„Nie każda droga daje pewność,
ale są takie, które mimo wszystko trzeba wybrać.”
Morze było spokojne.
Zbyt spokojne, aby można było mu zaufać.
Statek przez chwilę trwał w bezruchu, jakby sam wsłuchiwał się w ciszę nocy, a drewno kadłuba chciało usłyszeć coś więcej niż tylko oddech wody.
Nad nimi rozciągało się niebo.

Pełne gwiazd z księżycem zawieszonym wysoko,
jak niemy świadek wszystkiego.
To co przed nimi dopiero miało nadejść.
Szafira i Obsydian stali na mostku.
Ich spojrzenia nie szukały odpowiedzi.
Wiedzieli , że wszechświat jest z nimi.
— Ruszamy.
Powiedziała spokojnie Szafira.
Nie było wątpliwości.
Obsydian stał blisko.
Jeszcze trochę patrzył w niebo i na głębię wzburzonych delikatnie fal.
— Kapitanie…
dokąd kierujemy statek?
Zapytał spokojnie.
Zbyt spokojnie.
Nie zdradził niczego więcej.
Ani tego, co widział.
Ani tego, czego nie potrafił już odczytać.
Szafira uniosła wzrok.
Gdzieś daleko, na granicy widzenia pojawiły się zarysy gór.

Nie były tylko tłem.
Wznosiły się wysoko, surowe i milczące, jak strażnicy przejścia, które nie było dane każdemu.
Ich szczyty ginęły w chmurach, a zbocza zdawały się pochłaniać światło.
Budziły respekt.
Nie strach lecz ten rodzaj ciszy w której człowiek rozumie, że nie wszystko zostało stworzone po to,
by było łatwe.
— Widzisz, Obsydianie…
Jej głos był spokojny, ale niósł coś więcej niż tylko kierunek.
— Prosto przed nami, w oddali.
W stronę gór.

Zwiększyć moc.
Nie spojrzała na kompas.
Nie musiała.
Nie było potrzeby.
Jakby samo niebo na moment rozsunęło ciężkie chmury, tworząc wąski prześwit.
Delikatny, ledwo uchwytny, a jednak wystarczający, aby uwierzyć, że droga istnieje.
Załoga nie pytała. Ufała.
A morze czekało na nich jeszcze przez chwilę spokojne i ciche.
Wszyscy wiedzieli, byli gotowi.
Jakby zjednoczeni intuicją dusz, które nie potrzebują słów.
Góry nie obiecywały bezpieczeństwa.
Ale przyciągały czymś, czego nie dało się zignorować.
I w logiczny sposób wyjaśnić.
Niepewność była obecna.
Ale obok niej…była też wiara.
Cicha.
Niewypowiedziana.
Taka, która nie potrzebuje dowodów, aby zrobić pierwszy krok.
A statek…
Statek ruszył.
W stronę gór, które nie odpowiadały,
ale czekały właśnie na nich.



Facebook Comments