Podsumowanie tygodnia

Drodzy,

kolejny piątek minął szybko, jak piękny dzień,

który na chwilę zostaje z nami, aby ustąpić miejsca kolejnym chwilom.

To był spokojny tydzień.

Pełen małych, ważnych momentów.

W opowieści dla Was wiele się poruszyło.

„W Ogrodzie Różanym” 🥀

Armand ruszył w drogę z myślą, która nie dawała mu spokoju.

Serafina zatrzymała się… jakby czuła więcej, niż potrafiła jeszcze nazwać.

I gdzieś między nimi zaczyna dziać się coś, co dopiero z czasem nabierze znaczenia.

,,Morska Wyprawa”

Nie każda droga daje pewność ale są takie, które mimo wszystko trzeba wybrać

Szafira zdecydowała płynąć w stronę gór.

Ich ściany wznosiły się pionowo, pochłaniając światło i dźwięk, pozostawiając po sobie ciszę cięższą niż morze.

Na pokładzie zapadło skupienie.

Nie było wątpliwości wśród załogi.

Odważnie płyną w stronę gór

Gotowi na wszystko,

zjednoczeni i pełni zaufania do siebie.

Ale na pokładzie niespodziewanie pojawiły się krople ciche, niepokojące.

A jednak nikt nie stracił spokoju.

Bo czasem nie chodzi o to, aby wszystko rozumieć,

ale o to, aby mimo niepewności płynąć dalej

we właściwym kierunku.

🌊

Natomiast w moim ogrodzie wiele się wydarzyło.

Śliweczka rośnie, a jej małe „dzieci” możecie obserwować na bieżąco.

Krzewuszka i inne rośliny powoli nabierają kształtu.

Wrzosy znalazły swoje miejsce.

To wszystko tworzy przestrzeń, która z tygodnia na tydzień zaczyna żyć coraz bardziej.

A gdzieś pomiędzy tym wszystkim codzienność.

Chwile z Milo na rowerze i wspólne momenty, związane z wierszami dla Was

Złote Myśli, które tak bardzo lubicie, a które niezmiennie tworzę dla Was z serca.

I ten zwykły czas, który wcale nie jest taki zwykły.

Cały czas pracuję nad tomikiem.

Powoli dobiega końca 📖

To proces, który wymaga czasu, skupienia i serca.

Dlatego nie zawsze wszystko pojawia się tak szybko, jakbym chciała.

Być może w niedzielę wrócę do Was z wierszem, jeśli tylko znajdę na to przestrzeń.

Bo tworzenie to nie tylko chwila ale to czas, który trzeba znaleźć.

Dziękuję, że jesteście i dziękuję za każde dobre słowo.

Z sercem dla Was

Katarzyna

,,Niech Wam się darzy to co najlepsze “

Wrzosowe dzieciaki

Każdego dnia , kiedy spoglądam na mój ogród ciszę się nawet z tych najdrobniejszych rzeczy. 

Bo są takie chwile, kiedy zwyczajność nabiera wyjątkowego znaczenia.

I nie potrzeba zbyt obfitości, aby serce poczuło spokój. 

Dziś w moim ogrodzie znów pojawiły się małe zmiany w towarzystwie wrzosów.

Przygotowałam kolejne „wrzosowe dzieciaki”, jak lubię je nazywać.

Dwie już znalazły swoje miejsce w ziemi.

Mieliście okazję zobaczyć je na Facebooku. 

A dziś czas na trzecią.

Pozostałe cierpliwie czekają na swoją kolej.

Po lewej stronie rośnie Erika to właśnie w jej towarzystwie zaczęły pojawiać się pierwsze wrzosy.

Po prawej stronie mam drugą troszkę mniejszą. 

I tam również powstanie ich mały zakątek.

To drobne działania.

Ciche.

Niewielkie.

A jednak mają znaczenie.

Bo czasem to właśnie te najmniejsze rzeczy

tworzą przestrzeń, w której możemy się zatrzymać.

Zobaczyć więcej.

Poczuć więcej.

Nie trzeba mieć dużego ogrodu, aby być blisko natury.

Niektórzy mają balkon i w nim malutki ,,własny świat”.  

Prawdziwy i spokojny lub inne miejsce jak dom. 

Mały kąt mieszkania, który staje się prawdziwym miejscem spokoju w towarzystwie cudownych roślin. 

