Morze nie czekało. Gdy tylko żagle uniosły się na pełną wysokość, nadeszła fala, której nie zobaczyłby nikt bez doświadczenia — wysoka, ciężka, niemal ciemna jak noc, którą miała przynieść.
Obsydian krzyknął: Jak zawsze w pełnej gotowości.
— Trzymać się !
Ale było już za późno. Statek został podniesiony jak zabawka, a zaraz potem rzucony w dół. Pokład zadrżał, liny jęknęły, a powietrze rozdarł huk rozcinanej wody.
Druga fala przyszła szybciej niż ktokolwiek przypuszczał. Tym razem nie uderzyła w burtę — wpadła prosto na pokład, zalewając wszystko.
Marynarze chwytali, co się dało. Beczki turlały się jak porwane wiatrem liście, a drewniane skrzynie z zapasami zsuwały się niżej.
Obsydian próbował utrzymać równowagę, jedną ręką przytrzymując linę, drugą odpychając od siebie spadający maszt pomocniczy.
Krzyknął coś, ale nikt go nie usłyszał — wiatr zagłuszył każde słowo.
Na pokładzie słychać było – krzyki marynarzy. Wszyscy starali się ratować to co było w zasięgu ręki, a beczki turlały się jak piłki po boisku. Okręt trzymał kurs – pochylony w samym środku burzy w której się znaleźliśmy.
Trzecia fala – najgwałtowniejsza – uderzyła z taką furią, że aż powietrze zadrżało.
Statek przechylił się nagle, niebezpiecznie. Szafira przesunęła się po mokrym pokładzie, próbując złapać cokolwiek, co utrzymałoby ją w miejscu, lecz deski pod stopami były jak lód.
Obsydian odwrócił się i zobaczył, jak sylwetka Szafiry traci równowagę, a potem falę, która uderza w nią z siłą, jakby sama burza wyciągnęła po nią rękę.
Szafiro – wrzasnął , rzucając się w jej stronę.
Kolejna część….- wkrótce : ,, Szafira ranna – Obsydian rusza na ratunek”⚓️






Facebook Comments