Kapitan Szafira zwołała krótką radę w kajucie. Obsydian położył na stole przeciętą linę.
— Tu nie ma przypadku — powiedział. — To ktoś z pokładu. Ktoś, kto chciał, byśmy podczas sztormu stracili żagiel… albo coś więcej.
Szafira spojrzała na bosmana, nawigatora i sternika.
Nikt nie potrafił podnieść wzroku.
Wszyscy milczeli jak cisza uspokojonego morza po burzy.
— Jeśli ktoś działa przeciwko nam… to znaczy, że nie jest z nami— powiedziała cicho, ale z mocą ostrza, które przecina stal.
Obsydian dodał:
Kapitanie, przesłuchamy wachtę, ale po cichu.
Jeśli sabotażysta daje sygnały obcym okrętom… musimy działać szybciej niż oni zdążą podejść.
Nagle z góry dobiegł krzyk:
DRUGI OKRĘT ZMIENIA KURS! ZBLIŻAJĄ SIĘ!
Szafira i Obsydian wybiegli na pokład.
Ciemne sylwetki zbliżały się po linii fal, ich maszty pozbawione były flagi — znak wrogości.
Obsydian pochylił się do Kapitan
Jeśli chcemy wytrwać, potrzebujemy zasłony.
Od północy – Kapitanie nadciąga mgła to dobry moment, aby się schować. Wtedy ukryjemy nasz kurs oraz unikniemy ataku.
Szafira spojrzała na załogę.Strach mieszał się z determinacją, ale każdy czekał tylko na jej słowo.Obsydian stanął obok Szafiry, aby potwierdzić obrany kurs.
— Kapitanie… jesteśmy gotowi.
Załoga do broni! Przygotować kurs w stronę mgły!
— rozkazała.
Pokład ponownie zatrząsnął się od pośpiechu. Marynarze z rozmachem i determinacją gotowi na każdy nieoczekiwany zwrot sytuacji.
Obsydian uniósł wzrok ku niebu. Ciśnienie spadło. Powietrze gęstniało.
– To nasza chwila- powiedział cicho.
Szafira uniosła wzrok na niebo, potem spojrzała na wrogie okręty sunące po linii horyzontu.
Znajdziemy zdrajcę – powiedziała spokojnie, a teraz kurs w stronę mgły
– rozkazała.
Obsydianie – rzekła spokojnym tonie.
– Miej oko na załogę – wkrótce znajdziemy – zdrajcę!
Jeśli morze ma nas pochłonąć — to dopiero po tym, kiedy mgła spowiłaby walczących.
Bitwa miała dopiero nadejść.
A zdrada była na pokładzie.
To była tylko kwestia czasu, kiedy zdrajca zostanie ujawniony.
Mgła — jedyna tarcza Szafiry— miała ochronić statek przed zderzeniem z tym co nieuchronnie nadchodziło.
Następnego dnia dwór rozbrzmiewał cichym, szlachetnym poruszeniem.
Wiadomość, iż przybył gość o wyjątkowej renomie i nienagannych manierach, rozeszła się szybciej niż zapach porannej herbaty unoszący się w ogrodzie.
Serafina, jak co rano, weszła pomiędzy róże, a jej zachwyt nad ich magią w blasku pięknego słońca nie miał końca.
Spojrzała w błękit nieba, na drzewa tańczące z wiatrem, aż uśmiech prawdziwego szczęścia rozświetlił jej twarz.
Była szczęśliwa, jakby świat zatrzymał się na moment.
Delikatne płatki, wilgotne od nocy, muskały jej dłonie niczym szept wiatru.
W ogrodzie odnajdywała wyciszenie — bo właśnie tam mogła być sobą.
Nagle Serafina zaskoczyła się niebywale, dostrzegłszy postać stojącą kilka kroków dalej. Dopiero gdy lekki szmer żwiru zdradził czyjąś obecność, uniosła głowę.
W oddali zobaczyła mężczyznę, który wpatrywał się w nią uważnie. Był elegancki, dostojnie ubrany, jak na szlachcica przystało. Jego postawa zdradzała pewność siebie, lecz łagodził ją szczery, subtelny uśmiech skierowany w stronę Serafiny.
Mężczyzna skłonił się z elegancją dawnych czasów, po czym rzekł:
— Przepraszam, czy nie naruszyłem spokoju Panny?
— Jestem gościem w tym domu… i pozwolono mi obejrzeć ogród.
