Chee Dale droga, która uczy spokoju
Niektóre miejsca potrafią zachwycić.
To cisza i piękno natury, która od pierwszego kroku daje poczucie zachwytu i wdzięczności.
Na wyprawę do Chee Dale wybrałam się razem z moją córką.
I jestem jej za to bardzo wdzięczna.
Wspólnie spędzony czas z bliskimi to najpiękniejszy moment, który na długo pozostaje w sercu.
W zacisznym miejscu mogłyśmy cieszyć się swoją obecnością.
Wzruszyłam się, ponieważ dokładnie rok temu spędziłyśmy razem cały dzień w Lake District.
Uroczym miejscu, które zachwycało widokami podobnie jak Chee Dale.
Pływałyśmy kajaki po jeziorze, a potem z zachwytem filmowałyśmy kwiaty i każdy dar natury, który tego dnia był w naszym zasięgu.
Na bieżąco z tego cudownego miejsca publikowałam dla Was zdjęcia i filmy na Facebooku
Jednak następnego dnia mój świat zmienił się o 180.C
Zmienił się nagle i niespodziewanie.
Moja córka walczyła o życie w szpitalu, a każdy dzień był dla nas wyzwaniem i niepewnością.
Wtedy miałam nadzieję.
I właśnie nadzieja pozwalała mi przetrwać te trudne dni, które nie chciały się skończyć.
Nie spodziewałam się takiego zwrotu sytuacji.
Bo kto przypuszczałby, że nowy kolejny dzień zamiast radości przyniesie ból i niepewność.
Dlatego w ciszy lasu z wdzięcznością za spacer, spojrzałam na nią i pomyslałam głęboko w sercu o tym co wydarzyło się – dokładnie rok temu.
Nadal mamy siebie.
Nadal możemy spędzać czas razem.
A ja jestem szczęśliwa za to, że Bóg pozwolił mi być blisko niej.
Wdzięczna za to, że dostałyśmy kolejną szansę.
Tu i teraz pośród zieleni i pośród skał.
Pośród drzew otulonych zielonym mchem.
I w pobliżu rzeki, której podążałyśmy razem ja i ona- moja najdroższa córka.
I choć na mapie to 10 kilometrów dla mnie była to droga znacznie głębsza.
Nie była to szybka wędrówka, czy wyprawa „na wynik”.
To była droga przeżyta w swoim tempie.
Z wewnętrznym spokojem w sercu.
Z przerwami i z pełną ostrożnością na każdy krok oraz każdy oddech.
Nauczyłam się żyć ze spokojem, powoli.
Mam swoje ograniczenia.
To tempo dostosowane do moich fizycznych ograniczeń.
I właśnie dlatego ta wyprawa znaczy dla mnie jeszcze więcej.
Mogłam się zatrzymać i pomyśleć o najważniejszych rzeczach w życiu.
O wdzięczności.
O harmonii z przyrodą.
O darach, które nie oczekują niczego w zamian jak tylko szacunku i miłości.
Miłości opartej na respektowaniu tego co nas tak bardzo zachwyca.
Tego co nas wzrusza.
Tego co trwa i będzie trwać nawet wtedy kiedy nas już tutaj nie będzie.
Chee Dale zachwyciło mnie od pierwszej chwili.
Wysokie skały, ścieżki prowadzące wzdłuż rzeki i zieleń, która nie jest tylko tłem ale żywą częścią tego miejsca.
Drzewa pokryte mchem wyglądają jakby pamiętały więcej niż my, a szum wody towarzyszy niemal przez całą drogę, prowadząc krok po kroku dalej.
A to dopiero początek opowieści.
W kolejnych wpisach pokażę Wam więcej.
Są miejsca, które nie kończą się na jednej historii
one zostają z nami na dłużej.