Pamiętam, kiedy sama mieszkałam w mieście. 

Miałam tylko balkon do dyspozycji. 

A i tam znalazło się miejsce na kwiaty.

I choć przestrzeń była mniejsza,

uczucie było dokładnie takie samo.

Bo przyroda nie potrzebuje wielkich przestrzeni.

Potrzebuje tylko naszej uwagi.

Kilka dni temu patrzyłam na bazie.

Jeszcze niedawno były miękkie i pełne życia, dziś już przekwitły, a w ich miejscu pojawiły się nowe listki.

Z pozoru nic niezwykłego.

Zwykły proces.

A jednak nie tak zwyczajny. 

To właśnie w takich momentach najbardziej widać, jak bardzo natura przypomina życie człowieka.

Wszystko się zmienia.

Przemija.

Odnawia.

I tak jak przyroda po każdej zmianie odnajduje swój rytm, tak i my uczymy się iść dalej.

Dlatego warto się zatrzymać.

Choćby na chwilę. Choćby przy jednym kwiatku.

Bo czasem to, co najprostsze, niesie w sobie najwięcej radości i spokoju.

Z sercem dla Was

Katarzyna

Pozdrowienia w niedzielę

Dzień dobry w niedzielę

☀️

Są takie poranki, które nie potrzebują pośpiechu.

Wystarczy chwila ciszy, światło i oddech, by poczuć, że wszystko jest na swoim miejscu.

Życzę Wam dziś spokojnego dnia.

Pełnego łagodności, obecności i małych chwil, które zostają na dłużej.

Dziś wracam do wiersza, który mieliście już okazję usłyszeć

12/04/2026r — czytany w towarzystwie mojego wiernego przyjaciela Milo 🐾

„Poranek w słońcu”

O poranku dnia dzieje się magia,

wszystko budzi się powoli do życia

i otwiera na świat z pełną wdzięcznością.

Wczoraj szary dzień otulił drzewa,

a kwiaty i rośliny

niosły w dal swoją zieleń…

Nieoczekiwanie wyszło słońce,

a jego promienie delikatnie

wszystko obudziły.

Przyroda zatańczyła w świetle,

zatańczyła też z wiatrem .

Cicho, lekko, spokojnie.

Choć zima uśpiła kwiaty,

moja róża zazieleniła się na nowo,

ubrana w świeże, zielone liście.

A ja… smutek owiany nicią tajemnicy

odłożyłam gdzieś na bok,

choć serce pamięta tak wiele.

Zamieniłam go w błogi spokój

i cichy nastrój poranka.

I znów serce się uśmiechnęło,

bo poczułam, jak bije mocniej…

Ukojona ciszą porannej chwili,

przytuliłam spokój,

głęboko w swoich myślach.

A słońce…

rozproszyło to, co było jeszcze wczoraj

ciemne i ponure.

Niech ten dzień będzie dla Was łagodny

🌿

A już wkrótce podzielę się z Wami kolejnymi ciekawostkami prosto z mojego ogrodu.

Ten wiersz, drodzy jest już częścią mojego tomiku,

który powolutku, dzień po dniu, tworzy się w ciszy i spokoju.

Z sercem dla Was, pięknego i spokojnego dnia życzę.

Katarzyna

Chee Dale – spacer wśród skał, lasu i szumu rzeki.

Opowieść o miejscu, które koi i zostaje w pamięci na dłużej.

Chee Dale tam, gdzie cisza ma swój własny rytm.

Drzewa pokryte mchem wyglądają, jakby pamiętały więcej niż my, a szum wody towarzyszy niemal przez całą drogę, prowadząc krok po kroku dalej.

Niektóre miejsca nie kończą się na jednej historii one zostają z nami na dłużej.

Szlak prowadził dalej, coraz głębiej między skały, które wznosiły się wysoko, jakby chciały zatrzymać czas w swoim cieniu.

Skały w Chee Dale mają w sobie coś niezwykłego.

Nie są tylko tłem dla wędrówki.

Są świadkami czasu.

Powstawały przez tysiące lat, warstwa po warstwie,

kształtowane przez wodę, wiatr i ciszę, której nie da się usłyszeć, a którą można poczuć.

Ich ściany są wysokie, miejscami niemal pionowe.

Surowe, a jednocześnie żywe ponieważ między nimi wciąż toczy się życie.

