Szept życia i cisza myśli.

Złote Myśli✨

Życie nie zawsze przemawia głośno.

Często przychodzi jak cichy szept…

Szept, który przypomina nam,
aby zatrzymać się na chwilkę.

Bo piękne momenty powstają w codzienności, to właśnie w nich można dostrzec piękno świata, które nas otacza.

🌹

Drodzy.

Już w najbliższą niedzielę zapraszam Was do wysłuchania recytacji mojego wiersza na Facebooku.

📖 „Szept życia”

To kilka chwil zatrzymanych w słowach, które przypominają, jak wiele piękna kryje się w zwyczajnych dniach.

Niech ten dzień i każdy kolejny będzie dla Ciebie spokojny i piękny.

Z sercem dla Was

Katarzyna

❤️

Cisza, zapach i drobne piękno

Drodzy.

Jak w każdy poniedziałek, wybrałam się z Milo na nasz wspólny trening.

To plan, którego staram się pilnować, choć nie zawsze jest łatwo.

Czasami brakuje chęci, a czasami pogoda postanawia pokrzyżować plany.

Jednak nawet deszcz nie jest nam straszny.

Cieszę się również, że niektórzy z Was towarzyszą nam podczas tych spacerów.

Na bieżąco staram się pokazywać krótkie filmiki z naszych wypraw na Facebooku , a dziś chciałabym zostawić tutaj kilka spokojnych kadrów.

Ten poniedziałek był inny.

Niby taki sam jak wiele wcześniejszych, a jednak wyjątkowy. Chyba dlatego, że tak naprawdę każdy dzień niesie ze sobą coś nowego.

Podczas zwykłego treningu znów zatrzymałam się, aby spojrzeć na przyrodę.

Za każdym razem jestem pod wrażeniem tego, jak szybko wszystko się zmienia.

Jeszcze niedawno w miejscu, na które spoglądam co tydzień, nie było kwiatów.

Dziś rozkwitają tam róże, a pomiędzy nimi pracowicie uwijają się bąki i pszczoły.

Zatrzymałam się również wśród wysokich traw.

Urosły tak pięknie, że trudno było przejść obok nich obojętnie.

Z oddali ich kolor przypominał delikatny wrzosowy dywan.

Z bliska wyglądały niczym miękki puch, subtelnie oprószony fioletowym brokatem.

Na chwilę zatrzymałam ten obraz.

Dla siebie i dla Was.

Bo czasem to właśnie cisza, zapach i drobne piękno niosą najwięcej spokoju.

Z sercem dla Was.

Katarzyna.

Między światłem a cieniem

Morze było spokojne.

Zbyt spokojne.

Po wydarzeniach ostatnich dni nikt nie spodziewał się takiej ciszy.

Szafira nie zatrzymała okrętu.

Rozkazała jedynie zwolnić.

Przez krótki moment w wąskim przesmyku pomiędzy górami pojawił się widok, którego się nie spodziewali.

Załoga zgromadziła się na pokładzie.

Stali w ciszy.

Spokojni z pełnym zaufaniem patrzyli w stronę przesmyku, gdzie pierwszy blask wschodzącego słońca rozświetlił ciemne zbocza gór do których się zbliżali.

Nawet najbardziej doświadczeni marynarze patrzyli w milczeniu.

Światło pojawiło się tylko na chwilę.

Jakby góry na moment rozsunęły przed nimi zasłonę.

Obsydian obserwował horyzont.

Potem spojrzał na kompas.

Wyjął go ostrożnie i zmarszczył brwi.

Igła drżała.

Przez chwilę wskazywała jeden kierunek.

Potem drugi.

Następnie zaczęła obracać się powoli wokół własnej osi.

Jakby całkowicie utraciła orientację.

Kapitanie… — odezwał się cicho ktoś z pokładu.

Szafira spojrzała na kompas.

Nie powiedziała ani słowa.

Statek płynął dalej.

Coraz głębiej pomiędzy kamienne ściany gór.

Przesmyk stawał się coraz węższy.

Góry otaczające przesmyk wydawały się coraz bliższe.

