Obce Okręty

Rozdział I

Szafira & Obsydian

Poranek po księżycowej nocy był chłodny, a niebo przecięte smugami ciężkich chmur, które nie zwiastowały, że załoga – Szafiry po raz kolejny zostanie wystawiona na próbę.

Załoga zabrała się do pracy z nową energią, lecz dało się wyczuć, że coś w powietrzu było inne.

Obsydian długo patrzył na horyzont, zanim ruszył między marynarzy, sprawdzając liny, maszt i pokład.

Kapitan stała przy sterze, opierając ranną dłoń o barierkę, obserwując każdy ruch załogi. Załoga w jednym wspólnym rytmie wykonywała ostatnie prace na wyznaczony kurs.

Nagle Obsydian zatrzymał się. Tuż przy jednej z głównych lin — tej, która podczas sztormu utrzymała żagiel przed rozerwaniem — dostrzegł coś, czego wcześniej nikt nie zauważył.

Cięcie!

Obsydian wiedział, że nie jest to zwykle naderwanie tylko świadome działanie. Dokładnie sprawdził jeszcze raz linę, aby się upewnić – cięcie było równe i ostre jak po nożu.

Obsydian przyklęknął, przesunął palcem po włóknach, które rozsypywały się jak poszarpane włosy.

To… niemożliwe — wyszeptał. Uniósł głowę i wtedy zobaczył coś jeszcze. Obsydian zerwał się na nogi, a krzyk, który z siebie wydał, niósł w sobie ostrze alarmu:

KAPITANIE! OKRĘTY NA HORYZONCIE!

Na horyzoncie, tuż ponad linią fal, wynurzył się kształt.

Potem drugi. A po chwili trzeci. Szczupłe, ciemne obiekty, które z łatwością mogły skryć się w mroku sztormu – podążały za okrętem – Szafiry jak – cień.

Szafira spojrzała najpierw na przeciętą linę, potem na niebo — ciężkie i złowrogie — i wreszcie na morze.

Oficerze – trzy okręty dwa na północ i jeden słabo widoczny w tele z nimi.

Czy widzisz ich więcej – oficerze ?

– Trzy… a mogą być kolejne. Ukrywały się za sztormem. Czekały, aż osłabniemy.

Cień przeszedł po twarzach marynarzy.

Strach?

Tak.

Ale pod nim — niezachwiane zaufanie do Kapitana.

— Alarm bojowy! — rozkazała Szafira.

Pokład ożył.

Ktoś zamknął barykady, inni pobiegli do dział, kolejni chwytali liny.

Statek w kilka sekund zmienił się w maszynę gotową na bitwę!

Obsydian dopadł do Kapitan.

— To nie wszystko — powiedział cicho. — Lina była przecięta. Ktoś to zrobił przed sztormem.

W jednej sekundzie między nimi padła szybka – decyzja.

Sabotaż.

Wróg zewnętrzny.

Wróg wewnętrzny.

A czas… ucieka.

— Kapitanie — szepnął Obsydian szybciej. — Jeżeli będą chcieli podejść bliżej, musimy mieć plan. Mgła może nas ukryć, ale trzeba działać natychmiast.

Szafira skinęła głową.

– Przygotuj załogę. Każda sekunda jest na wagę życia.

załoga — bez pytań, bez zwłoki — ruszyła wykonywać rozkazy.

Tak zaczynała się bitwa.

Ale to był dopiero początek.

Już wkrótce część II ZDRADA POD POKŁADEM


❤️ Wesprzyj Kasię

Donate with PayPal

Facebook Comments

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

📘 Kup książkę