Morska Wyprawa ⚓️
SZAFIRA RANNA – Obsydian rusza na ratunek !
Morze nie oszczędzało załogi- fale wlewały się na pokład z siłą i mocą której się nie spodziewali. Sytuacja robiła się bardzo niebezpieczna.
W jednej sekundzie – rozpędzona fala wdarła się na pokład. Szafira trzymała liny lecz bezlitosna fala – zmiotła ją w jednej sekundzie, cisnęła o reling, a potem rzuciła na pokład.
Głuche, twarde uderzenie rozeszło się echem po całym statku.
SZAFIRO! — krzyknął Obsydian, przerażony rzucając się w stronę kapitan, by jak najszybciej działać. Klękając na mokrych deskach wśród rozrzuconych po pokładzie beczek oraz resztek poszarpanych części…zawołał – Szafiro słyszysz mnie ?
Szafiro !
Przez chwile panowała drętwa cisza- jakby czas utknął w miejscu- Szafira nie odpowiadała
Ale nagle jej palce drgnęły. Otworzyła oczy, lecz w spojrzeniu wciąż tańczyła mgła oszołomienia.
Nagle – kolejna fala przetoczyła się przez pokład niczym wystrzelony pocisk !
Obsydian – działał szybko i bez większego zastanowienia zakrył swoim ramieniem bezwładne ciało Szafiry, by chronić przed uderzeniem – bezlitosnego i rozszalałego morza.
Zacisnął zęby z bezsilnej złości — na morze, na sztorm, na to, że nie zdołał ochronić w porę.
Marynarze walczyli – ogarniali pokład, morze nadal szalało. Obsydian krzyknął;
Pomocy na pokład! Kapitan ranna! — ryknął, przekrzykując huk żywiołu.
Dwóch marynarzy z trudem , ślizgając się po zalanych deskach przedostało się do Kapitan i Obsydiana.
— Schronić ją pod główny maszt! — rozkazał Obsydian. — I trzymać kurs, choćby fala miała nam połamać ręce!
Marynarze ostrożnie przenieśli kapitan w bezpieczne miejsce tam gdzie wiatr nie wieje z impetem, a woda nie szaleje jak huragan.
Szafira – zamroczona ciężko oddychała, nierówno, ale powoli odzyskiwała świadomość.
Próbowała unieść głowę. Jednak mimo zamroczenia krzyknęła ;
Załoga… -Trzymać…- Kurs!
Obsydian pochylił się bliżej, jego głos był poważny – drżał od emocji. Dostrzegał zranioną dłoń kapitan i choć ona nie chciała, by się o nią martwił powiedział spokojnie do Szafiry :
— Nie martw się o mnie. Najpierw Ciebie muszę postawić na nogi.
Załoga choć nie pokazywała – obaw o kapitan to w głębi serc –martwili się. W końcu to ich – kapitan, a bez kapitana – rejs nie byłby już taki sam.
Sztorm wciąż grzmiał nad statkiem – Szafiry jak wściekła bestia, która nie zamierzała odpuścić — nie teraz, nie jeszcze.
Ale wszyscy zwarci i gotowi w równym szeregu jak – jeden mąż.
Walczyli idąc ząb w ząb z falą – dzielnie przyjmując jej cios za ciosem i twardą ręką trzymając – kurs !
Wkrótce kolejna część – ,, Wsparcie księżyca „🌙
.



Facebook Comments