Koraliki natury i ich mała tajemnica

Nazywam je ,, Koraliki Natury ”

🌿

Delikatne, subtelne i pełne uroku.

Dziś te same koraliki otworzyły się, ukazując swoje prawdziwe oblicze.

Ich prawidłowa nazwa to bez czarny.

Roślina znana od pokoleń i ceniona nie tylko za swoje piękno.

To właśnie lubię najbardziej w naturze.

Potrafi zaskakiwać.

Najpierw pokazuje nam małe pączki, a później zamienia je w okazałe, pachnące baldachy pełne drobnych kwiatuszków.

Dziękuję Pani Alince, która od razu rozpoznała roślinę i podzieliła się swoją wiedzą.

Takie wspólne odkrywanie świata przyrody sprawia ogromną radość.

Czasami nadaję roślinom moje własne nazwy – jak „wiatraczek” czy „koraliki natury” , a później wspólnie poznajemy ich prawdziwe określenia i znaczenie.

Czy wiedzieliście drodzy, że bez czarny od dawna cieszy się dużym uznaniem.

Jego kwiaty wykorzystuje się do przygotowywania syropów i naparów, a jesienią pojawiają się ciemne owoce, z których wiele osób przygotowuje przetwory.

Od pokoleń kojarzony jest z domowymi sposobami wspierania organizmu w okresie jesienno-zimowym.

Patrząc na te małe „koraliki”, trudno uwierzyć, że za jakiś czas zamienią się w owoce, które również znajdą swoje miejsce w kuchni i domowych spiżarniach.

Natura po raz kolejny przypomniała, że warto zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się temu, co rośnie tuż obok nas.

Z sercem dla Was

🩵

Róża, która się nie poddała

Nie pamiętam, ile dokładnie ma lat Róża, którą możecie podziwiać aktualnie na zdjęciu.

Kiedy wprowadziłam się tutaj czternaście lat temu już była.

Zmęczona.
Wyniszczona.
Jakby powoli gasła i traciła siły do dalszego życia.

Zastanawiałam się co z nią zrobić.

I zdecydowałam, że dam jej szansę.

Czas pokazał, że warto było.

Pamiętam, jak mocno ją przycięłam, próbując dać jej nowy początek.
Później pojawiły się pierwsze listki… a wraz z nimi trudna walka z grzybicą.

Do dziś można dostrzec na niektórych liściach małe czarne ślady tej walki.
A jednak róża nie poddała się.

Wypuszcza nowe pąki, nowe przyrosty i każdego dnia pokazuje, że nadal chce żyć i kwitnąć.

Nie jest idealna.
Nie przypomina róż z katalogów ogrodniczych.

Ale może właśnie dlatego jest dla mnie tak wyjątkowa.

Bo przypomina mi, że nawet po trudnych chwilach można odnaleźć w sobie siłę, aby ponownie rozkwitnąć.

Dzisiaj otworzyła swój pierwszy kwiat.
Delikatny, spokojny i niezwykle piękny

🌹

A ja patrzę na nią i wiem jedno.

Warto było o nią walczyć.

Z sercem dla Was życzę miłego dnia.

Katarzyna

Chee Dale – spacer wśród skał, lasu i szumu rzeki.

Opowieść o miejscu, które koi i zostaje w pamięci na dłużej.

Chee Dale tam, gdzie cisza ma swój własny rytm.

Drzewa pokryte mchem wyglądają, jakby pamiętały więcej niż my, a szum wody towarzyszy niemal przez całą drogę, prowadząc krok po kroku dalej.

Niektóre miejsca nie kończą się na jednej historii one zostają z nami na dłużej.

Szlak prowadził dalej, coraz głębiej między skały, które wznosiły się wysoko, jakby chciały zatrzymać czas w swoim cieniu.

Skały w Chee Dale mają w sobie coś niezwykłego.

Nie są tylko tłem dla wędrówki.

Są świadkami czasu.

Powstawały przez tysiące lat, warstwa po warstwie,

kształtowane przez wodę, wiatr i ciszę, której nie da się usłyszeć, a którą można poczuć.

Ich ściany są wysokie, miejscami niemal pionowe.

Surowe, a jednocześnie żywe ponieważ między nimi wciąż toczy się życie.

Woda powoli sączy się po ich powierzchni, kropla po kropli, jakby przypominała, że nawet najtwardsza skała ulega temu, co cierpliwe.

Można podejść bardzo blisko.

Stanąć tuż przy nich.

A nawet wejść pod skalne ściany i poczuć ich chłód.

To szczególne uczucie jakby na chwilę znaleźć się w innym świecie.

A gdzieś wyżej widać ludzi wspinających się po tych naturalnych formacjach.

Małe sylwetki na tle ogromu skał.

Pokazujące, jak niewielcy jesteśmy wobec natury,

a jednocześnie jak bardzo chcemy być jej częścią.

I właśnie w tym jest coś pięknego.

Nie tylko patrzeć ale być częścią leśnej delikatności.

Każdy krok w głąb lasu powoli odkrywał głębię i cudowne walory.

Zieleń stawała się jeszcze bardziej soczysto zielona z wyraźną głębią , wilgotna i spokojna.

Mech pokrywający kamienie i pnie drzew wyglądał jak naturalny dywan cichy, ale pełen życia.

A gdzieś obok, niemal przez cały czas, towarzyszył nam szum rzeki.

Nie narzucał się.

Nie przyciągał uwagi na siłę.

Był po prostu obecny stały, kojący, jakby prowadził nas swoją własną drogą.

Właśnie w tej ciszy, między jednym krokiem, a drugim, pojawiło się coś, czego się nie planuje.

Mała owieczka.

Stała spokojnie, patrząc z ciekawością,

jakby sama dopiero uczyła się tego świata.

Nie było w niej pośpiechu.

Tylko delikatność i obecność.

To było jedno z tych spotkań, które trwają krócej niż chwilę , a zostają na dłużej w myślach i sercu.

Bo czasem to nie miejsce jest najważniejsze, ale moment, w którym naprawdę się zatrzymujemy.

📘 Kup książkę