Złote Myśli
✨
Nie każdy dzień musi być wyjątkowy,
żeby był ważny.
Czasem to właśnie te najprostsze chwile
z kubkiem w dłoni i spokojem wokół
przypominają nam, że życie
już jest wystarczające.
🕊️
Złote Myśli
✨
Nie każdy dzień musi być wyjątkowy,
żeby był ważny.
Czasem to właśnie te najprostsze chwile
z kubkiem w dłoni i spokojem wokół
przypominają nam, że życie
już jest wystarczające.
🕊️
Nie wszystko, co pojawia się na płótnie rodzi się z intencji dłoni
Serafina wróciła do obrazu ale to nie ona go zmieniła.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się takie samo.
To samo światło wpadające przez okno, ten sam ogród, który oddychał spokojem ta sama cisza, którą znała od dawna.
A jednak…coś było inne.
Cień pojawił się tam, gdzie wcześniej go nie było.

Nie był wyraźny.
Nie przyciągał uwagi od razu.
A jednak wystarczył, aby zatrzymać jej dłoń i odebrać pewność, którą jeszcze przed chwilą miała.
Serafina przyjrzała się uważniej.
Próbowała odtworzyć każdy ruch pędzla.
Każde dotknięcie płótna.
Czy mogła to zrobić nieświadomie?
Czy był to tylko przypadek?
Myśl powracała…ale nie dawała odpowiedzi.
Cień nie znikał.
Był cichy.
Obecny.
Jak coś, co nie potrzebuje wyjaśnienia, aby zostać zauważonym.
Serafina cofnęła się o krok.
Ogród wciąż był spokojny.
Światło miękkie.
Powietrze nieruchome.
A jednak w tej ciszy pojawiło się coś nowego.
Niepokój…, który nie krzyczał, ale nie pozwalał już wrócić do tego, co było.
I choć wszystko wokół pozostało takie samo.
To jednak przestało być takie jak wcześniej.
Chee Dale droga, która uczy spokoju
Niektóre miejsca potrafią zachwycić.
To cisza i piękno natury, która od pierwszego kroku daje poczucie zachwytu i wdzięczności.
Na wyprawę do Chee Dale wybrałam się razem z moją córką.

I jestem jej za to bardzo wdzięczna.
Wspólnie spędzony czas z bliskimi to najpiękniejszy moment, który na długo pozostaje w sercu.
W zacisznym miejscu mogłyśmy cieszyć się swoją obecnością.
Wzruszyłam się, ponieważ dokładnie rok temu spędziłyśmy razem cały dzień w Lake District.
Uroczym miejscu, które zachwycało widokami podobnie jak Chee Dale.
Pływałyśmy kajaki po jeziorze, a potem z zachwytem filmowałyśmy kwiaty i każdy dar natury, który tego dnia był w naszym zasięgu.
Na bieżąco z tego cudownego miejsca publikowałam dla Was zdjęcia i filmy na Facebooku
Jednak następnego dnia mój świat zmienił się o 180.C
Zmienił się nagle i niespodziewanie.
Moja córka walczyła o życie w szpitalu, a każdy dzień był dla nas wyzwaniem i niepewnością.
Wtedy miałam nadzieję.
I właśnie nadzieja pozwalała mi przetrwać te trudne dni, które nie chciały się skończyć.
Nie spodziewałam się takiego zwrotu sytuacji.
Bo kto przypuszczałby, że nowy kolejny dzień zamiast radości przyniesie ból i niepewność.
Dlatego w ciszy lasu z wdzięcznością za spacer, spojrzałam na nią i pomyslałam głęboko w sercu o tym co wydarzyło się – dokładnie rok temu.
Nadal mamy siebie.
Nadal możemy spędzać czas razem.
A ja jestem szczęśliwa za to, że Bóg pozwolił mi być blisko niej.
Wdzięczna za to, że dostałyśmy kolejną szansę.
Tu i teraz pośród zieleni i pośród skał.
Pośród drzew otulonych zielonym mchem.
I w pobliżu rzeki, której podążałyśmy razem ja i ona- moja najdroższa córka.
I choć na mapie to 10 kilometrów dla mnie była to droga znacznie głębsza.
Nie była to szybka wędrówka, czy wyprawa „na wynik”.
To była droga przeżyta w swoim tempie.

