Następny dzień w Dworze upłynął spokojnie.
Serafina starała się wrócić do swoich codziennych zajęć, lecz tajemniczy ślad na obrazie nadal powracał do jej myśli.
Nie potrafiła jeszcze zdecydować, co powinna z nim zrobić.
Tego wieczoru jednak Dwór miał wyglądać zupełnie inaczej.
Ojciec Serafiny postanowił wydać niewielkie przyjęcie, aby uczcić przybycie gościa.
Od godzin popołudniowych służba przygotowywała sale, zapalano kolejne świece, ustawiano kwiaty, a w jadalni i salonie pojawiały się ostatnie przygotowania.
Zanim jednak salon wypełnił się światłem świec, rozmowami i muzyką, Serafina postanowiła na chwilę oddalić się od zgiełku przygotowań.

Udała się do ogrodu.🥀
Wśród róż, które kołysały się lekko na wieczornym wietrze, mogła jeszcze przez moment pobyć sama ze swoimi myślami.
Delikatny zapach kwiatów, ciepłe światło zachodzącego słońca i spokojny rytm ogrodu pozwalały jej odetchnąć przed wieczorem, który dopiero miał się rozpocząć.
Być może właśnie taki wieczór był jej potrzebny.
Kilka godzin, podczas których nie będzie musiała wracać myślami do obrazu, zastanawiać się nad tajemniczym śladem ani szukać odpowiedzi, które wciąż nie chciały do niej przyjść.
W tym czasie Armand również przygotowywał się do przyjęcia.
Dwór powoli wypełniał się światłem, a noc dopiero miała odsłonić swoje pierwsze sekrety.

Kiedy wieczorem Serafina zeszła na dół, Dwór wypełniało ciepłe światło świec i cichy gwar rozmów.
Ojciec spojrzał na córkę z wyraźną dumą.
Wiedział, że jeszcze tego wieczoru Serafina zasiądzie przy pianinie.
Uwielbiał jej słuchać.
Od lat muzyka grana przez córkę była dla niego czymś więcej niż tylko pięknym dźwiękiem.
Była częścią domu.
Czymś znajomym, bliskim i niezwykle ważnym.
Serafina zauważyła jego spojrzenie i uśmiechnęła się lekko.
Nie potrzebowali słów.
Po pewnym czasie rozmowy ucichły, a Serafina zajęła miejsce przy pianinie.
Pierwsze dźwięki wypełniły salon spokojnie.
Ojciec słuchał z uwagą.
Armand również.
Nie przerywał tej chwili ani jednym słowem.
Patrzył na Serafinę inaczej niż wcześniej.
Nie tylko jak na córkę gospodarza Dworu.
Nie tylko jak na kobietę, którą spotkał przy Wierzbach Ciszy.
Po raz pierwszy widział ją w świecie, który był naprawdę jej własny.
Kiedy ostatnie dźwięki ucichły, przez chwilę nikt się nie odezwał.
Dopiero potem salon ponownie wypełniły rozmowy.
Wieczór trwał dalej.
Świece odbijały się w kryształach, muzyka powróciła, a goście zaczęli przygotowywać się do tańca.
Serafina stała nieco z boku.
Armand podszedł do niej spokojnie.
Zatrzymał się w odpowiedniej odległości i lekko skłonił głowę.
— Czy zechce pani podarować mi ten taniec?
Serafina spojrzała na niego.
Przez krótką chwilę nic nie odpowiedziała.
A potem na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
W blasku świec i spokojnej melodii zatańczyli po raz pierwszy razem.
Każdy krok przybliżał ich do siebie odrobinę bardziej, a spojrzenia mówiły więcej, niż odważyłyby się wypowiedzieć słowa…
Była w tej chwili delikatność, której żadne z nich się nie spodziewało.
Jakby pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy jeszcze niedawno byli sobie obcy, zaczynała powstawać pierwsza, niemal niewidzialna nić…
Nie wiedzieli jeszcze, dokąd zaprowadzi ich ta znajomość.
Tego wieczoru wystarczyło jednak, że byli obok siebie.
Ciąg dalszy wkrótce… 🌹📖

