słoneczniki, od których rozpoczęliśmy naszą wspólną wędrówkę po ogrodach Tatton Park, pozostawiamy już powoli za sobą. 🌻
Cieszę się, że tak bardzo przypadły Wam do serca. Teraz jednak ruszamy dalej, bo przed nami kolejne miejsca, kolory i kwiaty, przy których naprawdę warto się zatrzymać.
Tym razem zapraszam Was do podziwiania pięknych dalii.
I tutaj natura zdecydowanie nie oszczędzała na kolorach.
Różowe, kremowe, żółte, morelowe, purpurowe
– delikatne i subtelne.
Okazałe i niemal stworzone po to, aby przyciągać wzrok.
Kiedy przyglądałam się im z bliska, urzekła mnie nie tylko różnorodność barw, lecz również budowa samych kwiatów.
Płatki układają się warstwa po warstwie, tworząc niezwykłe formy.
Czasem niemal idealnie regularne, innym razem bardziej swobodne i lekkie.
Każda inna, a każda piękna na swój sposób.
I oczywiście podczas spaceru miałam jeszcze jedną małą misję. 😁
Wśród tylu dalii zaczęłam wypatrywać tej, którą dobrze znam z własnego ogrodu.
I znalazłam.
To było bardzo sympatyczne spotkanie zobaczyć znajomy kwiat tutaj, pośród ogromnej różnorodności ogrodów Tatton Park.
Dlatego na zakończenie tego etapu pokażę Wam również małe porównanie:
dalia z Tatton Park i dalia z mojego ogrodu.
Prawda, że wyglądają prawie jak siostry bliźniaczki ?
Dalia z Tatton ParkDalia z mojego ogrodu
Dwa różne miejsca, a natura przemawia tym samym językiem.
💚
Nie będę wybierała najpiękniejszej, ponieważ wszystkie są przepiękne.
A jak Wam się podobają ? 🤔
Pewnie niektórzy z Was odnajdą wśród nich te swoje ulubione.
A może każdą kochacie, tak samo jak ja za to, że każda z nich ma swój osobliwy urok.
W następnej części naszej wędrówki skierujemy kroki w stronę kwiatów, na które sama bardzo czekałam.
Róże w Tatton Park. 🌹
Zobaczymy, czym nas zaskoczą i czy znajdziemy wśród nich takie, przy których trudno będzie przejść obojętnie.
po naszej ostatniej górskiej wyprawie zapraszam Was tym razem w miejsce zdecydowanie spokojniejsze.
Choć wcale nie mniej niezwykłe.
Wkrótce zabiorę Was na wspólny spacer po pięknym ogrodzie w Tatton Park w Anglii.
Nie będzie to jednak jedno krótkie spotkanie.
Naszą wędrówkę podzielę na kilka etapów, ponieważ przygotowałam dla Was wiele zdjęć, ciekawostek i informacji o miejscach oraz roślinach, przy których naprawdę warto zatrzymać się na dłużej.
Nie chciałabym prowadzić Was przez ogrody jak po mapie, od punktu do punktu.
Chciałabym pokazać je trochę inaczej tak, jak sama je odkrywałam.
Będziemy zatrzymywać się przy miejscach, które szczególnie zwróciły moją uwagę.
Zajrzymy między innymi do Ogrodu Różanego, przyjrzymy się niezwykłym okazom roślin, a przede wszystkim odwiedzimy miejsce, któremu chciałabym poświęcić nieco więcej czasu…
Ogród Japoński 🇯🇵🌿
To jeden z tych zakątków, których nie chciałabym pokazywać Wam w pośpiechu.
Będzie czas na obrazy, szczegóły i opowieść o miejscu, w którym natura nie jest jedynie dekoracją.
Staje się częścią świata ciszy, harmonii i uważnego patrzenia.
A przecież właśnie takie miejsca lubimy najbardziej…
Nie zabraknie również niezwykłych roślin.
Podczas spaceru moją uwagę przyciągnęły okazy, obok których trudno było przejść obojętnie — również te bardziej egzotyczne i zaskakujące.
Niektóre zachwycają kształtem, inne kolorem, strukturą albo po prostu swoją niezwykłością.
Przyjrzymy się im wspólnie i spróbujemy dowiedzieć się o nich czegoś więcej.
A drzewa? One będą miały własne historie… 🌳
W Tatton Park spotkałam drzewa, przy których naprawdę warto się zatrzymać.