Z wewnętrznym spokojem w sercu.
Z przerwami i z pełną ostrożnością na każdy krok oraz każdy oddech.
Nauczyłam się żyć ze spokojem, powoli.
Mam swoje ograniczenia.
To tempo dostosowane do moich fizycznych ograniczeń.
I właśnie dlatego ta wyprawa znaczy dla mnie jeszcze więcej.
Mogłam się zatrzymać i pomyśleć o najważniejszych rzeczach w życiu.
O wdzięczności.
O harmonii z przyrodą.
O darach, które nie oczekują niczego w zamian jak tylko szacunku i miłości.
Miłości opartej na respektowaniu tego co nas tak bardzo zachwyca.




Tego co nas wzrusza.
Tego co trwa i będzie trwać nawet wtedy kiedy nas już tutaj nie będzie.
Chee Dale zachwyciło mnie od pierwszej chwili.
Wysokie skały, ścieżki prowadzące wzdłuż rzeki i zieleń, która nie jest tylko tłem ale żywą częścią tego miejsca.










Drzewa pokryte mchem wyglądają jakby pamiętały więcej niż my, a szum wody towarzyszy niemal przez całą drogę, prowadząc krok po kroku dalej.
A to dopiero początek opowieści.
W kolejnych wpisach pokażę Wam więcej.
Są miejsca, które nie kończą się na jednej historii
one zostają z nami na dłużej.
W ubiegłym roku miała niewiele kwiatów, ponieważ została przycięta.
Zrobiłam to dość mocno.
Można było pomyśleć, że to za dużo.
Niektórzy z Was pisali do mnie, czy faktycznie powinna być przycinana ?
Odpowiem, że tak jak najbardziej.
A dziś?
Obsypana pąkami.
Pełna życia.
Kwitnie wszędzie.
Na Facebook można obejrzeć film z nowymi pąkami.
🌸
Czasem trzeba coś skrócić żeby mogło rozwinąć się na nowo.
Nie wszystko co tracimy, jest stratą.
Często to początek czegoś piękniejszego
Życzę Wam miłego poniedziałku i całego tygodnia.
Niech ten tydzień rozkwita tak jak natura.
Katarzyna.
W ciszy, bez słów i bez pośpiechu,
między płatkami dnia,
toczy się życie.
Tak ciche i spokojne.
Małe skrzydła w promieniach słońca
pracują bez słów.
I tyle dobra zostaje po drodze.
Bo nie wszystko musi być głośne,
aby miało znaczenie.
A czasem właśnie to, co najcichsze,
daje światu tak naprawdę,
najwięcej życia.
🐝
„Nie każda droga daje pewność,
ale są takie, które mimo wszystko trzeba wybrać.”
Morze było spokojne.
Zbyt spokojne, aby można było mu zaufać.
Statek przez chwilę trwał w bezruchu, jakby sam wsłuchiwał się w ciszę nocy, a drewno kadłuba chciało usłyszeć coś więcej niż tylko oddech wody.
Nad nimi rozciągało się niebo.

Pełne gwiazd z księżycem zawieszonym wysoko,
jak niemy świadek wszystkiego.
To co przed nimi dopiero miało nadejść.
Szafira i Obsydian stali na mostku.
Ich spojrzenia nie szukały odpowiedzi.
Wiedzieli , że wszechświat jest z nimi.
— Ruszamy.
Powiedziała spokojnie Szafira.
Nie było wątpliwości.
Obsydian stał blisko.
Jeszcze trochę patrzył w niebo i na głębię wzburzonych delikatnie fal.
— Kapitanie…
dokąd kierujemy statek?
Zapytał spokojnie.
Zbyt spokojnie.
Nie zdradził niczego więcej.
Ani tego, co widział.
Ani tego, czego nie potrafił już odczytać.
Szafira uniosła wzrok.
Gdzieś daleko, na granicy widzenia pojawiły się zarysy gór.

