Wśród Wierzb
BALLADA

Serafina & Armand
,,Akacje kołysane wiatrem”
Serafina stała nieruchomo nad jeziorem, wpatrując się w akacje kołysane wiatrem, jakby każda z nich znała jej imię.
Była w swoim świecie z własnymi marzeniami i myślami do których nikt nie miał dostępu.

Tańczące liście – wierzby szeptały delikatnie w rytm wiatru, rozwiewając długie włosy Serafiny.
Poruszały się cicho, a światło słońca osiadało na ich krawędziach z uważnością, która nie domagała się spojrzenia.

Szeptała do nich słowa, których nie trzeba było wypowiadać — bo przyroda rozumiała je bez dźwięku.
Serafina pozwoliła, aby serce odnalazło rytm wiatru, ciepło promieni, zapach drzew i wilgotnej ziemi, a jej wewnętrzny świat był cichy i łagodny.
Gdzieś za plecami Serafiny koń westchnął cicho, a dźwięk ten wtopił się w przestrzeń pod wierzbami, nie naruszając ciszy.

Armand zsiadł z siodła powoli, niemal niezauważalnie, i pozostał w oddali, pozwalając, aby jezioro przyjęło także jego spojrzenie.
Stał nieruchomo, jakby wiedział, że ten moment nie należy do niego.
Serafina wciąż trwała w swoich myślach, aż w końcu — ledwie dostrzegalnym ruchem — odwróciła głowę.
Nie spojrzała wprost.
To było raczej ciche przyzwolenie niż gest.
Jakby szeptem, który nie potrzebował słów, mówiła: jestem tu spokojna.
Zimową porą w lesie.
Zimową porą w lesie- ptaszek usiadł na gałązce.
Ze spokojem spojrzał na piękną Zimę,
choć srogą to cichą i tak spokojną.
W biały płaszcz ubraną
Ptaszek otulony ciszą lasu
– zaśpiewał kołysząc się na gałęzi przyodzianej w biały puch.
Wiedział , że piękna Zima to stan przejściowy,
gdzie czar snu i ciszy otula drzewa – rodzi nowy spokój.
Wiedział, że czekać trzeba dzielnie aż do pięknej – wiosny.
Tak, aby życie odrodziło się – ponownie.
Czyste , ubarwione kolorami tak bardzo spokojne.
Łabędzim szlakiem
Jezioro lód pokrył delikatnie
— jak rosa, która źdźbła trawy otula.
Świat nagle się zatrzymał,
w prostocie i ciszy istniał.
Łabędzie w zimowy dzień
na tafli jeziora zatańczyły.
Piękne, majestatyczne,
magią skrzydeł zachwyciły.
Patrzyłam z dumą
i pełnym zachwytem,
jak życie tętni
i jak spokojnie oddycha.
Wiatr przygrywał — delikatny,
choć chłodny.
Łabędzim szlakiem podążył.
W zimowy czas przyniósł zdarzenie:
spokojne, z chłodem,
niosące ukojenie.
Zimową porą – spokój serca
W tej ciszy, wśród śniegu, nawet najprostsze rzeczy nabierają znaczenia.
Filiżanka ciepłej kawy trzymana w dłoniach, para unosząca się nad brzegiem, drobne ślady życia pod śniegiem — wszystko staje się bardziej wyraźne.
Jakby zima zdejmowała zbędny hałas.
Zima uczy zatrzymania
Zimą uczymy się cierpliwości.
Zima przyszła cicho, bez zapowiedzi.
Zatrzymałam się na chwilkę z kubkiem gorącej kawy, aby podziękować za biały -puch śniegu.
Biały puch otulił ogród czystą bielą – tak miękką, jakby chciał powiedzieć: zwolnij.
Szeptał do mnie – cichutko przekazując nadzieję, wiarę i piękno.
Piękna pora roku w której odnajdujemy spokój i refleksję.
To zmiana dzięki której można nauczyć się – cierpliwości.
Czasem ta pora jest nadzieją na przetrwanie, na regenerację, na spokojne bycie tu i teraz.
Tak jak ogród, który na chwilę zasypia, by wrócić silniejszy.
Ten „biały, puchowy dzień” nie domaga się planów ani odpowiedzi.
On tylko jest.
I przypomina, że odpoczynek nie jest słabością, lecz mądrością.
Że cisza potrafi leczyć myśli.
A spokój — poukładać serce.
Zima nie zabiera życia.
Ona je chroni.
Życzę Wam kochani, aby zimowy czas otulał Wasze serce spokojem i wdzięcznością.
Daisy- skromna i piękna
Prawda bywa najpiękniejsza właśnie wtedy, gdy jest prosta,
spokojna i nie próbuje niczego udowadniać.
Jak ta przekwitła Daisy — cicha, a jednak pełna sensu.
Spokój serca
Życzę Wam, drodzy spokoju w sercu i jak najpiękniejszych dni.
Niech każda chwila życia – będzie dla Was wyjątkowa i przyjemna , a uśmiech i zdrowie towarzyszy przez cały czas….
Życzę Wam, aby zło i krzywda nigdy nie dotykały Waszego serca, ponieważ nie ma nic gorszego niż cierpienie, którego nikt nie zrozumie.

