Idąc dalej czerwonym szlakiem, dotarliśmy na szczyt aż do ruin Kinnoull Hill Woodland Park i wulkanu.
To nie koniec opowieści o tym miejscu oraz o wierzeniach mieszkańców.
W dzisiejszym poście opowiem Wam dlaczego wielu mieszkańców okolic Perth mówiło, że Kinnoull Hill to miejsce, gdzie natura, historia i legendy spotykają się w jednym krajobrazie.
Gdy stoisz na skraju klifów Kinnoull Hill i patrzysz na dolinę rzeki River Tay, łatwo zrozumieć, dlaczego to miejsce od wieków budziło wyobraźnię ludzi.
Na stromych skałach stoi samotna kamienna wieża – dawna budowla znana jako Kinnoull Tower.
Została wzniesiona w XIX wieku jako romantyczna ozdoba krajobrazu, ale szybko zaczęto snuć o niej różne opowieści.
Mówiono, że w czasie mglistych poranków wokół wieży krążą kruki.
W szkockiej tradycji kruk nie był tylko ptakiem – uważano go za strażnika dawnych miejsc i pamięci ziemi.
Starsze opowieści mówiły, że kruki pilnują klifów, bo pod skałami spoczywają bardzo stare historie tej ziemi: wulkaniczna przeszłość, dawne ścieżki ludzi i czas, kiedy wzgórza były jeszcze dzikie i niezamieszkane.
Niektórzy spacerowicze twierdzili nawet, że o zmierzchu, gdy wiatr niesie echo przez skały, można usłyszeć dziwne odgłosy , jakby szept dawnego świata.
Oczywiście większość ludzi mówi, że to tylko wiatr między skałami… ale w takich miejscach łatwo uwierzyć w stare opowieści.
Na pierwszy rzut oka – cisza, wiatr i szeroka przestrzeń.
Kilka kamieni rozrzuconych na trawie, ławka, z której można patrzeć daleko przed siebie.
Dopiero tablica stojąca obok przypomina, że to miejsce kryje znacznie starszą opowieść.
370 milionów lat temu ziemia pod naszymi stopami była częścią aktywnego wulkanu.
To właśnie jego zbocza stworzyły skały, na których dziś stoi ten park.
A w następnym poście opowiem Wam ciekawostkę na temat mieszkańców którzy wierzyli, że wzgórza skrywają w sobie dawne siły ziemi.
Kiedy dotarłam na miejsce i spojrzałam na mapę szlaków w Kinnoull Hill Woodland Park, zrozumiałam jedno to nie jest jeden spacer.
To kilka różnych możliwości.
Trasy prowadzące do wieży widokowej, gdzie można stanąć wysoko nad doliną rzeki Tay i zobaczyć przestrzeń z zupełnie innej perspektywy.
Ścieżki wspinające się wyżej, bardziej wymagające, z podejściami, które już trzeba poczuć w nogach. Niektóre prowadzą przez dawny kamieniołom, inne przez gęstsze, spokojniejsze partie lasu, gdzie robi się ciszej i bardziej dziko.
Każda z nich ma swój charakter. Jedna jest krótsza i bardziej spacerowa. Inna dłuższa, z większą ilością wzniesień. Są pętle dla tych, którzy chcą zrobić pełne okrążenie wzgórza, i ścieżki dla tych, którzy wolą dojść do konkretnego punktu widokowego.
Wybrałam trasę najłagodniejszą.
Dlaczego?
Po pierwsze byłam tu pierwszy raz. Chciałam poczuć miejsce, a nie od razu je zdobywać.
Po drugie im dłuższa trasa, tym więcej czasu potrzeba, a stopień trudności też ma znaczenie.
Nie znałam jeszcze terenu, nie wiedziałam, jak bardzo będzie ślisko, jak strome będą podejścia.
Wybrałam więc drogę spokojną. W stronę Hrabiego.
Bez presji. Bez pośpiechu.
Z przestrzenią na zatrzymanie się przy mchu, przy korzeniach, przy strumieniu.
Reszta szlaków nie ucieknie.
One tam będą.
Kiedy przyjadę do Szkocji ponownie spróbuję kolejny przejść z uwagą, ponieważ świat jest pełen cudów natury tylko czas niestety upływa zbyt szybko.
Przesyłam Wam kilka pięknych zdjęć- lasu.
🌲
Niech pozostaną w Waszych sercach, tak jak w moim na zawsze.