Po wieczorze spędzonym przy fortepianie Serafina kolejnego poranka udała się do ogrodu.
Wśród kwiatów i cichego szumu fontanny łatwiej było uporządkować myśli.
Ta chwila wyciszenia była jej bardzo potrzebna.
Niedokończony obraz czekał.
To był moment w którym ukojona porannym spacerem w ogrodzie postanowiła udać się do swojej pracowni.
Przez okno wpadało delikatne światło poranka.
Na sztaludze czekał obraz, którego od kilku dni nie potrafiła ukończyć.
Przedstawiał Wierzby Ciszy i jezioro.
Jezior, które rozświetlone promieniami słońca przypominało błyszczący diament.
Miejsce, które od zawsze było dla niej szczególnie bliskie.
Stare drzewa pochylające się nad ciszą mieniącego się w słońcu jeziora.
I ciszę, którą można było niemal usłyszeć.
Serafina przez chwilę przyglądała się swojemu dziełu.
Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak zapamiętała.
A jednak coś nie dawało jej spokoju.
Jej wzrok po raz kolejny zatrzymał się na jednym fragmencie obrazu.
Na śladzie, który pojawił się tam niespodziewanie.
Nie przypominał zwykłego błędu pędzla.
Ani przypadkowej plamy farby.
Było w nim coś, czego nie potrafiła wyjaśnić.
Sięgnęła po pędzel.
Delikatnie naniosła kolejne warstwy farby.
Próbowała poprawić kształt.
Zmienić jego linię.
Ukryć go pośród kolorów jeziora i gałęzi.
Cofała się kilka razy, aby spojrzeć na obraz z większej odległości.
Lecz z każdą kolejną próbą miała wrażenie, że wszystko wygląda gorzej niż wcześniej.
W końcu opuściła pędzel.
I przez dłuższą chwilę milczała.
Nie wiedziała dlaczego, ale właśnie ten fragment obrazu przyciągał jej uwagę bardziej niż wszystkie pozostałe.
Jakby próbował opowiedzieć historię, której jeszcze nie rozumiała.
A Wierzby Ciszy trwały niewzruszenie na płótnie.
Skrywając więcej tajemnic, niż mogło się wydawać…

