Dwór stał cicho, jakby czas zatrzymał się przed jego bramą.
Armand zsiadł z konia bez pośpiechu.
Nie potrzebował zapowiedzi.
To miejsce znało jego kroki.
Jak miły powrót do wspomnień.
Drzwi otworzyły się zanim zdążył zapukać.
— Wiedziałem, że przyjedziesz — padło spokojnie.
Armand uniósł wzrok.
— Więc wiesz też dlaczego.
Przyjaciel nie odpowiedział od razu.
Zaprosił go gestem do środka.
W pomieszczeniu panował półmrok.
Światło świecy drżało lekko, jakby i ono nie było pewne tego spotkania.
Armand przesunął spojrzeniem po wnętrzu, jakby szukał w nim czegoś więcej niż tylko miejsca rozmowy.
Cisza przeciągnęła się o chwilę za długo.
— Wyjdźmy — powiedział w końcu.
Przyjaciel skinął głową.
Drzwi zamknęły się za nimi cicho.
Noc była spokojna.
Zbyt spokojna, jak na ciężar, który przynieśli ze sobą.
Powietrze było chłodne, a światło księżyca rozlewało się miękko po kamiennej ścieżce.
Armand zatrzymał się.
Uniósł wzrok ku niebu.
Jakby w tej ciszy, między światłem a cieniem,
szukał odpowiedzi, których nie potrafił znaleźć w słowach.

Przyjaciel stał obok.
Nie przerywał tej chwili.
Obserwował go spokojnie, jak ktoś, kto widzi więcej, ale nie mówi wszystkiego od razu.
Dopiero po chwili Armand odwrócił się.
— List zaginął — powiedział wprost.
— A ja nie wierzę w przypadki.
Cisza przeciągnęła się o ułamek sekundy za długo.
Przyjaciel milczał.
Ta cisza była wymowna.
Rozejrzał się niespokojnie, jakby coś powstrzymywało go przed odpowiedzią.
Jakby nie był pewien, czy to, co wie powinno zostać wypowiedziane.
— Nie wiem… — odparł w końcu.
Słowa padły zbyt ostrożnie.
Zbyt lekko, jak na ciężar, który niosły.
Armand zrobił krok bliżej.
— To coś więcej… przyjacielu.
Nie było w tym oskarżenia.
Tylko pewność.
To jedno zdanie wystarczyło.
Armand wiedział już, że odpowiedzi nie będą proste.
A prawda… może nie należeć do tych, które chce się usłyszeć.
Czasami nie wszystkie odpowiedzi przynoszą spokój niektóre dopiero go odbierają.



Facebook Comments