W ciszy Dworu

Jeszcze tego samego wieczoru, gdy słońce powoli chowało się za horyzont, Serafina stała przy oknie swojej pracowni.

W dłoni wciąż trzymała pędzel, lecz jej wzrok wędrował gdzieś dalej, a myśli błądziły pośród róż kołysanych przez wiatr.

Czy próbowała odnaleźć odpowiedź?

A może wracała myślami do rozmowy z ojcem, która pozostawiła w jej sercu więcej pytań niż odpowiedzi?

Przez dłuższą chwilę nie poruszała się.

Słowa o przyszłym właścicielu obrazu powracały do niej cicho, niemal uporczywie.

Odwróciła się w stronę płótna.

Jej spojrzenie zatrzymało się na nim na dłużej.

Nie podeszła jednak bliżej.

Nie próbowała niczego zmieniać.

Jakby sama nie była jeszcze pewna, czy powinna.

W pracowni panowała cisza.

I właśnie wtedy, gdzieś w oddali, rozległ się stłumiony odgłos końskich kopyt, a do ciszy Dworu dołączyły ciche głosy służby i odgłos otwieranej bramy.

Nie wiedziała jeszcze kto przybył.

Tymczasem przed Dworem zatrzymał się jeździec.

Przez krótką chwilę spoglądał na budynek i rozciągający się wokół ogród.

Miejsce wydawało mu się spokojne i pełne harmonii.

Zsiadł z konia bez pośpiechu.

Nie było w jego zachowaniu nic gwałtownego.

Każdy gest zdradzał opanowanie i kulturę człowieka, który wiedział, że wkracza do czyjegoś domu i świata.

Gospodarz Dworu wyszedł mu na spotkanie.

Przywitał go z życzliwością i należnym szacunkiem.

Kilka spokojnych słów wystarczyło, aby gość poczuł, że jest tutaj mile widziany.

W tym samym czasie Serafina pozostawała jeszcze w swojej pracowni.

Nie wiedziała, że pod dachem Dworu pojawił się ktoś, kto już wkrótce stanie się częścią wydarzeń, których żadne z nich nie potrafiło jeszcze przewidzieć.

Po chwili do komnaty zajrzała Zofia.

Panienko… do Dworu przybył gość.

Serafina spojrzała na nią spokojnie.

Nie zapytała, kim był.

Nie podeszła w stronę okna.

Jej wzrok ponownie powędrował w stronę obrazu.

Dziękuję, Zofio — odpowiedziała cicho, a kobieta skinęła głową i pozostawiła ją samą.

Serafina jeszcze przez chwilę patrzyła na płótno.

Jakby pomiędzy tym, co już wiedziała, a tym, czego jeszcze nie potrafiła zrozumieć, pojawiła się nowa, niewidzialna nić.

Tego wieczoru pod dachem Dworu spotkały się dwa różne światy.

Serafina pozostała ze swoją tajemnicą.

A przybyły gość nie wiedział jeszcze, że jego obecność właśnie rozpoczęła kolejny etap tej historii.

Ciąg dalszy wkrótce..

Pierwsze powitanie w ogrodzie Tatton Park

Drodzy Czytelnicy.

Naszą wspólną wyprawę rozpoczniemy bardzo słonecznie…

Kiedy przekroczyłam wejście do The Gardens at Tatton Park, jednymi z pierwszych, które przyciągnęły mój wzrok, były właśnie one piękne — słoneczniki. 🌻

Piękne, dorodne i pełne życia. Jak widać, nie tylko ja postanowiłam zatrzymać się przy nich na dłużej… 🐝😁

Ogrody Tatton Park zajmują około 50 akrów, czyli ponad 20 hektarów, dlatego przed nami naprawdę długa wędrówka.

Nie będziemy jednak nigdzie pędzić.

W ten weekend rozpoczniemy ją właśnie wśród słoneczników. 🌻🌿

Niech ich wyjątkowy urok pozostanie z Wami na dłużej

A później ruszymy dalej…

Tatton Park dopiero zaczyna odkrywać przed nami swoje tajemnice. 🌿

Tam, gdzie prowadzi ciekawość

,,Opowieści z głębin”

🐢

Ocean tego dnia był wyjątkowo spokojny.

