Rozmaryn zimową porą

Rozmaryn — zimą

uraczył swoim widokiem.

Fioletem delikatnym —

barwą i zapachem.

Przy nim serce na chwilę stanęło,

myśl ucichła, nadszedł spokój.

Przy nim poczułam w kwiatach

magię cichego uroku.

Rozmaryn w grudniu —

jak dar życia.

Jestem zaszczycona

jego pięknem, wdziękiem i trwaniem.

W podzięce —

uśmiech złożony sercem.

Zagubieni w ciszy

Szafira & Obsydian

Silniki ucichły, jakby statek nagle stracił oddech. 

Nastała błoga cisza, a załoga wstrzymała oddech w nadziei na znak.

Cisza przyszła powoli, lecz gdy już zapadła, okazała się cięższa niż hałas.

Nie było szarpnięcia ani gwałtownego zatrzymania — tylko zanik drgań, który rozlał się po pokładzie tak iż wszyscy słyszeli bicie swojego serca.

Mgła zbliżyła się do statku i otoczyła go szczelnie.

Nie miała granic ani kształtu. 

Przysłaniała wszystko, co mogłoby dać pewność: wodę, niebo, kierunek. 

Horyzont zniknął, jakby nigdy nie istniał. Pozostała tylko bliskość własnych myśli. 

Cichy oddech i bicie serca. 

Załoga w zadumie spojrzała w stronę kapitana. 

Szafira stała nieruchomo. 

Wpatrywała się przed siebie.  Zastanawiała się. 

– mgła była jak prawdziwe wyzwanie…niczym;

– ciemność połączona z ciszą bez wyjścia i bez światła w dłoni, które mogłoby wskazać określony kierunek.

Niepewność – budziła w niej pytania. 

Ale nie bała się – decyzja już zapadła. 

Teraz trzeba było ponieść ciężar, który objął wszystkich. 

Los statku znalazł się w martwym punkcie.

Szafira wiedziała, że bycie Kapitanem w ciszy było trudniejsze niż dowodzenie w sztormie gdzie jest 

 — ruch i hałas pozwalający ukryć niepokój.

Odpowiedzialność nie krzyczała. Ona osiadała cicho, jak mgła.

Wiedziała, że wybrała jedyną możliwą drogę. A jednak brak horyzontu sprawiał, że nawet słuszne decyzje traciły wyraźne kontury. 

Mgła chroniła statek ale jednocześnie odbierała orientację. 

Nie dawała odpowiedzi — tylko czas.

Obsydian leżał kilka kroków dalej, lekko ranny spoglądał w dal. Żył.  Widział zmartwienie – Szafiry.  Wiedział, że ona nie ugnie się nawet w obliczu mgły. Znał swojego kapitana, a ona nigdy się nie bała – serce wskazywało kurs. 

Obsydian postanowił być – stać u boku. 

A jego obecność była wyczuwalna, choć milcząca — jak punkt, wokół którego wszystko jeszcze się trzymało. Rana w ramieniu unieruchomiła go, ale nie odebrała mu przytomności. 

Wszyscy zdali sobie sprawę jeszcze bardziej jak bardzo potrzebują – jedności i braterstwa. 

Załoga poruszała się powoli, niemal bezszelestnie. 

Każdy gest był ostrożny, jakby głośniejszy ruch mógł przywołać to, przed czym uciekli. 

Nikt nie zadawał pytań. 

Nikt nie mówił o przyszłości. 

Wszyscy tkwili w zawieszeniu, niepewni, czy cisza oznacza ocalenie, czy jedynie krótką przerwę przed kolejnym uderzeniem.

Statek dryfował w mgle, pozbawiony punktów odniesienia.

Załoga trwała razem – zjednoczona, lecz każdy był sam ze swoimi myślami.

Szafira spojrzała przed siebie, w pustkę, gdzie powinien być horyzont. Ale nie widziała – nic. 

Mgła jak podmuch ciemnych – rozproszonych chmur tuż nad taflą morza zasłaniała wszystko.

Brak widoku nie przerażał jej tak bardzo jak świadomość, że nawet cisza może być próbą.

A jednak trwała.

Bo czasem jedynym możliwym ruchem jest pozostać.

Pozdrowienia

Kochani.

Mam nadzieję, że Święta upływają Wam w duchu miłości, spokoju i szczęściu.

Chciałabym życzyć Wam – miłego i spokojnego dnia oraz cudownego popołudnia.

I choć czas świąteczny dobiega już- końca, to na zawsze pozostaną z nami wszystkie piękne momenty, które były naszym udziałem – historią życia, która będzie trwać w pamięci i sercu po czas niezmierzony.

Niech pokój Boży – otula Wasze serca, a miłość Boża zawsze Wam towarzyszy.

Tego Wam serdecznie życzę – Katarzyna

Cisza w Mgle

Szafira & Obsydian

Morze ucichło, a szum fal ustał, by ukoić statek spokojem serca.

Mgła czuwała — choć gęsta, była wsparciem.

Załoga spojrzała w niebo, aby obrać kurs… choć jeszcze niewidoczny.

W wkrótce cześć IV- ,, Zagubieni w ciszy”

Wśród Wierzb

BALLADA

Serafina & Armand

,,Spotkanie w ciszy

Spacer w ogrodzie róż na długo pozostał w pamięci Serafiny i Armanda.

