BALLADA O OGRODZIE RÓŻANYM
Część I

W ogrodzie, gdzie poranek pachniał świeżą rosą, a wiatr igrał z płatkami róż niczym z nutami starej melodii, siedziała dama — delikatna, skromna, o spojrzeniu, które potrafiło zatrzymać czas.
Patrzyła na świat z lekką, nieopisaną zadumą.
Uwielbiała ciche chwile, w których mogła delektować się ciszą swojego ogrodu — magią róż i śpiewem ptaków.
Ta cisza sprawiała, że Dwór cieszył się pochlebną opinią oraz wyjątkową elegancją, jaką dawniej pielęgnowały najlepsze rody.
Otulona zachwytem nad pięknem swoich ogrodowych róż, dotykała ich subtelnie, z czułością — jakby chciała wyszeptać im słowa: „Kocham was”.
Wiedziała, że są kruche jak szkło, ale również wiedziała, że są warte ochrony.
W ogrodzie odnajdywała wytchnienie — chwile tylko dla siebie, pełne zapachu rozkwitu, gdzie nawet światło zdawało się kłaniać jej z szacunkiem.
Tymczasem wokół Dworu rozchodziły się szepty. Niektóre przyspieszone, inne pełne podekscytowania.
Służba dyskretnie prostowała obrusy, gospodyni poprawiała porcelanę, a lokaje wymieniali spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa.
— Przybywa gość… — szeptano po salonach.
— Podobno niezwykle szarmancki…i mówi tak, że damy zapominają oddychać– szeptano z zachwytem nad owym gościem.
Wieści jak zawsze rozchodziły się szybko po okolicy, niczym wiatr rozpędzający liście w różne strony świata.
Ale dama ogrodu była inna.
Trwała w swoim spokoju – zamyślona delektowała się filiżanką herbaty w sowim pięknym różanym ogrodzie.
Nie oczekiwała niczego i z należytym dystansem przyjmowała zachwyt, jakim obdarzano szlachcica.
Dzień chylił się ku końcowi, lecz o poranku wiatr niósł już coś więcej niż zapach róż.
Choć jego imię unoszono na falach szeptów, ona — z lekkim uśmiechem pozostawała wierna własnemu rytmowi serca.
Niósł obietnicę — nową, spokojną i delikatną.
Niewyczuwalną, jak pierwsze drżenie struny przed muzyką.
Drodzy, druga część ballady – już w weekend. Historia ogrodu dopiero zaczyna odkrywać swoje tajemnice.
Zapraszam serdecznie- Katarzyna




Facebook Comments