Promienie słońca przenikały przez taflę wody i wędrowały coraz głębiej, rozświetlając koralowce, morskie trawy i niewielkie muszle spoczywające na piaszczystym dnie.

Konik morski i Baltazar płynęli razem. Nie mieli wyznaczonego celu.

I chyba właśnie dlatego nigdzie się nie spieszyli.

Baltazar opowiadał o miejscach, które odwiedził przed laty. 

O dalekich wodach, niezwykłych rafach i prądach morskich, które potrafiły ponieść podróżnika bardzo daleko od domu.

Konik słuchał z zainteresowaniem, ale jak zwykle jego uwagę co chwilę przyciągało coś nowego.

Raz zatrzymywał się przy niewielkiej muszli.

Za chwilę obserwował maleńką rybkę ukrywającą się pomiędzy koralowcami.

Po chwili zachwyciły go pęcherzyki powietrza wędrujące ku powierzchni.

Baltazar przyglądał mu się z rozbawieniem.

Z tobą każda podróż trwa dwa razy dłużej powiedział w końcu.

Konik morski odwrócił się w jego stronę.

Przecież sam mówiłeś, że nie trzeba się spieszyć!

Baltazar zatrzymał się.

Przez chwilę patrzył na swojego małego przyjaciela, po czym roześmiał się serdecznie.

Chyba zaczynam żałować, że cię tego nauczyłem ale płynęli dalej.

Wkrótce dotarli w okolice wysokich skał. 

Światło docierało tutaj słabiej, a ocean przybierał głębszy, bardziej tajemniczy odcień błękitu.

Nagle konik morski stanął.

Baltazarze

Co się stało?

Spójrz.

Pomiędzy dwiema skałami znajdowało się niewielkie przejście.

Było tak wąskie, że z daleka można było go w ogóle nie zauważyć.

Ale konika zainteresowało coś jeszcze.

Z głębi szczeliny wydobywało się delikatne błękitne światło.

Baltazar podpłynął bliżej.

Przyglądał się miejscu przez chwilę.

Dziwne — powiedział.

Co ?

Nigdy wcześniej go nie widziałem.

Konik spojrzał na niego z niedowierzaniem.

Ty? Przecież znasz cały ocean!

Baltazar uśmiechnął się.

— Och, mały przyjacielu… nawet bardzo długie życie nie wystarczy, żeby poznać wszystkie tajemnice oceanu.

Konik morski ponownie spojrzał na szczelinę.

Ciekawość zwyciężyła.

— Sprawdzę, co jest po drugiej stronie.

Baltazar zmierzył wzrokiem wąskie przejście.

Ty możesz. Ja chyba musiałbym zostawić pancerz tutaj.

Konik spojrzał na niego.

I obaj wybuchnęli śmiechem.

Poczekaj na mnie! — zawołał konik i zniknął pomiędzy skałami.

Baltazar został sam.

Minęła chwila.

Potem druga.

Stary żółw spoglądał na szczelinę coraz uważniej.

Aż wreszcie zza skał dobiegł podekscytowany głos:

Baltazarze! Musisz to zobaczyć!

Bardzo chętnie! — odpowiedział. — Ale nadal jestem żółwiem!

Po chwili zza skały wychyliła się niewielka głowa konika.

Najpierw spojrzał na Baltazara.

Potem na przejście.

Rzeczywiście.

Nie było najmniejszej szansy.

Poczekaj! — zawołał. — Znajdę inną drogę.

Zniknął ponownie.

Tym razem trwało to trochę dłużej.

Baltazar cierpliwie czekał.

W końcu konik wrócił.

Był wyraźnie podekscytowany.

Znalazłem!

Co znalazłeś?

Drogę dla ciebie. Płyń za mną.

I wtedy wydarzyło się coś, czego konik morski jeszcze nigdy nie doświadczył.

To on popłynął pierwszy.

Baltazar ruszył za nim.

Mały konik prowadził starego podróżnika wzdłuż wysokiej skalnej ściany. 

Minęli niewielką grotę, opłynęli ogromny głaz i wpłynęli pomiędzy dwa skalne wzniesienia.

A potem ocean nagle się przed nimi otworzył.