Nie były tylko tłem.
Wznosiły się wysoko, surowe i milczące, jak strażnicy przejścia, które nie było dane każdemu.
Ich szczyty ginęły w chmurach, a zbocza zdawały się pochłaniać światło.
Budziły respekt.
Nie strach lecz ten rodzaj ciszy w której człowiek rozumie, że nie wszystko zostało stworzone po to,
by było łatwe.
— Widzisz, Obsydianie…
Jej głos był spokojny, ale niósł coś więcej niż tylko kierunek.
— Prosto przed nami, w oddali.
W stronę gór.

Zwiększyć moc.
Nie spojrzała na kompas.
Nie musiała.
Nie było potrzeby.
Jakby samo niebo na moment rozsunęło ciężkie chmury, tworząc wąski prześwit.
Delikatny, ledwo uchwytny, a jednak wystarczający, aby uwierzyć, że droga istnieje.
Załoga nie pytała. Ufała.
A morze czekało na nich jeszcze przez chwilę spokojne i ciche.
Wszyscy wiedzieli, byli gotowi.
Jakby zjednoczeni intuicją dusz, które nie potrzebują słów.
Góry nie obiecywały bezpieczeństwa.
Ale przyciągały czymś, czego nie dało się zignorować.
I w logiczny sposób wyjaśnić.
Niepewność była obecna.
Ale obok niej…była też wiara.
Cicha.
Niewypowiedziana.
Taka, która nie potrzebuje dowodów, aby zrobić pierwszy krok.
A statek…
Statek ruszył.
W stronę gór, które nie odpowiadały,
ale czekały właśnie na nich.
,,Gdy noc zapala ciszę…”
Są takie chwile, kiedy świat wreszcie milknie.
A cisza lasu wypełnia piękną nocą przestrzeń.
Kiedy wszystko, co było ciężkie,
odchodzi cicho w dal..
Bo chcesz na chwilę zapomnieć.
I wtedy zostajesz tylko Ty
i błogi spokój.
Nie musisz dziś niczego udowadniać.
Nie musisz wszystkiego rozumieć.
Nie musisz biec.
Bo czasem największą siłą
jest zatrzymać się.
Pozwolić sobie po prostu być.
🕊️
Niech ten wieczór będzie dla Ciebie chwilą oddechu.
A nadzieja niech trwa po czas niezmierzony miękka jak swiatło pośród codzienności.
Niech będzie cichym przypomnieniem, że nawet po trudnym dniu zawsze przychodzi noc, która koi.
A jutro…kochani.., jutro niech przyjdzie swoim tempem.
Powoli i spokojnie.
I może okaże się lżejsze, niż myślisz.
Dobrego, spokojnego wieczoru dla każdego z Was
Niech myśli będą łagodne… a serce spokojne.
Z sercem dla Was
Katarzyna 🩵
„Niektóre spotkania nie potrzebują słów
wystarczy cisza, aby zrozumieć wszystko.”
To co prawdziwe,
zawsze odnajdzie drogę,
nawet w najgłębszej ciszy
🌊
Nie wszystko trzeba wypowiadać na głos.
Czasem wystarczy jeden ruch…
i droga sama się zaczyna.
— Przygotować konie — powiedział że spokojem Armand.
Nie było w tym wahania.
Tylko decyzja.
Myśl o liście wracała do niego raz po raz.
Zbyt uporczywie, aby ją zignorować.
To nie był przypadek.
Znał drogę.
Znał ludzi.
I wiedział, że coś zostało przerwane… zanim zdążyło się wydarzyć.
Nie chodziło już tylko o słowa.
Ale o to, co między nimi.
O to, co pozostało niedopowiedziane.
Wyruszył o świcie.

