Wieczorne powietrze było chłodne, a wiatr poruszał gałęziami w sposób, który budził niepokój.
Armand czuł, że ta droga prowadzi do czegoś znacznie większego niż zaginięcie listu.
A odpowiedzi, których szukał, mogły zmienić więcej, niż przypuszczał.
Las z każdą chwilą stawał się coraz bardziej cichy.
Droga, którą podążali, nie przypominała już ścieżek znanych mieszkańcom okolicy.
Powietrze zrobiło się chłodniejsze.
Nie był to jednak zwykły chłód wieczoru.
Pomiędzy drzewami unosiło się coś trudnego do opisania.
Jakby samo miejsce skrywało własny oddech.

Armand od pierwszej chwili miał wrażenie, że ten fragment lasu różni się od wszystkich pozostałych.
Drzewa rosły bliżej siebie.
Ich pnie były znacznie grubsze, a korony tak rozłożyste, że niemal całkowicie przesłaniały niebo.
Niektóre wyglądały tak, jakby pamiętały czasy, o których nie zachowała się już żadna opowieść.
Przyjaciel zauważył jego spojrzenie.
— Mój dziadek mawiał, że ten fragment lasu ma własną historię — powiedział cicho.
Armand spojrzał na niego z zaciekawieniem.
— Własną historię?
— Tak.
Przez pokolenia opowiadano, że niektóre z tych drzew są starsze niż najdawniejsze kroniki.
Starsze niż pamięć ludzi.
Mówiono również, że las nigdy nie zdradza swoich tajemnic tym, którzy przychodzą tu jedynie z ciekawości.
Armand słuchał uważnie.
Przyjaciel przez chwilę milczał.
— Posłuchaj.
Las wydawał się nieruchomy.
Początkowo Armand nie słyszał nic.
Potem jednak dotarł do niego bardzo delikatny dźwięk.
Tak subtelny, że trudno było stwierdzić, czy naprawdę istnieje.
Nie przypominał śpiewu ptaków.
Ani szumu liści.
Brzmiał raczej jak cichy szept unoszący się gdzieś pomiędzy korzeniami i wędrujący ku najwyższym konarom.
Jakby całe to miejsce mówiło własnym językiem.
Nagle pomiędzy drzewami przemknął zimny podmuch.
Tak gwałtowny, że poruszył gałęzie nad ich głowami.
A chwilę później wszystko ucichło.
Zupełnie.
Las zamarł.
Jakby nasłuchiwał każdego kroku przybysza.
Przyjaciel ruszył powoli przed siebie.
Zmierzał w stronę jednego z drzew.
Było potężniejsze od pozostałych.
Stare.
Milczące.
Jakby od wieków strzegło czegoś, czego nie wolno było naruszyć.
— Chodź — powiedział spokojnie.
Armand podszedł bliżej.
Wtedy jego wzrok zatrzymał się na czymś znajdującym się na korze.
Przez chwilę nie potrafił oderwać od tego spojrzenia.

Coś tam było.
Coś nietypowego.
Coś, czego nie spodziewał się zobaczyć.
A jednak właśnie to przykuło jego uwagę bardziej niż wszystko, co zobaczył tego dnia.
I wtedy zrozumiał, że przyjaciel nie przyprowadził go tutaj bez powodu.



Facebook Comments