Serafina skinęła głową, jakby chciała wyszeptać witaj, mości nieznajomy, lecz uczyniła to jedynie w myślach — zabrakło jej odwagi. Jego aksamitny, a zarazem męski i dostojny głos wprawił ją w lekkie zakłopotanie.
Po chwili ciszy odpowiedziała:
— To miejsce jest moją ukochaną częścią dworu.
Spędzam tu czas, bo błoga cisza i cudowny zapach kwiatów koją moje myśli… i uspokajają serce.
Mości dobrodzieju — róże wiele mówią tym, którzy potrafią ich słuchać.
Uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie, jakby nie śmiał uczynić tego śmielej.
W takim razie mam wielkie szczęście — rzekł spokojnie — skoro przewodniczką jest Panna.
— Pozwoli Panna, że się przedstawię… Armand.
Imię zabrzmiało w powietrzu jak coś więcej niż zwykłe przedstawienie.
Jak obietnica historii, która dopiero zaczynała tkać swoje wątki.
Serafina odpowiedziała eterycznym ukłonem — drobnym i skromnym, jak nakazywała epoka.
A róże, poruszone wiatrem, zdawały się szeptać coś więcej, niż ktokolwiek odważyłby się wypowiedzieć na głos.
Poranek po księżycowej nocy był chłodny, a niebo przecięte smugami ciężkich chmur, które nie zwiastowały, że załoga – Szafiry po raz kolejny zostanie wystawiona na próbę.
Załoga zabrała się do pracy z nową energią, lecz dało się wyczuć, że coś w powietrzu było inne.
Obsydian długo patrzył na horyzont, zanim ruszył między marynarzy, sprawdzając liny, maszt i pokład.
Kapitan stała przy sterze, opierając ranną dłoń o barierkę, obserwując każdy ruch załogi. Załoga w jednym wspólnym rytmie wykonywała ostatnie prace na wyznaczony kurs.
Nagle Obsydian zatrzymał się.Tuż przy jednej z głównych lin — tej, która podczas sztormu utrzymała żagiel przed rozerwaniem — dostrzegł coś, czego wcześniej nikt nie zauważył.
Cięcie!
Obsydian wiedział, że nie jest to zwykle naderwanie tylko świadome działanie. Dokładnie sprawdził jeszcze raz linę, aby się upewnić – cięcie było równe i ostre jak po nożu.
Obsydian przyklęknął, przesunął palcem po włóknach, które rozsypywały się jak poszarpane włosy.
— To… niemożliwe — wyszeptał. Uniósł głowę i wtedy zobaczył coś jeszcze. Obsydian zerwał się na nogi, a krzyk, który z siebie wydał, niósł w sobie ostrze alarmu:
— KAPITANIE! OKRĘTY NA HORYZONCIE!
Na horyzoncie, tuż ponad linią fal, wynurzył się kształt.
Potem drugi.A po chwili trzeci. Szczupłe, ciemne obiekty, które z łatwością mogły skryć się w mroku sztormu – podążały za okrętem – Szafiry jak – cień.
Szafira spojrzała najpierw na przeciętą linę, potem na niebo — ciężkie i złowrogie — i wreszcie na morze.
Oficerze – trzy okręty dwa na północ i jeden słabo widoczny w tele z nimi.
Czy widzisz ich więcej – oficerze ?
– Trzy… a mogą być kolejne. Ukrywały się za sztormem. Czekały, aż osłabniemy.
Cień przeszedł po twarzach marynarzy.
Strach?
Tak.
Ale pod nim — niezachwiane zaufanie do Kapitana.
— Alarm bojowy! — rozkazała Szafira.
Pokład ożył.
Ktoś zamknął barykady, inni pobiegli do dział, kolejni chwytali liny.
Statek w kilka sekund zmienił się w maszynę gotową na bitwę!
Obsydian dopadł do Kapitan.
— To nie wszystko — powiedział cicho. — Lina była przecięta. Ktoś to zrobił przed sztormem.
W jednej sekundzie między nimi padła szybka – decyzja.
Sabotaż.
Wróg zewnętrzny.
Wróg wewnętrzny.
A czas… ucieka.
— Kapitanie — szepnął Obsydian szybciej. — Jeżeli będą chcieli podejść bliżej, musimy mieć plan. Mgła może nas ukryć, ale trzeba działać natychmiast.
Szafira skinęła głową.
– Przygotuj załogę. Każda sekunda jest na wagę życia.
załoga — bez pytań, bez zwłoki — ruszyła wykonywać rozkazy.
W ogrodzie, gdzie poranek pachniał świeżą rosą, a wiatr igrał z płatkami róż niczym z nutami starej melodii, siedziała dama — delikatna, skromna, o spojrzeniu, które potrafiło zatrzymać czas.
