słoneczniki, od których rozpoczęliśmy naszą wspólną wędrówkę po ogrodach Tatton Park, pozostawiamy już powoli za sobą. 🌻
Cieszę się, że tak bardzo przypadły Wam do serca. Teraz jednak ruszamy dalej, bo przed nami kolejne miejsca, kolory i kwiaty, przy których naprawdę warto się zatrzymać.
Tym razem zapraszam Was do podziwiania pięknych dalii.
I tutaj natura zdecydowanie nie oszczędzała na kolorach.
Różowe, kremowe, żółte, morelowe, purpurowe
– delikatne i subtelne.
Okazałe i niemal stworzone po to, aby przyciągać wzrok.
Kiedy przyglądałam się im z bliska, urzekła mnie nie tylko różnorodność barw, lecz również budowa samych kwiatów.
Płatki układają się warstwa po warstwie, tworząc niezwykłe formy.
Czasem niemal idealnie regularne, innym razem bardziej swobodne i lekkie.
Każda inna, a każda piękna na swój sposób.
I oczywiście podczas spaceru miałam jeszcze jedną małą misję. 😁
Wśród tylu dalii zaczęłam wypatrywać tej, którą dobrze znam z własnego ogrodu.
I znalazłam.
To było bardzo sympatyczne spotkanie zobaczyć znajomy kwiat tutaj, pośród ogromnej różnorodności ogrodów Tatton Park.
Dlatego na zakończenie tego etapu pokażę Wam również małe porównanie:
dalia z Tatton Park i dalia z mojego ogrodu.
Prawda, że wyglądają prawie jak siostry bliźniaczki ?
Dalia z Tatton ParkDalia z mojego ogrodu
Dwa różne miejsca, a natura przemawia tym samym językiem.
💚
Nie będę wybierała najpiękniejszej, ponieważ wszystkie są przepiękne.
A jak Wam się podobają ? 🤔
Pewnie niektórzy z Was odnajdą wśród nich te swoje ulubione.
A może każdą kochacie, tak samo jak ja za to, że każda z nich ma swój osobliwy urok.
W następnej części naszej wędrówki skierujemy kroki w stronę kwiatów, na które sama bardzo czekałam.
Róże w Tatton Park. 🌹
Zobaczymy, czym nas zaskoczą i czy znajdziemy wśród nich takie, przy których trudno będzie przejść obojętnie.
Dzisiaj napiszę kilka ciekawych spostrzeżeń na temat pięknych, a czasami surowych krajobrazów Lanzarote.
Zafascynowały mnie już od pierwszych chwil mojego pobytu.
Patrząc dziś na tą piękną i spokojną wyspę aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilkaset lat temu natura pokazała tutaj swoją niezwykłą siłę.
Lanzarote
Największe erupcje wulkaniczne trwały niemal sześć lat – od 1730 do 1736 roku.
Był to jeden z najdłuższych okresów aktywności wulkanicznej odnotowanych na Wyspach Kanaryjskich.
Wszystko rozpoczęło się 1 września 1730 roku w okolicach miejscowości Timanfaya.
Ziemia zaczęła pękać, a z jej wnętrza wydobywały się ogromne ilości lawy, popiołu i gazów.
Erupcje pojawiały się w różnych miejscach wyspy, tworząc kolejne stożki wulkaniczne i zmieniając krajobraz niemal z dnia na dzień.
Lawa oraz popiół pokryły ogromne obszary Lanzarote, niszcząc pola uprawne, domy i całe osady.
Wielu mieszkańców zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów i rozpoczęcia życia od nowa.
Dla ludzi był to czas ogromnego cierpienia i niepewności.
To, co przez lata budowali, często znikało pod warstwą gorącej lawy.
Natura przypomniała człowiekowi, jak potężne siły drzemią we wnętrzu naszej planety.
Jak lawa ukształtowała Lanzarote
Dzisiaj spacerując po wybrzeżu, możemy dostrzec ślady tamtych wydarzeń.
Czarne skały rozciągające się wzdłuż oceanu nie są zwykłymi kamieniami.
To zastygła lawa, która setki lat temu płynęła niczym ognista rzeka.
Kiedy rozgrzana do ponad tysiąca stopni lawa docierała do oceanu, następowało gwałtowne schłodzenie.
Powodowało ono pękanie skał oraz tworzenie niezwykłych formacji skalnych, które do dziś zachwycają swoim wyglądem.