Konik zatrzymał się.

Baltazar również.

Przed nimi znajdowała się ukryta zatoka.

Na jej dnie rosły delikatne koralowce, których końcówki połyskiwały błękitnym światłem. Pomiędzy nimi przemykały maleńkie rybki przypominające srebrne iskierki.

Wysoko nad nimi przez niewielką szczelinę pomiędzy skałami wpadała smuga światła.

Padała dokładnie na środek zatoki.

Woda migotała.

Przez chwilę żaden z nich się nie odezwał.

Nawet Baltazar, który podczas swoich licznych podróży widział niezliczone miejsca, patrzył przed siebie w milczeniu.

Konik zerknął na niego.

Naprawdę nigdy tutaj nie byłeś?

Nigdy.

W głosie starego żółwia nie było rozczarowania.

Był zachwyt.

Konik wyprostował się z dumą.

Czyli dzisiaj to ja pokazałem coś tobie.

Baltazar odwrócił głowę i spojrzał na swojego przyjaciela.

Tak.

Po chwili dodał:

I mam nadzieję, że zrobisz to jeszcze wiele razy.

Usiedli obok siebie na piaszczystym dnie.

Tego dnia Baltazar nie opowiadał o dalekich podróżach.

Nie dawał konikowi żadnych rad.

Nie próbował również tłumaczyć mu oceanu.

Nie było takiej potrzeby.

Bo tego dnia sam został zaproszony do świata, którego wcześniej nie znał.

Przez swojego małego przyjaciela.

Kiedy ruszyli w drogę powrotną, Baltazar pozwolił konikowi ponownie płynąć pierwszemu.

Wiesz, Baltazarze — powiedział konik — całkiem dobrze mi idzie prowadzenie.

Stary żółw uśmiechnął się.

Tylko się za bardzo nie przyzwyczajaj.

I znowu obaj się roześmiali.

Ocean przyjął ich śmiech i poniósł go gdzieś daleko pomiędzy skały.

A ukryta zatoka została za nimi.

Od tej chwili była jednak czymś więcej niż kolejnym pięknym miejscem.

Stała się ich wspólnym odkryciem.

🩵

,,Przesłanie”

W prawdziwej przyjaźni nie zawsze ta sama osoba zna odpowiedź.

Nie zawsze ten sam człowiek wskazuje drogę.

Czasami ktoś prowadzi nas przez wiele lat, dzieląc się doświadczeniem i mądrością.

A potem przychodzi dzień, kiedy role się zmieniają.

I okazuje się, że również my możemy pokazać mu coś, czego jeszcze nie widział.

Bo przyjaźń nie potrzebuje jednego przewodnika.

Raz Ty pokażesz mi drogę.

Innym razem ja pokażę ją Tobie.

A kiedy odkryjemy coś pięknego najważniejsze jest to, że mamy obok kogoś, z kim możemy się tym podzielić.

Zwiedzamy Ogród w Tatton Park.

Drodzy Czytelnicy,

po naszej ostatniej górskiej wyprawie zapraszam Was tym razem w miejsce zdecydowanie spokojniejsze.

Choć wcale nie mniej niezwykłe.

Wkrótce zabiorę Was na wspólny spacer po pięknym ogrodzie w Tatton Park w Anglii.

Nie będzie to jednak jedno krótkie spotkanie.

Naszą wędrówkę podzielę na kilka etapów, ponieważ przygotowałam dla Was wiele zdjęć, ciekawostek i informacji o miejscach oraz roślinach, przy których naprawdę warto zatrzymać się na dłużej.

Nie chciałabym prowadzić Was przez ogrody jak po mapie, od punktu do punktu.

Chciałabym pokazać je trochę inaczej tak, jak sama je odkrywałam.

Będziemy zatrzymywać się przy miejscach, które szczególnie zwróciły moją uwagę.

Zajrzymy między innymi do Ogrodu Różanego, przyjrzymy się niezwykłym okazom roślin, a przede wszystkim odwiedzimy miejsce, któremu chciałabym poświęcić nieco więcej czasu…

Ogród Japoński 🇯🇵🌿

To jeden z tych zakątków, których nie chciałabym pokazywać Wam w pośpiechu.

