Przyjęcie w dworze

W dworze Serafiny dni zaczęły przybierać inny rytm.

Nie był to już spokojny porządek codzienności, lecz delikatne napięcie, które unosiło się w powietrzu niczym zapowiedź czegoś ważnego.

Światła miały zapłonąć. Muzyka miała wypełnić sale. A oczekiwany gość miał wkrótce przybyć.

Ojciec Serafiny zaprosił przyjaciół.

Zadbał o wszystko, aby tego dnia jego córka była naprawdę szczęśliwa.

Miał też przygotowany dla niej szczególny dar.

Kochał ją bardzo. Nie bez powodu zaprosił jegomościa, który znał się na sztuce.

Serafina tworzyła piękne obrazy.

A on pragnął, aby jej talent został dostrzeżony.

Wiedział, że „Różany Ogród” jest dla niej wszystkim, jej cudem świata, miejscem, które kochała nad życie.

A obrazy… były spełnieniem jej duszy, jej najskrytszych marzeń. Malując, widziała więcej niż tylko ogród pełen kwiatów.

Była to dusza artysty, prowadząca myśli i nadająca kształt temu, co podpowiadało serce.

W dworze panowała atmosfera przygotowań i cichej ekscytacji.

Zofia poruszała się szybciej niż zwykle, choć wciąż z tą samą dokładnością.

Serafina pozostawała spokojna, lecz od czasu do czasu oddalała się do ogrodu,

by w ciszy powrócić myślami do obrazu.

Wracała do niego etapami.

Do pracowni weszła Zofia.

— Czy panienka życzy sobie herbaty? — zapytała uprzejmie.

Po chwili dodała ciszej:

Panienko Serafino… jutro przyjęcie. Pański ojciec zaprosił podobno kogoś znanego.

Zapadła cisza. Serafina nie odpowiedziała od razu.

Słowo „znany” nie zrobiło na niej wrażenia.

Nie jeszcze.

Nie teraz.

Tymczasem, wiele mil dalej…

Wieczór przyniósł Armandowi niespodziewaną wiadomość. Nie była ona oficjalna.

Krążyła między ludźmi , jak to bywało przy okazji przyjęć w dworach.

W jednej z rozmów ktoś powiedział mimochodem:

— W dworze Serafiny odbędzie się przyjęcie.

— Podobno przyjedzie ktoś… kto doskonale zna się na sztuce.

—Mówią, że jego nazwisko pojawia się tam, gdzie sztuka spotyka się z uznaniem.

Armand uniósł lekko głowę.

Znał z opowieści pewnego jegomościa.

Jeśli dobrze pamiętał, jego prace cieszyły się niemałą sławą. Nie wypowiedział jednak nazwiska.

Zatrzymał je dla siebie. Ale coś w tych słowach poruszyło go głęboko. Tego wieczoru myśli nie dawały mu spokoju.

Wybrał się na spacer. Tam mógł choć na chwilę odnaleźć ciszę. Nie chciał, by kuzynka dostrzegła, że coś go trapi.

W ogrodzie myślał o Serafinie.

O jej obrazie.

O jej ogrodzie…i o przyjęciu, na którym go nie będzie. Czuł niepokój, choć nie potrafił go nazwać.

Wrócił do dworu.

Podszedł do biurka.

Otworzył szufladę.

Tym razem nie zawahał się tak długo jak wcześniej.

Usiadł.

Wziął pióro.

Przez chwilę patrzył na zapisane słowa.

A potem dopisał kolejne.

Nie były długie. Nie były uporządkowane.

Ale były szczere. Złożył list.

— To musi dotrzeć szybko — powiedział spokojnie, przekazując go posłańcowi.

Jakby czas nagle nabrał znaczenia.

W tym samym czasie… Serafina stała przed obrazem.

Pędzel zatrzymał się w powietrzu. Obraz był niemal gotowy. Jeszcze jeden ruch.

Jeszcze jedno światło. Wtem Zofia pojawiła się ponownie.

— Panienko… posłaniec przyniósł przesyłkę. Pański ojciec mówił, że to ważne. Prosił też, by pomóc panience ją rozpakować.

Serafina odłożyła pędzel.

Tego dnia zbyt wiele spraw rozpraszało jej uwagę.

Obraz nie został ukończony. Jeszcze nie teraz.

Spojrzała przez okno. Przez chwilę posmutniała.

Myślała o kuzynce Armanda.

Czy wróciła już do zdrowia?

Myślała także o nim.

Czy radzi sobie dobrze?

Czy jego serce odnalazło spokój?

Nie miała odpowiedzi.

Spojrzała na obraz.

Na płótnie pozostawiła drobny szczegół —
jak zapis myśli, jak znak, który rozumiała tylko ona.

Zofia czekała.

— Panienko… czas nagli.

Serafina uśmiechnęła się delikatnie i odeszła.

W pamięci pozostawiła obraz, który nie był już tylko dziełem…lecz przesłaniem.

W tym czasie posłaniec przemierzał drogę w stronę dworu Serafiny.

Z listem.

Serafina nie wiedziała o jego istnieniu.

List, który mógł zmienić bieg wydarzeń.

Bo czasem los nie działa nagle.

Czasem zbliża się powoli —krok po kroku,

słowo po słowie, myśl po myśli.

I dopiero wtedy człowiek zaczyna rozumieć, że nic nie było przypadkiem.

❤️ Wesprzyj Kasię

Donate with PayPal

Facebook Comments

📘 Kup książkę