Po wydarzeniach ostatnich dni nikt nie spodziewał się takiej ciszy.
Szafira nie zatrzymała okrętu.
Rozkazała jedynie zwolnić.
Przez krótki moment w wąskim przesmyku pomiędzy górami pojawił się widok, którego się nie spodziewali.
Załoga zgromadziła się na pokładzie.
Stali w ciszy.
Spokojni z pełnym zaufaniem patrzyli w stronę przesmyku, gdzie pierwszy blask wschodzącego słońca rozświetlił ciemne zbocza gór do których się zbliżali.
Nawet najbardziej doświadczeni marynarze patrzyli w milczeniu.
Światło pojawiło się tylko na chwilę.
Jakby góry na moment rozsunęły przed nimi zasłonę.
Obsydian obserwował horyzont.
Potem spojrzał na kompas.
Wyjął go ostrożnie i zmarszczył brwi.
Igła drżała.
Przez chwilę wskazywała jeden kierunek.
Potem drugi.
Następnie zaczęła obracać się powoli wokół własnej osi.
Jakby całkowicie utraciła orientację.
— Kapitanie… — odezwał się cicho ktoś z pokładu.
Szafira spojrzała na kompas.
Nie powiedziała ani słowa.
Statek płynął dalej.
Coraz głębiej pomiędzy kamienne ściany gór.
Przesmyk stawał się coraz węższy.
Góry otaczające przesmyk wydawały się coraz bliższe.
Jakby kamienne ściany powoli przesuwały się ku sobie, gotowe w każdej chwili zamknąć przejście za ich rufą.
Nikt nie wypowiedział tego głośno, ale wielu marynarzy miało wrażenie, że wpływają do miejsca, które niechętnie wpuszczało obcych.
Nagle…
Kadłub zadrżał.
Jakby coś dotknęło go pod powierzchnią wody.
Statek lekko przechylił się na bok.
Niezbyt mocno.
Ale na tyle wyraźnie, że kilku marynarzy odruchowo chwyciło liny.
Na pokładzie zapadła cisza.
— Pełna gotowość! — rozkazała Szafira.
— Utrzymać kurs! — donośnym głosem powtórzył Obsydian, stając przy sterze.
Załoga natychmiast zajęła swoje stanowiska.
Wszyscy skupili wzrok przed sobą.
I wtedy rozległ się krzyk jednego z marynarzy.
— Kapitanie! Coś nad przesmykiem !
W jednej chwili wszystkie spojrzenia skierowały się ku przesmykowi.
Szafira odwróciła się natychmiast.
Obsydian również uniósł wzrok znad steru.
Jednak jedyne, co dostrzegli, to ciemność…, która zasłoniła niebo.
Ciężkie chmury ponownie zasłoniły przejście pomiędzy górami.
A przez krótką chwilę wydawało się, że ktoś lub coś próbowało zwrócić ich uwagę.
Wiersz powstał z miłości do róż i kwiatów, które swoją subtelnością, siłą i niezwykłym urokiem od lat inspirują mnie do refleksji i poezji.
To właśnie dla mojej ,, Królowej Róż ” zatrzymałam na chwilkę wspomnienia i myśli.
Długo odzyskiwała siły i piękno, aby ponownie zakwitnąć i zachwycić.
A dziś mogę tylko wyszeptać…
~ ,,Dziękuję, że jesteś.”
❤️
Chciałabym również podziękować za wszystkie piękne słowa, miłe komentarze i życzliwość, które pozostawiliście pod nagraniem podczas recytacji mojego wiersza na Facebooku.
A już za tydzień, drodzy kolejna niespodzianka dla Was.
Mam nadzieję, że spodoba się Wam równie dobrze jak wiersz : ,, Dotyk o poranku „
Zapraszam do lektury.
,,Dotyk o poranku ”
🌹
Róże…
Nie wiem, jak opisać je prostymi słowami. Królowa piękna i cudowna.
Urocza i kolorowa.
Każdego dnia zachwycam się ich pięknem. Subtelnie i czule, zawsze do nich szepczę.
Dzisiaj ponownie je przywitałam.
Każdego dnia o poranku na nie spoglądam, bo wiem, że w nich cała chwała.
Dotykam czule, z pełnym respektem.
I nie ma w tym nic dziwnego, że do nich delikatnie szepczę.
To połączenie różanego dotyku,
silne i mocne, spójne rytmem
~ bijącego impulsu.
Tam serce odzyskuje wiarę i siłę, a w różach odnajduje moc,