Będzie czas na obrazy, szczegóły i opowieść o miejscu, w którym natura nie jest jedynie dekoracją.

Staje się częścią świata ciszy, harmonii i uważnego patrzenia.

A przecież właśnie takie miejsca lubimy najbardziej…

Nie zabraknie również niezwykłych roślin.

Podczas spaceru moją uwagę przyciągnęły okazy, obok których trudno było przejść obojętnie — również te bardziej egzotyczne i zaskakujące.

Niektóre zachwycają kształtem, inne kolorem, strukturą albo po prostu swoją niezwykłością.

Przyjrzymy się im wspólnie i spróbujemy dowiedzieć się o nich czegoś więcej.

A drzewa? One będą miały własne historie… 🌳

W Tatton Park spotkałam drzewa, przy których naprawdę warto się zatrzymać.

Przygotowałam ich zdjęcia, nazwy oraz informacje dotyczące ich pochodzenia i historii.

Bo czasami mijamy drzewo i widzimy jedynie piękną koronę, niezwykłą korę albo potężny pień.

A kiedy poznajemy jego nazwę, wiek czy historię, nagle przestaje być jednym z wielu.

Staje się bohaterem miejsca. 🌳

I dlatego chciałabym pokazać Wam Ogród w Tatton Park w jak najlepszy sposób.

Będą również kwiaty, które tak kochacie i niezwykłe rośliny, stare drzewa, trochę historii i wiedzy, piękne zakątki oraz moje własne spojrzenie na to, co podczas tej wyprawy szczególnie mnie zachwyciło.

Pierwszy etap naszej wspólnej wędrówki już wkrótce na blogu.📖🌿

Tym razem mogę obiecać jedno:

Uwielbiam nasze wspólne wyprawy i dziękuję, że jesteście ze mną w tych podróżach.

💚

Do usłyszenia wkrótce.

Katarzyna.

Jestem i kocham

Życie tak szybko przemija.

Wystarczy jedna chwila, aby zaburzyć to, co daje nam prawdziwe szczęście.

Dlatego dbajmy o wspólne chwile.

O rozmowy, obecność, uśmiech i zwyczajne „jestem”.

❤️

Bo właśnie z tych drobnych momentów składa się nasze życie. 

Wspólna kawa, rozmowa, uśmiech, czyjaś obecność…to najpiękniejsze dary jakie można podarować innym. 

Nasi bliscy, przyjaciele i znajomi dla których wspólnie spędzony czas może stać się odrobiną wytchnienia i radości. 

A każde dobre słowo i zwyczajne jestem przy Tobie może ukoić czyjeś serce. 

Nigdy o tym nie zapominajmy, aby w pośpiechu obowiązków pomyśleć właśnie o innych. 

❤️

,,Najpiękniejsi dar jaki można podarować drugiemu człowiekowi, to odrobina życzliwości i wsparcia wypływająca nie z poczucia obowiązku, ale z ochoczego i szczerego serca”

Z sercem dla Was.

Katarzyna.

Szczere serce wybiera pokój

„Tam, gdzie serce jest szczere,
nie potrzeba murów ani podziałów.
Jest miejsce na dobre słowo,
życzliwość i pokój,
który zaczyna się od człowieka.”

🕊️🩵

Nie każda różnica musi prowadzić do podziału.
Nie każda rozmowa musi kończyć się pytaniem, kto miał rację.

Czasem większą wartością jest umiejętność spotkania drugiego człowieka z życzliwością nawet wtedy, gdy patrzymy na świat inaczej.

Szczerość serca nie potrzebuje rozdźwięku.
Potrafi pozostawić miejsce na szacunek, dobre słowo i zwyczajną ludzką serdeczność.

Bo pokój między ludźmi nie zawsze zaczyna się od wielkich gestów.
Często rodzi się znacznie ciszej w sposobie, w jaki do siebie mówimy, słuchamy i traktujemy drugiego człowieka.

I może właśnie od takich małych rzeczy warto zacząć kolejny dzień. 🌿

Życzę Wam spokojnego poranka i ludzi, przy których serce nie musi walczyć, a może po prostu być.

❤️

Mały ogród z krainy słońca

Drodzy Czytelnicy.