Jakby kamienne ściany powoli przesuwały się ku sobie, gotowe w każdej chwili zamknąć przejście za ich rufą.

Nikt nie wypowiedział tego głośno, ale wielu marynarzy miało wrażenie, że wpływają do miejsca, które niechętnie wpuszczało obcych.

Nagle…

Kadłub zadrżał.

Jakby coś dotknęło go pod powierzchnią wody.

Statek lekko przechylił się na bok.

Niezbyt mocno.

Ale na tyle wyraźnie, że kilku marynarzy odruchowo chwyciło liny.

Na pokładzie zapadła cisza.

Pełna gotowość! — rozkazała Szafira.

Utrzymać kurs! — donośnym głosem powtórzył Obsydian, stając przy sterze.

Załoga natychmiast zajęła swoje stanowiska.

Wszyscy skupili wzrok przed sobą.

I wtedy rozległ się krzyk jednego z marynarzy.

Kapitanie! Coś nad przesmykiem !

W jednej chwili wszystkie spojrzenia skierowały się ku przesmykowi.

Szafira odwróciła się natychmiast.

Obsydian również uniósł wzrok znad steru.

Jednak jedyne, co dostrzegli, to ciemność…, która zasłoniła niebo.

Ciężkie chmury ponownie zasłoniły przejście pomiędzy górami.

A przez krótką chwilę wydawało się, że ktoś lub coś próbowało zwrócić ich uwagę.

Lecz teraz nie było tam nic.

Tylko skały.

Morze.

Cisza.

I statek, który płynął dalej….

⚓️

Krótka chwila światła

Przez pewien moment chmury rozstąpiły się nad przesmykiem.

Między górami pojawił się pierwszy blask wschodzącego słońca.

Szafira i Obsydian obserwowali go w milczeniu.

Ale nie trwało to długo.

Zaledwie kilka chwil.

Wystarczyło jednak, aby przypomnieć załodze, że nawet po najciemniejszej nocy światło zawsze odnajduje drogę.

A potem chmury ponownie zamknęły przejście.

I wszystko wróciło do ciszy…

Królowa moich Róż

,,Odrodzona Róża „

🥀

Dzisiaj zachwyca swoim urokiem

piękna i tak delikatna,

w subtelnym kolorze.

Tańczy swobodnie.

A wiatr jej pąki czule kołysze.

I widzę jak każdego dnia wzrasta,

ponieważ rośnie w niej życie. 

Wcześniej nie była taka silna.

Zniszczona z resztkami tchnienia…

Samotna w cieniu żyła. 

I choć  była słaba, i wyniszczona.

Czekała cierpliwie na czułość,

na dobre słowa. 

Na odnowienie życia,

gdy ktoś się nad nią pochyli. 

Na swój moment,

aby móc zachwycić. 

Tak byłam przy niej,

w procesie odrodzenia. 

Widziałam jak wcześniej

~powoli umiera.

Przycięłam chore łodygi,

do serca słów kilka wyszeptałam.

Dasz radę bo jesteś silna,

ty to wiesz moja kochana. 

I tak przez cały rok,

będąc czułością otoczona. 

Przywitała wiosnę nowymi pędami,

liśćmi świeżymi i cudnymi pąkami. 

A w maju pierwszy swój kwiat,

przed światem pokazała. 

Przetrwała.

Odrodzona na nowo w subtelny róż.

Królowa Wyborna

Królowa moich róż.

Kwitnie w dwóch kolorach . Pierwszy moment, kiedy otwiera się na świat.

,, Królowa moich Róż”

Z serdecznymi pozdrowieniami dla Was

Katarzyna ❤️

Szept Życia

Każdy nowy dzień przynosi nam kolejną kartę do zapisania. 

Nie musi być idealny, aby był piękny. 

Czasami wystarczy chwila spokoju, błękit nieba i wdzięczność za to, co już mamy.

Życzę wszystkim miłej i spokojnej niedzieli

☕️🥀

Za tydzień zaproszę Was na recytację mojego nowego wiersza : „Szept życia”.📖🌿

Z sercem dla Was

💜

10 lat czekania

Czasami najpiękniejsze historie rodzą się tam,

gdzie nikt już nie spodziewa się szczęśliwego zakończenia.