Patrzyła na świat z lekką, nieopisaną zadumą.
Uwielbiała ciche chwile, w których mogła delektować się ciszą swojego ogrodu — magią róż i śpiewem ptaków.
Ta cisza sprawiała, że Dwór cieszył się pochlebną opinią oraz wyjątkową elegancją, jaką dawniej pielęgnowały najlepsze rody.
Otulona zachwytem nad pięknem swoich ogrodowych róż, dotykała ich subtelnie, z czułością — jakby chciała wyszeptać im słowa: „Kocham was”.
Wiedziała, że są kruche jak szkło, ale również wiedziała, że są warte ochrony.
W ogrodzie odnajdywała wytchnienie — chwile tylko dla siebie, pełne zapachu rozkwitu, gdzie nawet światło zdawało się kłaniać jej z szacunkiem.
Tymczasem wokół Dworu rozchodziły się szepty. Niektóre przyspieszone, inne pełne podekscytowania.
Służba dyskretnie prostowała obrusy, gospodyni poprawiała porcelanę, a lokaje wymieniali spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa.
—Przybywa gość… — szeptano po salonach.
— Podobno niezwykle szarmancki…i mówi tak, że damy zapominają oddychać– szeptano z zachwytem nad owym gościem.
Wieści jak zawsze rozchodziły się szybko po okolicy, niczym wiatr rozpędzający liście w różne strony świata.
Ale dama ogrodu była inna.
Trwała w swoim spokoju – zamyślona delektowała się filiżanką herbaty w sowim pięknym różanym ogrodzie.
Nie oczekiwała niczego i z należytym dystansem przyjmowała zachwyt, jakim obdarzano szlachcica.
Dzień chylił się ku końcowi, lecz o poranku wiatr niósł już coś więcej niż zapach róż.
Choć jego imię unoszono na falach szeptów, ona — z lekkim uśmiechem pozostawała wierna własnemu rytmowi serca.
Niósł obietnicę — nową, spokojną i delikatną.
Niewyczuwalną, jak pierwsze drżenie struny przed muzyką.
Drodzy, druga część ballady – już w weekend.Historia ogrodu dopiero zaczyna odkrywać swoje tajemnice.
Drodzy – dzisiaj kilka myśli prosto z serca z myślą o Was.
Bardzo chciałabym zobaczyć góry i wykonać dla Was – piękne zdjęcia oraz krótkie filmy – tak jak mam to w zwyczaju.
Miasto, które pragnę odwiedzić w najbliższym czasie, a konkretnie w Styczniu 2026r- Meribel Francja położone w dolinie Teretainse w Sabaudii w krainie Trzech Dolin.
Meribel to doskonała baza wypadowa dla wszystkich którzy uwielbiają klimat górski i pragną zwiedzić – Trzy Doliny, które szczególnie zachwycają swym urokiem.
Miejscowość zachowała klimat tradycyjnej, alpejskiej wioski z charakterystyczną architekturą drewniano- kamienną. Obejmuje aż 422 hektary z 150 kilometrami tras narciarskich. Trasy narciarskie są przeznaczone dla osób o różnym stopniu awansowania i bardzo dobrze, ponieważ dzięki temu każdy może się sprawdzić w zależności od umiejętności.
W miejscowości jest również sporo atrakcji, które z pewnością uprzyjemnią pobyt.
Już wkrótce szykuję się na wyjazd, drodzy – więcej o tym cudownym miejscu napiszę w najbliższym czasie, kiedy już tam będziemy i będę mogła wysyłać Wam zdjęcia oraz film.
Góry to mój klimat – zwłaszcza, kiedy mogę robić zdjęcia w plenerze. Górskie klimaty, cudowna biel – biały puch na choinkach to prawdziwa magia, która zawsze mnie urzeka.
Pamiętacie– Milo w swojej słodkiej czapce. On również jest w pełni gotowy na zimowy wyjazd.
Miał swoją śliczną czapeczkę w Karpaczu, kiedy wjeżdżaliśmy na szczyt kolejką linową.
Na górze bardzo wiało – Milo w plecaku zapakowany jak paczka landrynek.
Miał czapeczkę również w Szkocji, a wszystkie zdjęcia i filmy mogliście zobaczyć na Facebooku i na mojej starszej stronie Zdrowo i Kolorowo – Szczęśliwie.
Mam nadzieję, że wkrótce pokarzę Wam to piękne i magiczne miejsce, a Wy jak zawsze będziecie ze mną w tej podróży.