Woda powoli sączy się po ich powierzchni, kropla po kropli, jakby przypominała, że nawet najtwardsza skała ulega temu, co cierpliwe.

Można podejść bardzo blisko.

Stanąć tuż przy nich.

A nawet wejść pod skalne ściany i poczuć ich chłód.

To szczególne uczucie jakby na chwilę znaleźć się w innym świecie.

A gdzieś wyżej widać ludzi wspinających się po tych naturalnych formacjach.

Małe sylwetki na tle ogromu skał.

Pokazujące, jak niewielcy jesteśmy wobec natury,

a jednocześnie jak bardzo chcemy być jej częścią.

I właśnie w tym jest coś pięknego.

Nie tylko patrzeć ale być częścią leśnej delikatności.

Każdy krok w głąb lasu powoli odkrywał głębię i cudowne walory.

Zieleń stawała się jeszcze bardziej soczysto zielona z wyraźną głębią , wilgotna i spokojna.

Mech pokrywający kamienie i pnie drzew wyglądał jak naturalny dywan cichy, ale pełen życia.

A gdzieś obok, niemal przez cały czas, towarzyszył nam szum rzeki.

Nie narzucał się.

Nie przyciągał uwagi na siłę.

Był po prostu obecny stały, kojący, jakby prowadził nas swoją własną drogą.

Właśnie w tej ciszy, między jednym krokiem, a drugim, pojawiło się coś, czego się nie planuje.

Mała owieczka.

Stała spokojnie, patrząc z ciekawością,

jakby sama dopiero uczyła się tego świata.

Nie było w niej pośpiechu.

Tylko delikatność i obecność.

To było jedno z tych spotkań, które trwają krócej niż chwilę , a zostają na dłużej w myślach i sercu.

Bo czasem to nie miejsce jest najważniejsze, ale moment, w którym naprawdę się zatrzymujemy.

Chee Dale

Chee Dale droga, która uczy spokoju

Niektóre miejsca potrafią zachwycić.

To cisza i piękno natury, która od pierwszego kroku daje poczucie zachwytu i wdzięczności.

Na wyprawę do Chee Dale wybrałam się razem z moją córką.

I jestem jej za to bardzo wdzięczna.

Wspólnie spędzony czas z bliskimi to najpiękniejszy moment, który na długo pozostaje w sercu.

W zacisznym miejscu mogłyśmy cieszyć się swoją obecnością.

Wzruszyłam się, ponieważ dokładnie rok temu spędziłyśmy razem cały dzień w Lake District.

Uroczym miejscu, które zachwycało widokami podobnie jak Chee Dale.

Pływałyśmy kajaki po jeziorze, a potem z zachwytem filmowałyśmy kwiaty i każdy dar natury, który tego dnia był w naszym zasięgu.

Na bieżąco z tego cudownego miejsca publikowałam dla Was zdjęcia i filmy na Facebooku

Jednak następnego dnia mój świat zmienił się o 180.C

Zmienił się nagle i niespodziewanie.

Moja córka walczyła o życie w szpitalu, a każdy dzień był dla nas wyzwaniem i niepewnością.

Wtedy miałam nadzieję.

I właśnie nadzieja pozwalała mi przetrwać te trudne dni, które nie chciały się skończyć.

Nie spodziewałam się takiego zwrotu sytuacji.

Bo kto przypuszczałby, że nowy kolejny dzień zamiast radości przyniesie ból i niepewność.

Dlatego w ciszy lasu z wdzięcznością za spacer, spojrzałam na nią i pomyslałam głęboko w sercu o tym co wydarzyło się – dokładnie rok temu.

Nadal mamy siebie.

Nadal możemy spędzać czas razem.

A ja jestem szczęśliwa za to, że Bóg pozwolił mi być blisko niej.

Wdzięczna za to, że dostałyśmy kolejną szansę.

Tu i teraz pośród zieleni i pośród skał.

Pośród drzew otulonych zielonym mchem.

I w pobliżu rzeki, której podążałyśmy razem ja i ona- moja najdroższa córka.

I choć na mapie to 10 kilometrów dla mnie była to droga znacznie głębsza.

Nie była to szybka wędrówka, czy wyprawa „na wynik”.

To była droga przeżyta w swoim tempie.

Z wewnętrznym spokojem w sercu.

Z przerwami i z pełną ostrożnością na każdy krok oraz każdy oddech.

Nauczyłam się żyć ze spokojem, powoli.

