Cisza morza

Statek Szafiry pozostał na wodzie,

kołysany łagodnie przez fale.

Cisza morza pozwoliła załodze odzyskać spokój,

którego tak bardzo potrzebowali.

Kapitan wie, że morze przynosi nieoczekiwane okoliczności.

Wie, że trzeba być gotowym —

zawsze i wszędzie.

Na jej pokładzie nie ma miejsca na zdradę ani tchórzostwo.

Nie ma tych, którzy działają przeciw sobie.

Były momenty zwątpienia.

Ale prawdziwy kapitan działa z rozwagą i odpowiedzialnością.

Nikt nie podważa decyzji bo załoga stanowi jedność, opartą na wzajemnym szacunku i zaufaniu.

I właśnie dlatego w obliczu nadchodzących wydarzeń

Szafira podjęła decyzję.

Postanowiła wydać dekret dla swojej załogi.

W towarzystwie Juliana

Serafina spędziła miły dzień w towarzystwie Juliana.

Nie sądziła, że rozmowa z Julianem przyniesie jej wewnętrzne ukojenie, którego tak bardzo potrzebowała.

Nie dokończyła jeszcze obrazu.

Nie dlatego, że nie mogła.

Ale dlatego, że tak dużo się działo.

Przyjęcie i niespodziewany gość w dworze nadało określony rytm.

Ale ona nie śpieszyła się.

Pozwoliła, aby myśli błądziły.

Trochę w ciszy.

Trochę w ogrodzie.

Wśród róż, które są dla niej wszystkim.

A wkrótce pojawiają się nowe.

Wyjątkowe i specjalne.

To dla nich w myślach szuka odpowiedniego miejsca w ogrodzie.

Wraca myślami również do obrazu.

Wie, że na wszystko jest odpowiedni czas.

Wkrótce jej obraz nabierze kolorowych i pięknych barw.

I wypełni się spokojem serca.

Bo czasami są momenty w życiu, które nie wymagają zbyt wielu obietnic.

Spotkanie z Julianem było dla niej ukojeniem i ciszą, której tak bardzo potrzebowała.

Bo czasami wystarczy zwykłe spojrzenie i prawdziwa szczera rozmowa.

Moment w którym można odetchnąć.

A zachód słońca staje się dopełnieniem.

Poranek w Ogrodzie Róż

Poranek w ogrodzie przyniósł coś więcej niż ciszę.

Serafina zatrzymała się przy różach, jakby chciała uchwycić moment, który nie potrzebował słów.

Nie była sama.

Julian pojawił się spokojnie, bez pośpiechu i bez narzucania swojej obecności.

Rozmowa była krótka.

Ale uważna.

Nie padło wiele słów…, a jednak każde z nich miało znaczenie.

Mówił o jej obrazie. 

O tym, co w nim dostrzegł, lekkość… i coś więcej.

Serafina słuchała.

Spokojnie.

Z dystansem, który nie był obojętnością.

Bo nie każda rozmowa jest przypadkiem.

I nie każde spotkanie pojawia się bez powodu.

Czasem…to dopiero początek czegoś, czego jeszcze nie potrafimy nazwać.

,,W Różanym Ogrodzie”🥀

Serafina&Armand

Już jutro kolejna część.

Zapraszam serdecznie.

Cisza morza

Statek Szafiry pozostał na wodzie kołysany łagodnie przez fale.

Na morzu…zaufanie nie jest wyborem

Jest tym, co pozwala przetrwać.

A współpraca tym, co pozwala płynąć dalej.

Życzenia Świąteczne

Życzę Wam pięknych, rodzinnych

Świąt Wielkanocnych,

pełnych ciepła i wzajemnej życzliwości…

Abyśmy zawsze cieszyli się

swoją obecnością,

szanowali się i kochali takimi,

jakimi jesteśmy.

Nie tylko od święta

♥️

Wesołych Świąt 🐣

🌿

Kochać szczerze

Miłość nie zawsze potrzebuje słów.

Nie musi być widoczna dla wszystkich.

Czasami jest cicha i spokojna.

Ukryta w drobnych gestach, w obecności, w pamięci o drugim człowieku.

W świecie, w którym tak wiele mówi się o miłości,

łatwo zapomnieć, że jej prawdziwe znaczenie

nie kryje się w deklaracjach,

lecz w codziennym życiu.

W drobnych gestach każdego dnia,

w każdym miłym i czułym słowie.

Bo serce nie potrzebuje okazji, aby być dobre.

Nie potrzebuje świąt, aby kochać.