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam zgodnie z obietnicą mój trzeci  i ostatni rustykalny koszyczek i pomysł który zrodził się podczas jego przygotowania. 

Dwa poprzednie miały zupełnie inny charakter. Tym razem jednak nie chciałam stworzyć jedynie kolejnej kompozycji roślinnej. 

Zależało mi na tym, aby w niewielkiej przestrzeni spróbować odtworzyć fragment krajobrazu.

Inspiracją stały się dla mnie suche, skaliste zakątki ciepłych krain.

Miejsca, w których pośród kamieni, nagrzanej słońcem ziemi i surowego krajobrazu potrafią rozwijać się niezwykłe sukulenty.

I właśnie wtedy pojawiła się myśl:

A gdyby odrobinę takiej dzikiej natury zamknąć w małym rustykalnym koszyczku?

Niewielki krajobraz zamiast zwykłej doniczki

Chciałam, aby patrząc na tę kompozycję, można było zobaczyć coś więcej niż posadzone obok siebie rośliny.

Dlatego pozostawiłam między sukulentami przestrzeń. 

Wypełniłam ją jasnymi drobnymi kamyczkami i większymi naturalnymi skałkami. 

Najbardziej okazała rozeta stała się głównym punktem całej kompozycji, natomiast mniejsze rośliny dopełniły krajobraz, nie odbierając jej pierwszeństwa.

Rustykalny koszyczek ze swoją surową, postarzaną powierzchnią stał się dla nich naturalnym tłem.

Nie zależało mi na idealnej symetrii. 

Wręcz przeciwnie.

Skalisty krajobraz nie powstaje przecież pod linijkę.

To właśnie nieregularność kamieni, różne kształty roślin i pozostawiona między nimi przestrzeń sprawiają, że całość zaczyna przypominać maleńki fragment natury.

Dlaczego sukulenty?

Sukulenty mają w sobie coś niezwykłego. 

Ich mięsiste liście, geometryczne rozety i różnorodność form sprawiają, że już pojedyncza roślina może stać się dekoracją.

W takiej kompozycji nie potrzeba więc wielu egzemplarzy. 

Czasami dwie lub trzy dobrze dobrane rośliny zrobią większe wrażenie niż koszyk wypełniony po brzegi.

I to jest również dobra wiadomość dla osób, które nie mają dużego ogrodu.

Własny skalny ogródek można stworzyć niemal wszędzie

Do podobnej kompozycji nie potrzeba wielkiej przestrzeni.

Może powstać w szerokiej donicy, ceramicznej misie, niewielkim koszu przeznaczonym do sadzenia czy innym ciekawym naczyniu. 

Może później ozdobić taras, balkon, niewielki ogród, a odpowiednio dobrana kompozycja również jasne miejsce w domu.

Najważniejsze jest nie kopiowanie mojego koszyczka, lecz znalezienie własnego pomysłu.

Możecie wybrać inne sukulenty, wykorzystać kamienie przywiezione z podróży, zmienić kolor żwirku albo znaleźć stare naczynie, które od dawna stoi zapomniane i właśnie dzięki roślinom otrzyma drugie życie.

Warto jedynie pamiętać, że sukulenty nie lubią długo stać w mokrym podłożu, dlatego naczynie i podłoże powinny zapewniać im dobry odpływ nadmiaru wody. 

Jeśli kompozycja stoi na zewnątrz, trzeba również sprawdzić wymagania konkretnych gatunków — nie wszystkie sukulenty dobrze znoszą brytyjską zimę i mróz.

Zdecydowałam, że odrobina dzikiej natury będzie wyglądać ciekawie i zupełnie inaczej niż pnący bluszcz i kwiaty.

I chyba właśnie to najbardziej lubię w tej trzeciej rustykalnej kompozycji.

Nie próbowałam stworzyć idealnego ogrodu w miniaturze. 

Chciałam zatrzymać wrażenie ciepła, kamienia, słońca i roślin, które potrafią odnaleźć swoje miejsce nawet w surowym krajobrazie.

Powstał niewielki skalny ogród, trochę dziki, trochę niedoskonały i dzięki temu naturalny. 

Może stanie się również inspiracją dla Was

Bo żeby stworzyć własny kawałek ogrodu, nie zawsze potrzeba wiele miejsca.