Mam swoje ograniczenia.

To tempo dostosowane do moich fizycznych ograniczeń.

I właśnie dlatego ta wyprawa znaczy dla mnie jeszcze więcej.

Mogłam się zatrzymać i pomyśleć o najważniejszych rzeczach w życiu.

O wdzięczności.

O harmonii z przyrodą.

O darach, które nie oczekują niczego w zamian jak tylko szacunku i miłości.

Miłości opartej na respektowaniu tego co nas tak bardzo zachwyca.

Tego co nas wzrusza.

Tego co trwa i będzie trwać nawet wtedy kiedy nas już tutaj nie będzie.

Chee Dale zachwyciło mnie od pierwszej chwili.

Wysokie skały, ścieżki prowadzące wzdłuż rzeki i zieleń, która nie jest tylko tłem ale żywą częścią tego miejsca.

Drzewa pokryte mchem wyglądają jakby pamiętały więcej niż my, a szum wody towarzyszy niemal przez całą drogę, prowadząc krok po kroku dalej.

A to dopiero początek opowieści.

W kolejnych wpisach pokażę Wam więcej.

Są miejsca, które nie kończą się na jednej historii

one zostają z nami na dłużej.

Poniedziałek z krzewuszką

W ubiegłym roku miała niewiele kwiatów, ponieważ została przycięta.

Zrobiłam to dość mocno.

Można było pomyśleć, że to za dużo.

Niektórzy z Was pisali do mnie, czy faktycznie powinna być przycinana ?

Odpowiem, że tak jak najbardziej.

A dziś?

Obsypana pąkami. 

Pełna życia.

Kwitnie wszędzie. 

Na Facebook można obejrzeć film z nowymi pąkami.

🌸

Czasem trzeba coś skrócić żeby mogło rozwinąć się na nowo.

Nie wszystko co tracimy, jest stratą.

Często to początek czegoś piękniejszego

Życzę Wam miłego poniedziałku i całego tygodnia.

Niech ten tydzień rozkwita tak jak natura.

Katarzyna.

Adopcja Bartka

Niektóre momenty w życiu przychodzą cicho.

Z refleksja i decyzją, która może być ukojeniem oraz wsparciem dla innych tych cichych i najmniejszych.

Bo życie zwierząt w potrzebie wygląda inaczej.

Nie skarżą się i nie wymagają.

Przyjmują swoje istnienie takie jakie jest.

I właśnie dlatego warto pomagać.

Z potrzeby serca postanowiłam zostać wirtualną opiekunką Bartusia podopiecznego fundacji Szopowisko 🐾

Nie była to decyzja chwili.

Ale dokładnie przemyślana.

Chciałam to zrobić już jakiś czas temu, jednak na wszystko jest odpowiedni czas.

To ważne, aby być gotowym na pewne decyzje.

Tak jak nam dyktuje serce.

To niewielki gest.

Ale jego znaczenie jest dużo większe, niż mogłoby się wydawać.

Bartusia znaleziono w 2022 roku, w podwrocławskiej Oławie.

Spadł z drzewa i potrzebował pomocy.

Dziś jest pod opieką miejsca, które daje zwierzętom coś najważniejszego.

Pełne bezpieczeństwo i drugą szansę.

Szopowisko to jednak nie tylko szopy.

To azyl, w którym znajdują schronienie również inne zwierzęta.

Na zdjęciu, które dziś udostępniłam, pojawiła się także papużka.

Jeden z wielu innych podopiecznych Szopowiska.

I właśnie wtedy przyszła do mnie pewna myśl.

My, jako odbiorcy, widzimy zazwyczaj efekt końcowy.

Zdjęcia.

Spokojne kadry.

Piękne ujęcia.

Ale za tym wszystkim stoi codzienność, której często nie widać i o której rzadko się mówi.

Sprzątanie.

Opieka.

Leczenie.

Zmęczenie.

I człowiek, który mimo tego wszystkiego

każdego dnia robi to od nowa z serca.

Dziś tak łatwo jest tylko patrzeć.

Przewijać.

Zatrzymać się na sekundę… i iść dalej.

Ale czasem warto zrobić coś więcej.

Nie dla uznania.

Nie po to, żeby coś pokazać.

Tylko dlatego, że możemy.

Bo dobro nie potrzebuje wielkich słów.

Czasem wystarczy mały gest, drobne wsparcie, chwila uwagi.