Miłość, która jest prawdziwa

po prostu trwa.

W Ogrodzie Róż

Poranek był łagodny.

Światło osiadało na płatkach róż, zatrzymując się na nich na chwilę, jakby nie chciało ich opuszczać zbyt szybko.

Serafina stała przy ścieżce.

Patrzyła na ogród…na ukochane róże.

Na ptaki, które przelatywały nisko, niemal bezgłośnie. Była sama. A przynajmniej tak jej się wydawało.

W pewnym momencie usłyszała za sobą spokojny głos:

— Dzień dobry, Pani.

Stał kilka kroków za nią.

Nie narzucał się.

Serafina odwróciła się z delikatnym, spokojnym uśmiechem.

Tego dnia była w wyjątkowo dobrym nastroju.

Poranek ukoił jej myśli i obudził w niej na nowo potrzebę dokończenia obrazu, który od kilku dni pozostawał niedomknięty.

— Wybacz, jeśli zakłócam poranek — skłonił lekko głowę.

Julian.

Serafina skinęła delikatnie.

Następnie odpowiedziała delikatnym głosem.

Serafina.

Nastąpiła cisza.

Nie niezręczna ale naturalna.

Ten ogród… — zaczął spokojnie — ma w sobie coś, czego trudno szukać gdzie indziej.

Spokój? — zapytała cicho.

— Nie tylko.

Jakby pamiętał więcej, niż powinien.

Spojrzała na niego uważniej.

Wczoraj miałem okazję zobaczyć Pani obrazy.

Nie odpowiedziała od razu.

Jeden z nich szczególnie przykuł moją uwagę…

„Ptaki we mgle”. Zatrzymał się na chwilę.

— Jest w nim lekkość…i coś, co pozwala przenieść się myślami w zupełnie inne miejsce.

Serafina uniosła lekko wzrok.

Wzruszenie pojawiło się cicho — niemal niezauważalnie.

— Każdy obraz niesie w sobie przesłanie — odpowiedziała spokojnie.

Czasem ukryte w tym, co niewidoczne na pierwszy rzut oka.

A i tak tylko malarz rozumie jego prawdziwą głębię.

Nie wszyscy to dostrzegają — dodała po chwili.

Może dlatego, że nie każdy potrafi patrzeć…

bez potrzeby zrozumienia wszystkiego — odpowiedział cicho i spokojnie.

Cisza wróciła między nimi.

Jeden z wielu interesujących Pani obrazów przy których człowiek przestaje się spieszyć.

W pewnym momencie spojrzał w stronę domu.

Jakby przypomniał sobie coś nagle.

Pani ojciec wspomniał…

— zawahał się na moment.

Pracuje Pani nad obrazem, który nie został jeszcze ukończony, czyż nie tak ?

Serafina nie odpowiedziała od razu.

Jej spojrzenie pozostało spokojne.

Ale zamknięte.

Minęła chwila.

Dłuższa niż poprzednie.

Julian skinął lekko głową.

Jakby zrozumiał więcej, niż zostało powiedziane.

Wybacz, jeśli zapytałem zbyt śmiało.

Nie, proszę Pana… — odpowiedziała cicho.

— On jeszcze nie jest gotowy.

Czasami trzeba się zatrzymać, aby dzieło mogło dojrzeć.

Nagle ptaki poderwały się z gałęzi i na moment wszystko się poruszyło.

A potem znów ucichło.

I tylko ogród zatrzymał ten moment pomiędzy nimi.

Tymczasem, w dworze kuzynki Armanda…on nie potrafił pogodzić się z tym, co pozostało niewyjaśnione.

Wieczór zapadał powoli.

Światło dnia gasło w oknach, pozostawiając po sobie jedynie cichy półmrok w którym myśli stawały się wyraźniejsze niż zwykle.

Armand stał przy oknie.

Patrzył gdzieś dalej…, jakby próbował dostrzec coś, czego nie było widać.

List nie dotarł.

Ta myśl wracała do niego uparcie.

Zbyt uparcie.

Nie było w tym przypadku bo znał drogę.

Znał ludzi i ich sposób działania.

I właśnie dlatego to nie miało prawa się wydarzyć.

Odwrócił się powoli.

Na stole leżały notatki. Rozpisane możliwości.

Każda prowadziła donikąd.

Wciąż o tym myślisz ?

Głos kuzynki był spokojny.

Stała przy wejściu.

Obserwowała go uważnie.

Przez chwilę milczała, jakby ważyła słowa.