Przygotowałam ich zdjęcia, nazwy oraz informacje dotyczące ich pochodzenia i historii.
Bo czasami mijamy drzewo i widzimy jedynie piękną koronę, niezwykłą korę albo potężny pień.
A kiedy poznajemy jego nazwę, wiek czy historię, nagle przestaje być jednym z wielu.
Staje się bohaterem miejsca. 🌳
I dlatego chciałabym pokazać Wam Ogród w Tatton Park w jak najlepszy sposób.
Będą również kwiaty, które tak kochacie i niezwykłe rośliny, stare drzewa, trochę historii i wiedzy, piękne zakątki oraz moje własne spojrzenie na to, co podczas tej wyprawy szczególnie mnie zachwyciło.
Pierwszy etap naszej wspólnej wędrówki już wkrótce na blogu.📖🌿
Tym razem mogę obiecać jedno:
Uwielbiam nasze wspólne wyprawy i dziękuję, że jesteście ze mną w tych podróżach.
Każdy nowy tydzień jest jak czysta kartka, na której możemy zapisać kolejne chwile naszego życia.
Nie zawsze wiemy, co przyniosą nadchodzące dni. Czasami będą pełne wyzwań, innym razem obdarują nas spokojem i radością.
Wierzę jednak, że warto rozpoczynać je z nadzieją, wdzięcznością i dobrym nastawieniem.
Dzisiejszy poranek spędziłam przy filiżance kawy w towarzystwie mojej trawy Panicum virgatum ‘Northwind’.
Lubię obserwować, jak delikatnie porusza się na wietrze.
Jest smukła, elegancka i wytrwała.
Dla mnie przypomina, że siła nie zawsze objawia się w tym, co głośne i widoczne.
Czasem największa siła kryje się w spokoju, cierpliwości i umiejętności zachowania równowagi mimo zmieniających się warunków.
🌿 Nowy tydzień to nie tylko kolejna kartka w kalendarzu, Drodzy🌿
To nowa szansa, aby z odwagą realizować marzenia, z wdzięcznością dostrzegać dobro i z pokojem w sercu iść własną drogą.
Przy filiżance porannej kawy życzę Wam, aby ten tydzień przyniósł więcej powodów do uśmiechu niż zmartwień, więcej nadziei niż zwątpienia i wiele chwil, które pozostaną z Wami na długo.
Dziękuję, że każdego dnia zaglądacie do mojego ogrodu i wspólnie ze mną odkrywacie piękno natury.
Dzisiaj napiszę kilka ciekawych spostrzeżeń na temat pięknych, a czasami surowych krajobrazów Lanzarote.
Zafascynowały mnie już od pierwszych chwil mojego pobytu.
Patrząc dziś na tą piękną i spokojną wyspę aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilkaset lat temu natura pokazała tutaj swoją niezwykłą siłę.
Lanzarote
Największe erupcje wulkaniczne trwały niemal sześć lat – od 1730 do 1736 roku.
Był to jeden z najdłuższych okresów aktywności wulkanicznej odnotowanych na Wyspach Kanaryjskich.
Wszystko rozpoczęło się 1 września 1730 roku w okolicach miejscowości Timanfaya.
Ziemia zaczęła pękać, a z jej wnętrza wydobywały się ogromne ilości lawy, popiołu i gazów.
Erupcje pojawiały się w różnych miejscach wyspy, tworząc kolejne stożki wulkaniczne i zmieniając krajobraz niemal z dnia na dzień.
Lawa oraz popiół pokryły ogromne obszary Lanzarote, niszcząc pola uprawne, domy i całe osady.
Wielu mieszkańców zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów i rozpoczęcia życia od nowa.
Dla ludzi był to czas ogromnego cierpienia i niepewności.
To, co przez lata budowali, często znikało pod warstwą gorącej lawy.
Natura przypomniała człowiekowi, jak potężne siły drzemią we wnętrzu naszej planety.
Jak lawa ukształtowała Lanzarote
Dzisiaj spacerując po wybrzeżu, możemy dostrzec ślady tamtych wydarzeń.
Czarne skały rozciągające się wzdłuż oceanu nie są zwykłymi kamieniami.
To zastygła lawa, która setki lat temu płynęła niczym ognista rzeka.