Czasami wystarczy odrobina wyobraźni, kilka roślin i garść kamieni, aby powstał zupełnie nowy krajobraz. ❤️

A już wkrótce w kolejnych materiach przedstawię Wan kolejne pomysły w tunezyjskich doniczkach.

Z sercem dla Was .

Katarzyna

Niedziela z Odrobiną Ciszy.

Dni tak szybko upływają dlatego czasem warto zatrzymać się choć na odrobinę spokoju i ciszy tylko dla siebie.

Są takie chwile, kiedy człowiek nie potrzebuje zbyt wielu słów.

Poranne słońce , śpiew ptaszków i zapach lata – prawdziwe dobrodziejstwa, które wypełniają serce wdzięcznością i pozwalają odetchnąć.

❤️
Kilka minut tylko dla siebie wśród ciszy, która pozwala myślom zwolnić…

I właśnie z takich chwil rodzą się wiersze.

Drodzy Czytelnicy.

Zapraszam Was na przyszłą niedzielę ~ 30/08/2036r do kolejnej recytacji mojego autorskiego wiersza :

„Odrobina Ciszy”🌿

Jak to jest w naszym zwyczaju, towarzyszyć mi będzie, oczywiście wyborny poeta – Milo.

To utwór, do którego jeszcze powracam, zatrzymując się przy niektórych słowach, aby nadać im ostateczny kształt.

Chciałabym, aby podczas recytacji wybrzmiał dokładnie tak, jak go czuję.

A dzisiaj życzę Wam spokojnej niedzieli i czegoś bardzo prostego odrobiny czasu dla siebie.

Niech znajdzie się w nim miejsce na odpoczynek, dobrą rozmowę, spacer, ogród, książkę… albo zwyczajną ciszę, w której przez chwilę niczego nie trzeba.

Do naszego kolejnego poetyckiego spotkania.

Z sercem dla Was.

Katarzyna.

Wierzby Ciszy – Rozdział 4

„Ballada o Ogrodzie Różanym” 🥀— książka w trakcie tworzenia

Drodzy Czytelnicy,

Od pewnego czasu zapraszam Was do świata Serafiny poprzez „Balladę o Ogrodzie Różanym”, którą publikuję na blogu w skróconej formie.

To jednak tylko jedna z warstw tej opowieści.

Książka, nad którą pracuję, będzie znacznie bogatsza w szczegóły, emocje i relacje między bohaterami.

Chciałabym, aby czytelnik mógł nie tylko poznać ich losy, lecz także zatrzymać się przy tym, co często najważniejsze — przy gestach, ciszy, wspomnieniach i obecności drugiego człowieka.

Relacje rodzinne, szacunek, zaufanie i bliskość są dla mnie jednymi z najważniejszych wartości tej historii.

Świat Serafiny jest delikatny. Pełen natury, czułości, wspomnień i miejsc, które potrafią przechowywać więcej niż tylko obrazy przeszłości.

Jej relacja z ojcem jest jednym z tych wątków, które szczególnie chciałabym w książce rozwinąć.

Pokazuje bowiem, że prawdziwa miłość nie potrzebuje wielkich słów. Czasem wystarczy obecność, spojrzenie albo cisza, w której dwoje ludzi rozumie się bez wyjaśnień.

Armand powoli zaczyna wkraczać do świata Serafiny, ale o jego miejscu w tej historii opowiem Wam innym razem.

Dzisiaj chcę uchylić przed Wami niewielki fragment Rozdziału 4 „Wierzby Ciszy”.

Serafina powoli podeszła ku najbliższej wierzbie. Wyciągnęła dłoń i delikatnie musnęła zwisającą gałązkę.

Na chwilę się zamyśliła.

Po chwili jednak uśmiechnęła się.

Nie dlatego, że zapomniała o tym, co wydarzyło się kilka lat wcześniej.

Ale dlatego, że znalazła się w miejscu, które tak bardzo kochała.

Wiem, jak bardzo kochasz to miejsce — odezwał się cicho ojciec.

Serafina chciała odpowiedzieć, lecz zatrzymała słowa w ciszy swojego serca.