Postanowiłam, że od czasu do czasu będę dzielić się tutaj z Wami tym co dzieje się w Szopowisku.

Nie po to, żeby mówić o sobie.

Ale po to, żeby przypominać, że obok nas są miejsca, które naprawdę potrzebują serca.

I może właśnie dzięki temu ktoś zatrzyma się na chwilę dłużej i zrobi coś dobrego ♥️

Dla mnie certyfikat opieki Bartka to zaszczyt

Z sercem dla Was i wszystkich tych cichych i najmniejszej przyjaciół.

Katarzyna

Pieris japoński

Cichy kwiat, który przypomniał mi coś ważnego… 🌿

Dziś był zwykły dzień w ogrodzie.

Trochę słońca i trochę deszczu jak to w Anglii.

Dzień w którym wiosna mobilizuje nas do porządków w ogrodzie.

I do zadbania o naszych ogrodowych :

,,zielonych przyjaciół ”

Na każdą moją roślinkę jest odpowiedni moment.

Porządkuję je sukcesywnie w kolejności, gdzie każda roślinka ma unikatowy moment na świeżą ziemię lub nową doniczkę.

A czasami nowe miejsce bezpośrednio w ziemi w ogrodzie.

Przyszła pora na niepozorny krzew.

Tak mi się wydawało, że niepozorny, bo okazało się że jednak ,, wyjątkowy ”

Mam go już dwa lata.

Nie wymagał zbyt wiele.

Na początku stał w doniczce trochę z boku.

Cicho i spokojnie, tak jakby nie przeszkadzała mu samotność w oddali.

Były dni kiedy podchodziłam i sprawdzałam jak się czuje.

Wyglądał dobrze więc nie martwiałam się za bardzo.

Silny, zielony taki przeciętny.

Wydawało się, że nic mu nie potrzeba.

Dlatego czasami zapominałam o nim…

Ale gdy dziś go podniosłam, aby przesadzić do nowej doniczki i świeżej ziemi zauważyłam coś, czego wcześniej nie widziałam.

Małe pąki.

Delikatne.

Prawie ukryte.

To był moment zatrzymania.

I moment w którym poczułam wyrzuty sumienia za brak większej troski.

To Pieris japoński.

Krzew, który potrafi zakwitnąć subtelnymi, dzwoneczkowymi kwiatami, przypominającymi drobne perły zawieszone na gałązkach.

To roślina, która lubi lekko kwaśną ziemię (jak azalie czy rododendrony)

Najlepiej czuje się w półcieniu i potrzebuje regularnej spokojnej pielęgnacji.

Nie lubi natomiast silnego, ostrego słońca przez cały dzień oraz przesuszenia.

A jednak potrafi przetrwać więcej, niż nam się wydaje.

Ten mały krzew przypomniał mi dziś coś bardzo ważnego.

Nie wszystko, co na chwilę zostanie zapomniane przestaje żyć.

Czasem potrzebuje tylko chwili uwagi, aby znów rozkwitnąć.

Dziś przeprosiłam go za brak uwagi i należytej troski.

A on odpowiedział spokojnie, bez słów kwiatami. 🌸

Kiedy jego piękne kwiaty otworzą się na świat, pokarzę go Wam w subtelnym wydaniu.

Zwykły dzień, a jednak wyjątkowy.

,,Prowadząc swoją drogę.

Między codziennością, ogrodem i pisaniem.tomiku wierszy szukam ciszy i wytchnienia.

Nawet w drobnych rzeczach możemy znaleść odrobinę szczęścia

Dziś dzielę się z Wami tym, co przyniósł mi ten miniony tydzień.”

Jest piątek.

Tydzień minął tak szybko, jakby ktoś przewrócił kartki w książce, której nie zdążyliśmy jeszcze do końca przeczytać.

Każdy dzień przynosił coś nowego drobne zdarzenia, ciche chwile i te momenty, które zostają w sercu na dłużej.

Mój tydzień upłynął spokojnie.

Choć tomik wierszy wciąż wymaga ode mnie jeszcze trochę pracy.

Skupienia i ciszy, w której rodzą się słowa prosto z serca.

Na moim blogu każdego dnia pojawiają się dla Was nowe wpisy.

Mam nadzieję, że przynoszą Wam choć trochę wytchnienia i refleksji.

