Zagubieni w ciszy

Szafira & Obsydian

Silniki ucichły, jakby statek nagle stracił oddech. 

Nastała błoga cisza, a załoga wstrzymała oddech w nadziei na znak.

Cisza przyszła powoli, lecz gdy już zapadła, okazała się cięższa niż hałas.

Nie było szarpnięcia ani gwałtownego zatrzymania — tylko zanik drgań, który rozlał się po pokładzie tak iż wszyscy słyszeli bicie swojego serca.

Mgła zbliżyła się do statku i otoczyła go szczelnie.

Nie miała granic ani kształtu. 

Przysłaniała wszystko, co mogłoby dać pewność: wodę, niebo, kierunek. 

Horyzont zniknął, jakby nigdy nie istniał. Pozostała tylko bliskość własnych myśli. 

Cichy oddech i bicie serca. 

Załoga w zadumie spojrzała w stronę kapitana. 

Szafira stała nieruchomo. 

Wpatrywała się przed siebie.  Zastanawiała się. 

– mgła była jak prawdziwe wyzwanie…niczym;

– ciemność połączona z ciszą bez wyjścia i bez światła w dłoni, które mogłoby wskazać określony kierunek.

Niepewność – budziła w niej pytania. 

Ale nie bała się – decyzja już zapadła. 

Teraz trzeba było ponieść ciężar, który objął wszystkich. 

Los statku znalazł się w martwym punkcie.

Szafira wiedziała, że bycie Kapitanem w ciszy było trudniejsze niż dowodzenie w sztormie gdzie jest 

 — ruch i hałas pozwalający ukryć niepokój.

Odpowiedzialność nie krzyczała. Ona osiadała cicho, jak mgła.

Wiedziała, że wybrała jedyną możliwą drogę. A jednak brak horyzontu sprawiał, że nawet słuszne decyzje traciły wyraźne kontury. 

Mgła chroniła statek ale jednocześnie odbierała orientację. 

Nie dawała odpowiedzi — tylko czas.

Obsydian leżał kilka kroków dalej, lekko ranny spoglądał w dal. Żył.  Widział zmartwienie – Szafiry.  Wiedział, że ona nie ugnie się nawet w obliczu mgły. Znał swojego kapitana, a ona nigdy się nie bała – serce wskazywało kurs. 

Obsydian postanowił być – stać u boku. 

A jego obecność była wyczuwalna, choć milcząca — jak punkt, wokół którego wszystko jeszcze się trzymało. Rana w ramieniu unieruchomiła go, ale nie odebrała mu przytomności. 

Wszyscy zdali sobie sprawę jeszcze bardziej jak bardzo potrzebują – jedności i braterstwa. 

Załoga poruszała się powoli, niemal bezszelestnie. 

Każdy gest był ostrożny, jakby głośniejszy ruch mógł przywołać to, przed czym uciekli. 

Nikt nie zadawał pytań. 

Nikt nie mówił o przyszłości. 

Wszyscy tkwili w zawieszeniu, niepewni, czy cisza oznacza ocalenie, czy jedynie krótką przerwę przed kolejnym uderzeniem.

Statek dryfował w mgle, pozbawiony punktów odniesienia.

Załoga trwała razem – zjednoczona, lecz każdy był sam ze swoimi myślami.

Szafira spojrzała przed siebie, w pustkę, gdzie powinien być horyzont. Ale nie widziała – nic. 

Mgła jak podmuch ciemnych – rozproszonych chmur tuż nad taflą morza zasłaniała wszystko.

Brak widoku nie przerażał jej tak bardzo jak świadomość, że nawet cisza może być próbą.

A jednak trwała.

Bo czasem jedynym możliwym ruchem jest pozostać.

❤️ Wesprzyj Kasię

Donate with PayPal

Facebook Comments

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

📘 Kup książkę