Morze nadal pozostawało spokojne.
Aż nazbyt spokojne.
Przechył statku zdawał się należeć już do przeszłości.
Załoga szybko wróciła do swoich obowiązków.
Jednak im głębiej wpływali pomiędzy góry, tym częściej ich spojrzenia uciekały ku skalnym ścianom przesmyku.
Przesmyk wydawał się inny niż wcześniej.
Coraz ciaśniejszy.
Coraz bardziej ponury.
Kamienne ściany wyrastały po obu stronach okrętu niczym strażnicy pilnujący przejścia.

Niektórzy byli przekonani, że to tylko złudzenie.
Inni milczeli.
Nie chcieli wypowiadać swoich myśli na głos.
Statek płynął dalej.
Powoli.
Ostrożnie.
Z każdą chwilą góry wydawały się coraz bliższe.
Jakby obserwowały każdy ruch okrętu.
Nagle jeden z marynarzy zatrzymał się przy burcie.
Zmrużył oczy.
— Widzieliście to? — zapytał cicho.
Kilku członków załogi spojrzało we wskazanym kierunku.
— Co takiego?
Marynarz nie odpowiedział od razu.
Uważnie wpatrywał się w skały.
Dokładnie tam, gdzie pojawił się przesmyk miedzy górami.
— Przysiągłbym, że coś tam błysnęło…
Na pokładzie zapadła cisza.
Wszyscy spojrzeli w stronę skał.
Jednak pomiędzy nimi panował tylko mrok.
I cisza.
Jakby nic nigdy się tam nie wydarzyło.
Statek płynął dalej.
A góry wciąż milczały.