W jej spojrzeniu pojawił się cień troski —cichy, nienarzucający się, ale obecny.

Nie wszystko musisz rozwiązać tej nocy…kuzynie.

— powiedziała łagodnie.

Czasem odpowiedzi przychodzą później.

A czasem… ktoś może pomóc, nawet jeśli nie zna wszystkich szczegółów.

Zatrzymała się na moment.

Jeśli tylko pozwolisz.

Ta noc była spokojna.

Zbyt spokojna, jak na to, co działo się w jego myślach. Ale on nie odpowiedział.

Zamyślił się…, a jego spojrzenie powędrowało ku rozświetlonemu niebu, gdzie gwiazdy milczały tak samo, jak on.

Niedokończony obraz

Serafina rozmyślała nad niedokończonym jeszcze obrazem.

Poprzedniego dnia w dworze dużo się działo.

Ale ona nie chciała się spieszyć, ponieważ

nie każdy obraz powstaje od razu.

Niektóre dojrzewają w ciszy i spokoju.

A tylko serce wie, kiedy nadejdzie właściwy moment.

❤️

A niektóre historie.. dopiero zaczynają się układać.

W leśnej ciszy

Przyjęcie rozpoczęło się dokładnie tak, jak zaplanowano.

Światło świec miękko rozlewało się po sali, muzyka niosła się spokojnie, a rozmowy gości tworzyły delikatny, elegancki szum.

Wszystko było na swoim miejscu.

A jednak… nie wszystko było takie samo.

Serafina stała pośród ludzi, uśmiechała się, rozmawiała.

W pewnym momencie goście w sali usłyszeli rozbrzmiewający dźwięk pianina

Serafina grała.

Z powagą i pełnym skupieniem

Nuty rozbrzmiewały spokojny ton, który subtelnie nadawała im głębię…

Ale w sercu czuła coś, czego nie potrafiła nazwać.. 

Jakby powietrze było odrobinę cięższe.

Jej obrazy przyciągały uwagę.

Zatrzymywali się przy nich goście, szeptali między sobą, wracali spojrzeniem.

Wśród nich był on.

Gość zaproszony przez jej ojca.

Nie spieszył się.

Nie zadawał wielu pytań.

Stał.

Patrzył.

Dłużej niż inni.

To nie są zwykłe obrazy… 

— wyszeptał cicho…

Był zachwycony obrazami, ale nie tylko.

Było w tym coś więcej…

Coś czego sam do końca w pełni nie rozumiał

Wodził myślami…, pomiędzy salą gdzie grała na pianinie Serafina, a obrazami.

Ojciec Serafiny obserwował ze spokojem wszystko

z dystansu.

W pewnym momencie podszedł bliżej.

Zadowolenie malowało się na jego twarzy —

ale nie było to tylko zadowolenie z uznania.

Było spokojne.

Pewne.

Jakby ten moment… nie był przypadkiem.

Serafina odwróciła wzrok.

Dostrzegła, że zaproszony gość przygląda się uważnie jej obrazom.

I wtedy to poczuła wyraźniej…

Jakby lekki niepokój.

Krótki, niemal niedostrzegalny.

Ale prawdziwy.

Tymczasem, daleko od sali pełnej światła posłaniec wracał szybciej, niż powinien.

Jego kroki były niespokojne.

Oddech nierówny..

Nie miał dobrych wieści.

Gdy stanął przed Armandem, przez chwilę nie potrafił nic powiedzieć.

List… Panie— zaczął.

List nie dotarł.

Zapadła cisza.

Jak to możliwe?

 Zapytał Armand zaniepokojony.

Posłaniec zawahał się.

Ktoś mnie zatrzymał…

— nie wiem…Panie kto to był. Panowała ciemność w lesie nie wiele było widać.

Posłaniec zmarszczył brwi, jakby próbował sobie coś przypomnieć.

Armand spojrzał na niego uważnie.

Nie było śladów walki.

Nie było błędu w drodze.

Nie było żadnego logicznego wyjaśnienia.

A jednak… list zniknął.

Został sam ze swoimi myślami.

Próbował ułożyć fakty.

Odrzucał kolejne możliwości.

Każda prowadziła donikąd.

I wtedy po raz pierwszy pojawiło się coś, czego nie potrafił nazwać.

Nie strach tylko poczucie, że coś zaczęło dziać się poza jego kontrolą

A w sali pełnej światła rozmowy trwały dalej.

Muzyka nie ucichła.

I nikt jeszcze nie wiedział…, że coś właśnie zostało uruchomione.

📘 Kup książkę