Kiedy rozgrzana do ponad tysiąca stopni lawa docierała do oceanu, następowało gwałtowne schłodzenie.
Powodowało ono pękanie skał oraz tworzenie niezwykłych formacji skalnych, które do dziś zachwycają swoim wyglądem.
Patrząc na nieregularne kształty skał, łatwo wyobrazić sobie kierunek, w którym płynęła lawa. Miejscami wygląda tak, jakby czas zatrzymał jej ruch w jednej chwili.
To właśnie dzięki tym procesom wybrzeże Lanzarote ma swój surowy, niepowtarzalny charakter.
Ocean i czas – najwięksi rzeźbiarze natury
Choć erupcje zakończyły się setki lat temu, natura nie przestała pracować.
Przez kolejne stulecia fale oceanu nieustannie uderzały o zastygłą lawę, stopniowo wygładzając jej powierzchnię, tworząc szczeliny, niewielkie zatoczki oraz naturalne baseny wypełniane wodą podczas przypływu.
To proces, który trwa do dziś.
Ogień stworzył ten krajobraz.
Ocean nadaje mu ostateczny kształt.
A czas sprawia, że każdego roku zmienia się on jeszcze odrobinę.
Mimo surowych warunków Lanzarote ponownie stało się miejscem tętniącym życiem.
Rośliny przystosowały się do niewielkiej ilości opadów, silnego słońca i wulkanicznego podłoża.
Dzisiaj wyspa zachwyca kontrastem czarnej lawy, białej architektury oraz intensywnych kolorów bugenwilli, opuncji i palm.
To niezwykły przykład tego, jak natura potrafi odrodzić się nawet po największych katastrofach.
Podczas pobytu na Lanzarote wielokrotnie miałam wrażenie, jakbym spacerowała po powierzchni innej planety.
Surowe krajobrazy, rozległe pola zastygłej lawy i wulkaniczne wzgórza tworzą widoki, których trudno szukać w innych częściach Europy.
Najbardziej poruszyły mnie jednak nie same wulkany.
To właśnie zastygła lawa opowiada historię tej wyspy.
Patrząc na nią, można niemal wyobrazić sobie ogromną siłę, z jaką płynęła przed wiekami, zmieniając wszystko na swojej drodze.
Dzisiaj w tym samym miejscu słychać już jedynie szum fal, a ocean cierpliwie wygładza skały, które kiedyś były płynnym ogniem.
To niezwykła lekcja historii, geologii i pokory wobec natury.
Podróże uczą nas nie tylko odkrywania nowych miejsc.
Uczą również dostrzegać, że świat, który dziś wydaje się spokojny i niezmienny, powstawał przez tysiące lat pod wpływem sił znacznie większych od człowieka.
Lanzarote przypomina mi o tym za każdym razem, gdy patrzę na zastygłą lawę.
Bo czas potrafi zamienić tragedię w krajobraz, który dziś zachwyca ludzi z całego świata.
Nie domagają się wielkich planów ani nie przypominają o obowiązkach.
Zapraszają jedynie do tego, aby na chwilę zwolnić i wsłuchać się w rytm własnych myśli.
Niedziela jest właśnie takim dniem.
To czas, kiedy filiżanka ulubionego napoju smakuje odrobinę lepiej, a promienie słońca wpadające przez okno przypominają, że szczęście często ukrywa się w najprostszych chwilach.
Nie zawsze możemy zmienić wszystko, co dzieje się wokół nas.
Możemy jednak zatrzymać się na moment i dostrzec to, co dobre, jak życzliwe słowo, śpiew ptaków za oknem, zapach kwiatów w ogrodzie czy uśmiech bliskiej osoby.
To właśnie z takich drobnych chwil powstają najpiękniejsze wspomnienia.
Życzę Wam spokojnej niedzieli, pełnej światła, wdzięczności i chwil, które ukoją serce.
A po południu zapraszam Was na kolejne spotkanie z poezją, podczas którego tradycyjnie będzie mi towarzyszył mój wierny przyjaciel Milo. 🐾📖
Przyszedł moment na podsumowanie naszego tygodnia.
Minione dni przyniosły wiele spokojnych chwil, ogrodowych inspiracji oraz kolejnych opowieści, którymi mogłam się z Wami podzielić.