Ten kaktus trafił do naszego domu wiele lat temu.

Był niewielki i został kupiony przez mojego syna. Jak to często bywa w życiu, jego historia nie była jednak idealna.

Przez lata zdarzały się różne sytuacje.

Kilka razy spadł z parapetu, został przypadkowo zahaczony, a jego kolce nieraz przypominały o swojej obecności😊

Z biegiem czasu było widać, że część rośliny została uszkodzona.

Nie wyglądał już tak okazale jak kiedyś.

Mój syn długo czekał na jego kwiaty, ale niestety nie doczekał się.

Kaktusy nie kwitną tak często.

A może kwitną ..? nie wiem….-🤔

W domu aktualnie mam tego odziedziczonego po synu.

W końcu syn powiedział do mnie:

– Mamo, zrób z nim, co zechcesz.

Przyznam, że sama nie wiedziałam wtedy, co z nim zrobić. Był poturbowany przez los..

Mogłam się go pozbyć.

Mogłam uznać, że już nic ciekawego z niego nie będzie.

Ale coś sprawiło, że został.

I tak trwał.

Niepozorny, trochę poturbowany przez życie, a jednak nadal żywy.

Odzyskiwał siły powoli i ze spokojem, a z każdym kolejnym rokiem piękniał.

Szybki wzrost zachwycał, jakby chciał wyszeptać :

,, to jeszcze nie mój koniec ”🌵

Jego postawa przypominała mi dzielnego rycerza, który zachwyca odwagą i siłą.

A potem wydarzyło się coś niezwykłego.

Po blisko dziesięciu latach kaktus zakwitł po raz pierwszy.

Niby zwykły kaktus, a jednak wcale nie taki zwykły.

Jego kwiaty mnie zachwyciły.

Pomyślałam. ,, No…proszę teraz to się popisałeś!”

Oczywiście obyło się bez przytulania 😊

Warto było czekać 10~ lat.

Patrząc na niego, pomyślałam, że bardzo przypomina ludzi.

Nie zawsze wszystko układa się od razu.

Czasem upadamy.

Czasem zostajemy zranieni.

Czasem ktoś przestaje wierzyć, że jeszcze potrafimy rozkwitnąć.

A jednak życie nieraz pokazuje, że najpiękniejsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy cierpliwie trwamy.

Dlatego ten kaktus nie jest dla mnie zwykłą rośliną.

Jest przypomnieniem,

że wytrwałość ma sens.

Że warto troszczyć się o to, co ważne.

I że czasami po wielu latach czekania

życie potrafi nas,

jeszcze bardzo mile zaskoczyć.

❤️

Z sercem dla Was

Katarzyna

Ufaj z nadzieją w sercu

,,ZAUFAJ ”

🕊️

Niektóre chwile pozostają z nami na długo.

Czasami jednak życie nie daje gotowych odpowiedzi.

Nie pokazuje całej drogi ani wszystkich rozwiązań.

Pokazuje jedynie kolejny krok.

I właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy zaufania.

Zaufania, że nie każdy moment naszego życia musi być zrozumiały od razu.

Czasami wystarczy iść dalej z nadzieją w sercu.

Złote Myśli ✨

Dotyk o poranku ~ Róża

Wiersz „Dotyk o poranku”

Wiersz powstał z miłości do róż i kwiatów, które swoją subtelnością, siłą i niezwykłym urokiem od lat inspirują mnie do refleksji i poezji.

To właśnie dla mojej ,, Królowej Róż ” zatrzymałam na chwilkę wspomnienia i myśli.

Długo odzyskiwała siły i piękno, aby ponownie zakwitnąć i zachwycić.

A dziś mogę tylko wyszeptać…

~ ,,Dziękuję, że jesteś.”

❤️

Chciałabym również podziękować za wszystkie piękne słowa, miłe komentarze i życzliwość, które pozostawiliście pod nagraniem podczas recytacji mojego wiersza na Facebooku.

A już za tydzień, drodzy kolejna niespodzianka dla Was.

Mam nadzieję, że spodoba się Wam równie dobrze jak wiersz : ,, Dotyk o poranku „

Zapraszam do lektury.