Droga była spokojna.
Zbyt spokojna, jak na ciężar, który niósł w sobie.
Koń poruszał się pewnie, a on pozwalał myślom płynąć bez oporu.
Dwór Serafiny był wyraźnym celem.
A jednak…
Im dalej się oddalał,
tym wyraźniej czuł, że odpowiedzi, których szuka,
mogą nie czekać tam, gdzie się ich spodziewał.
Zwolnił.
Na krótką chwilę.
Wystarczyło jedno spojrzenie w bok.
Jedno wspomnienie.
I decyzja… przesunęła swój kierunek.
— Zmieniamy drogę — powiedział spokojnie do swojego konia.
Nie zawahał się.
I choć kierunek, który obrał z każdym uderzeniem kopyt oddalał go od dworu Serafiny, jego myśli nie opuściły jej ani na chwile.
Przyspieszył, a jego wierzchowiec pędził przez las , jakby oboje czuli wspólny rytm niepokojących myśli i potrzebę odpowiedzi.
Ale droga do dworu musiała jeszcze poczekać.
Najpierw… rozmowa z kimś, kto mógł znać więcej.
Niektóre momenty w życiu przychodzą cicho.
Z refleksja i decyzją, która może być ukojeniem oraz wsparciem dla innych tych cichych i najmniejszych.
Bo życie zwierząt w potrzebie wygląda inaczej.
Nie skarżą się i nie wymagają.
Przyjmują swoje istnienie takie jakie jest.
I właśnie dlatego warto pomagać.
Z potrzeby serca postanowiłam zostać wirtualną opiekunką Bartusia podopiecznego fundacji Szopowisko 🐾
Nie była to decyzja chwili.
Ale dokładnie przemyślana.
Chciałam to zrobić już jakiś czas temu, jednak na wszystko jest odpowiedni czas.
To ważne, aby być gotowym na pewne decyzje.
Tak jak nam dyktuje serce.
To niewielki gest.
Ale jego znaczenie jest dużo większe, niż mogłoby się wydawać.
Bartusia znaleziono w 2022 roku, w podwrocławskiej Oławie.
Spadł z drzewa i potrzebował pomocy.
Dziś jest pod opieką miejsca, które daje zwierzętom coś najważniejszego.
Pełne bezpieczeństwo i drugą szansę.
Szopowisko to jednak nie tylko szopy.
To azyl, w którym znajdują schronienie również inne zwierzęta.
Na zdjęciu, które dziś udostępniłam, pojawiła się także papużka.

Jeden z wielu innych podopiecznych Szopowiska.
I właśnie wtedy przyszła do mnie pewna myśl.
My, jako odbiorcy, widzimy zazwyczaj efekt końcowy.
Zdjęcia.
Spokojne kadry.
Piękne ujęcia.
Ale za tym wszystkim stoi codzienność, której często nie widać i o której rzadko się mówi.
Sprzątanie.
Opieka.
Leczenie.
Zmęczenie.
I człowiek, który mimo tego wszystkiego
każdego dnia robi to od nowa z serca.
Dziś tak łatwo jest tylko patrzeć.
Przewijać.
Zatrzymać się na sekundę… i iść dalej.
Ale czasem warto zrobić coś więcej.
Nie dla uznania.
Nie po to, żeby coś pokazać.
Tylko dlatego, że możemy.
Bo dobro nie potrzebuje wielkich słów.
Czasem wystarczy mały gest, drobne wsparcie, chwila uwagi.
Postanowiłam, że od czasu do czasu będę dzielić się tutaj z Wami tym co dzieje się w Szopowisku.
Nie po to, żeby mówić o sobie.
Ale po to, żeby przypominać, że obok nas są miejsca, które naprawdę potrzebują serca.
I może właśnie dzięki temu ktoś zatrzyma się na chwilę dłużej i zrobi coś dobrego ♥️
Dla mnie certyfikat opieki Bartka to zaszczyt

Z sercem dla Was i wszystkich tych cichych i najmniejszej przyjaciół.
Katarzyna