Wśród ogrodowych publikacji szczególne miejsce zajęła rolka „Róże gotowe na bal”. 🥀
Królowe ogrodu zaprezentowały się w pełnym rozkwicie, przypominając, że cierpliwość, troska i czas potrafią przynieść niezwykłe efekty. Towarzyszyły im również lawenda i rozmaryn, które niezmiennie zachwycają swoim urokiem i aromatem.
Na bieżąco dzieliłam się także relacjami z ogrodu, pokazując codzienne zmiany, pojawiające się kwiaty oraz małe ciekawostki, których często nie sposób zmieścić w osobnych postach czy rolkach.
Nie zabrakło również wspólnych treningów z Milo, który jak zawsze wiernie towarzyszył mi podczas codziennych aktywności.
W Złotych Myślach zatrzymaliśmy się przy temacie dobrych myśli o poranku oraz zaufania.
Dla każdego może ono oznaczać coś innego, jednak niezależnie od tego, jak je rozumiemy, często właśnie ono pomaga odnaleźć nadzieję i wewnętrzny spokój.
W Balladzie: „W Ogrodzie Różanym” śledziliśmy dalsze losy Serafiny i Armanda, poznając kolejne fragmenty ich historii oraz emocje, które stopniowo prowadzą czytelników przez świat Dworu i jego tajemnic.
Równolegle na morzu trwała kolejna wyprawa Szafiry i Obsydiana.
Załoga niezmiennie trzyma kurs, a morska opowieść rozwija się, zabierając nas w kolejne miejsca pełne przygód i refleksji.
Na zakończenie tygodnia zaprosiłam Was również do wspólnego oczekiwania na nowy wiersz:
~ „Szept życia”, który z przyjemnością będę dla Was recytować już w tę niedzielę.
Dziękuję za każdą obecność, komentarz, dobre słowo i wspólnie spędzony czas.
❤️
Życzę Wam spokojnego weekendu, wielu pięknych chwil oraz odrobiny czasu na odpoczynek i uśmiech.
Dziś te same koraliki otworzyły się, ukazując swoje prawdziwe oblicze.
Ich prawidłowa nazwa to bez czarny.
Roślina znana od pokoleń i ceniona nie tylko za swoje piękno.
To właśnie lubię najbardziej w naturze.
Potrafi zaskakiwać.
Najpierw pokazuje nam małe pączki, a później zamienia je w okazałe, pachnące baldachy pełne drobnych kwiatuszków.
Dziękuję Pani Alince, która od razu rozpoznała roślinę i podzieliła się swoją wiedzą.
Takie wspólne odkrywanie świata przyrody sprawia ogromną radość.
Czasami nadaję roślinom moje własne nazwy – jak „wiatraczek” czy „koraliki natury” , a później wspólnie poznajemy ich prawdziwe określenia i znaczenie.
Czy wiedzieliście drodzy, że bez czarny od dawna cieszy się dużym uznaniem.
Jego kwiaty wykorzystuje się do przygotowywania syropów i naparów, a jesienią pojawiają się ciemne owoce, z których wiele osób przygotowuje przetwory.
Od pokoleń kojarzony jest z domowymi sposobami wspierania organizmu w okresie jesienno-zimowym.
Patrząc na te małe „koraliki”, trudno uwierzyć, że za jakiś czas zamienią się w owoce, które również znajdą swoje miejsce w kuchni i domowych spiżarniach.
Natura po raz kolejny przypomniała, że warto zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się temu, co rośnie tuż obok nas.
Czas płynie niezwykle szybko dlatego coraz bardziej uczę się doceniać małe chwile codzienności.
Poranny kubek kawy, spokojny ogród, światło słońca padające na kwiaty i ciszę, która pozwala choć na moment zatrzymać myśli 🌿
W ostatnich dniach przygotowałam dla Was kilka nowych zdjęć przy moich kwiatach. Każde z nich powstało w naturalnym świetle i w spokojnej atmosferze ogrodu, który każdego dnia budzi się coraz piękniej do życia 🌿
Powoli rozkwita lawenda, hortensja przygotowuje się do otwarcia swoich kwiatów, a kolejne rośliny zaczynają tworzyć letni klimat, który z przyjemnością będę Wam pokazywać 🌸
Życzę Wam, aby ten nowy tydzień przyniósł: ☀️ spokój, 🌿 dobre myśli, 💚 jak najmniej stresu i jak najwięcej chwil tylko dla siebie.
Niech uśmiech jak najczęściej gości na Waszych twarzach ✨