W leśnej ciszy

Przyjęcie rozpoczęło się dokładnie tak, jak zaplanowano.

Światło świec miękko rozlewało się po sali, muzyka niosła się spokojnie, a rozmowy gości tworzyły delikatny, elegancki szum.

Wszystko było na swoim miejscu.

A jednak… nie wszystko było takie samo.

Serafina stała pośród ludzi, uśmiechała się, rozmawiała.

W pewnym momencie goście w sali usłyszeli rozbrzmiewający dźwięk pianina

Serafina grała.

Z powagą i pełnym skupieniem

Nuty rozbrzmiewały spokojny ton, który subtelnie nadawała im głębię…

Ale w sercu czuła coś, czego nie potrafiła nazwać.. 

Jakby powietrze było odrobinę cięższe.

Jej obrazy przyciągały uwagę.

Zatrzymywali się przy nich goście, szeptali między sobą, wracali spojrzeniem.

Wśród nich był on.

Gość zaproszony przez jej ojca.

Nie spieszył się.

Nie zadawał wielu pytań.

Stał.

Patrzył.

Dłużej niż inni.

To nie są zwykłe obrazy… 

— wyszeptał cicho…

Był zachwycony obrazami, ale nie tylko.

Było w tym coś więcej…

Coś czego sam do końca w pełni nie rozumiał

Wodził myślami…, pomiędzy salą gdzie grała na pianinie Serafina, a obrazami.

Ojciec Serafiny obserwował ze spokojem wszystko

z dystansu.

W pewnym momencie podszedł bliżej.

Zadowolenie malowało się na jego twarzy —

ale nie było to tylko zadowolenie z uznania.

Było spokojne.

Pewne.

Jakby ten moment… nie był przypadkiem.

Serafina odwróciła wzrok.

Dostrzegła, że zaproszony gość przygląda się uważnie jej obrazom.

I wtedy to poczuła wyraźniej…

Jakby lekki niepokój.

Krótki, niemal niedostrzegalny.

Ale prawdziwy.

Tymczasem, daleko od sali pełnej światła posłaniec wracał szybciej, niż powinien.

Jego kroki były niespokojne.

Oddech nierówny..

Nie miał dobrych wieści.

Gdy stanął przed Armandem, przez chwilę nie potrafił nic powiedzieć.

List… Panie— zaczął.

List nie dotarł.

Zapadła cisza.

Jak to możliwe?

 Zapytał Armand zaniepokojony.

Posłaniec zawahał się.

Ktoś mnie zatrzymał…

— nie wiem…Panie kto to był. Panowała ciemność w lesie nie wiele było widać.

Posłaniec zmarszczył brwi, jakby próbował sobie coś przypomnieć.

Armand spojrzał na niego uważnie.

Nie było śladów walki.

Nie było błędu w drodze.

Nie było żadnego logicznego wyjaśnienia.

A jednak… list zniknął.

Został sam ze swoimi myślami.

Próbował ułożyć fakty.

Odrzucał kolejne możliwości.

Każda prowadziła donikąd.

I wtedy po raz pierwszy pojawiło się coś, czego nie potrafił nazwać.

Nie strach tylko poczucie, że coś zaczęło dziać się poza jego kontrolą

A w sali pełnej światła rozmowy trwały dalej.

Muzyka nie ucichła.

I nikt jeszcze nie wiedział…, że coś właśnie zostało uruchomione.

❤️ Wesprzyj Kasię

Donate with PayPal

Facebook Comments

📘 Kup książkę