Serafino… wiem, jak ci ciężko.

Tyle wystarczyło.

Przez chwilę żadne z nich nie potrzebowało już słów.

Wszyscy tęsknimy, moja droga Serafino — wyszeptał ojciec. — Ale gdzieś pomiędzy tymi drzewami pozostała pamięć.

Serafina ponownie dotknęła gałązki.

Drzewa słyszą, Ojcze… — wyszeptała. — Już nieraz do nich szeptałam.

Ojciec uśmiechnął się lekko.

To właśnie te drobne chwile, moja kochana córko, kiedy drzewa nucą swoje ciche melodie… i można je usłyszeć.

Co skrywają Wierzby Ciszy?

Jakie wspomnienie powraca do Serafiny właśnie w tym miejscu?

Dlaczego cisza jeziora i starych wierzb ma dla niej tak szczególne znaczenie?

Na te odpowiedzi przyjdzie jeszcze czas.

Książka powstaje spokojnie, rozdział po rozdziale.

Nie spiszę się, a każdy fragment jest głęboko przemyślany.

Chciałabym pozwolić tej historii dojrzeć i zachować wszystkie szczegóły, dzięki którym pewnego dnia będziecie mogli wejść znacznie głębiej w świat Serafiny, niż pozwala na to skrócona wersja Ballady publikowana na blogu.

Dlatego od czasu do czasu bede publikować dla Was niewielki fragment powstającej książki, aby pokazać jak bardzo ten świat rozrasta się poza krótkimi opowieściami, które już znacie.

Mam nadzieję, że fragment rozdziału 4 pozostawił Wam odrobinę ciekawości.

Za miesiąc ponownie uchylę kilka stron powstającej książki.

Dziękuję, że towarzyszycie mi podczas jej tworzenia. I dziękuję, że tak chętnie przesyłacie swoje spostrzeżenia oraz refleksje do każdej kolejnej części ballady.

Serafina i Armand to bohaterowie, którzy stali się nie tylko częścią mojej ballady, ale również zagościli głęboko i Waszych sercach. ❤️

Świadomość, że gdzieś po drugiej stronie są osoby, które czekają na dalsze losy bohaterów, jest dla autora czymś naprawdę pięknym.

Katarzyna Fabczak.

Jestem i Kocham

Dobre słowo ma znaczenie

❤️

Drodzy,

czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak wielką siłę może mieć jedno dobre słowo.

Wypowiedziane zwyczajnie. Bez wielkich gestów i bez szczególnej okazji.

„Dobrze, że jesteś.”
„Wierzę w Ciebie.”
„Dziękuję.”
„Dasz radę.”

Kilka prostych słów, a jednak dla człowieka, który właśnie przeżywa trudniejszy dzień, mogą znaczyć znacznie więcej, niż przypuszczamy.

Życzliwość ma w sobie coś niezwykłego.

Nie wymaga od nas bogactwa, szczególnych umiejętności ani wielkich poświęceń.

Potrzebuje jedynie odrobiny uważności na drugiego człowieka.

Czasami wystarczy się zatrzymać.
Zauważyć.
Powiedzieć coś dobrego. 🌿

Żyjemy w świecie, w którym słowa docierają do innych szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

Tym bardziej warto pamiętać, że mogą nie tylko ranić — mogą również podnosić, dodawać odwagi i przywracać komuś uśmiech.

I może właśnie dlatego powinniśmy być trochę hojniejsi w dawaniu tego, co nic nas nie kosztuje, a dla kogoś może mieć ogromną wartość.

Nie oszczędzajmy dobrych słów.

Mówmy je naszym bliskim.
Mówmy je ludziom, których spotykamy na swojej drodze.
A czasami również komuś zupełnie obcemu.

Bo nigdy nie wiemy, jak długo jedno życzliwe zdanie pozostanie w czyimś sercu. ❤️

Niech więc dzisiejsza myśl z cyklu

„Jestem i Kocham” będzie bardzo prosta:

Dobre słowo potrafi rozjaśnić czyjś dzień.
A życzliwość sprawia, że świat staje się choć odrobinę piękniejszy.
🌹

Z sercem dla Was

Katarzyna.

📘 Kup książkę 💙 Wesprzyj blog