczuwał, że odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie potrafił nazwać… czekają właśnie tam.

Tymczasem Armand spędzał wieczór w towarzystwie przyjaciela.

Spacerowali w blasku księżyca.

Przyjaciel bardzo dobrze rozumiał niepokój Armanda.

W pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie odgłosem drewna trzaskającego w kominku.

Przyjaciel obserwował go uważnie, jak ktoś, kto wie więcej, niż chce powiedzieć.

Dopiero po chwili Armand odwrócił się w jego stronę.

List zaginął — powiedział spokojnie.
A ja nie wierzę w przypadki.

Cisza przeciągnęła się zbyt długo.

Przyjaciel spuścił wzrok, jakby ważył każde słowo.

Nie wiem… — odpowiedział w końcu ostrożnie.

Zbyt ostrożnie.

Armand zrobił krok bliżej.

To coś więcej niż zagubiony list.

W jego głosie nie było gniewu.
Jedynie stanowczość człowieka, który nie zamierza pozostawić tej sprawy bez odpowiedzi.

Przyjaciel milczał jeszcze przez chwilę, po czym spojrzał w stronę okna.

Chodź ze mną — powiedział cicho.
Jest coś, co powinieneś zobaczyć.

Niedługo później obaj przemierzali konno leśną drogę ukrytą wśród wysokich drzew.

Wieczorne powietrze było chłodne, a wiatr poruszał gałęziami w sposób, który budził niepokój.

Armand czuł, że ta droga prowadzi do czegoś znacznie większego niż zaginięcie listu.

A odpowiedzi, których szukał…mogły zmienić więcej, niż przypuszczał.

📘 Kup książkę