Patrząc na nieregularne kształty skał, łatwo wyobrazić sobie kierunek, w którym płynęła lawa. Miejscami wygląda tak, jakby czas zatrzymał jej ruch w jednej chwili.
To właśnie dzięki tym procesom wybrzeże Lanzarote ma swój surowy, niepowtarzalny charakter.
Ocean i czas – najwięksi rzeźbiarze natury
Choć erupcje zakończyły się setki lat temu, natura nie przestała pracować.
Przez kolejne stulecia fale oceanu nieustannie uderzały o zastygłą lawę, stopniowo wygładzając jej powierzchnię, tworząc szczeliny, niewielkie zatoczki oraz naturalne baseny wypełniane wodą podczas przypływu.
To proces, który trwa do dziś.
Ogień stworzył ten krajobraz.
Ocean nadaje mu ostateczny kształt.
A czas sprawia, że każdego roku zmienia się on jeszcze odrobinę.
Mimo surowych warunków Lanzarote ponownie stało się miejscem tętniącym życiem.
Rośliny przystosowały się do niewielkiej ilości opadów, silnego słońca i wulkanicznego podłoża.
Dzisiaj wyspa zachwyca kontrastem czarnej lawy, białej architektury oraz intensywnych kolorów bugenwilli, opuncji i palm.
To niezwykły przykład tego, jak natura potrafi odrodzić się nawet po największych katastrofach.
Podczas pobytu na Lanzarote wielokrotnie miałam wrażenie, jakbym spacerowała po powierzchni innej planety.
Surowe krajobrazy, rozległe pola zastygłej lawy i wulkaniczne wzgórza tworzą widoki, których trudno szukać w innych częściach Europy.
Najbardziej poruszyły mnie jednak nie same wulkany.
To właśnie zastygła lawa opowiada historię tej wyspy.
Patrząc na nią, można niemal wyobrazić sobie ogromną siłę, z jaką płynęła przed wiekami, zmieniając wszystko na swojej drodze.
Dzisiaj w tym samym miejscu słychać już jedynie szum fal, a ocean cierpliwie wygładza skały, które kiedyś były płynnym ogniem.
To niezwykła lekcja historii, geologii i pokory wobec natury.
Podróże uczą nas nie tylko odkrywania nowych miejsc.
Uczą również dostrzegać, że świat, który dziś wydaje się spokojny i niezmienny, powstawał przez tysiące lat pod wpływem sił znacznie większych od człowieka.
Lanzarote przypomina mi o tym za każdym razem, gdy patrzę na zastygłą lawę.
Bo czas potrafi zamienić tragedię w krajobraz, który dziś zachwyca ludzi z całego świata.
Jedne zapisują się w pamięci dzięki pięknym krajobrazom, inne dzięki spotkaniom, a jeszcze inne dzięki chwilom ciszy, podczas których po prostu zatrzymujemy się i patrzymy przed siebie.
Minione dni były dla mnie początkiem wyjątkowej podróży.
Lanzarote od pierwszych chwil zachwyca swoją surową naturą, oceanem i niezwykłym wulkanicznym krajobrazem.
Razem odkrywaliśmy pierwsze skarby wyspy – majestatyczną agawę, niezwykłą opuncję figową oraz miejsca, gdzie ocean każdego dnia spotyka się z czarnymi skałami ukształtowanymi przez dawną działalność wulkanów.
To jednak dopiero początek.
Przed nami jeszcze wiele wspólnych odkryć. Opowiem Wam o bugenwilli, historii tej niezwykłej wyspy, nocnym obliczu Lanzarote, piaskowych rzeźbach oraz roślinach, które potrafią zachwycić swoją urodą nawet po zachodzie słońca.
Na chwilę odpłynęliśmy również od naszych Ballad, aby w pełni zanurzyć się w tej podróży.
Wiem jednak, że Serafina, Armand oraz załoga Szafiry i Obsydiana już niedługo ponownie zaproszą Was do swoich opowieści.
W ubiegłym tygodniu pokazałam Wam również pierwszy etap kolejnej nowej kompozycji w stylu skandynawskim, następne etapy jej powstawania oraz ciekawe pomysły pokażę Wam po powrocie z Lanzarote.
Mam nadzieję, że wspólnie stworzymy jeszcze wiele pięknych ogrodowych inspiracji. 💚
Drodzy, ten tydzień był dla mnie ważny także z innego powodu.