A wśród nich opowieści. Moje ulubione. Uwielbiam tworzyć, rozmyślać nad nowym scenariuszem fabuły.

W Ogrodzie Różanym🥀

,,Serafina w towarzystwie Juliana”

To historia, która dojrzewa powoli — jak ogród, który nie lubi pośpiechu.

Ale również ballada:

Morska Wyprawa

,,Cisza morza”

Historia dzielnej załogi, która mimo wzburzonych fal potrafi działać z rozsądkiem serca.

Przed kapitanem kolejne decyzje.

Czasami trudne i nieprzewidywalne.

Ale prawdziwe przywództwo to nie tylko rozkazy ale dobro załogi – ponad wszystko.

Załoga z respektem działa jednomyślnie.

Z szacunkiem i powagą wobec każdej decyzji kapitana.

Wkrótce Szafira wyda dekret.

Dekret, który stanie się kotwicą dla serc.

Tak więc kochani.

Każdy dzień to nowe wyzwania.

Poezja, która jest moją pasją.

Ballady dla Was.

I każda refleksja, którą tworzę tak jak czuje.

Czasami jestem zmęczona ale nie tracę wiary.

Bo życie to droga.

Czasem prosta i jasna, a czasem pełna zakrętów, które uczą nas cierpliwości.

I ogród, który żyje swoim rytmem

W moim ogrodzie wciąż jest dużo pracy.

To przestrzeń, która — tak jak życie — podlega zmianom i pogodzie.

W tym tygodniu było wszystko:

🌬 trochę wiatru

🌧 trochę deszczu

🌞 i piękne słońce, które przypomniało o cieple.

Dwa dni szczególnie nas rozpieszczały, wtorek i środa, aż 23°C…, jakby lato na chwilę uchyliło drzwi.

Ale zrobiłam coś więcej.

Już od dawna marzyłam o różach, które staną się różaną królewską ozdobą w moim ogrodzie.

I wczoraj dotarł do mnie łuk dekoracyjny do kwiatów pnących.

Patrzyłam na niego przez chwilę w ciszy…, ponieważ to nie jest tylko element ogrodu.

To jak brama.

Brama, przez którą róże będą mogły wspinać się ku górze.

Lekko, spokojnie, w swoim tempie.

Już widzę je oczami wyobraźni.

Delikatne pędy, które oplatają metalową konstrukcję.

Kwiaty rozkwitające jeden po drugim, jakby każdy z nich chciał powiedzieć:

„Wzrost wymaga czasu… ale zawsze prowadzi ku radości serca”

Dam Wam znać, jak poradzę sobie z montażem.

I jakie róże wybrałam, aby mogły stworzyć tę żywą, pachnącą opowieść.

Refleksja na miły weekend dla Was

„Nie każda droga jest łatwa,

ale każda pozytywna myśl

warta jest wysiłku,

aby podążać nią dalej”

Miłość to nie tylko słowa

Drodzy, dzisiaj kilka słów prosto z serca.

Są takie momenty, kiedy zatrzymujemy się na chwilę…

i zaczynamy patrzeć głębiej nie tylko na innych, ale też na siebie.

Mój tomik wciąż jest w drodze.

Już bliżej choć nie zawsze tak prostej, jak mogłoby się wydawać.

Bo to, co najważniejsze, dojrzewa w ciszy w doświadczeniach i w refleksji.

Miłość.

Często mówimy, że miłość to piękny dar,

ale tak rzadko zatrzymujemy się,

aby zrozumieć jej prawdziwą głębię.

Bo miłość to nie tylko słowa.

To obecność i cierpliwość.

Czułe słowa i tkliwy dotyk.

Ciche trwanie obok wtedy,

gdy nie wszystko jest łatwe.

Miłość to prawdziwa szczerość,

która nie szuka własnych korzyści.

tylko kocha zawsze i wszędzie.

A przede wszystkim prawdziwie.

Natomiast przyjaźń,

to coś więcej niż rozmowy i wspólne chwile.

To dłoń, która pojawia się wtedy,

gdy najbardziej jej potrzebujemy.

To wsparcie bez pytania.

To dobro, które nie oczekuje nic w zamian.

I może właśnie dlatego tak łatwo zapominamy,

jak wiele zawdzięczamy innym ludziom…

A przecież wdzięczność

nie potrzebuje wielkich słów.

Czasem wystarczy jedno

dziękuję.

❤️

📘 Kup książkę