Był jak czułe westchnienie — jak kropla rosy, która osiada na liściu i zostawia po sobie ślad,

choć sama znika. Nie trwał długo, a jednak wystarczająco, by nasycić się obecnością drugiego człowieka i ciszą, którą potrafili dzielić bez słów.

Serafina kochała róże — znała każdą z nich, jakby były częścią jej własnej historii.

Armand zatrzymał się nagle i skłonił z lekką powagą.

— Panienka wybaczy — rzekł cicho — i pozwoli, że oddalę się na chwilę.

— A cóż to, mości dobrodzieju odparła łagodnie gdy pilne sprawy wzywają?

— Tak, Panienko… wzywają.

Odchylił prawą dłoń do tyłu na znak pożegnania i z szacunkiem ucałował dłoń Serafiny.

Potem odszedł — bez pośpiechu, bez oglądania się za siebie.

Dzień był piękny.

Serafina postanowiła pozostać jeszcze w ogrodzie.

Zofia, wierna służąca, przygotowała herbatę, aby Panienka mogła odpocząć wśród ukochanych róż i promieni słońca.

— Szlachcic w pośpiechu opuścił dwór — szepnęła ostrożnie.

Serafina jedynie delikatnie wzdrygnęła ramionami, jakby nie życzyła sobie dalszej rozmowy.

— Panienka nie jest ciekawa…?

— Zofio — odrzekła spokojnie — zapewne miał ku temu ważny powód.

— Tak, Panienko… miał. W dworze szepczą, że pilnie wyruszył do brata.

Serafina nie odpowiedziała.

Zofia zamilkła na moment, po czym dodała półgłosem:

— W Panienki ogrodzie… nawet róże zamilkły na chwilę.

— Chcesz mi jeszcze coś powiedzieć droga Zofio? zapytała Serafina z błogim spokojem.

— Bo Panienka i Pan Armand… wyglądają tak… — urwała zdanie, nie kończąc myśli.

Dostrzegła, że twarz Serafiny przybrała wyraz – zadumy, a może nawet cichego smutku.

Onieśmielona, z lekkim drżeniem w głosie, rzekła tylko:

— Przepraszam Panienkę.

Zofia cofnęła się pół kroku, uchylając przestrzeń. Nie zadała więcej pytań.

Serafina oddaliła się od stolika z herbatą i zniknęła wśród róż, pozostając sama ze swoimi myślami.

Dzień zakończył się błogą ciszą, która nie domagała się odpowiedzi.

Następnego dnia o świcie Serafina wyruszyła na przejażdżkę konną.

Uwielbiała swojego białego jak śnieg rumaka — Aleksandra.

Szeptała do niego cicho, jak do istoty, która rozumie więcej, niż wypowiada się słowami.

Gdy słońce powoli otulało las złocistymi promieniami, galopowała odważnie, nie bacząc na przeszkody, jakby szukała w ruchu ukojenia.

Aleksander mknął przez leśne dukty jak rozpędzony wicher — dumny, lekki, o majestacie szlacheckiego konia, który zna swoją drogę.

Miał poprowadzić Serafinę do miejsca, które dobrze znali oboje.

Do wierzb – ciszy.

Armand powrócił do dworu późną nocą.

Przy porannym śniadaniu nie dostrzegł Serafiny.

Wkrótce dowiedział się, że wybrała się na przejażdżkę konną. Nie zapytał o nic więcej.

Bez słowa oddalił się od stołu i osiodłał swojego konia.

Las był jeszcze wilgotny od porannej mgły, a ścieżka prowadziła dokładnie tam, gdzie myśl biegła szybciej niż kroki.

Armand dostrzegł z oddali sylwetkę Serafiny.

Zatrzymał konia i w zwolnionym rytmie ruszył powoli w stronę wierzb.

Wśród wierzb panowała błoga cisza.

Armand ponownie zatrzymał konia i skinął głową w stronę Serafiny.

Anioł nadziei

Kochani

Życzę Wam Zdrowych i Spokojnych Świąt.

Spełnienia marzeń i zdrowia.

Wiary w sercu – bez której ciężko podążać krętą drogą.

Niech – Anioł Stróż otacza Was zawsze i wszędzie.

Niech serce przepełnia dobroć i wrażliwość.

Miłość wobec bliźnich trwa i wypełnia serce.

Gotowa, by w każdym momencie nieść pomoc.

Niech Święta będą chwilą do refleksji, miłości i życzliwość,

Niech ten rodzinny wspólny czas będzie wyjątkowym momentem

– wypełniony Bożą miłością , spokojem i błogosławieństwem.

Z serdecznymi życzeniami dla Was- Katarzyna

Rubin o poranku dnia

Rubinek o poranku na karmniku przysiadł.

O ziarenka nie pytał — zaśpiewał tylko

wesołą nutę ptasiego świergotu.

Zima mu nie wadzi, bo Rubinek odważnie

bije skrzydełkami brawo – zimie i uczy,

że radość nie czeka na lepszy czas.

Dobroć serca

Szczęście rodzi się z prawdziwej radości dawania i troski o drugiego człowieka.

W tym wyjątkowym, świątecznym czasie nie wahajmy się czynić dobra.

Pamiętajmy jednak, aby każdy dzień był wypełniony tym, co piękne —

miłością, którą daje Bóg.

📘 Kup książkę 💙 Wesprzyj blog