,,Prawdziwi towarzysze działają ze zrozumieniem i sercem
lecz ignoranci idą dalej i dalej…
niszcząc po drodze to czego dotknie ich ręka.
Niech Bóg im wybaczy ! Amen „
Z pozdrowieniami dla Was- Katarzyna
Światło w mgle
Szafira & Obsydian

Przez długi moment nic się nie zmieniało.
Statek dryfował bezszelestnie na morzu jakby – wiatr sterował i decydował o kierunku.
Wszyscy ucichli w obawie przed nieznanym.
Mgła nie miała litości – gęsta i ciężka trzymała statek w objęciach.
Oddychała wraz z marynarzami w jednym rytmie – przenikając najskrytsze zakamarki.
Szafira poczuła – zimny powiew przenikliwego wiatru, a jej włosy otoczyła bezlitosna mgła.

Wiedziała, że to moment – decyzji.
I wtedy zobaczyła – światło we mgle.
Wskazówka? – pomyślała. Nie było wyraźne. Nie było pewne.
Jakby ktoś zapalił światło na krótką chwilę — wystarczająco długo, by je dostrzec, zbyt krótko, by zaufać.
— Światło — powiedziała cicho.
Kilka głów uniosło się jednocześnie. Przez ułamek sekundy coś rozbłysło w mgle.
Ale światło tak szybko jak się pojawiło…- zniknęło.
Nie zostawiło śladu. Nie powtórzyło się. Jakby sprawdzało, czy zostanie zauważone.
Obsydian spróbował się podnieść. Rana przypomniała o sobie, ale zignorował ból.
Rozłożył mapy na mokrym stole nawigacyjnym.
Linie, znaki, dawne trasy — wszystko, co kiedyś dawało pewność.
Teraz nie dawało nic.
—Jeśli to był znak — powiedział po chwili —nie prowadził.
— Albo nie chciał prowadzić — odpowiedziała Szafira.
W tej samej chwili coś się zmieniło.
Wiatr zerwał się nagle. Nie był gwałtowny, ale zdecydowany.
Jakby morze przypomniało sobie, że jeszcze nie skończyło mówić.

Żagle zadrżały. Lina jęknęła.
— Kapitanie! — krzyk jednego z marynarzy przeciął ciszę. — Coś tam jest… w mgle!
Wszyscy spojrzeli w ten sam punkt. Ale mgła nie oddała tajemnicy.
Każdy widział coś innego.
Cień. Ruch. Złudzenie.
A może ostrzeżenie. Szafira nie podniosła głosu.
Nie wydała rozkazu. Jeszcze nie. Bo teraz wiedziała jedno:
Cisza się kończyła.
A próba dopiero się zaczynała.
Konik morski w księżycową noc
W noc, gdy księżyc świecił jak srebrny rogal,
chmury ustępowały mu miejsca,
jakby znały drogę, którą nie wolno zasłaniać.
Jedna z nich — delikatna, smukła —
przybrała kształt konika morskiego,
niosąc w swoim cichym grzbiecie
opowieść, którą szeptał wiatr.
A ja – stałam tam jak świadek czegoś ulotnego,
co pojawia się tylko raz i znika, jeśli serce nie zatrzyma myśli.
Tak właśnie rodzi się poezja — z jednej chwili,
z jednego spojrzenia, z jednego oddechu nocy.
Gdzie z prostych chmur – możesz ujrzeć świat innym spojrzeniem.
Wierzby Ciszy
Wierzby rosły nisko nad wodą, jakby same chciały dotknąć jej tafli.
Ich długie gałęzie poruszały się leniwie, muskane porannym powietrzem, a cisza, która tam panowała, nie była pustką — była miejscem, w którym wszystko mogło się wydarzyć albo nie wydarzyć wcale.
Serafina stała nieruchomo, pozwalając, by świat wokół niej mówił własnym językiem.

Jezioro odbijało długą trawę w miękkim, rozedrganym obrazie, jak nuta przeciągnięta zbyt długo, lecz wciąż czysta.
Akacje błyszczały w promieniach słońca, a światło układało się na liściach tak, jakby znało ich imiona.
Nie było potrzeby się spieszyć.
Czas w tym miejscu nie domagał się decyzji ani odpowiedzi.
Pozwalał trwać — bez lęku, bez oczekiwań, bez konieczności nazywania czegokolwiek.
Serafina czuła spokój, który nie wymagał samotności, lecz jej nie naruszał.
Była częścią krajobrazu, jakby wtopiła się w zieleń i światło, jakby wierzby przyjęły ją pod swoje ciche ramiona.
Powietrze drżało lekko, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi i wody.
Każdy oddech był wolniejszy od poprzedniego, a myśl — swobodna, nieskrępowana, błądząca bez potrzeby powrotu.
To było miejsce, w którym serce mogło odpocząć, zanim odważy się poczuć więcej.

Dopiero wtedy, z oddali, pojawiła się obecność, która nie burzyła ciszy.


