Szafira & Obsydian⚓️
Dwa światła, które prowadzą ten rejs
Po sztormie, gdy morze jeszcze drżało, a pokład nosił ślady walki z żywiołem, noc przyniosła coś niespodziewanego — łagodne światło Księżyca.

Jego blask oświetlał zmęczone żagle, mokre liny i deski pokładu, na których wciąż czuło się pamięć niedawnej burzy. Załoga była wyczerpana, ale tej nocy światło Księżyca miało ich otulić i pozwolić choć na chwilę zapomnieć.
Morze wyciszało się stopniowo, choć fale wciąż uderzały o burty z ciężarem, który przypominał o tym, co przeszli.
Księżyc świecił w nowej fazie, łagodząc wody i prowadząc prądy tak, jakby i on chciał pomóc okrętowi odzyskać siły.
Szafira uznała to za dobry znak — nadzieję, że morze będzie sprzyjać wyprawie.
Zapisała datę w swoim dzienniku kapitańskim; sztorm pozostawił kilka uszkodzeń, które trzeba było jak najszybciej naprawić.
Trzeba też było wyznaczyć nowy kurs. Obsydian dostrzegł, że osłabiona Szafira próbuje nadać rytm załodze, która zastanawiała się, od czego zacząć odbudowę.
Szafira ucichła na moment. W tej ciszy Obsydian podszedł do niej i zauważył, że kapitan próbuje ukryć zranioną dłoń, którą sama starała się opatrzyć.
— Kapitan… pozwól — powiedział cicho.
Zbliżył się i delikatnie ujął jej dłoń. Oczyścił ranę, opatrywał ostrożnie, jakby dotykał czegoś cennego. Przez ułamek sekundy zbliżył się bardziej, niż powinien.
Światło Księżyca zawisło nad nimi jak milczący świadek.
Szafira westchnęła lekko, patrząc na niego spokojnie, choć jej serce na moment zatrzymało rytm. Obsydian drgnął, cofnął się o pół kroku i przeprosił. Szafira poczuła, że na chwilę odpłynął myślami.
Obsydianie… morze dziś woła delikatnie, a Księżyc pozwala marzyć — wyszeptała.
Oboje wiedzieli, że marzenia marzeniami — ale regulamin i obowiązki zawsze stoją na pierwszym miejscu.
Stanęli obok siebie przy relingu, patrząc na uspokajające się morze.
— Co dalej, Kapitanie? — zapytał cicho Obsydian.
— Popłyniemy tam, gdzie Księżyc przyniesie nadzieję — odpowiedziała Szafira.
Tej nocy morze milczało.
Księżyc szeptał swoje ciche „Odpocznij. Jutro znów popłyniesz” — odbijał się w wodzie jak w lustrze, a fale oddychały wolniej.
Statek Szafiry, choć poraniony, dryfował łagodnie w kojącym rytmie —
jakby sam ocean chciał utulić Kapitan i jej załogę.⚓️
Wkrótce kolejna część : ,,Obce Okręty – Zdrada „



Facebook Comments