,,Dotyk o poranku ”

🌹

Róże…

Nie wiem, jak opisać je prostymi słowami.
Królowa piękna i cudowna.

Urocza i kolorowa.

Każdego dnia zachwycam się ich pięknem.
Subtelnie i czule,
zawsze do nich szepczę.

Dzisiaj ponownie je przywitałam.

Każdego dnia o poranku na nie spoglądam,
bo wiem, że w nich cała chwała.

Dotykam czule, z pełnym respektem.

I nie ma w tym nic dziwnego,
że do nich delikatnie szepczę.

To połączenie różanego dotyku,

silne i mocne, spójne rytmem

~ bijącego impulsu.

Tam serce odzyskuje wiarę i siłę,
a w różach odnajduje moc,

i piękno zachwytu.

🌹

Gdzie las skrywa tajemnice

Wieczorne powietrze było chłodne, a wiatr poruszał gałęziami w sposób, który budził niepokój.

Armand czuł, że ta droga prowadzi do czegoś znacznie większego niż zaginięcie listu.

A odpowiedzi, których szukał, mogły zmienić więcej, niż przypuszczał.

Las z każdą chwilą stawał się coraz bardziej cichy.

Droga, którą podążali, nie przypominała już ścieżek znanych mieszkańcom okolicy.

Powietrze zrobiło się chłodniejsze.

Nie był to jednak zwykły chłód wieczoru.

Pomiędzy drzewami unosiło się coś trudnego do opisania.

Jakby samo miejsce skrywało własny oddech.

Armand od pierwszej chwili miał wrażenie, że ten fragment lasu różni się od wszystkich pozostałych.

Drzewa rosły bliżej siebie.

Ich pnie były znacznie grubsze, a korony tak rozłożyste, że niemal całkowicie przesłaniały niebo.

Niektóre wyglądały tak, jakby pamiętały czasy, o których nie zachowała się już żadna opowieść.

Przyjaciel zauważył jego spojrzenie.

Mój dziadek mawiał, że ten fragment lasu ma własną historię — powiedział cicho.

Armand spojrzał na niego z zaciekawieniem.

Własną historię?

Tak.

Przez pokolenia opowiadano, że niektóre z tych drzew są starsze niż najdawniejsze kroniki.

Starsze niż pamięć ludzi.

Mówiono również, że las nigdy nie zdradza swoich tajemnic tym, którzy przychodzą tu jedynie z ciekawości.

Armand słuchał uważnie.

Przyjaciel przez chwilę milczał.

Posłuchaj.

Las wydawał się nieruchomy.

Początkowo Armand nie słyszał nic.

Potem jednak dotarł do niego bardzo delikatny dźwięk.

Tak subtelny, że trudno było stwierdzić, czy naprawdę istnieje.

Nie przypominał śpiewu ptaków.

Ani szumu liści.

Brzmiał raczej jak cichy szept unoszący się gdzieś pomiędzy korzeniami i wędrujący ku najwyższym konarom.

Jakby całe to miejsce mówiło własnym językiem.

Nagle pomiędzy drzewami przemknął zimny podmuch.

Tak gwałtowny, że poruszył gałęzie nad ich głowami.

A chwilę później wszystko ucichło.

Zupełnie.

Las zamarł.

Jakby nasłuchiwał każdego kroku przybysza.

Przyjaciel ruszył powoli przed siebie.

Zmierzał w stronę jednego z drzew.

Było potężniejsze od pozostałych.

Stare.

Milczące.

Jakby od wieków strzegło czegoś, czego nie wolno było naruszyć.

Chodź — powiedział spokojnie.

Armand podszedł bliżej.

Wtedy jego wzrok zatrzymał się na czymś znajdującym się na korze.

Przez chwilę nie potrafił oderwać od tego spojrzenia.

Coś tam było.

Coś nietypowego.

Coś, czego nie spodziewał się zobaczyć.

A jednak właśnie to przykuło jego uwagę bardziej niż wszystko, co zobaczył tego dnia.

I wtedy zrozumiał, że przyjaciel nie przyprowadził go tutaj bez powodu.

📘 Kup książkę